Jak szukać pracy? Najefektywniejszy sposób, by znaleźć pracę

Ostatnio moja przyjaciółka postanowiła wyjechać do UK z misją znalezienia tam pracy. Ma potężne doświadczenie i perfekcyjną znajomość języka. Ale mimo, że była tam aż kilka tygodni – nie załapała się nawet na jedną rozmowę kwalifikacyjną… Co zrobiła źle?

W takiej sytuacji znajduje się masa osób. Wykwalifikowani, doświadczeni, gotowi do pracy – ale bez szans. „Pracy nie ma” – powtarzają w kółko… A gówno, za przeproszeniem, prawda!

Zawsze przy takich tematach wspominam i będę zawsze wspominać, że praca jest. Zawsze. I wszędzie. I udowadniałam to już wiele razy w swoim życiu znajdując ją w każdym zakątku świata. A nawet przebierając w wielu ofertach. Nie, to nie dlatego, że jestem jakaś nadzwyczaj zdolna.

Moja przyjaciółka zrobiła to, co robią wszyscy – przejrzała ogłoszenia, wysłała parę CV, zgłosiła się do agencji pośrednictwa pracy. I tyle. Po czym spędziła bezczynnie kolejne kilka tygodni czekając…

Wiecie, jak dostałam swoją pierwszą w życiu pracę w zawodzie architekta (właściwie staż – podczas studiów)? Poszłam do biura architektonicznego i powiedziałam, że chcę pracować.

Więcie jak dostałam drugą w życiu pracę? Poszłam i powiedziałam, że chcę pracować. Nawet trzecią – mimo, że moje doświadczenie nie było wystarczające, a praca bardzo wymagająca – również dlatego, że poszłam i powiedziałam, że bardzo chcę tam pracować….

Wszystkie te i multum późniejszych posad zdobyłam nie dlatego, że miałam doświadczenie i ładnie zaprojektowane portfolio – tylko przede wszystkim dlatego, że wykazywałam chęć pracy. Nauki. Rozwoju.

I to nie jest jakaś moja teoria. Mnóstwo szefów, u których pracowałam szczerze mi to mówiło. Jeden nawet wspominał jak kiedyś szukał młodego absolwenta do pracy, gdy jego biuro w Warszawie się rozwijało. Otrzymał setki CV na mejla. I jedno w formie wydrukowanej. Złożone osobiście.

Zatrudnił tego chłopaka tylko i wyłącznie dlatego, że przyszedł do biura osobiście… Tylko i wyłącznie dlatego! W końcu czym różnią się od siebie absolwenci studiów? Wszyscy są tak samo nieprzygotowani do życia. Jeden pokazał, że zależy mu na pracy – więc ją dostał. Tym się wyróżnił spośród tłumu – chęcią do działania, inicjatywą. Nie czekał, tylko wziął życie w garść.

Metoda „desantu”

Zwana też przeze mnie pieszczotliwie „Bombardierung” (niem. „bombardowanie”) to najefektywniejsza metoda szukania pracy. Składa się z dwóch części:

1. Bombardierung Twoim CV

Absolutnie wszystkich potencjalnych miejsc pracy w Twoim zasięgu za pomocą e-maila. I nie chodzi tu tylko o wyszukanie i odpowiedź na oferty pracy.

Jeśli, przykładowo, jestem architektem to wyszukuję w internecie nie tylko same ogłoszenia ale również adresy biur architektonicznych. Co z tego, że nie szukają nikogo przez ogłoszenia? Co Ci szkodzi, by napisać do nich, że szukasz pracy i jeśli w przyszłości…?

Nie raz zdarzyło mi się dostać jakąś ofertę pracy długo (nawet rok) po tym, jak wysłałam zapytanie. Ludzie nie odpiszą na Twojego maila – ale jakaś część z nich zachowa sobie Twoje CV na później, „w razie czego”. Po co się męczyć, wystawiając ogłoszenie, jak ma się pod ręką chętnego do pracy, do którego wystarczy zadzwonić?

Zaznaczam też, że limity określasz sobie sam – Twoim „terenem” może to być tylko Twoje miasto, ale może to być cały kraj (jeśli jesteś gotów dla pracy się wyprowadzić). Ja, gdy chciałam wyemigrować bombardowałam też moimi CV-kami wszelkie znalezione biura w Londynie i innych miastach Europy, które mnie interesowały. Tylko dlatego, że rozważałam wyprowadzkę.

Dlaczego trzeba wysyłać aż tyle i do wszystkich? Bo nawet jeśli masz super doświadczenie – odezwie się do Ciebie 1 na sto osób, a tylko 1 na 300 będzie prawdziwie zainteresowana współpracą. Każde miejsce, które omijasz to potencjalny „missed hit” czyli „pudło”. Niewykorzystana szansa.

A nawet jeśli odezwie się do Ciebie cała masa – co i mi się zdarza – czy nie lepiej mieć z czego wybierać? Warto stosować tą metodę choćby dla zbadania swojej wartości na rynku i swoich szans w zawodzie – łatwiej później negocjować dla siebie wyższe stawki – jeśli wiesz, że oprócz danego pracodawcy jest jeszcze 4 innych zainteresowanych czujesz się pewniej.

2. Szturm na wybrane cele

Druga część metody desantu polega na wydrukowaniu swoich CV (i ewentuanie portfolia) i latania z nimi w zębach po wybranych lokalizacjach.

Po prostu wyszukujesz adresy interesujących Cię zawodowo miejsc (np. ja wyszukuję biura architektoniczne) i udajesz się tam osobiście. Tak, to brzmi dziwnie, ale to jest naprawdę potężne – właśnie dlatego, że większość tego nie robi.

Moją pierwszą pracę zdobyłam właśnie tak – sprawdziłam wcześniej nazwisko szefa biura, po czym udałam się tam i powiedziałam na wejściu sekretarce, że „mam spotkanie (nie miałam żadnego umówionego 😉 ) z panem Kowalskim”.

Po czym zdziwionemu nadzwyczaj szefowi biura powiedziałam wprost, że studiuję i szukam pracy. Zapytał czy mam CV. A ja na to, że z czym? Moje doświadczenie dało się podsumować w 2 zdaniach: „Umiem trochę ArchiCADa. I chcę się uczyć”. Szef się roześmiał i ostatecznie przyjął mnie na płatny staż. Później opowiedziałam to koleżance z roku, która zrobiła dokładnie to samo – i też dostała tam pracę!

Nie trzeba oczywiście posuwać się do takich podłych podstępów, by spotkać się z szefami osobiście – można po prostu porozmawiać z sekretarką i zostawić swoje CV. Ale warto choćby zapytać, czy szef nie znalazłby dla Was 5 minut – poznanie Ciebie osobiście gigantycznie wzmacnia Twoje szanse na to, że gdy firma będzie kogoś potrzebować zwrócą się właśnie do Ciebie.

Czasem nawet w taki sposób można „wymusić” rozmowę kwalifikacyjną – bo skoro już jesteś, już się pofatygowałeś, by przyjść, to czemu Cię nie poznać? Naprawdę, pojawienie się w miejscu pracy osobiście pokazuje, jak bardzo zależy Ci na danej posadzie. To bardzo pozytywne wrażenie w oczach pracodawcy.

O to, czy Ci się ta praca podoba możesz się martwić tylko jak już ją dostaniesz

Większość osób nie wierzy w swoje możliwości i kompletnie nie docenia siebie. Bo skąd niby możesz wiedzieć, ile jesteś wart na rynku pracy – skoro nie szukasz, nie analizujesz, nie stosujesz powyższej metody?

Bardzo wiele osób mówi mi: „Ale ja się do tego nie nadaję chyba”, „Ale to ja nie mam takiego doświadczenia”, „Ale to daleko, ja nie wiem czy chcę się przeprowadzać do Warszawy/Paryża/Londynu”, itd. Ale co za różnica?

Przecież jesteś bezrobotny, masz masę czasu, możesz codziennie pół dnia wysyłać swoje CV mejlem, a przez drugie pół objeżdżać okolicę z CV w zębach. Co Ci szkodzi?

Martwić się o to, czy się nadajesz do jakiejś pracy, albo czy chcesz się dla niej przeprowadzić możesz się przecież dopiero gdy dostaniesz jakąś propozycję. Wtedy będzie czas na rozważania.

Jak wspomniałam wyżej – mi się zdarza mieć kilka opcji – nie inaczej było na Karaibach, gdzie również przeprowadziłam desant moich CV i portfolio. Ostatecznie mogłam wybierać spośród 3 ofert pracy. Trzech! Na małej karaibskiej wysepce! Naprawdę, praca jest wszędzie – trzeba tylko wykazać zainteresowanie i chęci.

Dodajmy, że emigrując tu nawet nie sądziłam, że znajdę pracę w zawodzie. Więcej – byłam niemalże pewna, że nie znajdę. Gotowa pracować w jakiejś szkole językowej, czy ostatecznie jako kelnerka czy recepcjonistka. Ale mimo to działałam i wysyłałam swoje CV – wszędzie, gdzie się dało.

Dywagacje na temat tego, że chcesz pracować tak czy inaczej, czy znasz ten czy inny program, czy chcesz się przeprowadzić – zostaw sobie na „po rozmowie kwalifikacyjnej”, albo jeszcze lepiej – „po otrzymaniu oferty”. Gdy pokażesz pracodawcy, że musisz się zastanowić nad jego ofertą – dodatkowo u niego zapunktujesz.

Nie czekaj i nie licz na odpowiedzi „od razu”

O powyższej metodzie „desantu” opowiadałam kiedyś znajomemu, który chciał zmienić swoją branżę i radził się mnie jak znaleźć pracę „od zera”. Pomogłam mu z CV i nakazałam „bombardierung” wszystkich firm, jakie znajdzie.

Odezwał się po jakimś czasie narzekając, że „nikt mu nie odpowiada”.  Zapytałam więc, ile e-maili wysłał. „Jakieś 2… 2 tygodnie temu i do teraz nikt się nie zgłosił”… Aha… „A może by tak 2 setki mejli?” – odpowiedziałam – „I poczekać ze 2 miesiące?”…

W tej metodzie naprawdę nie zdarzy się nagle jakiś cud. Owszem, ktoś może zaoferować Ci pracę „od zaraz” – ale równie dobrze możesz zostać wywołany dopiero po kilku miesiącach.

Pomyśl o tym jak o inwestycji na przyszłość – każde wysłane CV i każda osobista wizyta w firmie zwiększa po prostu Twoją rozpoznawalność na rynku – a tym samym Twoją szansę na zdobycie zatrudnienia.

Nie zrażaj się tym, że ludzie nie odpowiadają. Polacy nie mają w zwyczaju odpisywać na tego typu mejle. To nie oznacza, że jesteś „do niczego” – oznacza po prostu, że ktoś nie miał czasu, albo nie może zaoferować żadnej pracy w danej chwili. Albo też to, że Twoje doświadczenie jest za małe/za duże na dane stanowisko.

Jeśli nie będzie Ci też dane porozmawiać z szefem podczas osobistego „szturmu” na firmy – nie rozpaczaj, tylko wykorzystaj to, co masz – porozmawiaj chwilę z sekretarką, wykaż zainteresowanie firmą, opowiedz trochę o sobie, zaprezentuj się w kilku zdaniach i zostaw jej Twoje CV uprzejmie prosząc, żeby przekazała je szefowi.

A jeśli z jakiegoś powodu spotkasz się podczas tego procesu z odmową – zawsze pytaj dlaczego. Uwagi są tu na wagę złota – jeśli bowiem zrobiłeś coś nie tak – będziesz miał szansę nie popełnić tego błędu przy następnym razie.

Nie czekaj więc na pracę tylko idź i ją zdobądź. Ona naprawdę jest wszędzie. Ale musisz wykazać zainteresowanie, musisz działać, musisz się pokazać. Po prostu musisz zmaksymalizować swoje szanse na to, żeby ta praca znalazła Ciebie.

Prawdopodobnie spodoba Ci się mój eBook „Jak odnaleźć swój raj”, bo chcesz zobaczyć jak wyglądała moja emigracja na Karaiby.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE”.

87 myśli w temacie “Jak szukać pracy? Najefektywniejszy sposób, by znaleźć pracę”

  1. Chyba najprostszy sposób to wysyłanie setek CV i tutaj wcale nie mylę się w liczbie. Im więcej tym lepiej. Zadbajmy o to, aby CV wyglądało sensownie – ja zawsze pobieram szablony. I potem mail, mail, mail.

    Polubienie

  2. No jasne. Chodzę i mówię, ze chce pracować, pół miasta ma moje CV i jakoś nie ma chętnych do zatrudnienia. Bo z tego, ze powiem, ze chce pracować jak wszędzie tylko mówią, nie mamy wolnych miejsc. Nie wierzę że tak łatwo jest, idę i mówię, ze chce pracować i na ładne oczy zatrudnia.

    Polubienie

  3. Ciekawy wpis. Zwykle szukamy pracy przez portale, natomiast osobiste roznoszenie CV należy do rzadkości. Może nadszedł czas żeby się przestawić i bardziej czynnie szukać swojej pracy marzeń?

    Polubienie

  4. Tekst fajny, i wiele w nim prawdy. Roboty jest tyle, że dla każdego starczy. Ja od 4 lat jestem wolnym strzelcem, początkowo martwiłem się jak to będzie a teraz jest dobrze 🙂 Jak znaleźć klienta? Tak jak robotę- opisane w przedmiotowym wątku 🙂 Najważniejsze to dać się poznać i być pewnym swego, jeśłi z podkulonym ogonem podam swoje warunki to mnie wyśmieją, jeśli z zadartą głową pełen optymizmu, ale z głową pełną wiedzy, to jest już o czym rozmawiać. Pozdrawiam i życzę więcej takich tekstów

    Polubienie

    1. jak ktoś chce znajdzie sposób, jak nie chce znajdzie powód. Pracy jest teraz w Polsce sporo, ale są też zawody do których mało osób się garnie.

      Polubienie

      1. No co racja to racja. Mój zawód wyuczony jest taki że za dużo od innych zależy, znowu jak zajmowałem się wnętrzami to dorwało się do tego ludu bez wiedzy i doświadczenia psując branże. Teraz zajmuję się kilkoma tzw biznesami niszowymi z różnych branż niespokrewninych ze sobą. Roboty od groma nie wiadomo w co ręce pchać 🙂

        Polubienie

  5. och jak to cudownie brzmi. „Iść osobiście…..” Wysyłam cv, chodzę osobiście do potencjalnych pracodawców. Robię wszystko co w mojej mocy aby dostać pracę o obszarze swoich kompetencji i zainteresowań. Z jakim rezultatem?…. Ano z takim, że albo trzeba jeździć po całej Polsce, nie mając nawet swojego biurka; albo mam zbyt wysokie kwalifikacje; albo oczekuję zbyt dużego wynagrodzenia (bo przecież 2 500 zł – 2 800 zł netto dla osoby z wyższym wykształceniem, studiami podyplomowymi, znajomością języka i kilkuletnim doświadczeniem to za duże żądania)… Ostatnie miesiące poszukiwań pracy doprowadziły mnie do tego, że powoli przestaję wierzyć w siebie i że moje życie zawodowe nabierze jakiegokolwiek sensu. Dodam tylko tyle, że mam 30 lat, jestem mega ambitną osobą, chętną do dalszej nauki , rozwoju itp. Zawsze byłam dobrym, rzetelnym pracownikiem.
    Nie raz denerwowały mnie wpisy narzekających, umartwiających się nad sobą ludzi. Wszystko wydawało się możliwe… dam radę, da się zrobić… aż do teraz…. kiedy mam wrażenie, że wykorzystałam już wszystkie możliwości, aby zmienić coś na lepsze. Powoli nie mam siły i szlag mnie trafia, że ktoś, kto tak bardzo chce, jest odpowiedzialny, wykształcony wali głową w mur i nie wie co dalej.

    Polubienie

    1. Z całym szacunkiem, ale… to są TWOJE opinie. Najwyraźniej, jeśli faktycznie aż tyle miejsc zwiedziłaś w poszukiwaniu pracy – pracodawcy nie podzielają tej oceny. Może czas spojrzeć prawdzie w oczy i zrozumieć, że skoro nikt nie chce Cię zatrudnić na Twoich warunkach to po prostu stawiasz zbyt nieopłacalne warunki? To, że Tobie się wydaje, że powinnaś zarabiać daną stawkę nie oznacza, że będziesz. Masz więc do wyboru – pracować za mniej i rozwijać się, albo szukać pracy za więcej, ale stać w miejscu. Podkreślę tu jeszcze raz, że ja zaczynałam w PL od stawek 800 zł, a w Niemczech – 900€. I to z doświadczeniem. Dla porównania – podczas gdy ja zarabiałam 900€, inni architekci, bez wykształcenia z byle dyplomem żądali zarobków na poziomie 2200€ na „dzień dobry”. 2 lata później ja zarabiałam wielokrotność swojej początkowej pensji, a oni dalej szukali pracy…

      Polubienie

      1. Z całym szacunkiem, autorko bloga – ale Twoja opinia też jest tylko opinią, a nie prawdą objawioną. Nie wykluczam, że mogła pomóc wielu osobom, ale nie znaczy to, że pomoże wszystkim bez wyjątku, które w nią uwierzą, i się do niej zastosują. Historia świata pokazuje, że wiara we własną nieomylność nieraz sprowadziła ludzkość na manowce. Warto zostawić sobie zawsze dozę niepewności co do przekonania o słuszności swoich poglądów.
        Zaś co do tego „cenienia się” – to jest po prostu tak, że trzeba umieć wstrzelić się w klucz oczekiwań pracodawcy – zupełnie jak na nowej maturze. Jak się zaniżysz – to możesz zostać odebrany jako ktoś, kto ma kompleksy albo jest potencjalnie złym pracownikiem. Jak się przecenisz – jako ktoś kto jest „roszczeniowy” (bardzo popularne określenie w ostatnich latach) i zadufany w sobie. I bądź tu mądry, i pisz wiersze. Chyba następnym razem, zanim pójdę na rozmowę, po prostu zrobię rozeznanie ile mniej więcej płaci się na podobnych stanowiskach na które się zgłaszam. Przynajmniej nie dostanę fiksacji w głowie, czy „dobrze” odpowiedziałam na pytanie o moje oczekiwania finansowe. Na to, kogo ostatecznie wybiorą z grona kandydatów, i tak nie mam wpływu, ale przynajmniej będę miała spokojną głowę, że zrobiłam w tamtym momencie, co mogłam.

        Polubienie

        1. Prezentujesz projekcję. Ja nigdy nie twierdzę, że to co mówię się sprawdza u wszystkich, czy że jest prawdą objawioną – wręcz przeciwnie ciągle podkreślam że się mylę. Zastanów się skąd u Ciebie pewność, że moje obserwacje ja traktuję jak prawdę objawioną? Nigdy i nigdzie w ten sposób o nich nie mówię – co nie oznacza oczywiście że nie mogą być za takie odebrane – z mojej obserwacji wynika że tylko przez osoby z bardzo niskim poczuciem pewności siebie (wedle zasady „pewność siebie jest obraźliwa tylko dla osób, które jej nie mają”).

          To jak podchodzisz do pracy i rozwój o pracę to Twoja indywidualna sprawa, ja tylko opisuję co u mnie się sprawdziło i dało mi sporo wolności oraz co obserwuję u innych. Przykładowo to, co mówisz – sprawdzenie ile zarabiają inne osoby – pokazuje, że nie jesteś przygotowana, nie znasz realiów rynkowych, nie potrafisz sama ocenić i wycenić swojej pracy.

          Polubienie

          1. Skąd u mnie przekonanie? Po Twoim stylu wypowiedzi z którego przebija absolutna pewność co do słuszności tego, o czym mówisz. Człowiek, który ma pokorę, nie waha się wyrazić wątpliwości, oraz tego, że może się w jakimś punkcie mylić. I nie ma to nic wspólnego z brakiem pewności siebie – chyba że pewność siebie równa się zadufaniu w sobie.

            Polubienie

            1. Potwierdzasz to co mówiłam – jesteś PEWNA, że wiesz co się dzieje w głowie drugiej osoby (mnie w tym przypadku). To jest jeden z podstawowych objawów dysonansu poznawczego. Jeśli przejmujesz się tym, co ktoś sądzi czy myśli – to świadczy to o braku pewności siebie. To są zawsze te same zachowania wg identycznego schematu (zakończonego zarzutami jak u Ciebie: „nie masz pokory, jesteś zła, itp.”).

              Tak jak wspominałam pewność siebie jest obraźliwa tylko dla osób, które jej nie mają. Nie wkurza Cię pewność siebie innych, tylko Twój brak pewności siebie. Analogicznie to jak ktoś, kto domaga się, by inni biegli wolniej, bo on nie nadążą.

              Życie tak nie wygląda, że ludzie będą równać do Ciebie. To Ty musisz równać do innych, jeśli chcesz się rozwijać. Co nie oznacza oczywiście, że masz się z innymi zgadzać, czy potwierdzać czyjąś opinię. Wręcz przeciwnie – chodzi o to, że gdy twierdzisz, że ktoś, tak jak ja – się myli – to szukasz argumentów i debatujesz, a nie atakujesz źródło niewygodnych dla siebie informacji.

              Polubienie

              1. Czy mnie „wkurza” mój brak pewności siebie?
                Nie. Nie traktowałabym tego w tych kategoriach. Akceptuję fakt, że w pewnych dziedzinach jestem pewna siebie, a w innych mi jej brak. Uważam to za stan naturalny dla każdego człowieka. Zawsze mogą nas spotkać różne sytuacje w których będziemy się czuć niepewnie – choćby przez to, że są dla nas nowe, możemy mieć wątpliwości, czy damy sobie zupełnie sami radę.
                Jeśli już o emocjach mowa – nie „wkurza” mnie pewność siebie u innych. Wkurza mnie tzw. zadufanie w sobie, które często jest mylone z pewnością siebie.
                Zresztą czym jest pewność siebie? Dla mnie to samoświadomość, zarówno mocniejszych, jak i słabszych swoich stron. Umiejętność mówienia zarówno o tych pierwszych, jak i o tych drugich. Doceniam (ale i nie przeceniam) swoje mocne strony, zauważam (ale nie demonizuję) swoich słabszych stron (czy raczej cech które mogą być tymi „słabszymi”) w danym momencie i w określonych okolicznościach.

                Polubienie

                1. Pewność siebie i zadufanie w sobie to dokładnie to samo. Po prostu wydaje ci się ze to coś innego bo budujesz swoją rzeczywistość na niepodważalnych prawdach. A one nie istnieją. Dlatego ludzie którzy będą pewni swoich poglądów na tyle, ze nie będziesz w stanie ich przekonać nazwiesz zasypanymi w sobie dla ułatwienia. Z mojego punktu widzenia mówienie o kimś „zadufany w sobie” jest komplementem dla tej osoby o jednocześnie policzkiem dla samego siebie – bo pokazujemy ze z czymś sobie nie radzimy.

                  Polubienie

                  1. Widać, mamy różne pojęcia tego słowa. Według mnie „zadufanie w sobie” to taka wypaczona/przesadna, zbyt duża pewność siebie, nie adekwatna do rzeczywistości – przecenianie swoich kompetencji, zasług, itp. podobnych rzeczy. Pewność siebie jest rzeczą dobrą samą w sobie i wielce pożądaną w wielu dziedzinach życia, zadufanie w sobie, czyli ta „zła” pewność siebie – wiadomo.
                    Ja nie odbieram stwierdzenia, że w czymś mi brak pewności siebie jako policzka dla samej siebie – jest to nic innego jest stwierdzenie faktu, że nie mam w tym momencie podstaw, by ufać bardziej sobie, niż innym. A nie ma podstaw zwykle wtedy, kiedy czegoś nie jeszcze nie umiem, na czymś się nie znam, albo nie czuję w sobie predyspozycji, by stać się w tym czymś mocna.

                    Polubienie

                    1. Analogicznie jest z pewnością siebie – im częściej coś mi wychodzi, im więcej wiem na jakiś temat i umiem to przełożyć na praktykę, im więcej dostaję dowodów na to, że mam do czegoś predyspozycje, tym bardziej moja pewność siebie rośnie – sama z siebie, bez żadnych afirmacji, bez wysłuchiwania wykładów motywacyjnych, bez „dopingu” ze strony innych osób, itp.

                      Polubienie

                    2. Zauważ że potwierdzasz to co napisałam – mówisz, że zadufanie w sobie to pewność siebie nieadekwatna do rzeczywistości. Jakiej rzeczywistości? Twojej – oceniającego. Z punktu widzenia kogoś innego może to być adekwatne, a jeszcze innego – nawet zbyt małe. Dalej idziesz w moralizowanie, że to jest dobre a tamto złe. Znowu – dla kogo dobre? Dla kogo złe? Dla Ciebie? Dla „zadufanego w sobie”? Wszystko jest rzeczą subiektywną. Zadufanie/pewność siebie innych przeszkadza nam tylko wtedy, gdy sami nie jesteśmy zadowoleni ze swojego życia i czujemy się niedowartościowani. Polecam Ci moje wideło „Dlaczego NIE JESTEŚ zadufany w sobie”, gdzie poruszam tą właśnie kwestię.

                      Problemem nie jest to, że ktoś jest pewny siebie, czy zbyt wg Ciebie pewny siebie. Problemem jest to, że Ty nie jesteś pewna siebie. Tak samo problemem nie jest to, że jakiś Bill Gates ma bogactwo, tylko to, że biedacy są biedni. Nie rozwiążesz problemu biedy kradnąc pieniądze Gates’a „bo jest za bogaty” i rozdając biednym. To nie działa. Bieda jest stanem umysłu. I tak samo brak pewności siebie jest stanem umysłu.

                      Nie zbudujesz swojej pewności siebie próbując zmniejszać czy zabierać tą pewność innym.
                      Pewność siebie, tak samo jak bogactwo – można tylko zbudować samemu, dla siebie. Nie da się tego „ukraść”. Nie da się też poczuć lepiej i pewniej, gdy innym tych rzeczy odmówimy. To sprawia, że tak naprawdę ludzie ostatecznie czują się jeszcze gorzej.

                      Polubienie

                  2. Cyt.:” Pewność siebie i zadufanie w sobie to dokładnie to samo”.

                    No większej głupoty to jeszcze w życiu nie czytałam. Pewnosć siebie ma cechy pozytywne, zadufanie natomiast ma jak najbardziej naturę negatywną! Pani chyba myli pojęcie „zaufania we własne siły” z „zadufaniem”. Samoakceptacja nie ma NIC wspólnego z zadufaniem.

                    Polecam słownik podstawowych pojęć i synonimów polskich i ogarnięcie znaczenia słów, a dopiero potem pouczanie innych swoimi pseudopsychologicznymi zagrywkami. Wyuczyła się ich pani i stosuje je w wybitnie perfidny, bo PRZEWROTNY sposób. Nie zdaje sobie pani chyba jednak sprawy jak bardzo jest to widoczne i jak źle świadczy o pani charakterze i wybujałym ego. Nie potrafi przyjąć pani żadnego zarzutu pod własnym adresem i wszelką krytykę przerzuca pani na rozmówcę, zarzucając mu szereg słabości. Strasznie to płytkie pani Katarzyno i obnaża tylko pani kompleksy – pewnie mocno ukryte i podświadome ;). Może powinna się pani SOBIE głębiej przyjrzeć? Podzielam zdanie osoby o nicku „m.” , że wyraża pani swoje opinie (a widać to szczególnie w dyskusji z ‘m.’) w nadzwyczaj przemądrzały, pełny tupetu i arbitralny sposób.

                    Ponadto mnóstwo jest złośliwości zawoalowanej pseudopsychologią, której używa pani, gdy tylko poruszona zostaje czuła struna pani ego. W tym co pani mówi i pisze jest też ogrom niespójności. Wielokrotnie zaprzecza pani sama sobie, zaplątując się we własne na pozór psychologiczne wywody i powtarzając w kółko te same, sztywne formułki.
                    .
                    Zarzuca pani swojej rozmówczyni przerzucanie projekcji, podczas, gdy to właśnie PANI robi to notorycznie w każdym swoim kolejnym zdaniu, oskarżającym o to osobę ‚m.’ Każdą opinię na pani temat odrzuca pani, nazywając ją „projekcją”. Hmmm, czyżby bała się pani konfrontacji z oceną innych osób??
                    Stosuje pani paskudną pasywno-agresywną manipulację , ale jak wspomniałam wcześniej, robi to pani w wybitnie niezgrabny, amatorski i łatwy do odczytania sposób. Może lepiej by było, gdyby ograniczyła się pani do porad architektonicznych, zamiast robić czytelnikom tanią psychoanalizę?

                    Przeczytałam tą dyskusję z pełnym niesmakiem – niesmakiem dla pani zachowania i zaciętości i choć pani blog może poruszac ciekawe tematy, to jednak nie wrócę na jego strony po przeczytaniu pani rozmowy z jednym z czytelników.

                    I nie , nie są to moje projekcje, jak pewnie chciałaby pani to widzieć. Jest to zdanie osoby stojącej i czytającej dyskusję z boku, a zatem osoby zupełnie niezaangażowanej emocjonalnie. To, jakie wrażenie pani wywiera na otoczenie swoim zachowaniem, zależy PRZEDE WSZYSTKIM OD PANI. Pani jest WSPÓŁTWÓRCĄ oceny pani osoby – nie wszystko jest bowiem projekcją innych, bo idąc tokiem pani myślenia, w ten sposób można odrzucić wszelką krytykę i wszelkie sądy na KAŻDY temat, zarzucając opiniotwórcy ‘narzucanie innym jego własnych projekcji’.

                    Może czas, aby przyjrzała się w końcu pani równiez swojej osobie, bo może się nagle okazać, że najwięcej projekcji, kreuje własnie PANI i to NA SWÓJ własny temat – projekcji daleko odbiegających od tego, jak jawi się pani innym za sprawą pani własnego zachowania i słów, które to pani wypowiada.
                    To co pani robi w dyskusji, to odrzucanie opinii na własny temat, unikanie konfrontacji z tymi opiniami i nieładne pokrywanie tych opinii w odwecie krytyką wobec rozmówcy.

                    P.S.
                    Cyt.:” Pewność siebie i zadufanie w sobie to dokładnie to samo”.
                    CZYŻBY?
                    Oto kilka synonimów dla określenia „zadufanie” :
                    arogamcja, bezczelność, bufonada, chełpliwość, nadętość, próżność, pycha, przemądrzałość, ważniactwo, zarozumialstwo, dufność, nadęcie, tupeciarstwo, poczucie wyższości, gardzenie, impertynencja, lekceważenie …”

                    Polubienie

                    1. Piękny przykład dysonansu poznawczego oraz projekcji.
                      Mówisz, że „zadufanie w sobie” jest złe, że obrażanie innych jest złe, a co sama prezentujesz w tym komentarzu?
                      Opisujesz sama siebie. Mówisz o sobie samej w tym komentarzu. Opisywałam to zjawisko w artykule: DLACZEGO NIE ROZUMIEMY INNYCH? O MECHANIZMIE PROJEKCJI. Jeśli chcesz zrozumieć swoją złość i swoje rzygi emocjonalne (polecam Ci byś sama sobie teraz przeczytała własny komentarz) to będzie to bardzo przydatne.

                      Zadufanie w sobie i prawdziwa (bezwarunkowa) pewność siebie to dokładnie to samo i jest to obraźliwe tylko dla ludzi, którzy tego nie mają. Nie ma też nic złego czy wstydliwego w nie byciu pewnym siebie.

                      Polubienie

          2. Co do wyceniania i oceniania swojej pracy – to nie ja jestem od tego, żeby oszacować wartość mojej pracy. Ja jestem tylko od tego, żeby się orientować, ile się zarabia.
            Pytanie na rozmowie „jakie są moje oczekiwania finansowe” nie jest więc jest pytaniem o moje oczekiwania finansowe, tylko pytaniem o moją wiedzę na temat średnich zarobków na stanowisku o które się ubiegam.

            Polubienie

            1. Możesz tak uważać. Ale wtedy znów pokazujesz, że jesteś dzieckiem – oddajesz odpowiedzialność za swoje życie i decyzje – w tym przypadku za swoją wartość i wysokość wynagrodzenia – innym ludziom.

              Ja mam po prostu inne podejście – ja uważam, że to my sami wiemy najlepiej jaka jest nasza wartość i uważam że warto być szczerym z pracodawcą. Tłumaczyłam w którymś artykule, że jako młoda architekt bez większego doświadczenia zawodowego, gdy znalazłam pracę wartościową, ciekawą – proponowałam pracodawcom, że będę pracować pierwszy miesiąc czy dwa za niską kwotę np. 1500zł, a potem za wyższą, jeśli nauczę się w tym czasie tego, czego trzeba, by zarabiać więcej. To się zawsze sprawdzało. Zarabiałam mało przez chwilę i bardzo dużo po okresie „próbnym”. Coś jak inwestycja.

              Polubienie

              1. Wiemy wtedy jak nasza wartość, kiedy zdążyliśmy się już przekonać w różnych okolicznościach i na podstawie różnych doświadczeń, co potrafimy, i jaki mamy potencjał. Póki czegoś nie spróbujemy, zawsze coś nam się będzie bardziej „wydawać” – tzn. będziemy mieć jakieś wyobrażenie na temat przyszłej pracy i w międzyczasie może się okazać, że albo się nie doceniliśmy, albo się przeceniliśmy.
                Dopiero w miarę zdobywania doświadczenia zawodowego można względnie obiektywnie określić swoje kompetencje (czyli „wartość” jako pracownika. Ja tak uważam.

                Polubienie

            2. Wydaje mi się, że jednak zbyt dalekie wnioski wysnuwasz na podstawie tego, co napisałam. Już wyjaśniam, w czym rzecz:
              „Pewność siebie nieadekwatna do rzeczywistości” – pytasz: czyjej?
              Odpowiadam – i swojej, i innych ludzi dookoła. Przykładowo – robię coś po raz pierwszy w życiu, nie wychodzi mi. Inny człowiek stojący obok mnie jest w tej dziedzinie kompetentny, i to widzi. Jednocześnie ja lekceważę jego uwagi i rady, twierdząc w duchu, że i tak sobie poradzę bez jego „gadania”. Mimo to sobie nie radzę i idzie mi jeszcze gorzej. Czy więc będę zadufana w sobie? Będę. Zamiast pokornie przyznać, że na czymś się w tym momencie nie znam, i zdać się na radę tej drugiej osoby, uparcie brnę w swoim uporze. Obiektywnie więc rzecz ujmując, moja „pewność siebie” nie będzie dla mnie czymś dobrym. To rozumiem właśnie przez pojęcie zadufania w sobie (dobrze, skoro tak bardzo bronisz tego określenia, mogę zastąpić je słowem: „zarozumiałość”, ale to nie zmieni meritum tego, o czym mówię).
              Obejrzałam Twoje video i wszystko zasadza się o to, że inaczej postrzegamy pewne pojęcia. Ty bronisz pewności siebie prawie jak niepodległości 🙂 – mówisz, żeby nie oceniać tego, czy to dobrze, że ktoś jest bardzo pewny siebie. Brak pewności siebie jest dla ciebie czymś bardzo niedobrym – w porządku.
              Ja jednak nie rozpatruję pewności siebie jako czegoś, co zawsze jest słuszną postawą, jak i braku pewności siebie jako czegoś, co zawsze stanowi problem. Tak jak pewność siebie nie jest uniwersalną receptą na powodzenie w życiu, tak brak pewności siebie nie musi być czymś z natury destrukcyjnym. Wszystko zależy od tego, jak do tego podejdziemy.

              Polubienie

              1. Zaś co do bogactwa – oczywiście, że nie jest „problemem” sam fakt, że ktoś jest bardzo bogaty. Jeżeli doszedł do swego majątku swoją pomysłowością, pracą, wyczuciem rynku, itd., to istotnie nie ma żadnego problemu. Można na taką osobę patrzeć z uznaniem, z podziwem, można zacząć ją naśladować, jeśli mamy podobne aspiracje w życiu.
                Problem zaczyna się wtedy, jeżeli doszedł do swego majątku działając na szkodę innym ludziom (w najszerszym pojęciu tego słowa). Wówczas możemy – a nawet powinniśmy to zauważać, a nawet przeciwdziałać.

                Polubienie

                1. A co znów znaczy na szkodę innym ludziom? Znów brniesz w temat moralności, który jest strzałem w stopę.
                  O tym mówiłam w widele Pułapka Moralności, więc nie będę się znów powtarzać 😀

                  Polubienie

                  1. No jeżeli dopuszczasz relatywizm moralny i uważasz, że wszystko zawsze jest względne, to w tym nie widzę sensu ciągnąć dalej tego wątku.

                    Polubienie

                    1. Powodem dla którego żyję tak jak żyję i odnoszę sukcesy jest życie wg metody sokratejskiej, a nie narzuconej absolutnej moralności. O tej pułapce mówiłam w widele.

                      Polubienie

                  2. Alez pani jest agresywna w tej rozmowie. Kompletnie nie rozumie pani tego, co pisze rozmówczyni ‚m.’ i na domiar wkłada jej pani w usta słowa, których ona nie wypowiedziała!!
                    Nie wie pani co stoi za pojęciem „działania na szkodę innym”? Krzywda wobec drugiej istoty nie jest pojęciem względnym, a jeśli dla pani jest, to może ma pani podwójną moralność, którą sobie pani uplastycznia wedle własnej korzyści? Na tej planecie ustanowiono pewne definicje zachowań i działań, I uczyniono to w określonym celu, bynajmniej nie po to, by sobie teraz tymi definicjami dla własnej wygody żąglować zależnie od sytuacji.
                    I znowu ten apodyktyczny ton w stylu ” już o tym mówiłam, więc nie będę sie powtarzac”.
                    No i co z tego, ze pani mówiła, nikt nie musi się z tym co pani mówi i pisze zgadzać. to są TYLKO pani opinie.

                    Polubienie

                    1. Dalej brniesz w ślepy zaułek, oczywiście możesz to robić, jeśli to działa w Twoim życiu to wspaniale. Domniemam jednak z ilości rzygów emocjonalnych, że nie. Na temat moralności też się wypowiadałam, poszukaj sobie wideła „Pułakpa Moralności” jeśli oczywiście Cię to interesuje.

                      Nie twierdzę, że ktokolwiek musi się z moimi opiniami zgadzać tak samo jak nigdzie nie twierdzę, że cokolwiek jest czymś więcej niż tylko moją opinią. Dosłownie sobie to wyhalucynowałaś, bo jesteś w dysonansie poznawczym (to nie jest nic obraźliwego, to tylko mechanizm ograniczający nasz rozwój).

                      Polubienie

              2. I może dlatego sobie nie radzisz w życiu?
                Pewność siebie nie jest związana z umiejętnościami, tylko z wiarą w siebie. To co opisałaś ja postrzegam zupełnie inaczej.
                W takiej sytuacji ktoś, kto daje radę osobie „zarozumiałej” czy „zadufanej” wg Ciebie – sam jest właśnie zarozumiały i zadufany jeśli obraża się itp. że ktoś nie chce jego porad. Tylko idioci myślą, że wiedzą lepiej za innych jak żyć. Mądrzy ludzie mają swoje życie i nie mają potrzeby pouczać innych, jeśli inni o to nie proszą.
                Na wszystko można spojrzeć z różnej strony, jak widzisz. Ale warto zastanowić się nie co jest „właściwie” tylko co „działa” w naszym życiu. I co nie działa.

                Polubienie

                1. Nie powiedziałabym, że „sobie nie radzę w życiu”. W pewnych dziedzinach sobie radzę, w innych nie. Po prostu w tych drugich nie znalazłam swego „klucza”. Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że pewność siebie po prostu nie zawsze jest tym kluczem. Wiara w siebie zaś jest tylko założeniem, że z czymś damy sobie radę sami – bywa, że się sprawdza, ale nie zawsze. Po prostu czasem okazuje się, że przeceniliśmy swoje możliwości w danym momencie. I nie ma nic złego czy dyskredytującego w przyznaniu się, że tak jest – to jest zwyczajna ludzka rzecz. Tak to wszystko postrzegam.
                  Wszystko zasadza się też o to, w jaki sposób udziela się rady danej osobie. Jeżeli w obraźliwy, podkreślający wyższość nad osobą która się dopiero uczy, to istotnie możemy uznać tego kogoś za zarozumiałego i zadufanego w sobie (No widzisz? Sama użyłaś tego określenia w znaczeniu „pewny siebie w pejoratywnym sensie”!). Natomiast jeśli w rzeczowy, konkretny, szanujący nas sposób mówi, że powinniśmy zrobić to czy tamto, to nie tylko mogę, ale i powinnam wziąć sobie jej rady do serca, zamiast upierać się, że sama wszystko zrobię najlepiej.
                  Sama piszesz, że żeby się rozwijać, trzeba do kogoś równać – i w tym momencie ja mam „równać” do tej osoby, która jest bardziej kompetentna, bardziej znająca się na rzeczy niż ja, która dopiero się tego uczy. Co za tym idzie, to ta osoba ma większe podstawy by być pewna siebie w tej dziedzinie, niż ja. To nie znaczy, że ja jako „całość” uważam się za kogoś gorszego niż ten ktoś.

                  Polubienie

                  1. Wytłumacz mi gdzie jest logika w Twoim rozumowaniu:
                    1. W niektórych dziedzinach sobie nie radzisz. Jedną z nich jest praca. Bo nie czujesz się pewna siebie.
                    2. Pewność siebie NIE jest kluczem do radzenia sobie.

                    Skoro nie radzisz sobie w pracy (i innych dziedzinach życia) i jednocześnie nie jesteś w niej pewna siebie – to może jednak ta pewność siebie jest właśnie tym kluczem?

                    Przyznawanie się do słabości wbrew pozorom właśnie jest pewnością siebie. Jest jedną z rzeczy potrzebnych również w pracy. Ale są 2 strony tego medalu: jedni będą mówić „nie znam się i nie wiem i w ogóle nie umiem”, a inni powiedzą: „jestem słaby w tym i tamtym, ale w tym i tym i tym to rządzę, znam się, umiem!”.

                    To właśnie odróżnia przegranego od zwycięzcy. Zwycięzca, człek sukcesu, rozumie swoje słabości, ale się na nich nie skupia – skupia się na swojej sile.

                    Polubienie

                    1. Nie widzę braku logiki w moim rozumowaniu. Jeżeli nie radzę sobie w jakiejś dziedzinie, to dlatego, że nie znalazłam swojego sposobu, jak zacząć sobie radzić. I tyle.
                      Może być to pewność siebie, może być to zdanie się na rady innych, jeżeli mi tej pewności siebie w tym momencie brakuje. Po prostu nie przeceniam roli pewności siebie w życiu, jak i nie demonizuję jej braku. Wychodzę z założenia, że oba stany są nam w życiu potrzebne, każdy na swój sposób.
                      Bywam zarówno pewna siebie, jak niepewna siebie – w zarówno pierwszym, jak i drugim przypadku nie jest to stan permanentny.
                      Mam zarówno świadomość swoich mocnych stron, jak i swoich słabości. I znów – nie hiperbolizuję moich mocnych stron twierdząc, że jestem w czymś geniuszem/rządzę (z całym szacunkiem – prawdziwych geniuszy na świecie jest najwyżej jakieś 5% populacji ludzkiej :)) – po prostu wiem, w czym jestem mocna/dobra i rozwijam w sobie tę cechę. W drugą stronę działa to podobnie – wiem, jakie są moje słabości (jest to np. słabe poczucie rytmu – posiadam antytalent taneczny :)), ale ich nie demonizuję.
                      Widzę, że koniec końców nie dojdziemy do konsensusu z prostej przyczyny – mamy drastycznie odmienne pojęcie „pewności siebie”, jak i tego, z czego ona się bierze (Ty na przykład twierdzisz, że buduje się ją na porażkach – ja wprost przeciwnie – na sukcesach; dla Ciebie pewność siebie jest absolutnym fundamentem powodzenia w życiu – ja trochę kwestionuję to założenie, twierdząc, że nie zawsze i nie w każdych okolicznościach; Ty widzisz brak logiki w moim rozumowaniu, ja z kolei widzę pewną niekonsekwencję w Twoich wypowiedziach, itp.), tak więc po prostu zakończmy tę dyskusję na tym, żeby każda z nas pozostała przy swoim stanowisku.
                      Pozdrawiam.

                      Polubienie

                    2. Jest taka niedoceniana zasada zwana projekcją w psychologii, że innych ludzi widzimy przez pryzmat siebie. Zobacz jak pięknie to tu działa – Ty myślisz, że tylko jakiś mały % ludzi to geniusze. Bo sama siebie uważasz za osobę bez szansy na bycie geniuszem. Ja natomiast widzę wszystkich ludzi, bez wyjątku jako geniuszy. Jak często powtarzam – każdy jest w czymś geniuszem i jednocześnie w czymś debilem.

                      Cytując kogoś słynnego: „Niezależnie od tego, czy myślisz, że potrafisz, czy też myślisz, że nie potrafisz – masz rację”.
                      Nasze problemy są w głowie, nie w rzeczywistości.

                      Polubienie

                    3. Moją ambicją w życiu nie jest być „geniuszem” – jestem zwyczajnym człowiekiem z mocnymi stronami, jak i słabościami. Poza tym zwróć uwagę, że zarówno określenie „geniusz”, jak i „debil” są w gruncie rzeczy ocenami, w dodatku są naładowane emocjami.
                      Ja nie stosuję tego typu określeń w odniesieniu do siebie – po prostu mówię, że jestem w czymś mocna/dobra, albo np. nieudolna – bez stosunku emocjonalnego do tych cech.
                      Taka moja rada na przyszłość – może ją zastosujesz, może nie: jak chcesz, żeby Twój rozmówca stał się naprawdę pewny siebie, to zamiast wypunktowywać słabości i błędy w jego toku rozumowania, powiedz mu/napisz (od serca, szczerze) coś pozytywnego na jego temat. To zadziała dużo skuteczniej, niż powoływanie się na różne psychologiczne teorie – jak ktoś będzie chciał, to sobie poszuka coś na ich temat sam.

                      Polubienie

                    4. Ani nie są ocenami, ani nie są naładowane emocjami. Są subiektywne i samemu dokonujesz oceny. Ja sama siebie nazywam debilem codziennie. Bo to wg mnie jedno z najśmieszniejszych słów i określeń. Bardzo je lubię. Znowu – rzeczywistość jest subiektywna. Ty widzisz jakieś problemy – ja widzę obserwacje i zabawę.

                      Twoje podejście do pewności siebie jest takie jak 90% ludzi – i właśnie dlatego nigdy jej budują. Pewność siebie nie bierze się bowiem z komplementów, których oczekujesz. Ona się bierze z wiary w siebie. A ta się bierze z podejścia do życia i nikt i nic za Ciebie tego nie zbuduje. Dobry temat na wideło w sumie, dzięki!

                      Polubienie

                    5. W takim razie można przyjąć, że równie dobrze Twoja projekcja rzeczywistości („Wszyscy ludzie to geniusze i debile jednocześnie”) jest subiektywna, i jej słuszność może być zarówno potwierdzona przez kogoś, jak i zakwestionowana.
                      Sądzę, że zarówno wiara w siebie, jak pewność siebie może się brać z różnych źródeł i być budowana na różnych fundamentach.

                      Polubienie

                    6. Dokładnie tak. Wszystko jest subiektywne. Nie ma prawd objawionych. Polecam Ci dziejsze wideło, jest właśnie o pewności siebie z mojej perspektywy. Mam nadzieję, że rozwieje wiele kwestii.

                      Polubienie

                    7. Mimo wszystko wyczuwam pewną nutkę wyższości w Twoich wypowiedziach: „90% ludzi na Ziemi myśli tak czy inaczej, w dodatku się myli, ja należę do tych 10% procent oświeconych duchowo, czyli do „elity” i to ja mam rację. Posiadłam tajemną wiedzę, jak żyć”.
                      Cóż, jeżeli to poczucie wyjątkowości daje Ci szczęście i spełnienie w życiu, to je w sobie pielęgnuj. Życzę powodzenia (mówię to bez ironii).

                      Polubienie

                    8. Znowu – to co widzisz zależy od tego kim jesteś. tak samo jak nie widzisz w ludziach geniuszy tak samo nie będziesz widzieć w sobie pewności i wartości dopóki nie zbudujesz tej prawdziwej, nie sztucznej pewności siebie. Jeszcze raz odsyłam do wideła z dziś, bo zawarłam tam całą filozofię, jeśli Cię to oczywiście interesuje.

                      Polubienie

                    9. Ok, obejrzę video. Jedną rzecz chciałabym jednak sprostować.
                      Nie końca widzę związek między postrzeganiem siebie, a postrzeganiem np. geniuszu w innych ludziach. Oczywiście, że zdarza mi się dostrzegać przebłyski geniuszu np. w muzyce stworzonej przez kogoś. Patrzę na przejawy cudzego geniuszu bez uczucia zawiści. Jednocześnie nie rozumiem, z jakiej paki ja miałabym w sobie widzieć geniusz?
                      Wolę przyjąć do wiadomości to, że ludzie są obdarzeni różnym potencjałem, jak również to, że niekoniecznie zaliczam się do ludzi o ogromnym potencjale, a pewnikiem do ludzi o przeciętnym potencjale. To nie znaczy, że jestem sfrustrowana przeświadczeniem (a może nawet i obiektywnym faktem), że nie noszę w sobie geniuszu.
                      Jak najbardziej widzę w innych ludziach geniusz, natomiast nie widzę go w sobie.

                      Polubienie

                    10. A dlaczego nie? Jest co najmniej jedna rzecz, w której jesteś geniuszem. Może po prostu tego nie wiesz – geniusz nie wie że jest geniuszem. Ja np. do czasu studiów nie rozumiałam, że jestem geniuszem geometrii. Widziałam świat poprzez geometrię i nawet mi przez głowę nie przeszło, że inni mogą tego nie widzieć. Brak wyobraźni przestrzennej na ćwiczeniach w podstawówce tłumaczyłam sobie lenistwem innych, a nie brakiem talentu w tej kwestii. Na studiach okazało się, że widzę świat inaczej niż inni (i to architekci!). Że tam gdzie inni kompletnie nie widzą przestrzennie – ja widzę wszystko. Jednocześnie przykładowo z algebry nie rozumiem nic. Po prostu nie mam wyobraźni liczbowej. Matematykę ogarniam tylko od strony geometrii, nigdy algebry. A są ludzie co widzą oba, a niektórzy tylko algebrę, itd.

                      Z geometrii jestem geniuszem, a z algebry jednocześnie debilem.

                      Każdy ma w sobie coś, tylko z reguły tego właśnie nie widzimy, bo dla nas to „normalne”. Może Ty jesteś geniuszem nie wiem, smaków, gotowania, może szycia, może gry jakiejś, może widzenia jakiś cech. O to w tym chodzi że dopóki myślisz o sobie „jestem zwykła” nie odkryjesz co Cię wyróżnia. A wyróżnia Cię co najmniej jedna rzecz i jesteś jej geniuszem.

                      Polubienie

                    11. Istotnie, mogę wskazać kilka dziedzin w których jestem mocna, natomiast słowo „geniusz” zawsze kojarzyłam z czymś, co jest niedostępne większości ludzi, coś, na miano czego trzeba sobie zasłużyć, i absolutnie nie należy nadużywać.

                      Polubienie

    2. Spoko.ja niemogac znalezc pracy w zawodzie stwierdzilem ze wyjade do pracy fizycznej na rok gdzies..pojechalem do holandii .przez rok pracy zbudowalem taku solidny kompas i motywacje ze czuje sie teraz jak donald trump.. przez rok pracy na szklarniach w blocie po krok i mokrymi wlosami 12h dziennie,mieszanie torfu w maszynie ze sypie sie na leb wybilo mi z glowy wszelkie depresje i stany wahania.. nie ma na to czasu. Dzis mija juz cztery lata po tym okresie a ja nauczylem sie trudnego programowania,siedze w moim pawilonie i zgarniam 7-8-9tys miesiecznie i wolnych chwilach wypoczywam w beskidzie

      Polubienie

      1. Gratuluje sukcesu Makif. Czy możesz powiedzieć jaki język wybraleś i jak się go uczyłeś – jak zdobywałeś doświadczenie?

        Polubienie

    3. Głowa do góry, możliwości są zawsze. W każdej chwili można znaleźć pracę, trzeba szukać cały czas i się nie poddawać. W dzisiejszych czasach jest tyle możliwości szukania pracy, że nie ma co się załamywać.

      Polubienie

  6. a co, jak się nie wie gdzie szukać pracy? Bo się nic nie umie, bo się w siebie nie wierzy…bo po studiach już trochę czasu minęło i jakby straciły na aktualności.. pracuję w „przypadkowych” miejscach, nie w tych, które sama sobie wybieram, bo nie wiem co ja mogłabym robić .. aktualną pracę mam do grudnia… już robiłabym bombarding, gdybym tylko wiedziała gdzie uderzać 😦

    Polubienie

    1. Spróbuj znaleźć książkę: „Jaki wybrać zawód? Zaplanuj swoją przyszłość” – Katherine Brooks. Pomaga określić swoje możliwości i kierunki rozwoju, jeżeli nie wiesz, w którą stronę iść. Jest dość „poradnikowa”, więc nie każdemu przypada do gustu, ale można dla uzupełnienia podeprzeć się książką – wcale nie religijną – „Bóg zawsze znajdzie ci pracę” – Regina Brett. Ta druga książka, to zbiór super krótkich historii z życia, inspirujących, które opisują ludzi będących w podobnej sytuacji jak Ty, ale takich którym udało się wybrnąć, czasem idąc w pracę/zawód, którego nigdy by nie przewidzieli, a w którym się odnaleźli. Powodzenia! 🙂

      Polubienie

      1. Dziękuję za odpowiedź i polecone tytuły – już jedną z książek zamówiłam i będę szukać inspiracji 🙂 Obawiam się jednak, że moim problem nie jest brak wiedzy czy znajomości siebie w tym temacie, swoich możliwości czy ograniczeń. Chyba praca jaką mam do wykonania to niestety coś więcej niż przeczytanie kolejnej książki dot. samorozwoju 😦 Problem nie tkwi nawet w bierności, nie brak mi motywacji, zaangażowania czy nawet wykształcenia.. to jakiś inny chochlik blokujący mnie przed wykonaniem pewnych kroków.

        Polubienie

    2. Mnie ciekawi jedna rzecz. Gdy spamujesz swoim cv wszystkie miejsca pracy, to nie da się zapamiętać wszystkich do których się wysłało (pod względem wymagań, miejsca, płacy itp.). Jak ktoś oddzwania to raczej oczekuje, że wiesz gdzie wysłałeś cv i co to za praca. Jak sobie z tym poradzić?

      Polubienie

      1. Nie rozumiem pytania. Po pierwsze ludzie zwykle odpisują, a nie dzwonią. Po drugie – jeśli już dzwonią to się przedstawiają i umawiają spotkanie. Zanim do niego dojdzie masz czas odszukać tą ofertę pracy i sobie ją przypomnieć. Nie słyszałam żeby ktoś zatrudniał kogoś przez telefon na podstawie tego czy ten ktoś pamięta ofertę pracy…

        Polubienie

        1. Nie rozesłałem tak znowu dużo cv (może ze 30) i jedyna jak do tej pory odpowiedź była rozmową telefoniczną, w której facet poinformował mnie tylko o jakie stanowisko chodzi i czy jestem zainteresowany (zaznaczmy, że wszystkie oferty na które składałem dotyczyły tego samego stanowiska). Rozumiem, że wszystkie oferty pracy, na które aplikujesz składujesz w jakimś miejscu i jak ktoś odpowiada to potem wracasz i przeglądasz po kolei, o którą chodzi, tak?

          Polubienie

          1. Dokładnie. Dopiero jak ktoś zareaguje i zaproponuje rozmowę kwalifikacyjną to patrzę czy w ogóle mnie to wtedy interesuje. Zwykle idę na rozmowy kwalifikacyjne nawet jak wiem, że pracy się nie podejmę, z czystej okazji do poćwiczenia sobie tego typu sytuacji życiowych.

            Polubienie

          2. Jak szukasz pracy przez portale z ogłoszeniami o pracę, to tam zawsze na swoim koncie masz info gdzie wysłałeś cv. Ja nigdy nie zapamiętywałam gdzie poszło moje cv, po prostu sprawdzam na koncie. A zanim pójdę na rozmowę to czytam co to za firma, opinie, kogo szukają.

            Polubienie

  7. Ludzie jeżeli mają wybrać między znanym a nieznanym, praktycznie zawsze wybiorą znane. Jeżeli przyjdziesz z CV do firmy, już jesteś bardziej znany niż 12000 osób, które wysłały tylko maila.

    Kolega dostał pracę tylko dlatego, że chodził raz w tygodniu do firmy zapytać jak tam się mają przyjęcia nowych… Sekretarka wyjęła jego CV z szuflady i położyła na szczycie tych do przeglądania przez szefa. Dostał tę pracę.

    Poszedłem kiedyś osobiście z CV do firmy, zostawiłem, porozmawiałem chwilę. Chciałem pracować jako reporter dla nich. Odezwali się po pół roku – jakie było moje zdziwienie, kiedy zaproponowali mi zarządzanie zespołem, bo miałem w tym większe doświadczenie. Czasem nie dostaniesz ,na co czekasz, ale przynajmniej jest jak płacić rachunki.

    Kiedyś – idąc do firmy – wpadłem na szefową w korytarzu nie wiedząc, że to ona, burknęła coś, że nie mam umówionego spotkania, kazała mi iść do pierwszej osoby z brzegu i zostawić CV. Niecały tydzień później tam pracowałem.

    Znajomości – wiem, że to w Polsce nie jest popularne, ale – kilka razy pracę znalazłem w ten sposób – często przez to, że pracując w jednym miejscu/branży zbierałem kontakty do innych podobnych firm.

    Czasem intuicja i „tzw. szczęście” – choć w szczęście nie wierzę. Wierzę, że jak się czegoś chce, to się dostaje. Jak się słucha intuicji, to się jedzie/idzie we właściwe miejsce i we właściwym czasie. Wyjeżdżałem do UK z myślą, że będę pracował w firmie produkującej karmę dla zwierząt, bo taką pracę teoretycznie znajomy mi załatwił. Tyle,że firma nie chciała dać od razu kontraktu, wysłała mnie do agencji, żebym załatwił papiery. W agencji, jak się dowiedzieli, że interesuję się kolarstwem, lubię jeździć na rowerze – dali mnie do pracy w sklepie rowerowym… Przed wyjazdem miałem nadzieję, że dostanę pracę od 8 do 16 w jakiejś fajnej branży, na której się znam. Stało się 🙂

    Polubienie

    1. A ja wierzę. Szczęście to nie tylko sprzyjające zbiegi okoliczności plus nasze staranie plus nasza dobra wola, ale również ludzie z którymi coś „zagrało” coś kliknęło w momencie kontaktu z nami. Takie rzeczy po prostu się dzieją, czy tego chcemy, czy nie.

      Polubienie

  8. Ostatnio zrobiłam takie bombardierung (ja to nazywam masowym spamowaniem 😉 bo dla mnie zawsze kończy się to sukcesem. Jak wysyłam CV na oferty to nie ma odzewu, ale jak wysłałam lekko ponad 100 CV w ciągu 2ch dni do wszystkich interesujących miejsc, to po kolejnych 3ch dniach już miałam pracę. Ale nie ma reguły – jest mnóstwo miejsc gdzie trzeba się wręcz zarejestrować online i wypełnić formularz, po to żeby przejść kilkuetapowy proces rekrutacyjny. Często wręcz w twarz mi mówiono: jeśli będzie oferta pracy to będzie na stronie, proszę tam patrzeć i się rejestrować. Z tego powodu osobiste roznoszenie CV odłożyłam na półkę.

    Polubienie

  9. Nie zgadzam się, może tak jest w DUŻYCH miastach, w małych tak nie ma. Nie wystarczy wejść i mówić „Chcę pracować”, żeby dostać pracę. Ktoś z dużego miasta tego nie zrozumie. A wiele osób nie chce zwyczajnie wyjeżdżać i chce zostać w małym mieście, gdzie większość stanowisk jest obsadzona „do śmierci”.. A pracować każdy chce.

    Polubienie

      1. Ok, przyjaciele,rodzina,etc…a co gdy rodzina i przyjaciele tez sa w potrzebie,a sama potrzebujaca jest e zaawansowanej ciazy i dodatkowo z 5letnim dzieckiem..? Plus miejscowosc zabita gwozdziami,zero srodkow do zycia. Przebywalam za granica e kilku krajach, znam jezyki lecz wiem,ze brak pomoslow i swoich jakichs celow czuje sie totalnie zablokowana. Jednoczesnie wiem,ze tylko ta blokada mnie ogranicza…ratunkuuu!

        Polubienie

    1. Ale jaką masz alternatywę? Siedzieć i czekać aż praca sama cię znajdzie…?
      Czas leci i tak, nie ogląda się na to, czy coś z tym robimy.

      Polubienie

  10. Nie pozostaje mi nic innego tylko przyklasnąć. Nie rozumiem dlaczego to takie trudne przekonać innych, że pójście osobiście gdzieś, to najlepsza opcja. Przecież to oczywiste… Jasne, technologie są po to, by ułatwiać życie, ale tu chodzi o naszą przyszłość- tutaj nie ma miejsca na lenistwo.

    Polubienie

    1. Ja bym wstrzymywała nadużywaniem określeń typu „lenistwo”. Ludzie, którzy CHCĄ pracować i czynią w tym kierunku starania – bardziej lub mniej udolnie – NIE SĄ leniwi. Po prostu są okresy kiedy ma się więcej energii na szukanie i są takie, kiedy ma się mniej. Zwykle ta pierwsza okoliczność zachodzi kiedy człowiek ma więcej wiary w siebie, a ta druga – kiedy czuje się zrezygnowany i nie wierzy w siebie, bo prostu zbyt wiele razy mu się nie udało. Nie ma to NIC wspólnego z lenistwem – trzeba to przeczekać i zrozumieć osobę, która popadła w tym momencie w stan apatii. Motywowanie negatywne osoby która znalazła się w trudnej sytuacji tylko pogorszy jej i tak wystarczające obniżone samopoczucie.

      Polubienie

      1. Mówisz chyba o dzieciach, nie o osobach dorosłych. Dzieci nie mogą nawet pracować 😀
        Osoby dorosłe potrafią zadbać o siebie i o swoje emocje/samopoczucie (niekoniecznie oznacza to 18-letnie, dorosłość to wzięcie odpowiedzialności za swoje życie i nie biadolenie że „mi źle, ja chce darmowe to i tamto o fajną posadę”).

        Polubienie

        1. U dorosłych występują zupełnie podobne mechanizmy psychologiczne co u dzieci. Tylko nie są tego świadomi.
          „Osoby dorosłe potrafią zadbać o siebie i o swoje samopoczucie” – to skąd tylu jest ludzi o zaburzeniach depresyjnych, skąd się biorą przepełnione kolejki w gabinecie do psychologów i psychiatrów? Odmówisz komuś bycia dorosłym tylko dlatego, że nie potrafi sobie poradzić z emocjami?

          Polubienie

          1. Tak dokładnie. Dorosłość oznacza dojrzałość emocjonalną. I nie chodzi tu wcale o to, żeby zawsze panować nad emocjami.
            Chodzi tylko i wyłącznie o to, by samemu się tymi emocjami zajmować, a nie wymagać od świata, by ten świat stał się „inny”, bo nas coś boli, wkurza, itd. Za nasze emocje odpowiedzialni jesteśmy my i nasi najbliżsi. Nie cały świat.
            Dlatego dorosłość wymaga rozwoju osobistego.

            Polubienie

  11. Catherine Sophie, świetny wpis, sama jak wrócę z wakacji będę szukać tak pracy i wierzę że ja dostane. A co do komentarza Dawida. Mieszkam i prqcuje w UK i też nic mi nie wiadomo o zadnej nagonce na Polaków

    Polubione przez 1 osoba

  12. W UK akurat jest obecnie nagonka na Polaków więc dużo osób w rekrutacji poprostu odrzuca imigrantów mimo, że mają kwalifikacje i doświadczenie przewyższające rodowitych pracowników. Dochodzi do tego niepewność co do legalności zatrudnienia po Brexicie i można sobie wysyłać listy w nieskończoność… Bardzo uprościłaś proces szukania pracy bazując na swoim architektonicznym przykładzie. Jest dużo zawodów gdzie dojście do „szefa” albo firmy jest wręcz fizycznie niemożliwe bo trzeba dostać się na teren firmy, mieć kartę dostępu a spotkanie weryfikuje ochroniarz w portierni. Poza tym wysyłanie papierowych CV było sposobem na wyróżnienie się 5 lat temu, obecnie przyciągają uwagę linki do własnej strony internetowej albo filmowe CV na youtubie. W korporacjach szef wybiera sobie spośród CV które przefiltruje HR i to paradoksalnie osoby tam pracujące należy przekonać w pierwszej kolejności.

    Polubienie

    1. „W UK akurat jest obecnie nagonka na Polaków więc dużo osób w rekrutacji poprostu odrzuca imigrantów mimo, że maja kwalifikacje i doświadczenie przewyższające rodowitych pracowników.” – nie wiem o jakim regionie UK i branżach piszesz, ale w Bristolu agencje pracy są gotowe przyjąć Polaków nawet bez znajomości angielskiego – więc tutaj o żadnej nagonce nie ma mowy.

      Polubienie

      1. Ja jestem w Londynie i nie zauwazylam zadnej nagonki. Trzeba chciec i dzialac.

        Catherine Sophie, dziekuje za przypomnienie mi jak sie najlepiej dostaje prace. Tez tak robilam i dostawalam prace w krotkim czasie, tylko ostatnio jakos opadlam z sil. Tym postem przywrocilas mi troche utraconej energii 🙂

        Polubione przez 1 osoba

    2. Nie wiem skąd masz takie dziwne informacje, w zeszłym roku szukałam w UK pracy w budownictwie, ostatecznie znalazłam sie w programowaniu – co szczerze bardziej mi odpowiada – bez żadnego doswiadczenia, powiedziałam, ze chce sie nauczyć. Do tej pory mi oddzwaniają z miejsc, w których CV złożyłam i piszą mejle, czy jestem zainteresowana. Mimo wszystko chce zrezygnować z pracy na etacie i poki co podejmuje kroki do samozatrudnienia… W całkowicie innej branży 😉 w sumie dzieki temu blogowi 😀 przynajmniej wiem ze 8 godzin pracy dziennie to zupełnie nie moja bajka 😀

      Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s