Jak zacząć dbać o środowisko? Rób to dla siebie

Wchodzisz do sklepu. Wybierasz pyszne, soczyste owoce. Przebierasz w poszukiwaniu ulubionego sera, odpowiedniego kawałka mięsa. Z ilu plastikowych toreb, opakowań, itp. przy tym korzystasz?

Jeśli kupujesz w supermarkecie to praktycznie niemożliwe jest ich uniknąć. Wszystko jest dziś opakowane od stóp do głów. Czasem po kilka razy. Malutki kawałek sera wymaga owinięcia folią, styropianowej tacki i kolejnego owinięcia folią… Gdzie wędrują te wszystkie opakowania, gdy nie są już nam potrzebne? 

A może wszystko jest OK, bo segregujesz te, które nadają się do recyklingu? Niestety tylko około 30% plastiku wraca na rynek w postaci produktów. Reszta to odrzuty. Nie można go też recyklować w nieskonczoność. W końcu i tak każda butelka, każde opakowanie kończy… no właśnie, gdzie?

Pozwól, że odpowiem w kilku zdjęciach, jako że obrazek czasem mówi więcej, niż tysiące słów. A szczególnie w tym temacie:
Żółw Łukasz w dzieciństwie bardzo lubił hula hop, i tak mu jakoś „zostało” do dziś:
żółw
Źródło: sheldonsfans.com
Jego kuzynka, Asia, w tradycyjnym stroju plemiennym:
żółwik
Źródło: sheldonsfans.com
 Bocianica Marlena w najpopularniejszym w tym sezonie przezroczystym stroju przeciwdeszczowym:
bocian plastik
Źródło: sheldonsfans.com
Foka Łucja z awangardowym naszyjnikiem:
foka
Źródło: sheldonsfans.com

Śmiać się, czy płakać?

W opisach powyższych zdjęć nadaję całości ludzki „charakter” w nadziei, że choć trochę ujmie to tej dramatyczności, która u większości ludzi powoduje całkowite odrzucenie tego typu informacji.  „Nie jest tak źle”, „To na pewno tylko pojedyncze przypadki”, „To na pewno nie u nas, to nie my jesteśmy odpowiedzialni”, itp. rzeczy przychodzą do głowy, bo nie chcemy i nie umiemy sprostać rzeczywistości.

A tragizm tej rzeczywistości to wcale nie to, że żółw Łukasz wyrasta na niedorozwiniętego, bo w dzieciństwie trafił na „hula-hop”. I nie to, że bocianica Marlena tkwi uwięziona w czymś, w czym kupujemy owoce i warzywa, a potem bezmyślnie wyrzucamy. Ani też nie w tym, że foka Łucja musi żyć z werżniętą w szyję siecią. Nie… Prawdziwy tragizm rzeczywistości to to, że za 5 minut zapomnisz o tych obrazkach. I niezależnie od tego ile jeszcze takich obrazków zobaczysz – nie zmieni się absolutnie nic.

Bo nikogo tak naprawdę nie obchodzi zanieczyszczenie środowiska. Absolutnie nikogo. Nawet tych, co segregują śmieci. Nawet tych, którzy pomagają jako wolontariusze. Nawet tych, którzy szukają rozwiązań dla tego problemu. Absolutnie nikogo. Nawet tych, którzy efekty widzą na codzień:
zanieczyszczenie powietrza
Źródło: sheldonsfans.com

Nie dlatego, że wszyscy ludzie na świecie są bezdusznymi istotami, obojętnymi na takie widoki. Tylko i wyłącznie dlatego, że niezależnie ile ich zobaczymy i tak zawsze na pierwszym miejscu stawiamy siebie. Swoje otoczenie. Swoją rodzinę. Swoich najbliższych. Nasz codzienny świat to nie cała planeta, więc łatwo myśleć, że gdy np. wyrzucamy śmieci to one w jakiś magiczny sposób znikają z naszego otoczenia i wszystko jest OK – „Co z oczu – to z serca”…

A wolontariusze, działacze, naukowcy szukający rozwiązań? Oni też kierują się swoim dobrem. Często są to osoby, które po prostu nie radzą sobie z negatywnymi emocjami, które takie widoki i informacje powodują. Więc działają, by nie czuć winy. Lub nawet – by czuć się lepiej. I nie jest to krytyka, to wcale nie ujmuje przecież ich działaniom. Ale należy sobie zdać sprawę, że te działania motywowane są emocjami.  Chęcią poprawy przede wszystkim swojego stanu – tu psychicznego.

Np. wegetarianie, którzy uparcie twierdzą, że samo niejedzenie mięsa zbawi świat, nie chcąc jednocześnie zrozumieć, że masowa produkcja mięsa to tylko jeden z bardzo wielu współczesnych problemów. Robiąc to czują się lepiej, czują się nieodpowiedzialni (stąd ataki na innych). To, co robią, robią jednak dla siebie – by odciąć się od poczucia winy. Niektórzy wegetarianie mówią nawet otwarcie, że robią to przede wszystkim dla swojego zdrowia, bo dzisiejsze mięso jest tragicznej jakości (i ja się z nimi w tej kwestii całkowicie zgadzam).

Nie ma ani jednej osoby, która przedłoży swoją wygodę, swój komfort (czy psychologiczny jak poczucie bezpieczeństwa, brak poczucia winy, itp, czy fizyczny, jak zakupy gotowych produktów) ponad coś spoza swojego najbliższego otoczenia. Również Ty. Więc pierwszy krok, by cokolwiek zmienić, to przyznać się do tego, że jesteśmy tylko ludźmi. A drugi, to:

Nie rób nic dla planety – zrób coś dla siebie

meksyk
Źródło: sheldonsfans.com

Kilka lat temu zupełnie przypadkiem i zupełnie nieświadomie zaczęłam zmieniać moje życie, czego rezultatem jest między innymi to, że dziś mieszkam na Karaibach. Fakt, że dzięki części tych zmian dziś produkuję ułamek niegdysiejszych śmieci, mając tym samym realny wpływ na środowisko, jest tylko efektem ubocznym. 

Zaczęło się niewinnie – od prostej decyzji: koniec z plastikowymi torebkami w marketach. Nie, nie ze względu na środowisko. Ze względu na… pieniądze. W Berlinie każda najmniejsza torebka plastikowa kosztowała mnie co najmniej 25 centów (1 zł). Każda nieoddana plastikowa butelka – kilkadziesiąt centów (2 zł i więcej). Szybko zorientowałam się, że wygodne życie z plastikiem kosztuje mnie naprawdę sporo. W miesiąc zbierała się z tego niezła suma, równa kilku wyjściom do restauracji…

Więc znalazłam proste rozwiązanie: 2 bawełniane torby. Jedna zwinięta w torebce – zawsze pod ręką, druga – w kuchni, zbierająca plastikowe i szklane butelki, by raz na tydzień zwrócić je do sklepu i odebrać kaucję. Coś, co wydawało się cholernie trudne i skomplikowane okazało się nie tylko dużo tańsze, praktyczniejsze ale przede wszystkim – prostsze.

Bawełniane torby są o niebo wygodniejsze i przyjemniejsze do noszenia. W sklepie wyciągamy je z torebki, zanosimy zakupy do domu, po czym rozpakowawszy – zwijamy torbę w rulonik i wkładamy z powrotem do torebki, plecaka, czy innego „towarzysza” naszej codzienności. Et voila!

torba plażowa

Szybka matematyka: jeśli zakupy robisz 2 razy w tygodniu i za każdym razem korzystasz z plastikowych toreb to w ciągu roku zużyjesz… ponad 100. W przypadku Berlina będzie to koszt co najmniej 25€. A ponieważ prędzej czy później wyrzucasz te foliowe torby – to właściwie tak jakbyś wziął te swoje zarobione 25€ (100zł) i… wyrzucił je do kosza…

Idźmy dalej: Czy wiesz, że opakowanie każdego produktu stanowi ok. 10-15% jego ceny. Za każdym razem, gdy kupujesz np. gotowane, paczkowane jedzenie, razem z tym opakowaniem wyrzucasz do kosza 10-15% jego ceny… Jeśli co miesiąc robisz zakupy na kwotę np. 1000zł, a połowę z tego stanowią rzeczy opakowane, to rocznie, razem z tymi opakowaniami wyrzucasz do kosza 1000-1500zł! Czyli równowartość miesięcznych zakupów!

Możemy liczyć dalej, ale myślę, że już rozumiesz, o czym mówię. I domyślasz się, dlaczego stać mnie na ciągłe podróże?

Proste rozwiązania na skomplikowany problem

glony karaiby
Glony od jakiegoś czasu regularnie zalewają karaibskie plaże – czy tak niebawem będą wyglądały wszystkie „raje”?

Powyższy przykład z bawełnianymi torbami to tylko jeden z setek naprawdę prostych rozwiązań na – wydawałoby się – bardzo skomplikowane problemy. Poniżej przedstawię więc pokrótce to, co ja zmieniłam w swoim życiu i efekty tych zmian:

Produkty paczkowane

mąka słoik

Unikam. Głównie ze względu na to, że praktycznie zawsze są szkodliwe dla naszego zdrowia (czytacie kiedykolwiek listę składników?), ale również ze względu na ceny – są dużo droższe niż produkty kupowane luzem. Preferuję zakup hurtowy również z tego względu, że wówczas mogę dokładnie kontrolować ilość tego, co kupuję – podczas gdy przy opakowaniach jest się często zmuszonym do zakupu dużo więcej gram, litrów, etc – niż faktycznie jest nam potrzeba.

Mięso, ryby, sery, itp – to produkty prawie zawsze dostępne luzem, nawet w supermarketach. Wystarczy poprosić obsługę, żeby zamiast do plastikowych toreb zapakowała je do Twoich pojemników (ja używam pudełek ze stali nierdzewnej i szklanych słoików). Czasem budzi to zdziwienie i sprzeciw, ale wystarczy się uprzeć, rzucić jakiś silny argument typu: „nie życzę sobie pakowania mojego jedzenia w plastik”, lub nawet „jestem uczulona na plastik” – i problemy znikają.

Gdy zaczynałam w ten sposób kupować było mi strasznie głupio i czasem spotykałam się z silną odmową (np. pan na stoisku z rybami był nie do przekonania) ale bardzo szybko sprzedawcy zaczęli mnie rozpoznawać i uśmiechają się, gdy mnie widzą. Zakupy stały się naprawdę przyjemne!

Dzięki takim rozwiązaniom drastycznie ograniczył się też czas poświęcany na zakupy. Dziś robię je 2 razy w tygodniu, błyskawicznie, w ciągu dosłownie 30 minut. Nawet wycieczka do supermarketu mija bardzo szybko bo odwiedzam w nim 2 – 3 miejsca (stoisko z serami, jaja i ewentualnie warzywa). Krążenie po tych wszystkich alejkach i przeszukiwanie paczkowanych rzeczy to gigantyczna strata czasu, szczególnie jeśli – tak jak ja – zwracasz uwagę na skład.

Oczywiście kupowanie wszystkiego w hurcie jest niemalże niemożliwe. Zanim jednak uznasz, że „się nie da” – odwiedź lokalne targi, mniejsze „warzywniaki”, itp. sklepiki zamiast supermarketów. Kupowanie w ten sposób jest dużo bardziej „ludzkie” – pozwala Ci na kontakt ze sprzedawcami. Nawet gdy mieszkałam w Polsce i miałam pod domem kilka supermarketów różnych marek – i tak zakupy robiłam na lokalnym ryneczku – tylko i wyłącznie dlatego, że było to dużo szybsze i przyjemne – ucięcie sobie pogawędki ze znanymi mi sprzedawcami i sprzedawczyniami było zawsze miłym „relaksem” po ciężkim dniu pracy.

Plastikowe torby, reklamówki, itp:

torba kukurydza

Oprócz wielkiej torby bawełnianej, której używam przy zakupach mam, schowane do niej, mniejsze woreczki na owoce (np. pomarańcze) i warzywa, które kupuję w dużych ilościach. Kupowanie w ten sposób jest dużo wygodniejsze (ile razy zdarzyło Wam się się, że plastikowa torebka pękła?).

Gdy torby się ubrudzą (np. od ziemniaków) – zwyczajnie wrzucamy je do pralki i pierzemy. Do „mokrych” produktów, jak opisywane wyżej mięsa, sery, czy nawet sosy, smarowidła, itp. – warto mieć kilka słoików różnej wielkości i/lub pudełek (polecam stal nierdzewną – leciutka jak piórko, a dużo przyjemniejsza, praktyczniejsza i przede wszystkim trwalsza niż plastik).

Zapewniam Cię, że gdy raz wybierzesz się po zakupy z takim „zestawem” nie będziesz chciał wracać do plastikowych worków i reklamówek. Jest to po prostu dużo przyjemniejsze, wygodniejsze i tańsze w dłuższym okresie czasu.

Przechowywanie żywności

deser kefir domowy

Tu znów świetnie sprawdzają się słoiki i pojemniki ze stali nierdzewnej. W zasadzie mój zestaw, który kosztował mnie grosze (a po części składa się ze słoiczków, itp. po różnych produktach, które kolekcjonuję zamiast wyrzucać – przydają się niezwykle często!) służy od dawna do robienia zakupów, przetrzymywania i produkowania żywności (robię np. własny kefir z mleka w szczelnych słoikach, czasem jakieś dzikie tropikalne fermenty też :-)) oraz do przenoszenia posiłków (np. lunchy do pracy). Nie używam folii spożywczej ani aluminiowej – jedzenie dużo lepiej i dłużej „trzyma się” w szczelnym słoiku, a czasem wystarczy zwyczajnie miskę z jedzeniem przykryć talerzem.

Jedzenie do pracy na lunch zabieram w małej, bawełnianej torbie. Zwykle pakuję je w słoiki, bo tak jest najwygodniej, ale część, np. owoce zawijam w ściereczki i szmatki bawełniane.

Zawsze mam też przy sobie kubeczek ze stali nierdzewnej (leciutki jak piórko!), który zakupiłam kiedyś za… 1zł w sklepie „second hand”. Używam go, gdy serwowane są napoje w plastikowych kubeczkach i przy wielu innych okazjach (np. pikniki). A skoro o wyjściowym jedzeniu mowa – pojemniki ze stali nierdzewnej są idealne w takich sytuacjach!

Plastikowe butelki

szklanka wody

Nie będę się rozwodzić o szkodliwości wody z plastiku. Zainteresowane osoby same bez problemy wyszukają informacje na ten temat (również np. o związku bromu z chorobami tarczycy i hormonalnymi problemami, zwłaszcza u kobiet). Wystarczy popatrzeć jakie ilości tych butelek wyrzuca się każdego tygodnia, jeśli taką wodę spożywasz.

I tu rozwiązanie zapewne nie zadowoli osoby mieszkającej w Polsce – ja zwyczajnie piję „kranówę”. W Berlinie jest to naprawdę pyszna woda, tutaj na Karaibach – nie do końca, ale woda z plastiku też mnie nie zachwyca, więc… Nalewam wodę z kranu do szklanej karafki i wstawiam do lodówki. Gdybym mieszkała w Polsce i nie miała dostępu do pitnej wody bieżącej – zapewne szukałabym innych rozwiązań, jak chociażby większe butelki 5-cio lub 10-cio-litrowe (z których dla wygody można przelewać mniejsze ilości do karafki).

Ubrania, sprzęt, itd.

ciuchy

Witaj rynku wtórny! Wielu osobom krzywi się mina na samą myśl, bo kojarzą go z biedą, brakiem wyboru. Ja osobiście uwielbiam kupowanie rzeczy używanych, z kilku powodów:

  • prawię zawsze się uśmiecham, gdy widzę cenę, jaką zapłaciłam za daną rzecz – w przeciwieństwie do sklepów, gdzie nawet promocyjne ceny nie odpowiadają jakości tego, co kupujemy
  • bardzo łatwo znaleźć tak wysokogatunkowe, jakościowe rzeczy – w przeciwieństwie do sklepów, gdzie praktycznie wszystko jest dziś jednorazowe, plastikowe (spróbuj znaleźć sweter inny niż z poliestru czy akrylu), po prostu „gówniane” (nawet wysoka cena nie gwarantuje już jakości)
  • gdy kupuję daną rzecz mogę naocznie zbadać jej wytrzymałość – kiepskie rzeczy opisywane powyżej bardzo rzadko trafiają na rynek wtórny – bo zwyczajnie się rozwalają i nie nadają do odsprzedaży
  • nierzadko zdarza mi się wypatrzeć naprawdę zjawiskowe, niecodzienne ciuchy

Oczywiście nie kupuję w ten sposób 100% rzeczy. Ale praktycznie zawsze jest to pierwsze miejsce, do którego zaglądam. Również w kwestii ubrań. Ludzie często mówią mi: „No ale jak tak możesz nosić coś, co ktoś już ubierał? Ja bym tak nie mógł!”… A przepraszam bardzo, w sklepach to kupujesz świeżutkie, nowe? Kupujesz przymierzane, czasem po kilkaset razy rzeczy! Których nikt przecież nigdy nawet nie pierze!

Naucz się mówić „Nie”

czyszczenie
Źródło: sheldonsfans.com

Tak naprawdę wszystko powyższe działa tylko w pewnym zakresie. Najważniejszą i najpotężniejszą rzeczą jest nauczyć się odmawiać. Zarówno innym, jak i sobie samemu.

Za każdym razem, gdy nabywasz opakowanie, przedmiot, itp., co niebawem lub kiedyś wyrzucisz – produkujesz tym samym zapotrzebowanie na ten produkt. Mówisz „Potrzebuję tego, produkujcie tego więcej!”.

Za każdym razem, gdy odmawiasz plastikowej butelki, kubka, opakowania, itp. – informujesz tym samym rynek, że jest to zbędne. Mówisz „Nie chcę tego, nie ma sensu tego produkować”.

Gdy np. kupujesz w sieciówce nowy ciuch, nie zwracając uwagi na jego jakość, trwałość, przydatność i to czy pasuje do Twojej garderoby, dlatego, że to teraz modne, albo spodobała Ci się reklama, albo bo kosztuje „tylko” 10 zł, mówisz: „Róbcie to! Produkujcie gówniane ciuchy, wyzyskując dzieciaki w krajach trzeciego świata, bo zamiast kupić jedną porządną rzecz za 100zł wolę kupić 10 gównianych za 10zł!” .

Osobiście zastanawiam się kilka razy zanim dokonam jakiegokolwiek zakupu. Bo wiem, że każda nowa rzecz wpływa na moje życie. Zwykle wymieniam, zamiast nabywać – szukam nowej rzeczy tylko wtedy, gdy jakaś się zużywa, psuje, itd. Jeśli naprawdę chcę nabyć coś zupełnie nowego, musi to pasować do reszty mojej „jednowalizkowej” garderoby.

Codziennie głosujesz „za” lub „przeciw”

wysypisko
Źródło: sheldonsfans.com

Codziennie dokonujesz wyborów, które wpływają bezpośrednio na Twoje życie. Chcesz żyć w zdrowym środowisku. Być może domagasz się BIO jedzenia, czystego powietrza, czystej wody. Ale co sam robisz?

Codziennie wylewamy ze swoich domów litry ścieków, pełnych chemikaliów. Szampony, odżywki, żele do mycia… Codziennie wyrzucamy kilogramy odpadów, zawierających plastiki i inne rakotwórcze, nierozkładające się substancje. Te rzeczy znikają z naszego życia – ale tylko wizualnie. Kończą w wodzie, którą pijemy, w morzach, w których się kąpiemy i w ziemi, z której wyrasta nasze jedzenie. Dosłownie. Zanieczyszczenia, które produkujesz – wracają do Ciebie.

W przyrodzie wszystko krąży. Tak samo na rynku. Problematyczne, rakotwórcze śmieci, z którymi Europa nie potrafi i nie chce sobie poradzić sprzedawane są np. Chińczykom lub bezczelnie wpychane są krajom trzeciego świata. A potem cieszysz się różnymi tanimi produktami, jak np. krewetki z marketu. Tyle, że te krewetki są hodowane w Indonezji, czy Tajlandii, w takiej wodzie:
Kto chętny na kąpiel w morzu?
kapiel w morzu
Źródło: sheldonsfans.com
A może odrobina sportu?
surfing śmieci
Źródło: sheldonsfans.com
A może tutaj?
kąpiel
Źródło: sheldonsfans.com
Nie? To może chociaż łyk na orzeźwienie?:
woda pić
Źródło: sheldonsfans.com

Bądź egoistą, który zmienia świat

Jakiś czas temu natknęłam się na Beę Johnson i jej bloga gdy głośno zrobiło się o otwarciu pierwszego w Berlinie sklepu sprzedającego wyłącznie hurtem (Original Unverpackt). „Wow!” – pomyślałam – „nie jestem sama!”. Okazało się że istnieje cały ruch „Zero Waste Home”, a sama jego autorka produkuje… jeden słoik odpadów rocznie!

I to właśnie w tym momencie zrozumiałam, że to co robiłam od dłuższego czasu ma wpływ nie tylko na moje życie. Że efektem ubocznym wszystkich tych pozytywnych zmian jest też gigantyczny wpływ na środowisko.

Nawet Bea zaczynała od siebie. Od swojej rodziny. Od swojego otoczenia. Motorem jej działań były przede wszystkim oszczędności – zarówno finansowe jak i czasowe. Ale dziś ta kobieta doradza takim gigantom jak IKEA. Jest uznawana za guru filozofii „Zero Waste”. Piszą o niej gazety takie jak New York Times, a na przemówienia zapraszają ją takie firmy jak Google

Ale to nie jest najważniejsze. Nie jest najważniejsze też to, że Bea czy ja prawie kompletnie eliminujemy plastik w naszych życiach. Najważniejsze jest to, że gdy stoję przy kasie z serem zapakowanym w słoik, a nie standardowe plastikowe folie – co najmniej kilka osób dopytuje się, o co w tym chodzi. A gdy im odpowiadam, że to praktyczny sposób na zakupy i że ograniczam plastik – kiwają głowami przyznając rację i są naprawdę zaintrygowani. Jak mówi sama Bea:

„Nie mogę mowić ludziom, jak mają żyć. Mogę tylko dać im przykład – pokazać to, jak żyję ja i wytłumaczyć, dlaczego jest to dobre nie tylko dla środowiska, ale przede wszystkim dla mnie i moich najbliższych.

zachód słońca

Więc nie rób nic dla środowiska. Nie udawaj, że obchodzi Cię los fok po drugiej stronie globu lub że martwisz się zanieczyszczeniem plaż w Indonezji. Bo to jedna wielka bzdura. Jedyne, co nas obchodzi, to nasze życie. Jakkolwiek byśmy nie próbowali negować – wszyscy jesteśmy egoistami. Jedni większymi, inni trochę mniejszymi, ale wszyscy jesteśmy w tej kwestii podobni.

Nie rób nic dla środowiska – zrób coś dla siebie. Spróbuj prostych rozwiązań, które opisuję wyżej. Zaoszczędzisz czas, pieniądze i odkryjesz zupełnie nowe życie i możliwości. A przy okazji zmienisz też świat…

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

43 thoughts on “Jak zacząć dbać o środowisko? Rób to dla siebie”

  1. Bardzo rzeczowy, zmuszający do myślenia wpis. Mam tylko jedną uwagę, zwierzę na zdjęciu nie jest foką tylko lwem morskim. Oba gatunki znacznie się od siebie różnią, mimo pokrewieństwa. Oczywiście jest to szczegół sle skrzywienie zawodowe nie pozwoliło mi tego przemilczeć.
    Fascynujący blog, gratuluję!

    Polubienie

  2. Zdecydowanie dbanie o środowisko należy zacząć od siebie, zastanowić się i samemu przyłapać na błędach, które popełniamy. Nawet niewielkie zmiany u każdego z nas mogą przyczynić się do poprawy środowiska.

    Polubienie

  3. Zapewniam, że w Polsce woda z kranu doskonale nadaje się do picia. Owszem, w różnych miejscach jej smak może być różny, ale z całą pewnością z kranu leci woda pitna.

    Polubienie

  4. Smutne, ale prawdziwe. To do czego dążą ludzie jest straszne! Tyle różnych komunikatów, akcji aby sprzątać po sobie odpady, nie wyrzucać ich na pastwę losu, a do ludzi i tak to nie dociera! Zobaczymy co będzie za kilkanaście lat…

    Polubienie

    1. Bo ludziom potrzeba rozwiązań, a nie problemów. Dlaczego zawsze powtarzam że najprościej nic nie tłumaczyć tylko dawać przykład. To działa najsilniej. Ludzie są wzrokowcami i powielają to co widzą – w znacznej większości.

      Polubienie

  5. Mieszkam w Danii gdzie kupienie czegokolwiek na wage jest bardzo trudne. Luzem mozna kupic warzywa i owoce i czasem w drogich marketach mieso. Wedliny nigdzie nie widzialam na wage. Zawsze jest paczkowana. W sklepikach u arabow mozna kupic bakalie na wage i czasem fasole ale tez przewaznie wszystko jest w paczkach. Nie ma lokalnych targowisk ani niczego w tym stylu a oprocz wspomnianych arabskich sklepikow sa tylko sklepy sieciowe. W sezonie mozna kupic ziemniaki i truskawki od ronikow ale nie spodziewalabym sie ze sa to uprawy ekologiczne bo to sa wszystko wielkie ogspodarstwa. Trzeba by bylo poszukac konkretnie gospodarstw ekologicznych. Wiec tutaj zycie bez plastiku moze byc bardzo utrudnione. Niestety.

    Polubienie

    1. Tak jest nie tylko w Danii. Cóż, pozostaje szukać, a póki co wybierać to co nam najbardziej pasuje. Tu nie chodzi o to, żeby koniecznie znaleźć rozwiązanie, ale o to, żeby szukać, pytać, prosić. Tworzyć tym samym popyt na takie towary. Ja „wyprosiłam” już wiele produktów w sklepach, okazało się, że da się! Wystarczy zachęcać sprzedawców – pokazując im plusy takich rozwiązań.

      Polubienie

  6. Świetny wpis. Ja przerzuciłem się z samochodu na rower i odczucia mam bardzo podobne. Z tymi słoikami, zastanawiam się tylko czy praktyczniejszym rozwiązaniem nie byłby taki jak kiedyś papiet pakowy? Słoiki trzeba myć itd.

    Polubienie

  7. W czasach, gdy plastik nie był wszechobecny, moi rodzice na dno kosza na śmieci wkładali gazetę. Śmieci wynosiło się z całym wiaderkiem. Wiaderko płukało się, wkładało nową gazetę itd. Wróciłam do tego. Nie kupuję worków na śmieci. ☺. Blog wspaniały. Jestem pod wrażeniem i śledzę ns bieżąco. Pozdrawiam.

    Polubienie

    1. Też to pamiętam! I jak mama mnie wysyłała z tym kubłem wynieść te śmieci. Ale niestety – to też nie jest rozwiązanie – największy dziś problem to mieszanie śmieci – biodegradowalne nie rozkładają się na wysypiskach (albo rozkładają się nie tak jak powinny, normalny kompost wymaga powietrza, a na wysypisku raczej go brak pod tonami brudu). Na szczęście są już dostępne proste metody kompostowania nawet w dla osób mieszkaniach, bez ziemi. A plastik – no cóż – próbuję wytłumaczyć, choć to chyba faktycznie trudne bo jest od z nami od dawna – że z nim jedyne wyjście to ODMAWIAĆ, rezygnować. Należy o nim myśleć jak o czymś – co po prostu NIGDY się nie rozłoży. Raz wyprodukowany – nawet recyclowany wróci w końcu na wysypisko… Skąd będzie zanieczyszczał naszą ziemię, oceany, powietrze…

      Polubienie

      1. Teraz jest jeszcze gorzej, bo wprowadzili plastikowe torebki rozpadające się po krótkim czasie. Plastik dalej pozostaje, tylko będzie unosił się w postaci pyłu.

        Polubienie

          1. O tych torebkach mówi się, że są „ekologiczne” i, uwaga, „biodegradowalne”… bo się rozpadają.

            P.S. „zero waste” tłumaczyłbym raczej jako „bezodpadowe”, chociaż trochę dziwnie to brzmi.

            Polubienie

  8. Hej 🙂 dałaś mi wiele do myślenia Twoim artykułem, kiedy dzisiaj rano szłam do sklepu kupić coś na śniadanie zaczęłam widzieć tony plastiku wokół dosłownie wszystkiego … mam do Ciebie tyle pytań! Powiedz mi, jak sobie radzisz z kosmetykami? Chyba ciężko jest znaleźć np. szampon, który nie byłby zapakowany w plastik. Z kremami jest o wiele łatwiej … co z myciem naczyń? sprzątaniem? Przez Ciebie mam teraz prawdziwy mętlik w głowie!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Haha, wiem, że to podłe, ale… Cieszę się! To znaczy, że masz sporą wyobraźnię. A wyobraźnia = rozwiązania! Ja już się przyzwyczaiłam. Choć czasem (jak wczoraj w BIOgrodzie) mnie nosi, żeby ludziom nawrzucać – „Jesteś taki BIO, a co robisz ze środowiskiem?”… Kosmetyki to najprostsza część „zero waste” – aż tak oczywista dla mnie, że nawet zaomniałam o tym wspomnieć 😀 No więc chyba będzie dodatkowy artykuł. Postaram się go jak najszybciej dodać 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      1. Koniecznie! Od kilkunastu miesięcy też moje życie zaczęło się „przypadkiem” zmieniać, a Twój blog tylko napędza te zmiany 🙂 bez kitu, czasem przepisuję sobie jakieś fragmenty Twoich tekstów, żeby w razie gorszego dnia nie zapomnieć o tym, co jest głównym celem 🙂 W tej chwili zaczynam „walczyć” ze swoją garderobą, bo masz rację, od ubrań jest najłatwiej zacząć 🙂 aż się przeraziłam, kiedy odkryłam, że mogłabym ubrać z dwie porządne klasy w damskim liceum, i jeszcze by mi zostało 😛 ale to głównie przez moją mamę, bo ona jest zakupoholiczką, a ja muszę po niej ubrania donaszać 😛 (pomimo tego że od 7 lat nie mieszkam z rodzicami, zawsze jak przyjeżdżam to biorę jakieś swetry/kurtki, bo jak patrzę jak samotnie leżą, to mi przykro). Największy problem mam jednak z moją biblioteczką 😀 za kilka miesiący, w wakacje, planuję przeprowadzkę na 4 miesiące do USA i teraz gorączkowo zaczynam pozbywać się wszystkiego, co nie będzie mi potrzebne. ALe masz rację, wyobraźnia generuje proste rozwiązania, a później już leci łańcuszkowo… przejrzałam sobie bloga pani, którą poleciłaś, i uświadomiłam sobie, że też jestem takim świrem, który znajdując długopis będzie go wykorzystywał to ostatniej kropli wkładu :))

        Polubione przez 1 osoba

        1. Oddawaj na czerwony krzyż etc! Pojemnik istoją prawie wszędzie! Myślę że zrobię cykl artykułów – wrzuciłam już nawet do szkiców kategorię „Życie Niezanieczyszczone” 😀 Myślisz, że to dobre „tłumaczenie” ZERO WASTE lifestyle? Myślałam że już dość jest tego w necie, ale widzę że jednak nie – więc zrobię cykl. art. nt tego jak ja żyje „bez zanieczyszczeń” dzieląc je tematycznie na kuchnię, higienę, garderobę, etc. Dzięki za motywację i pomysły!

          Polubienie

          1. No coś Ty, tego nigdy dość 🙂 przecież wiesz, że ludzie będą czytać w kółko na ten sam temat, aż w końcu trafią na jakiś tekst, który w sposób rzeczywisty wpłynie na ich sposób myślenia, a to przekłuje się w działanie 🙂 „Życie nieznanieczyszczone” brzmi całkiem nieźle! 🙂 chociaż ja bym chyba odwróciła kolejność, Niezanieczyszczone Życie 😀 Będę czytać te artykuły z wypiekami na twarzy (lepsze niż „50 twarzy Greya :D). Albo może Życie bez zanieczyszczeń? Tak byłoby może mniej słowotwórczo, ale chyba lepiej oddawałoby sens:)

            I obiecaj mi, pierwszy artykuł będzie o kosmetykach!

            Polubione przez 1 osoba

            1. Hmm, cały sens jest dużo głębszy i nie skupia się tylko na nieprodukowaniu śmieci. Ale widzę że właśnie to trzeba wytłamaczyć i pokazać. Zabierams się zatem za produkcję serii artykułów!

              Polubienie

    1. Nie ma, przynajmniej jeszcze. Planuję przetłumaczyć całego bloga, ale na to potrzeba czasu – a póki pracuję go nie ma. Może kiedyś, jak ten blog zacznie generować wystarczające zyski, by choć część pracy zamienić na pisanie 🙂

      Polubienie

  9. Zwracasz uwagę na istotne problemy, ale czy oglądałaś film Cowspiracy? Jeśli nie, to obejrzyj cały, gdy będziesz miała chwilę czasu. Film otwiera oczy na prawdziwy problem, o którym jest cicho przez wielką manipulację.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Widziałam. To jest jeden z tych filmów mocno manipulujących. Część podawanych tam informacji jest istotna, ale całość robi wrażenie mocnej propagandy. A podawane rozwiązania są co najmniej podejrzane (jeśli choć trochę interesujesz się żywnością). Tak jak pisałam w artykule – masowa hodowla zwierząt to tylko jeden z wielkich problemów. Oczywiście warto go wyeliminować, ale nie w taki sposób jak podaje ten film, to jest szaleństwo. Nie tędy droga.

      Polubienie

  10. Aby pozbyć się chloru z kranówki, wystarczy nalać jej do otwartego naczynia i pozostawić na kilka godzin – chlor sam „odleci”. Taką metodę stosuje się dla wody do podlewania wrażliwych kwiatów.
    Można ją też przegotować i ostudzić – rozpuszczalność gazów w cieczy spada wraz ze wzrostem temperatury – więc gaz ucieknie z gotującej się cieczy.
    Można też używać filtrów węglowych do wody – one co prawda bardziej usuwają „twarde” minerały, ale chlor i fluor też wyłapią, przynajmniej częściowo.

    Polubione przez 1 osoba

  11. „Słoik odpadów rocznie”.
    Nieźle, daleko mi do takich osiągów. W okresie ciepłym zmniejszam ilość odpadów, część jedzenia pozyskując z własnej ziemi, ale to nie jest rada uniwersalna.
    Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że bardziej toksyczne od bromu, z tej grupy pierwiastków, są fluor i chlor. A na pewno są bardziej reaktywne.

    „Produkujcie gówniane ciuchy, wyzyskując dzieciaki w krajach trzeciego świata”
    Problem z tymi wyzyskiwanymi dzieciakami może być taki, że bez tych paru groszy, które zarobią, mogłyby nie przeżyć, przynajmniej niektóre z nich. Nie jest to usprawiedliwianie, tylko zwracam uwagę na istnienie drugiej strony medalu.

    Polubienie

    1. Też tak kiedyś gadałam. „Chińczycy sami wybierają życie w fabrykach”. A prawda niestety, jest gdzie indziej – i nie różni się wcale od naszego „cywilizowanego” świata. Dlaczego i u nas ludzie pracują, czy wręcz harują? Bo ktoś im wmówił, że to jest „życie”. To samo w Chinach czy innych krajach, na których niewolnictwie żerujemy. Dzieciaki widzą kasę i lecą, tak jak 10 lat temu Polacy latali do McDonaldsa bo to było nowe i cool, nie zastanawiajać się nawet przez chwilę czy to przypadkiem nie jest niedobre dla ich zdrowia. Ale większość dzieci tak naprawdę jest wręcz zmuszana przez rodziców by szukać kasy w miastach. Jest wiele dokumentów na ten temat – zrobiły się bardzo popularne po serii samobójstw w wielkich chińskich fabrykach. A jeszcze gorzej jest w kompletnie nieznanych nam wręcz miejscach – gdzie ludzie są wabieni „praca dla każdego, pieniądze, możliwości!” – nie mają nic, kulturowo są nauczeni ufać innym – i zostają niewolnikami na statkach itp. Tak naprawdę niewolnictwo nigdy nie upadło, tylko zmienił się trochę jego charakter. I to też nie jest łatwy temat, bo faktycznie część ludzi ma wybór np. prostytucja czy fabryka? Ale tłumaczenie np. kupowania tanich ciuchów w sieciówkach tym, że dane dziecko by umarło bez tego z głodu jest raczej lekką przesadą. Tak samo jak mówienie że my „dajemy im szansę”. G.. prawda, za przeproszeniem. Dajemy im ułudę szansy. Okłamujemy, że nasze „cywilizowane” życie jest takie super i bez problemów. A tak naprawdę sami jesteśmy niewolnikami tego systemu…

      Polubienie

      1. Miałem na myśli Birmę, nie Chiny. Dla rodziny walczącej o fizyczne przetrwanie alternatywą jest harować i mieć co zjeść lub nie pracować i nie mieć co jeść. Są ludzie z takimi dylematami na tej planecie.
        I napisałem, że wcale nie tłumaczę konsumpcjonizmu na Zachodzie, tylko przedstawiam sytuację, a Ty tak od razu emocjonalnie…
        W Chinach natomiast, jeszcze całkiem niedawno były klęski głodu. Dlatego ludzie uciekali do miast.

        Polubienie

        1. NO tak ale należy sobie zadać pytanie – skąd te klęski głodu, itd? W 90% będzie to działanie ludzi… Niestety. Zagrabić tereny, uniemożliwić, skazić ziemię, itd. Coś, co u nas w Europie już dawno nastąpiło -a w Polsce możemy to oglądać już na masową skalę. Na Karaibach są dokładnie takie same historie, nie chcesz wiedzieć, co tu robili kolonizatorzy i robią dalej dla zysku… To się w głowie czasem nie mieści jak ludzie są tępi. I dlaczego właśnie Ci tępi idioci mają władzę…

          Polubienie

          1. W przypadku Azji Południowo-Wschodniej przyczyną biedy były rządy totalitarne, wprowadzające po trupach „ustrój powszechnej szczęśliwości”.
            Nie, nie chcę wiedzieć, co robili kolonizatorzy. Wystarczy mi, że czasem dowiaduję się, co robili na dzisiejszych ziemiach polskich Niemcy w pierwszej połowie lat czterdziestych zeszłego wieku. Też dla zysku, chociaż nie tylko.
            „Małą mądrością rządzony jest ten świat” powiedział już w XVII wieku szwedzki kanclerz Axel Oxenstierna. Od tamtego czasu na lepsze nic się nie zmieniło…

            Tylko wracam do tej drugiej strony medalu – dla osoby, która żyje na krawędzi przetrwania, każda praca ma znaczenie fundamentalne. Oczywiście, że założenia dzisiejszego przemysłu, czyli sprzedawać jak najwięcej, są szalone i tak się nie da w nieskończoność. Jednak jesteśmy coraz bardziej pozbawiani wyboru. Możemy wybrać pomiędzy jedną jednorazówką a inną jednorazówką. Coraz trudniej o coś trwałego…

            Polubienie

            1. I nikt się tym nie interesuje?
              U nas też niewiele osób zna walory użytkowe roślin, ale zostały książki, są też ludzie, którzy odkrywają rośliny na nowo, więc do wiedzy można dotrzeć.

              Polubienie

              1. Jasne, np. ja i moi przyjaciele na wyspie. Ale to nie zmienia faktu, że większość lokalnych została kompletnie zniszczona francuskim socjalem w ciągu zaledwie 2-3 dekad… Podobnie jest w Polsce. Ja miałam szczęście wychować się w rodzinie tradycyjnie żyjącej, ale moi rówieśnicy nie mieli tyle szczęścia. Nigdy nawet nie widzieli prawdziwego BIOgrodu.

                Polubienie

  12. W wielu miastach Polski woda w kranie nadaje się do picia, co potwierdzają wszelkie możliwe atesty, tylko mieszkańcy często o tym nie wiedzą. Badania wykazują nawet, że kranówka bywa zdrowsza niż popularne wody butelkowane. Tak jest w moich rodzinnych Pabianicach, czy zupełnie niekojarzonej z czystością Łodzi.
    Plastik to rzeczywiście największe zło tego świata. Byłem ostatnio na indonezyjskiej plaży, gdzie morze wyrzuca codziennie kilogramy, jeśli nie tony śmieci. Widok bardzo przygnębiający, ale myślę sobie, że takie miejsca powinny być punktem obowiązkowym podczas egzotycznych wakacji. Chcę wierzyć, że ludzie postępują źle z niewiedzy i lenistwa, a nie złej woli, dlatego nigdy dosyć udostępniania takiej wiedzy, jak w Twoim poście.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. U mnie wody nie da się pić śmierdzi strasznie i po kilkudniowej nieobecności ma intensywny brązowy kolor. Blokowiska z PRL. Stosuje filtry weglowe.

      A plaże są chyba brudne juz wszedzie, jedyna różnica, że w jednych miejscach sprzątają ekipy, a w drugich nie.
      Prawie 7 miliardów ludzi na ziemi, to są skutki przeludnienia.

      Wprawdzie jest to blog o Karaibach, ale dodam temat Bałtyku – jak umiera, w tym roku przekonałam się o tym na własne oczy brązowa woda
      https://ourbalticsea.com/dirty-waters/

      Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s