Jak osiągnąć sukcesy? Musisz nauczyć się być „debilem”

Władam biegle sześcioma językami. Czy to robi ze mnie kogoś mądrego? Niezwykle utalentowanego? A może niezwykle pracowitego? Nie. Jestem „debilem”.

Pamiętam jak uczyłam się hiszpańskiego i zapisałam na najwyższy możliwy poziom, bo niższe nie pasowały mi godzinowo. Nie rozumiałam prawie nic, a nauczycielka pochodziła z Buenos Aires i miała silny, argentyński akcent. W dodatku poza mną była na nich jeszcze tylko jedna osoba – która świetnie władała tym językiem.

Mimo niesamowitego wstydu, jaki odczuwałam, przychodziłam na te zajęcia regularnie. Nie potrafiłam sklecić najprostszego zdania, gdy nauczycielka zadawała mi pytanie. Nie potrafiłam wykonać poprawnie praktycznie żadnego zadania gramatycznego. Nie potrafiłam nawet do końca zrozumieć, co czytaliśmy i o czym próbowaliśmy dyskutować… Mój mózg dosłownie parował, próbując przetworzyć te wszystkie informacje.

emu

Ale po 2 miesiącach tych „męczarni” nauczyłam się tak wiele, że zaczynałam rozumieć nawet bardziej skomplikowane zagadnienia. Mówić, a nie dukać pojedyncze słowa. Nigdy nie nauczyłam się do końca gramatyki hiszpańskiej i do dziś wtrąca mi się ten silny argentyński akcent nauczycielki. Ale mówię po hiszpańsku. Komunikuję się. Poznaję ludzi. Otwiera to przede mną masę możliwości.

I dokładnie taki przebieg mają wszystkie moje życiowe historie. Kiedy postanowiłam wyjechać na Karaiby jednym z powodów była chęć nauczenia się języka francuskiego. I początki były cholernie trudne – bo znów nie potrafiłam sklecić najprostszych zdań. Moi współpracownicy śmieją się do dziś z niektórych wyrazów, których wtedy nie potrafiłam dobrze wymówić.

Ale mieszkam i pracuję na Karaibach. Komunikuję się. Poznaję ludzi. Gdybym bała się zrobić z siebie „debila” nigdy nie byłoby to możliwe. A dziś, mimo że nie władam językiem francuskim do końca poprawnie, idę bez żadnych zastanowień do lokalnego radia rozmawiać na różne tematy. Bo nadal jestem gotowa „robić z siebie debila”.

Bo rozumiem prostą zasadę: jeśli chcesz być w czymś dobry, musisz jakiś czas być w tym zły, ale robić to mimo wszystko. 

Wszyscy rodzimy się „debilami”

fale

Nikt z nas nie przychodzi na świat znany, lubiany, piękny i mądry. Wszyscy rodzimy się bez prawie żadnych zdolności. Człowiek jest jednym z najbardziej zależnych, jeśli nie najbardziej zależnym od rodziny stworzeniem. Kilkanaście lat zajmuje nam osiągnięcie dorosłości. I przez cały ten czas uczymy się, poznajemy świat, siebie, innych…

I tak samo nikt z nas nie umiera wiedząc wszystko i posiadając wszelkie odpowiedzi na wszelkie pytania. Einstein ponoć całe życie nie potrafił zawiązać sobie sznurowadeł. I nigdy nie nauczył się poprawnie mówić po angielsku, mimo, że ponad 20 lat spędził w USA. Nazywamy go geniuszem mimo tego, a nie „debilem” przez to.

Jeśli czegoś nie umiesz, nie rozumiesz, nie potrafisz to nie dlatego, że jesteś głupi, durny, czy nie masz talentu, tylko dlatego, że taki się urodziłeś. A jeśli ktoś coś umie, rozumie czy potrafi to nie dlatego, że taki się urodził, tylko dlatego, że działał w danym kierunku. Próbował. Starał się. Poświęcał na coś czas i energię.

sowa

Nie jesteś gorszy od innych, bo czegoś nie potrafisz. A inni nie są lepsi od Ciebie bo coś potrafią. Po prostu nie przeszedłeś (jeszcze?) jakiejś drogi, która prowadzi do jakiejś umiejętności. I tyle.

Małego dziecka nie nazywamy głupim, bo popełnia błędy. Więc dlaczego nazywamy tak dorosłe osoby, które je popełniają? Przecież popełnianie błędów i robienie z siebie „debila” jest naturalną częścią każdego procesu nauki. „Jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz” – mawiał pewien góral, gdy razem z rodziną uczyliśmy się jeździć na nartach…

Akceptacja „debilizmu”

drzewo

Jedną z najbardziej potężnych cech, jakie w sobie wypracowałam jest akceptacja swoich słabych stron i trudności. Całe życie słyszymy, że powinniśmy być tacy, a nie inni. Znać to i tamto. Umieć poradzić sobie z tym czy tamtym.

Ale przecież każdy z nas jest inny, wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. Nie ma na świecie dwóch takich samych osób. Ktoś kto wymyślił, że wszyscy powinnyśmy jednakowo umieć to i tamto sam był niesamowitym „debilem”…

Akceptacja swoich słabych stron i przyznanie się, że czegoś nie potrafimy ma tak potężny wpływ na nasze życie bo zabiera nam z ramion ciężar tej wykreowanej przez zachodni świat „dorosłości” i pozwala nam popełniać błędy. Jak małe dziecko – bez krytyki.

flaming

Jeśli masz przed sobą np. pierwszą w życiu rozmowę o pracę to jaki jest sens dodawać sobie jeszcze więcej stresu próbując udawać w tym profesjonalistę? Jeśli już na wstępie całkowicie szczerze przyznasz, że robisz to pierwszy raz w życiu i jesteś bardzo zestresowany – nie tylko rozładujesz w sobie sporo napięcia. Dasz sobie szansę na popełnienie błędów, które nie będą krytykowane.

Bo nie można krytykować „nowicjusza”. Byłoby to chamstwem i nie miałoby sensu. Wręcz przeciwnie – gdy pokażesz swoją słabość – inne osoby będą bardziej skore, by Ci pomóc. I prawdopodobnie zostaniesz zapamiętany jako dużo lepszy kandydat, niż jesteś w rzeczywistości.

Mówiąc szczerze o naszych słabościach ustawiamy sobie  poprzeczkę tam, gdzie powinna być – na najniższym szczeblu. Jeśli czegoś nie potrafimy to powinniśmy zaczynać od najniższego poziomu, czyż nie?

Cel, a nie sposób

zachód słońca

Ostatnio oglądałam film o prawdziwej historii Eddiego, „Latającego Orła” – serdecznie Wam go polecam. Od dziecka Eddie pasjonował się olimpiadami i robił wszystko, by kiedyś się na jednej z nich znaleźć.

Ale nie był w niczym dość dobry. Nie miał szans zakwalifikować się do reprezentacji narodowej. Więc wpadł na szalony pomysł, że zostanie pierwszym brytyjskim skoczkiem narciarskim. Wyruszył bez pieniędzy i bez żadnej pomocy trenować w Niemczech. Na przekór wszystkim i wszystkiemu.

I w 1988 roku pojechał na olimpiadę w Kanadzie, zakwalifikował się pomimo sprzeciwu władz i organizatorów. Bo był po prostu jedyną osobą, która to wtedy robiła. 

karaiby

Eddie skoczył śmieszną odległość 60m na średniej skoczni, ale biegał po tym jak szalony ciesząc się, że… jest rekordzistą brytyjskim (w tamtym czasie nie miał konkurencji). Potem postanowił skoczyć z wielkiej skoczni – po raz pierwszy w swoim życiu.

Specjaliści i organizatorzy igrzysk szybko rzucili się do krytyki jego poczynań, ale prasa i publika pokochała go od pierwszego momentu. Stał się bohaterem i mimo, że nigdy nie wrócił już na olimpiadę (zmieniono zasady, by inni nie poszli w jego ślady) – nigdy nie przestał walczyć o swoje marzenia.

To, co umyka uwadze większości z nas w takich sytuacjach to cel. Celem Eddiego nie było wygrać na olimpiadzie. Ani zdobyć medal. Jego celem nie było też skoczyć tak daleko, jak inni. I nie chodziło mu o to, aby nie zrobić z siebie „debila” pośród największych sportowców świata…

On chciał po prostu tam być. Poczuć magię zawodów. Atmosferę rywalizacji. Był ostatni, ale nie był przegrany. Wręcz przeciwnie. To właśnie on cieszył się tam każdą chwilą. To on zarażał innych duchem walki i optymizmem. Dopiął swego. Osiągnął to, co chciał. Mimo, czy raczej właśnie dlatego, że był gotowy „zrobić z siebie debila”…

woda turkusowa

Kiedy zaczynałam uczyć się hiszpańskiego na tym kursie dla zaawansowanych nie udawałam kogoś, kto coś potrafi. Szczerze powiedziałam nauczycielce, że może mnie wyrzucić za drzwi, jeśli uzna, że się nie nadaję. I może właśnie to sprawiło, że przez cały kurs była niezwykle pomocna i miła, mimo, że czasem wyczuwało się u niej irytację moim brakiem znajomości języka.

Nawet ta druga osoba, która teoretycznie przeze mnie traciła na tych zajęciach, starała się zawsze mnie motywować i pomagała mi, ja tylko mogła. Gdy mówimy szczerze, że czegoś nie potrafimy, nie umiemy, gdy pokazujemy swoją słabość – tak naprawdę wygrywamy, a nie przegrywamy. Zyskujemy sympatię innych. Zyskujemy zrozumienie i cierpliwość.

karaiby

Władam biegle sześcioma językami. Nie dlatego, że jestem wybitnie mądra. Nie dlatego, że jestem wybitnie utalentowana. I zdecydowanie nie dlatego, że jestem niezwykle pracowita
Władam biegle sześcioma językami tylko i wyłącznie dlatego, że wielokrotnie robiłam z siebie „debila”. Bo jestem gotowa być jakiś czas „debilem”, by osiągnąć swoje cele w życiu. A Ty?

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

 

20 thoughts on “Jak osiągnąć sukcesy? Musisz nauczyć się być „debilem””

  1. Dziękuję za polecenie mi tego artykułu 🙂 Bardzo przypomina on mi pewne podejście do życia i nauki: tzw. „Growth mindset”, o którym dość ostatnio dużo czytałam 😀 Rzeczywiście, ażeby się uczyć, trzeba popełniać błędy. Mam nadzieję, ze pomoże mi to pozbyć się wstydu przez porażką i mówieniem głupot. Wiadomo, od razu się nie da nauczyć, ale małymi kroczkami… i tego wszystkim też życzę, aby nie bali się błędów!

    Polubienie

  2. to jest po prostu wcielenie w zycie zasady chcesz się czegos nauczyć – rób to, jednak nie polecane zawsze i wszędzie, szczególnie gdy się jest odpowiedzialnym za innych , dajmy na to gdy się chce prowadziś samolot pasazerski, wówczas próby i symulatory do uzyskania perfekcji – jak najbardziej wskazane

    Polubienie

  3. Pamietam jak kiedys pojechalam na oboz taneczny po tym jak uczeszczalam na zajecia z jazzu zaledwie przez rok. Pierwszego dnia mielismy „eliminacje”, trenerzy musieli nas podzielic na grupe zaawansowana i podstawowa. W tym celu trzeba bylo zaimprowizowac do muzyki. Patrzylam katem oka jak ludzie trenujacy od malego dzieciaka wykonuja te wszystkie piekne, skomplikowane figury taneczne. Dalabym duzo zeby umiec choc polowe tego co oni. Ale stwierdzilam ze nie jestem tu po to, zeby z nimi rywalizowac. Pojechalam na ten oboz zeby aktywnie spedzic wakacje w gorach. Kiedy puszczono muzyke mojej grupie postawilam na aktorstwo: zagralam swoim cialem do muzyki zamiast na sile wykonywac te piekne figury. Dostalam sie do grupy zaawansowanej z ludzmi trnujacymi po 10 lat i wiecej. I nigdy nie zapomne zaintrygowanego wzroku jednego z instruktorów. Moze moj taniec nie byl piekny, ale koniec koncow to ja bylam zwyciezca 🙂

    Polubienie

  4. Dziękuję Ci bardzo za ten wpis ! Zburzył stereotypy które brzęczały mi w głowie, gdy zabierałam się za coś nowego (i nie tylko). Takie podejście do tematu buduje i rozwija, a nie skazuje na wieczne bycie gorszym od innych

    Polubienie

  5. Fajne to to:D Ja od 2 tygodni stosuję Twoją metodę nauki hiszpańskiego oglądając codziennie filmy w tym jeszcze dziwnym dla mnie języku. Na facebooku czuje się jak „debil”, o którym piszesz, bo menu też mam już po hiszpańsku i niekiedy nie mam pojęcia co kliknąć:) Ale muszę przyznać, że zaczynam wyłapywać pojedyncze słówka i składać łopatologiczne zdania 🙂 Dzięki!

    Polubienie

    1. Hahaha, cieszę się! Ja też tak do tego podchodzę. Właściwie wszystko wzięło się od mojej koleżanki, która mawiała „jestem debilem”, gdy coś sknociła. Było to śmieszne, a nie ubliżające. Zresztą ma inną zupełnie wymowę, gdy sami to mówimy. To takie łatwiejsze przyznanie się do błędu 🙂

      Polubienie

  6. Twój tekst jest dzisiaj bardzo a propos (jeśli chodzi o moje zamierzenia). Postanowiłam zdobyć licencję zawodową, a dzisiaj przekonałam się jaki ogrom pracy przede mną ( zrobiłam sobie testy) i że może nie skończyć się na pierwszym podejściu. Łatwiej jest nic nie robić niż narażać się na niekomfortowe sytuacje niezdanych egzaminów, powtórek itd. Jednak masz rację, trzeba iść do przodu, po prostu nie ma innego wyjścia.
    Kiedyś w wywiadzie z jednym z aktorów usłyszałam, że cieszy go droga, którą musi iść, aby stworzyć postać graną przez siebie. Szczęście dawały mu nauka tekstu, próby, poznawanie postaci. Powiedział, że największą radość daje droga, a osiągnięty cel jest dodatkową nagrodą. I tak właśnie musze podejść do mojej nauki, droga jest przyjemnością, a błędy naturalnym czynnikiem prowadzącym do celu.

    Polubienie

  7. Zapisałem się na ten newsletter i cieszę się bardzo. Przesyłasz mi bardzo ciekawe i trafne spostrzeżenia, uwagi i opinie. Zazdroszczę wyjazdu ale to taka budująca i pozytywna zazdrość. Pozdrawiam serdecznie i wszystkiego dobrego 😉 Może też tak kiedyś spróbuję, póki co trzyma mnie tu kilka istotnych spraw.

    Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s