Jak emigracja zmienia ludzi? Zmiany, które zachodzą w Tobie, gdy wyjeżdżasz

Niezależnie od tego dokąd i niezależnie od sytuacji, każdy, kto decyduje się na emigrację, wystawia się na bardzo poważny stres związany ze zmianą otoczenia.

Nawet wyjazd z najbliższymi czy przyjaciółmi odbija się na naszej psychice. Jako ludzie jesteśmy tak skonstruowani, że dokładnie rok zajmuje nam „dojście do siebie” po każdej większej zmianie w życiu. To co dzieje się w czasie emigracji podzielić można na pięć faz:

Faza I – fascynacja i strach

Pierwsze 2-3 miesiące, bardzo „głupia” faza. Najsilniej odczuwana – fascynacja nowym i jednocześnie strach przed nieznanym. W tym czasie doznajemy, czasem bardziej dla siebie zauważalnie, czasem mniej, szoku związanego z wyrwaniem z poprzedniego, komfortowego i znanego nam miejsca. Bardzo silne emocje towarzyszące początkom w obcych realiach wywołują często lekki dysonans poznawczy.

Jednego dnia potrafimy być pozytywni i zachwyceni, opowiadać znajomym jacy to nie jesteśmy szczęśliwi, następnego przerażeni i zgubieni. Pojawiają się problemy: bariery językowe, kulturowe, często bardzo stresujące procesy administracyjne, itp.

Mówię, że jest to „głupia” faza – bo niby dużo się dzieje, niby strasznie przeżywamy, ale koniec końców za nowym życiem nie idą jeszcze zmiany w naszej osobowości. Dlatego po tej wstępnej fazie pojawia się zawsze dość poważny kryzys.

Faza II – kryzys

Ta faza trwać może kilka dni lub kilka tygodni. Często przeplata się z fazą pierwszą i trzecią. Fascynacja nowym powoli się wycisza. Zaczynamy za to silnie tęsknić za bliskimi, przyjaciółmi, znajomymi oraz za elementami naszego starego życia, których na tym etapie nie możemy jeszcze odnaleźć w nowym miejscu.

Pojawiają się: silne zwątpienie, nierzadko nawet stany depresyjne. Strach i negatywne emocje. Wiele osób w tej fazie decyduje się pochopnie na powrót, zwłaszcza te, które wyjeżdżają po raz pierwszy.

Jak sobie z tym poradzić? Najlepszym sposobem jest powrót do wcześniejszego miejsca (np. w ramach krótkiego urlopu). Jeśli nie mamy takiej możliwości – próby kontaktu np.: ze znajomymi (skype, etc) i zwykłe wspomnienie „starego” życia. Próba takiego fizycznego czy mentalnego powrotu uświadamia nam bowiem coś bardzo istotnego – nasze wcześniejsze, wygodne życie już po prostu nie istnieje. Zostawiliśmy je, by budować nowe, w nowym miejscu.

Często okazuje się, że nasi starzy „przyjaciele” wcale nie mają już dla nas czasu, że rzeczy, które nas interesowały już nas nie interesują. Że jednak to stare, wygodne życie aż takie komfortowe nie było. Tu zaczyna się silny dyskomfort, bo jesteś „pomiędzy” starym, a nowym.

Aby jak najbardziej ułatwić sobie przejście tej fazy polecam jeszcze przed wyjazdem stworzyć sobie listę, czy fotomontaż powodów, dla których wyjeżdżasz. Nawet jeśli jest on tak „błahy” jak „tylko dla kasy” – to jednak po coś tą kasę chcesz zdobyć. Może na lepszą przyszłość? Jak ją sobie wyobrażasz? Możesz też dodać negatywne elementy starego miejsca, które spowodowały, że podjąłeś decyzję o emigracji. Kiedy dopadnie Cię kryzys, przeanalizuj taką listę. Będzie Ci dużo łatwiej wytrwać i wejść w trzecią, najciekawszą według mnie fazę.

Faza III – adaptacja i zmiany w osobowości

Jeśli przetrwasz fazę kryzysu (i tylko wtedy – niektórzy nie wychodzą z niej nigdy i nawet po 10 latach w nowym miejscu czują się w nim źle) około czwartego/piątego miesiąca emigracji zaczniesz adaptować się do nowego środowiska. Bariera językowa staje się mniejsza, a Ty, dużo bardziej świadomy swoich wyborów zaczynasz powoli wypełniać pustkę życiową, która powstaje zawsze gdy zostawiamy swoje wcześniejsze życie.

Zaczynasz na poważnie szukać nie tylko nowych znajomych ale też nowych hobby i rozrywek. Jesteś aktywny, bardzo szybko odkrywasz nie tylko nowe miejsca i ludzi ale przede wszystkim nowe zainteresowania i możliwości. Tutaj dokonuje się, mniejsza lub większa, przemiana w osobowości. Adaptując się do nowego środowiska uczysz się bowiem bardzo wielu nowych rzeczy. Również o sobie samym.

Tak jak wspomniałam to zdecydowanie moja ulubiona faza. To tutaj zachodzi cała magia, która na zawsze zmienia Twoje życie. Przymus adaptacji zmusza Cię do zmian swoich poglądów, a nowe rzeczy sprawiają, że tym razem świadomie i w pełni odkrywasz nowe miejsce (w przeciwieństwie do fazy pierwszej, gdzie jesteś w stanie tylko powierzchownie oceniać i porównywać).

Faza IV – komfort i bezpieczeństwo

Po około sześciu miesiącach Twój organizm przyzwyczaja się całkowicie do nowej sytuacji życiowej. Zaczynasz czuć się pewniej, a sentymenty do „starego” stają się dużo słabsze.

Większość osób, która wytrwa te pół roku (kryzysy potrafią powracać kilka razy) zostaje w nowym miejscu na dłużej. To tutaj zaczyna się prawdziwe życie – pojawiają się bliżsi przyjaciele, Twoje życie towarzyskie kwitnie, znajdujesz swoje ulubione rejony. Zaczynasz identyfikować się z nowym miejscem i dostrzegać rzeczy, które wcześniej Ci umykały.

Pojawia się poczucie komfortu i bezpieczeństwa – zaczynasz czuć się szczęśliwy w nowym miejscu. Ta faza trwa mniej więcej kolejne 6 miesięcy.

Faza V – stabilizacja

Po około roku dochodzisz do fazy ostatniej – stabilizacji. Twoje życie w pełni rozkwitło w nowym miejscu, czujesz się w nim dobrze, pewnie i bezpiecznie. Znasz mnóstwo osób, nawiązałeś trwałe relacje społeczne i potrafisz sobie poradzić w różnych sytuacjach. Na dobre zmieniła się też Twoja osobowość – nawet bardzo drastycznie.

Z jednej strony jest to zdecydowanie najprzyjemniejsza faza, bo w końcu czujesz, że w pełni przynależysz do danego miejsca. Ale ja, osobiście, za nią nie przepadam. Stabilizacja oznacza, że zaczynamy „wrastać” w nowe miejsce – od tego momentu, ponieważ czujemy się w pełni szczęśliwi, pojawia się wygoda i chęć zatrzymania czasu. Zmiany nie są mile widziane. To powoduje, że jeśli planujemy podążać gdzieś dalej – im dłużej zostaniemy w danym miejscu, tym trudniej będzie znowu wyjechać.

Powyższy schemat może się nieco różnić w zależności od Twojej sytuacji (wszakże wszyscy jesteśmy wyjątkowi), ale wspólną cechą większych wydarzeń i zmian w naszym życiu jest to, że zawsze, bez wyjątku po około 6 miesiącach nasz organizm wraca do swojego „normalnego stanu” (silne emocje się wyciszają), a po około roku – całkowicie się adaptujemy i wracamy do swojej wewnętrznej psychicznej równowagi. Powyższe dotyczy również tych negatywnych zdarzeń, silnie szarpiących naszą psychiką (np. śmierć bliskiej osoby).

W jakiejkolwiek sytuacji się znajdujesz, lub masz się niebawem znaleźć – pamiętaj o tym. W tej kwestii wszyscy jesteśmy równi. Nasz organizm potrzebuje takiej samej ilości czasu, aby dostosować się do nowych realiów. Zawsze pamiętaj, że jest to proces, który po prostu wymaga trochę czasu.

Zobacz również:

Wyemigrowałeś? Jak było w Twoim przypadku? Jak oceniasz swoją decyzję? Planujesz powrót do kraju czy może kolejne podróże, gdzieś dalej? Swoimi spostrzeżeniami możesz podzielić się w komentarzu poniżej.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

47 thoughts on “Jak emigracja zmienia ludzi? Zmiany, które zachodzą w Tobie, gdy wyjeżdżasz”

  1. Ja wciaz jestem na poczatku, 7-my tydzen. Niby powinno byc ok, mieszkam u rodziny, pracuje w swoim zawodzie ale nie jest. Cholernie tesknie za rodzina i domem…coz, emigracja po 40-ce. Ciagle zadaje sobie pytanie czy to wszystko ma sens…

    Polubienie

  2. Przeprowadziłam się kilka miesięcy temu do Stanów (o tym też jest mój blog) – nie planuję powrotu do Polski w najbliższym czasie. Jestem raczej opanowana, choć czasem czuję niepokój, taką dziwną „pustkę” – po raz pierwszy nie mam kupionego biletu „na powrót”. Chyba dopiero teraz czuję, że mieszkam w Filadelfii i nie wracam „do domu”, bo mój nowy dom jest tutaj. To dziwne, ekscytujące i przerażające jednocześnie!

    Polubienie

  3. I ja zmagam się z problemami po emigracji.Mieszkałam 2.5 roku w Australii wrociłam do Polski bo tęskniłam a teraz umieram z braku słońca, szarości i smutnych ludzi.Chce wrócić do Australi ale nie potrafie podjąc tej decyzji

    Polubienie

  4. Hej, a ja mam pytanie, bo właśnie jestem w chwili kryzysu, ale zdecydowanie głębszego niż poprzedni. W Polsce nie byłam od 7 miesięcy, pierwszy kryzys pojawił się po 4 miesiącach, ale miałam widoki na lepszą, umysłową pracę, więc jakoś przeżyłam go myślą, że będzie lepiej. I niestety nie jest, praca okazała się kompletnie nie taka, jaka miała być, dobrze wiem, że w Polsce za te same pieniądze miałabym lepszą i spokojniejszą. Wyemigrowałam, aby uzbierać na studia, których nie ma w Polsce. Zbieranie idzie mi bardzo powoli, chociaż odkładam każdy grosz, dodatkowo w tym roku te studia nagle podrożały. W obecnej sytuacji zastanawiam się, czy warto tu siedzieć, czy wrócić do Polski, w której też nie mam nic, ale przynajmniej jestem w swoim kraju i jak ktoś mnie zwyzywa, to przynajmniej nie ma tam ksenofobicznego dna. Nie mam pojęcia co robić, mam wrażenie, że wszędzie mi źle. Czy ktoś przeżywał coś podobnego i jak sobie z tym poradził?

    Polubienie

  5. Wow ależ cudowny ten blog! Dał mi wiele do myślenia. Jestem z Warszawy ale mieszkam od 9 lat w UK. Nawet nie ma mowy, żebym wróciła na stałe do Polski. Po prostu duszę się tam, i nie po to wyjeżdżałam po maturze, żeby siedzieć w tym samym miejscu do śmierci, tym bardziej takim smutnym i szarym miejscu jak Warszawa. Jednak mam ten sam problem, rozczarowana tym całym kultem kariery i pogoni za niewiadomo czym tęsknię za spokojniejszym życiem, takim bardziej ‚meaningful’. Byłam kilka razy na Wyspach Kanaryjskich i urzekły mnie słońcem, przepięknymi plażami i powolnym, bardziej zrelaksowanym tempem życia. Mam spore tendencje minimalistyczne, zresztą po zgłębieniu Twojego bloga tylko przekonałam się o słuszności moich poglądów w tym kierunku. Nie potrzebuję i nienawidzę wręcz gratów i pierdółek, które ludzie gromadzą, na co mi to?! Uwielbiam mieć mało gratów, wtedy mogę się zwinąć w walizkę, resztę sprzedać i przenieść się np. na słoneczną Teneryfę. Ale do rzeczy.. strasznie Ci dziękuję za inspirację, bo wcześniej miałam takie myśli, że coś ze mną jest nie tak i w wieku 30 lat powinnam mieć rodzinę i kredyt na wielki dom w Anglii, rozwijać karierę pracując 60 godzin w tygodniu i być ‚szczęśliwą’, no bo przecież wszyscy tak robią, prawda? Nieprawda, ja nie mam zamiaru się uwiązać kredytem na 40 lat, zamiast tego zamierzam inwestować w swoje umiejętności i pewnego dnia może nawet pracować zdalnie… to takie moje małe marzenie! Nic tam, przesyłam pozdrowienia z deszczowej i zimnej Anglii, dodam tylko iż zyskałaś stałą czytelniczkę 🙂

    Polubienie

    1. Cześć Anne. Fajny wpis dodałaś. Ja również mieszkam w Warszawie, mam 30 lat i też mam podobne poglądy do Twoich, pozdrawiam.

      Polubienie

  6. widziałam wszystkie plusy i minusy wyjazdu i dla mnie to mogła być dobra okazja do rozwoju zabrakło mi uporu porzucenia wszystkiego i co ciekawe okazalo się jestem pewna ze decyzja o pozostaniu „w tych strasznych warunkach ” w Polsce była najlepsza pod każdym względem nawet ekonomicznym wiele osób z mojej klasy wyjechało i zastanawiam się ile szczęścia i możliwości rozwoju zostało zmarnowanych przez konieczność dostosowania się do nowych warunków podziwiam odwagę i zdolności tych którzy dają z siebie tak wiele otoczeniu które może nie budzić ciepłych uczuć jak to dobrze że jest wybór i możliwość decydowania co dalej aby wszyskim starczyło determinacji w walce o to co dla nich najważniejsze

    Polubienie

  7. Ja mieszkam 9 lat w danii tu urodzilam dzieci i najgorsze jest to ze z roku na rok jest mi tu coraz gorzej ale tez zle czuje sie w pl czuje sie wyspoleczniona calkowicie kocham pl i polakow ale denerwuje mnie wieczna pogon za wszystkim wykorzystywanie ludzi tu mam spokuj ale brak rodziny kultury jezyka zabija strasznie mnie zabija z roku na rok jest coraz gorzej a i powrot sie oddala czy bede umiala sie na nowo dostosowac do tej gonitwy za pieniadzem za zyciem hmmmm.Boze pomocy co robic oszaleje

    Polubienie

    1. rany, wiem o czym piszesz, ja mieszkam 4 lata w norwegii i czuję się dokładnie tak samo jak ty, totalnie wyobcowana, nie pasuję do tego społeczeństwa a powrotu do polski i pracy na etacie sobie kompletnie nie wyobrażam, w norwegii zycie jest mega wyluzowane i człowiek w ogóle się nie stresuje, ale brakuje mi bardzo naszej polskiej kultury, języka, otwrtości i przyjaźni. Serdecznie cię pozdrawiam!!

      Polubienie

  8. Witam!
    Ja tkwię w fazie drugiej. Trochę śmiesznie o tym pisać po tym wszystkim co tutaj przeczytałam. Pierwszy raz na Maltę poleciałam dwa lata temu na trzy miesięczne praktyki zagraniczne. Praca była w porządku, początki były bardzo trudne. Gdy wyjeżdżałam płakałam jak dziecko nie chcą zostawiać tego wszystkiego za sobą, tych najwspanialszych trzech miesięcy w moim życiu. Ze względu na zawarte tutaj znajomości w zeszłe wakacje znowu otrzymałam szanse, aby przylecieć w to piękne miejsce. Po przylocie zderzyłam się ze ścianą, miałam gorszą pracę i bardzo szybko kupiłam bilet powrotny na za dwa i pół miesiąca. Przetrwałam i było fajnie jednak chciałam wracać do domu. Ciągle powtarzałam sobie, że to ostatni raz, a ja na emigrację się nie nadaję. Zbyt bardzo jestem przywiązana do siostry, siostrzenicy, mojego taty i reszty rodziny. Skończyłam studia i po raz kolejny w tym roku otrzymałam od znajomego propozycję takiej samej pracy jak za pierwszym razem. Wahałam się długo i wiedziałam, jak będę się czuć ale zaryzykowałam. Po przylocie dostałam kontrakt na sześć miesięcy co totalnie mnie dobiło. Znowu planowałam zostać na czas wakacyjny, tak umawiałam się z rodziną. Okazało się, że kontraktu zerwać wcześniej nie mogę. Jestem na Malcie tydzień i przeżywam dość ciężkie chwile. Czekam na swój pokój i pomieszkuje u znajomych na kanapie z wciąż nie rozpakowaną walizką. Cały czas wspominam i myślę co tam w domu. Odliczam dni do powrotu ale ich liczba mnie przytłacza. Nie mam ochoty nigdzie chodzić, gdyż wszystko już tutaj zwiedziłam. Cały czas nie czuje, że tutaj należę. Zamiast położyć szczoteczkę w łazience wciąż odkładam ją do walizki. Pomimo tego, że mam za mało ciepłych ubrań nie chcę ich kupować. Nie chcę się w nic angażować i jem na siłę, bo wciąż czuje ucisk w żołądku. Wiem, że przyjdą lepsze dni, cały czas sobie wmawiam, że rodzina mnie wspiera i rozumie. Musiałam trochę się wyrwać z domu, pożyć nowym życiem. Nie chcę żałować tej decyzji i myślę, że wszystkiemu winien jest ten kontrakt. Czuję się przez niego uwiązana. Cały czas walczą we mnie dwie sprzeczności, a ja chcę żeby ten czas minął jak najszybciej. Czytam wiele artykułów jak sobie radzić ale niestety nic na mnie nie działa. Mam ciągły kontakt z rodziną. Mam tylko nadzieję, że oni tęsknią mniej niż ja.
    Pozdrawiam!

    Polubienie

    1. Kontrakt możesz zerwać i wrócić do domu. Domniemam, że nie wzięłaś ze sobą pieniędzy na taką opcję co jest oczywistym błędem. Zawsze trzeba być zabezpieczonym w razie „porażki” czy jakiś problemów. Druga opcja to wyjechać bez ale wtedy liczyć się z takim właśnie ryzykiem – że się rozczarujemy itd. Wówczas pozostaje tylko odebrać ciężką lekcję od życia – niektórzy płacą za to straconymi pieniędzmi, inni czasem – Ty płacisz cierpieniem. Jedyne co pozostaje to odebrać taką lekcję z pokorą.

      Polubienie

      1. Kontraktu zerwać nie mogę, bo będę musiała zapłacić ogromną karę. Pieniądze na powrót oczywiście mam, zdawałam sobie sprawę że może być różnie. Wiem, że wytrwać musze tylko te pierwsze dwa miesiące będą koszmarne. Szukałam tylko jakiegoś małego wsparcia. Dlatego napisałam miałam ochotę się wyzalic a nie chce tego robić do.rodziny i znajomych, bo będą się martwić o mnie.

        Polubienie

          1. Patrycja dali ci definite contract? Więc musisz im zapłacić za miesiące niewykorzystane tak? :/ Z tego co pamiętam, taki contract zaczyna być ważny po pierwszych 6 miesiącach trial period. Sprawdź to dokładnie, dużo moich znajomych brało taką pracę i zrywali właśnie przed zakończeniem okresu próbnego gdy jeszcze te kary nie grożą.

            Polubienie

  9. Hey, bardzo przypadkowo trafiłem na Twojego a konkretnie doprowadził mnie temat „zaburzenia” 😁 ale do rzeczy. Mam nadzieję, że po przeczytaniu artykułu o emigracji, etapach i jego fazach doświadczam dokładnie tego samego.
    6 lat żyłem w UK, następnie przeniosłem się do Wrocławia na 5 nie znając tam nikogo, później znowu do UK na 2 i inne miejsce, teraz jestem 2gi miesiąc w Warszawie ( też nie znam wielu jeszcze tutaj osób) i to wszystko dokładnie tak się dzieje jak opisujesz..
    Gratuluję, fantastyczna obserwacja zachowań 👏.
    Po całych tych podróżach odkrywam chyba jednak, że mam dość Europy.
    Może czas wybrać się za ocean?
    Pozdrawiam

    Polubienie

  10. Ja mieszkam w danii od roku , a mam 21 lat , mysle że za wczesnie wyjechalam, znam tylko kilka osob w moim wieku i o innych poglądach(im sie tu podoba) reszta ludzi jest starsza. Mi sie tu nie podoba, nie podoba mi sie nic! ani kraj , styl zycia, ta cisza i spokój ta nuda , monotonia, nic tu nie ma , mam prace ladne mieszkanie ale co z tego , nie chce tak zyc. Mimo ze mam pieniadze, moge sobie pozwolic na wiecej i jeszcze duzo odłożyc, to nudze sie,nie moge sie zaklimatyzowac,nie podoba mi sie atmosfera niccc !!! Bardzio chce wrocic, chodz wiekszosc ludzi np z pracy odradza , czasem mi bardzo smutno tesknie za wszystkim, za wrocławiem za wspomnieniami, za moim dawnym zyciem( mimo ze nie przelewalo sie ) , co o tym myslicie

    Polubienie

    1. Hey Viki! To jak najbardziej normalne. Jesteś bardzo młoda i jeśli to pierwsza Twoja emigracja to nic dziwnego.
      Oderwanie od starego, poukładanego życia sprawia, że nagle dostrzegamy wszystkie jego wielkie wartości, których wcześniej nie widzieliśmy. Doceniamy proste rzeczy, często nawet brak nam tego, co wcześniej nie wydawało się niczym specjalnym lub nawet było dla nas niewygodne czy ciężkie. Umiejętność żegnania się z przeszłością nie jest prostą sprawą. Ale powrót do niej to tylko pozory. Zmieniłaś swoje życie – masz prawo płakać za starym. Ale daj sobie szansę poznać to nowe. Bo jeśli nie – zabierasz sobie możliwości, zamykasz drzwi.

      Oglądałaś film Pixara „Inside Out”? Tak, jest dla dzieci, ale bynajmniej nie jest dziecinny. Myślę, że wiele Ci da obejrzenie go.

      I jeśli mogę coś zasugerować – choć wiem, że to nie będzie łatwe – „zmuś się” do poznawania nowego. Nie mów „nie”. Może nawet taki mały eksperyment – przez tydzień wszystkiemu mów „tak” (był taki film z Jimem Careyem): choć na wszelkie spotkania, koncerty, etc., na które się natkniesz, ludziom mów „tak” na ich propozycje wyjść, etc., itd. Bez uczuć, bez wymagań, bez oceny. Tak jakbyś chciała „zbadać” co się stanie. Efekty mogą Cię naprawdę zadziwić!

      Nowe życie to zmiany w nas samych. A one bardzo bolą. Ale wiesz co boli jeszcze bardziej? Tkwienie w przeszłości i wiara, że można ją przywrócić. To wyniszcza życie.

      Już jesteś w tym nowym świecie, w swoim nowym „więzieniu” – powiedz sobie, że dajesz sobie 6 miesięcy na odkrycie tego miejsca. Zapewniam Cię, że ono ma masę wspaniałości. Ale żeby je odnaleźć musisz szukać. I nie spodziewać się że znajdziesz je od razu. Jak wspomianłam – to nie jest proste.

      Mi też adaptacja do życia w raju zajęło sporo czasu, nerwów i łez. To cena rozwoju osobistego. Ale zapewniam Cię, że warto!!!

      Polubienie

    2. Wracaj do domu i nie narzekaj. Ktos inny zajmie Twoje miejsce i bedzie szczesliwy. Bo… znajomi sie sami nie znajda. Nudza sie tylko ludzie bez zainteresowan. Dzis w dobie „social media” mozna latwo znalesc znajomych, znalesc sobie zajecie zgodnie z zainteresowaniami. Trzzeba sie tylko troche postarac a nie narzekac. Nikomu nie jest latwo na poczatku emigracji, Ty masz szczescie,ze jestes mloda i mozesz osiagnac co tylko sobie zamarzysz. Zamiast ogladac sie za siebie wytycz sobie konkretny cel na przyszlosc, np ze w ciagu 3 miesiecy nauczysz sie dobrze jezyka, ze poznasz 5 osob i z nimi zwiedzisz okolice. Mozliwosci masz duzo.

      Polubienie

    1. Ja mieszkam w Hiszpanii, Andaluzja. BYLO MEGA CIEZKO, glownie utrzymac sie na powierzchni i nie wrocic, ale motywacja, zeby nie jechac znowu do tego deszczu, byle jakiej pogody i gownianych pensji, pomogla przetrwac. Teraz to juz tylko fascynacja 😀 PO ROKU dalej nie moge sie nacieszyc jak tu pieknie, ile slonca, jak kolorowo i jeszcze lepsza kasa ❤ KOCHAM MIESZKAC ZA GRAMANICA! a warszawa to dno

      Polubienie

      1. „a warszawa to dno”
        no moze nie zupelnie dno….mimo wszystko mozns spotkac milych ludzi, sapiekne czyste ulice(nie wszedzie ale sa) miasto jest pelne zabytkow i historii. Bardzo wielu obcokrajowcow chcialo by ja odwiedic.

        Polubienie

  11. Witam 🙂 Happy Holiday 🙂 Fajny blog. Mieszkam poza Polska od ponad 25 lat. Wyjechalismy do Stanow z 2 dzieci w nadzieji,ze uda sie zostac. Bez znajomosci, bez zabezpieczenia finansowego. Nie oszukuje, na poczatku bylo bardzo ciezko. Dzieki ciezkiej pracy powiodlo sie, odnieslismy sukces. Mielismy dobra prace, swietne zarobki, duzy dom, wyksztalcilismy dzieci. Kilka razy w roku wyjezdzalismy na wakacje wlasnie na Wyspy Karaibskie. Bardzo nam sie podobalo. Wakacje w drogich, All-Inclusive Resort byly fantastyczne. Tylko ile mozna mieszkac i zyc w tak szalonym trybie jak Nowy Jork? Podjelismy wiec odwazna decyzje. Sprzedalismy dom,zwinelismy wszystkie swoje sprawy i przenieslismy sie do „paradise”. Teraaz mieeszkamy na Florydzie,mamy mniejszy dom ale z basenem, zima jezdzimy na plaze, szyjemy wolniej, spokojniej ale szczesliwiej. Pozdrawiam.

    Polubienie

  12. Witam Serdecznie
    Ja z kolei jestem od 9 lat poza Polska
    2 lata na Cyprze pozniej 2 lata na Jersey UK
    Oby dwa miejsca wspaniale i ludzie tez pozniej poznalam chlopaka I przenioslam sie na duza wyspe UK
    Niestety jestem tutaj juz 5 lat I czuje ze utknelam szczerze niecierpie tego miejsca
    Nie zaklimatyzowalam sie ..nawet ludzie to nie moje klimaty..Mam porownanie Bo bylam w innych miejscach I mozna bylo poczuc ze to byly fajne miejsca do zycia tutaj tego nie czuje
    Mam dziecko I chce zmian ale jak to zrobic jeszcze nie wiem
    wiem co to milosc do podrozy Bo sama zwiedzilam pare miejsc na swiecie Dominikane I Afryke itd. moim marzeniem jest mieszkac tam gdzie palmy natura I ciepla woda ..Pozdrawiam

    Polubienie

  13. Ja mieszkam już dwa lata za granicą i mam wrażenie, że ciągle jestem w fazie drugiej, może na przemian z trzecią. Może to po prostu nie moje miejsce, nie mogę się przyzwyczaić, nie lubię tutejszego stylu życia i podświadomie szykuję się do powrotu np. kończy się kosmetyk a moją pierwszą myślą jest „to dobrze, trzeba wykończyć je wszystkie bo ich nie zabiorę”.. choć nie zanosi się na wyprowadzkę, mam pracę którą lubię i mam mieszkanie a z drugiej strony bym się ruszyła gdzieś i ndziej. Spóbowałam i dobrze, ale teraz mam wrażenie że należy sprobować nowego bo tutaj „wrastać” nie chcę.

    Polubienie

  14. Witam, w moim przypadku wygląda to trochę inaczej :). Dwa lata temu wyjechałam do Manchesteru w Wielkiej Brytanii. Faza pierwsza jak najbardziej się zgadza, druga również. Faza trzecia też pasuje chociaż nawet nie zauważyłam kiedy nastąpiła. Faza czwarta jest już trochę inna, bo fakt czuje się szczęśliwa w nowym miejscu jednak nie czuje się zbyt komfortowo. Faza piąta chyba nigdy u mnie nie nastąpi ponieważ za niecałe dwa miesiące wracam do kraju :). Może warto wspomnieć, że wyjechałam z powodu kłopotów osobistych, potrzebowałam odciąć się totalnie od wszystkiego. Teraz po dwóch latach wracam aby skończyć przerwane studia ale innym powodem powrotu jest to, że doskonale wiem, iż nie chcę zostać w UK na stałe (główny problem to dla mnie pogoda oraz tutejszy styl życia). Nie chcę też właśnie „wrastać” w to miejsce co niestety obserwuję u wielu rodaków żyjących na emigracji. Nie wiem czy chcę mieszkać na stałe w Polsce ale marzą mi się inne kraje(przede wszystkim ciepłe 🙂 natomiast do UK wracać nie chcę. Fakt mam tutaj pracę, całkiem fajne mieszkanie, na prawdę wielu przyjaciół i znajomych jednak wiem, że ten kraj jest nie dla mnie, po prostu. Czuje, że teraz jest odpowiedni czas na powrót do Polski i rodziny. Muzę dodać, że decyzja o powrocie była jedną z najtrudniejszych w moim życiu ale wiem, że jest słuszna.
    Jednak wracam zupełnie inna osobą, zdecydowanie lepsza i inaczej patrzącą na świat i życie. Taki wyjazd bardzo dużo daje i polecam na prawdę każdemu kto ma taką okazję! Uważam wręcz, że jest potrzebny w życiu każdego człowieka. Po takim wyjeździe (nie ważne czy na 6 miesięcy czy na całe życie) zmiana wewnętrzna jest ogromna. Ja sama się nie mogę nadziwić jak bardzo te dwa lata na emigracji mnie zmieniły i widzę, że moich znajomych również. Uważam,że bardzo ważne jest być gdzieś w świecie. Gdziekolwiek. To kształtuje osobowość i charakter.

    Pozdrawiam 🙂 super artykuły 🙂

    Polubienie

    1. Zgadzam się. Są różne emigracje, twoja jest szczególna, ja w artykule opisywałam typ emigracji na stałe. Zawsze może się jednak ktoś rozmyślić i wrócić, czy zmienić miejsce. Jak już wrócisz do Polski – przeżyjesz szok. Nie zdziwię się jeśli zaraz po powrocie znów wyjedziesz 🙂 Powodzenia, jakiekolwiek by nie były decyzje!

      Polubienie

  15. Ja jestem juz za granica od prawie osiemnastu miesiecy. Na poczatku spedzilam we Francji piec miesiecy, wrocilam do kraju, by ukonczyc studia i znowu wyjechalam. Mysle,ze podjelam dobra decyzje, zwlaszcza ze wzgledu na jezyk obcy: dzis bez problemu jestem w stanie poslugiwac sie jezykiem francuskim. Usamodzielnilam sie, nauczylam sie podejmowac decyzje i z malej wystraszonej dziewczynki stalam sie osoba ,,walczaca o przetrwanie” w obcym kraju. Fakt, Francja to nie Gwadelupa- moge w kazdej chwili wsiasc w samolot/autobus i wrocic do domy. Tak jak piszesz, moje zycie w Polsce zniknelo. Bardzo chetnie wracam w rodzinne strony,ale po dwoch tygodniach najzwyczajniej zaczyna mi sie nudzic, wszystko mnie irytuje, czuje sie mniej niezalezna. Moge powiedziec, ze ciagle planuje jakies nowe podroze. Wychodze z zalozenia,ze kazdy z nas powienien znalezc swoje miejsce na Ziemii, a Paryz nigdy nie byl miastem, ktore spedzalo mi sen z powiek. Wolalabym utknac gdzies w Portugalii, chocby na Maderze. Daje sobie jeszcze jakies dwa lata w tym miejscu i chyba sprobuje szukac szczescia gdzie indziej. Pozdrawiam! 😉

    Polubienie

  16. Ten artykuł zmusił mnie do zastanowienia jak to było ze mną i faktycznie jak bym czytała o swoim życiu. byłam taka podekscytowany kiedy tutaj przyleciałam, potem się przeprowadziłam „na swoje ” i przytulylam miałam dola i to była faza 2. Pamiętam też jak zaczęłam szukać czegoś ” żeby zająć czas” (Faza 3) ..
    W tym momencie, po 3 latach od przeprowadzki jestem strasznie szczęśliwa, nie zawsze -ale to ch6ba normalne. Mam swoje zainteresowania których wczesniej nie miałam, czuje jak bym była inna osobą niz kiedyś dawno temu. I ostatnie, faktycznie, „ciężko się ruszyć „

    Polubienie

  17. Różnie to wygląda u różnych ludzi; i wszystko zależy od doświadczenia, powiedziałbym, że pierwszy raz był najtrudniejszy 😉

    Na początku, faktycznie, był strach, ryzyko i zagrywka z nieznanym. Później, było już łatwiej – mieszkałem w czterech różnych krajach, myślę, że gdybym miał się przeprowadzać do piątego (co jest całkiem możliwe), nie odczuwałbym raczej strachu, tylko ekscytację, chęć na nową eksplorację, strefa komfortu wytworzyłaby się w pierwszych 3 miesiącach jak nie szybciej…

    Inna ciekawostka, czytałem to dość dawno temu, więc nie pamiętam źródła – po 3 latach od wyprowadzki z ojczystego kraju, dramatycznie spada szansa na powrót na stałe do ojczyzny. Faktycznie, z tych, co zdecydowali się pozostać poza krajem 3 lata, mało postanawia wracać na stałe. Widać, tyle zajmuje (uśredniając, rzecz jasna), pełna adaptacja do nowych warunków, włączając to również adaptację kulturową – o której mało pisałaś powyżej, a która jest bardzo istotnym czynnikiem w trakcie migracji.

    Ach, i dzięki za ogólne info o Karaibach. Może dodam do swojej „listy życzeń” haha 🙂

    Polubienie

  18. Dużo się zgadza. Niemniej jednak analiza jest tylko powierzchowna. Bardzo dużo zależy gdzie i kiedy się wyjechało. Czyż nie ?

    Polubienie

  19. U mnie bylo to roznie, pierwsze dwie fazy zgadzaja sie, ale potem,bylo to roznie, zawsze sie tesknii… dopiero po kilku latach przestalam tesknic, jestem juz 14 lat za granica…

    Polubienie

  20. Jesteś genialna ! Trafiasz idealnie w to, co siedzi w mojej głowie, każdym kolejnym wpisem 🙂 No może trochę mógłbym się nie zgodzić, co do słuchania intuicji;)
    Ale za nudno by było, gdyby wszystko mi pasowało 😉
    Pozdrawiam i już nie mogę doczekać się następnego 🙂

    Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s