Miłość bezwarunkowa – naiwny typ miłości

Często słyszy się o tzw. miłości bezwarunkowej – czyli niezależnej od drugiej osoby, nienastawionej na żadne „zyski”, czystej, nieskazitelnej i co tam jeszcze… To bardzo piękne i poetyckie, ale jednocześnie niezwykle naiwne podejście do miłości. Dlaczego?

Zacznijmy od rzeczy najważniejszej: prawdziwa miłość to coś, co wykształciliśmy w toku ewolucji. A w naturze nie ma rzeczy, które „po prostu są” i niczemu nie służą. Miłość jest nam potrzebna, by tworzyć zdrowe i trwałe relacje. Relacje są nam potrzebne, bo zwiększają szanse na przeżycie i rozwój potomstwa.

Różne jest również, bo różne musi być, z punktu widzenia natury, oblicze miłości między partnerami, osobami młodymi (dziećmi) i dorosłymi:

Miłość partnerska

para

Miłość między dwoma dorosłymi jednostkami – ma na celu ułatwienie życia i zapewnić optymalne warunki do płodzenia i wychowywania dzieci. Taka miłość opiera się więc na współpracy dwóch osób.

W tradycyjnym modelu mężczyzna wnosi do związku swoją męską energię, a kobieta – kobiecą. Mężczyzna dba o bezpieczeństwo i zasoby, o „zewnętrzną część” domu, kobieta – o komfort i porządek, o „wewnętrzną część”.

Jest to związek na zasadzie „Ja dam to od siebie, a Ty tamto i dzięki temu żyło nam się będzie lepiej”. Jest to rodzaj miłości wyważonej, gdzie obie strony otrzymują adekwatnie do tego, co wnoszą. Taka sytuacja ma oczywiście miejsce tylko wtedy, gdy związek jest zdrowy.

Co dzieje się w przypadku, gdy taka miłość przestaje być „warunkowa”, czyli zależna od tego, co wnosi do związku partner?

Jedna strona wykonuje dużo więcej, lub nawet całą pracę nad relacją i domem. Wyobraźmy sobie kobietę, która pracuje, utrzymuje dom i wychowuje dzieci, podczas gdy mąż pije. Wyobraźmy sobie mężczyznę, który ciężko haruje, podczas gdy jego żona spędza czas z przyjaciółkami, na zakupach oraz z nowo poznanym kochankiem…

W takich przypadkach miłość bezgraniczna powoduje tragedię w życiu tych osób. Obdarzanie kogokolwiek miłością bezwarunkową jest zniesieniem swoich granic, co ostatecznie powoduje zniszczenie osobowości.

Miłość dziecinna

Miłość dziecka do rodziców – „egoistyczny” i zależny typ miłości – dziecko otrzymuje od rodziców dużo więcej, niż samo daje. „Kocham Cie, bo Cię potrzebuję” – myśli dziecko.

W miarę jak dziecko dorasta przejmuje wartości i przynajmniej część światopoglądu i stylu życia rodziców. Zaczyna żyć samodzielnie i na podstawie wyniesionych z domu wzorców budować nowe relacje.

Małe dzieci są całkowicie zależne od rodziców i uniezależniają się w miarę, jak dorastają. W zdrowej rodzinie usamodzielnienie się następuje szybko, w niezdrowych warunkach dziecko pozostaje czasem pod wpływem rodziców nawet przez całe swoje życie.

Zdarza się, że dziecko kocha bezwarunkowo i bezkrytycznie dorosłego, który je wykorzystuje stosując różne manipulacje emocjonalne. Takie dzieci nie potrafią zbudować zdrowych związków poza domem, ponieważ nie wynoszą z niego właściwych wzorców zachowania.

Przykładem takiej zaburzonej relacji jest sytuacja, w której dziecko zabiega o uznanie i szacunek rodzica, żyjąc i zachowując się tak, jak rodzic chce. Robi, co rodzic wymaga, nawet jeśli jest to niezgodne z jego wolą, np. idzie na konkretne studia, zamieszkuje w konkretnym miejscu, żyje w konkretny sposób, itd. To uznanie i szacunek nigdy się jednak nie pojawiają i takie dzieci kończą z silną depresją, nierzadko przechodząc poważne załamania nerwowe w dorosłym życiu.

W zdrowej rodzinie dziecko otrzymuje prawo do odpowiedniej dawki egoizmu, pozwalającego mu odkrywać swoje odrębrne „ja”. Jak wspomniałam wyżej – dziecko otrzymuje więcej, niż daje. Ma wolność wyborów i jednocześnie opiekę i wsparcie, gdy te wybory okażą się dla niego bolesne lub złe. W ten sposób uczy się samodzielności i odpowiedzialności.

W niezdrowej rodzinie dziecko nie ma prawa do egoizmu, jest „pionkiem” w grze rodzica lub rodziców. I właśnie dlatego, że nie ma tej wolnościzasobów, które pozwalają mu być egoistycznym – nigdy nie może rozwinąć skrzydeł i się usamodzielnić.

W pierwszym przypadku miłość i przywiązanie dziecka jest uwarunkowane potrzebą„Kocham, bo potrzebuję”. Jest to miłość w pełni warunkowa i w ten sposób pozostaje zdrowa dla obu stron. Dziecko kocha rodzica, bo jest traktowane w odpowiedni sposób.

W drugim przypadku role są odwrócone, co prowadzi do patologii. Dziecko „potrzebuje, bo kocha” rodzica, postawione jest w roli dorosłego, a dorosły – w roli dziecka, który korzysta na relacji. W takim przypadku mówimy właśnie o miłości bezwarunkowej. Dziecko kocha, mimo że jest traktowane źle. Jeśli nie wyegzekwuje nigdy swojej wolności skończy jako emocjonalna sierota, która nigdy nie zbuduje zdrowych relacji z innymi.

Miłość matczyna

Miłość rodziców do dziecka – tutaj rodzic daje z siebie dużo więcej, niż otrzymuje od dziecka. „Potrzebuję Cię, bo Cię kocham” – tak myśli rodzic. Rodzice zwykle starają się jak najlepiej przygotować dziecko do dorosłości, przekazując mu swoje wartości i światopogląd.

Teoretycznie jest to kiepski „biznes” z punktu widzenia rodzica – oddaje przecież dużo nie zyskując prawie nic. Ale wszystko nabiera sensu, gdy wrócimy do natury i hasła „nic nie istnieje bez przyczyny”.

W naturalnym środowisku dorosłe dzieci zaczynają opiekować się swoimi starzejącymi się rodzicami. Pomagają im i zapewniają nową rolę – dziadków i dodatkowych opiekunów dla swoich dzieci.

Dlatego właśnie nasze instynkty i emocje nakazują nam opiekować się i zapewnić jak najlepsze warunki rozwoju dla naszych dzieci. Bo podświadomie wiemy, że jest nam to potrzebne. To, co wygląda więc na „bezwarunkową” miłość ze strony rodzica – wcale taką nie jest. Opiekujemy się potomstwem, bo przedłuża nasz gatunek i zapewnia nam bezpieczeństwo na starość.

Zdrowa, naturalna relacja między rodzicem, a dzieckiem działa więc na zasadzie: „Kocham, ale wymagam” – rodzic wymaga od dziecka szacunku do panujących w domu wartości i zasad. Jest to również miłość na pewnych warunkach.

Pomyśl teraz o rodzicach, którzy są nadopiekuńczy, którzy wyznają zasadę „bezstresowego wychowania”, którzy prędzej zginą, niż dadzą maluchowi klapsa, bo „przecież małe dziecko rozumie, jak dorosły”...

Efekty tego eksperymentu widać już w młodych pokoleniach – ilość narcystycznych zaburzeń i braku szacunku wśród dzisiejszej młodzieży chyba nigdy nie była tak wysoka. Dotyczy to wszystkich „rozwiniętych” krajów, w których przyjęła się ta moda.

Młodzież, która wychowana była z miłością bezwarunkową rodziców nigdy się nie usamodzielniła, zawsze mogła poskarżyć się jakiemuś dorosłemu zamiast stawić czoła problemom i dlatego dziś dosłownie terroryzuje każdego, kto się z nią nie zgadza, lub kto stoi jej na przeszkodzie do celów.

To, co dzieje się dziś np. w szkołach jest najlepszym przykładem, że bezwarunkowa miłość rodziców doprowadza do tragedii. Młodzież donosi na profesorów, blokuje dostęp do wykładów, dosłownie paraliżuje działanie całych instytucji.

Dlaczego? Tylko dlatego, że coś wywołuje w nich negatywne uczucia, lub burzy ich światopogląd. Ponieważ jako dzieci nie miały z tym styczności  – nie potrafią sobie z tym kompletnie poradzić. Zachowują się dosłownie jak rozwydrzone dzieciaki. 

To zachowanie to właśnie efekt braku dyscypliny w najmłodszym wieku. To brak negatywnych doświadczeń, które uczą odpowiedzialności za swoje decyzje i za innych – a od których za wszelką cenę pragną odciąć swoje pociechy nadopiekuńczy rodzice. W imię „ich dobra„.

Bezwarunkowa miłość rodziców prowadzi nierzadko do niezwykle patologicznych sytuacji, w których np. 30 czy 40-latkowie nadal żyją na koszt rodziców. Bardzo często zdarza się także, że tacy rodzice bronią swoje pociechy, gdy te popełniają jakieś przestępstwa, lub nawet pomagają im w tym. Bo przecież „dziecko należy kochać bezgranicznie”... Nawet jeśli nas rani…

Miłość bezwarunkowa owszem – istnieje i jest piękna, wspaniała i cudowna – ale tylko w teorii. W praktyce prowadzi do patologii i zaburzeń relacji zarówno między samymi dorosłymi, jak i różnymi pokoleniami.

Czym innym jest bowiem zaufać komuś i wpuścić go do swojego życia, ale „wyprosić” gdy okaże się, że nas okłamał, że się zmienił nie do poznania, że manipuluje, lub w inny sposób wyrządza nam krzywdę, a czym innym jest kompletne zniesienie swoich granic i pozwolenie komuś, by dosłownie rozwalał nam życie.

Niezależnie od tego, czy jesteśmy partnerem, dzieckiem, czy rodzicem – jesteśmy przede wszystkim indywidualną jednostką i nasze szczęście i nasz rozwój powinien zawsze stać na pierwszym miejscu. Tak wykształciła nas natura, a natura nigdy się nie myli.

Wszystkie relacje budujemy po to, by coś na nich zyskać. Oddawanie siebie, nawet w formie samych uczuć i psychicznej więzi („Kocham Cię niezależnie od wszystkiego”) – jest wbrew naszej naturze i dlatego musi skończyć się dla nas negatywnie.

Gdy zapominamy o naturze i dajemy się nabrać na istnienie jakiegoś „lepszego” świata, czy „idealnej” miłości bezwarunkowej, dla której powinniśmy pozbyć się zdrowego egoizmu i kochać całkowicie „za nic” – kończymy jako jednostki odcięte od siebie, bez żadnej wartości i miejsca w społeczeństwie i świecie.

Parafrazując słynną sentencję Benjamina Franklina: „Ci, którzy oddają swoją osobowość za miłość nie zasługują ani na jedno, ani na drugie i ostatecznie skończą bez obu”

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

100 thoughts on “Miłość bezwarunkowa – naiwny typ miłości”

  1. Moja miłość bezwarunkowa …, a mąż pijak – zostawiam go i zmuszam tym samym do odwyku, właśnie z miłości. Gdybym chciała, żeby został przy mnie i tak sobie popijał, ale ja wciąż miałabym go w swoim życiu, to raczej mało miałoby to wspólnego z miłością, bardziej z egoizmem i moim lękiem, że zostanę sama, że stracę mój „ideał”, który nawet będąc na dnie, jest fantastyczny i niech tam sobie leży, a ja będę go wciąż kochać i utrzymywać … – czyli toksyczność na wysokim poziomie. Mąż pijak może nawet znajdzie sobie nową partnerkę po odwyku, która lepiej na niego wpłynie i będą fajnie żyć, a ja będę go wciąż kochać (nie pożądać, ani pragnąć żeby zapchał jakąś moją dziurę emocjonalną z dzieciństwa), będę go wspierać myślami i dobrze mu życzyć, żeby wyszedł na prostą. Będę również wdzięczna za lekcję, dzięki której lepiej poznałam siebie. Prawdziwą miłość czuje się na poziomie duchowym, trudno to przełożyć na rzeczywistość, zostaje ona zaburzona romantycznymi wizjami, pragnieniami, lękiem, pożądaniem, domaganiem się itd. itp. Jednak kłótnie o to, czym jest miłość w sumie zabawnie wyglądają.

    Polubienie

  2. Klaps to kara i przemoc! Chyba nie wiesz na ten temat za dużo, jak to oddziaływuje na psychikę człowieka. Dzieci mają w życiu dużo stresu już od urodzenia, a może i wcześniej, nie potrzebny im.przemocowy rodzić. To że nie bije się dzieci nie jest równe temu że są wychowywane bezstresowo. To określenie wytrych, które nic nie znaczy. Młodzież która opisujesz o zachowania wynikające z błędów w komunikacji, a nie braków klapsow. Kojarzysz może Porozumienie bez Przemocy, NVC oparte na empatii i szacunku?

    Polubienie

    1. No rzecz w tym, że wiem 🙂 Stres sam w sobie nie jest niczym złym – dopiero jego nadmiar powoduje dysfunkcje. Ale taką samą dysfunkcję powoduje jego brak. Warto to przemyśleć. I mała uwaga – nie namawiam do bicia dzieci. Klaps to nie jest bicie dziecka, tak samo jak nie jest biciem szarpnięcie dziecka, gdy to idzie prosto w przepaść. Przemoc jest częścią wychowania małego dziecka i każdy, kto temu przeczy jest zwykłym hipokrytą. Gdy np. zabierasz dziecku coś, bo znalazło i zjadło z podłogi – to robisz to siłą i to też jest przemoc.

      Polubienie

  3. po pierwsze bezwarunkowa miłość nie stoi w sprzeczności z dyscypliną a nawet ostrzegawczym klapsem ponieważ jeśli się kocha dziecko bezwarunkowo tzn. bez względu na to jakie jest to dla jego dobra uczy się je granic -aby miało łatwiej w życiu w relacjach z ludźmi.Bez sensu tez powołujesz się na Hitlera bo jest on właśnie ofiarą ojca przemocowca i nadopiekunczej matki a to nie ma nic wspólnego z bezwarunkową miłością. Nadopiekuńczość czy brak dyscypliny NIE SĄ oznaką bezwarunkowej miłości tylko egoizmu oraz bezradności. Brak Ci podstawowej wiedzy psychologicznej dotyczącej rozwoju dziecka ,nie wchodziłabym na twoim miejscu w takie tematy bo możesz wyrządzić wiele szkody. Bezwarunkowa miłość jest podstawą dla poczucia wartości dorosłego człowieka a poczucie wartości jest podstawą relacji społecznych. Brak poczucia wartości rodzi frustracje a frustracje rodzą agresję.

    Polubienie

    1. Przeczysz sama sobie. Jeśli kogoś kochasz bezwarunkowo, czyli takiego jaki jest – to dlaczego chcesz zmieniać zachowanie np. dziecka, które niby tak kochasz poprzez dyscyplinę? Dyscyplina sama w sobie wyklucza coś takiego jak bezwarunkowość. Są rożne rodzaje miłości, nie bez powodu – właśnie dlatego, że nie jest ona bezwarunkowa. Gdyby była to każda miłość wyglądałaby tak samo.

      Polubienie

      1. To są dwie różne sprawy miłość i wychowanie , jeśli tego nie zrozumiesz to ta dyskusja nie a sensu.Kocham dziecko takie jakie jest ,bezwarunkowo a wychowuję (czasem również poprzez dyscyplinę ) aby miało dobre relacje z ludźmi i było szczęśliwe. Nie zmieniam jej osobowości tylko pewne reakcje umożliwiające życie w społeczeństwie, .

        Polubienie

        1. To dlaczego połączyłaś sama te sprawy w swoim wcześniejszym komentarzu? Znów przeczysz sama sobie – „kocham dziecko jakie jest, ale jednak wychowuję aby było takie jak jak uważam za stosowne :D”. Proponuję żebyś sobie przemyślała na spokojnie to, co napisałaś…

          Polubienie

          1. gdzie ja napisałam ,ze wychowuję „aby było takie jak uważam za stosowne?” nie przytaczaj w cudzysłowie źle zinterpretowanej wypowiedzi jako moją

            Polubienie

            1. Miałam na myśli to, że wychowując dziecko przekazujesz mu SWOJE wartości, dyscyplinę, światopogląd, etc. Relacje, również między dorosłym, a dzieckiem polegają na WIĘZI, nie wolności. Nie bez powodu mamy słowo „związek” opisujące relacje międzyludzkie. Niezależnie od tego jak chcesz to nazywać – relacje między ludźmi odbywają się na warunkach.

              Polubienie

              1. niespełnienie tych warunków nie powoduje jednak braku miłości do dziecka, jeśli tak jest to dzieciak wyrasta na emocjonalnego kalekę i tu chyba powinnaś ustąpić bo właśnie pracuję z takimi dziećmi, widziałam niejedno i wiem jak się rodzi frustracja kończąca się skłonnością do agresji i łamania społecznych zasad

                Polubienie

                1. Jeśli Twoje dziecko, które zakładam że prawdziwie kochasz będzie Cię bić, obrażać, katować, itd. – każdego dnia – Twoja miłość się skończy. Nie od razu, bo nie jest emocją, jak twierdzisz, tylko stanem, ale ostatecznie się skończy. Miłość jak każda relacja jest składową zachowań. Jeśli pracujesz z dziećmi z problemami to dlaczego nie znasz nawet podstaw psychologii ludzkiej? Zakładam, że jest to praca profesjonalna, która takiej wiedzy wymaga, a nie jakiś wolontariat. Niezależnie od rodzaju – polecam zgłębić ten temat, na pewno ułatwi Ci życie.

                  Polubienie

  4. Mimo, że bardzo lubię twojego bloga i wpisy to w temacie miłości niestety cieniutko cię widzę …. Za dużo umysłu moja droga …. Życzę ci żebyś otworzyła się na czucie miłości i przestała ją mylić z gadulstwem swojego umysłu 🙂 A tak odnośnie tych dywagacji o wychowywaniu dzieci o ile dobrze kojarzę to ich nie posiadasz, więc muszę ci powiedzieć, że zawsze najbardziej bawią mnie ludzie, którzy mają dużo do powiedzenia w tematach które ich zupełnie nie dotyczą.

    Polubienie

    1. Lekarza też nie słuchasz, jeśli nie przeszedł Twojej choroby? 🙂 Dyskredytacja innych i szukanie ku temu wymówek tylko dlatego, że czyjaś opinia nie zgadza się z Twoją lub burzy Twój światopogląd to bardzo negatywne w skutkach zachowanie. Też tak kiedyś robiłam. Nie przynosiło to nic dobrego.

      Niektórzy muszą sami się poparzyć, by zrozumieć, że ogień parzy, innym wystarczy, że zaobserwują tych pierwszych. To, że ktoś się nie poparzył nigdy w życiu nie oznacza, że nie wie nic nt ognia. Oznacza, że jest mądrym obserwatorem.

      Lub prościej ujmując – jedni uczą się na swoich błędach, inni na czyichś. Są jeszcze też tacy, co nigdy się nie uczą 🙂

      Polubienie

      1. No jeśli chodzi o lekarzy to staram się ich unikać i póki co dobrze mi to wychodzi (oby tak dalej) bo niestety patrzą często na naszą chorobę przez pryzmat korzyści jakie mają od firm farmaceutycznych (przynajmniej w Polsce) 😉 No ale oczywiście są też tacy których warto słuchać żeby nie było 🙂 A jeśli chodzi o dzieci to po prostu akceptuję pomysły rodziców na ich wychowywanie i jeśli ktoś jest zainteresowany mogę podpowiedzieć co się u mnie sprawdziło na podstawie własnych doświadczeń. Ale jednej rzeczy jestem pewna, że miłość jaką obdarza się dziecko nie powoduje że staje się tzw. „trudne” wychowawczo i nie oznacza to również że daje się mu pozwolenie na wejście na głowę itd itp. Dziecko obdarzane miłością nie ma potrzeby żeby nam wchodzić na głowę. Na głowę wchodzą z reguły dzieci którym rodzice pozwalają na wszystko bo chcą mieć święty spokój ale to nie jest miłość. A przemoc w stosunku do dziecka (choćby tzw zwykły klaps) rodzi przemoc niekoniecznie w stosunku do nas ale w pewnym momencie wyjdzie. Przemoc to problem rodzica który sobie nie radzi ze sobą i przekłada to na mniejszą istotę czyli dziecko które nie jest się w stanie obronić. Przemoc niczego nie uczy – mam nadzieję że ludzkość to w końcu zrozumie 🙂

        Polubienie

        1. Przemoc jest naturalną – powtórzę – naturalną reakcją człowieka i w bardzo wielu sytuacjach pozytywną. Przemocą utrzymujemy świat w porządku. Przemocą zwalczamy wiele problemów. Miłość tak samo – może być pozytywna, może być negatywna. Spłycanie tematu do „miłość – dobra”, „przemoc- zła” – jest bardzo dziecinnym podejściem.

          Jak już wspominałam w którymś komentarzu – najprostszy przykład – szarpiesz/odpychasz dziecko, która idzie w przepaść tudzież wbiega na jezdnię – stosujesz przemoc, efekt jest pozytywny – ratujesz mu życie. Takie przykłady można mnożyć bez końca.

          Podsumowując – lewacka idea „świętej bezwarunkowej miłości” jest tym, czym są wszystkie idee lewicy – negacją rzeczywistości.

          Polubienie

          1. To nie jest spłycanie tematu – jeżeli dla ciebie miłość może być zła to znaczy że ty nie wiesz czym jest miłość … i dalej już nie ma o czym dyskutować.

            Polubienie

            1. Przeczytaj jeszcze raz to co napisałam. Napisałam, że EFEKTY miłości i przemocy mogą być zarówno dobre jak i złe. Miłość i przemoc same w sobie nie są jednoznaczne z dobrem czy złem. Nic nie jest, poza działaniem. Nóż też sam w sobie nie jest złym obiektem, dopiero to jak go używasz ma pewne konsekwencje. Dobre, lub złe.

              Polubienie

              1. I to jest właśnie dla mnie blablanie – w ten sposób można na każdy temat napisać stutomowe księgi tylko pytanie brzmi po co i co one wnoszą do tego tematu ? 😉 I niech każdy sobie w milczeniu na to odpowie 🙂 Pozdrawiam 🙂

                Polubienie

                1. Czyli rozumiem, że jesteś przeciwko dyskutowaniu na pewne tematy? Czy dyskusjach ogólnie? W takim razie nie rozumiem po co w ogóle zaczynasz temat i przedstawiasz hipotezy, których nie potrafisz obronić inaczej niż sugestią „Niech wszyscy zamilkną, bo blablają”…

                  Polubienie

  5. Ale bzdury. „Kocham, ale wymagam” nie stoi w sprzeczności z miłością bezwarunkową. To nie jest to samo co „kocham, ale pod pewnymi warunkami”. Czy jeśli dziecko nie spełni moich oczekiwań przestanę je kochać? Nie, nie przestanę nigdy, bo to moje dziecko. Nawet jeśli zostanie przestępcą, będę je nadal kochać, chociaż nie będę chronić przed poniesieniem konsekwencji, właśnie dlatego, że je kocham.
    Tych dyrdymałów o dzieciach – bezrozumnych istotach i o klapsach jako metodzie wychowawczej nawet komentować nie będę.

    Polubienie

    1. No i właśnie pokazujesz na czym polega tragizm miłości bezwarunkowej. Jeśli moje dziecko, mama, babcia, wujek czy najlepszy przyjaciel popełni błąd, przestępstwo, zrobi coś, czego w żaden sposób nie toleruję – usunę go ze swojego życia. Więcej – moim społecznym obowiązkiem jest poinformować innych i zatrzymać jego szkodliwe działania. Jeśli Twoje dziecko zostanie Hitlerem, mordującym załóżmy wszystkich niebieskookich Niemców (tak dla odmiany historycznej) – też go będziesz kochać i tolerować jego działania?

      Polubienie

      1. Czy ja gdzieś napisałam o tolerowaniu złego postępowania? Czytaj ze zrozumieniem. Napisałam coś wręcz przeciwnego – nie będę chronić przed poniesieniem konsekwencji – dlatego, że kocham. Tak samo wymagam od dziecka pewnych rzeczy, bo kocham. Dla mnie bezstresowe wychowanie, któremu Ty przeciwstawiasz bicie, jakby nie było już nic pomiędzy tez jest przejawem braku miłości. To jest takie samo pójście na łatwiznę jak bicie. Kochający rodzic wymaga, ale nie musi uciekać się do przemocy. Chyba, że jako przemoc rozumiemy przytrzymanie dziecku ręki, wtedy kiedy chce uderzyć. Dla mnie to nie przemoc. Pacanie i klapsy już tak, bo niosą ze sobą upokorzenie.

        Polubienie

        1. „wymagam od dziecka pewnych rzeczy, bo kocham” – to w jaki sposób jest to miłość bezwarunkowa? Widzę, że nie rozumiesz tematu, ani nie potrafisz okiełznać swoich emocji. Jasne, że temat nie jest łatwy. Ale spłycanie całości do bicie/bezstresowość jest właśnie problemem. Ja nie twierdzę, że należī zawsze i wszędzie dawać klapsy czy w inny sposób kontrolować emocje dziecka. Ja mówię, że wykluczanie przemocy nie jest możliwe i pokazuję, że bezstresowość w wychowaniu, czyli nie stawianie siebie w roli autorytetu i nie egzekwowanie swoich wymagań rodzi poważne zaburzenia osobowości u dzieciaków. Widać to na każdym kroku bo właśnie pierwsza tura bezstresowych wchodzi powoli w dorosłe życie. W krajach takich jak Francja, gdzie mieszkam, młodzież już od dawna jest tak pokaleczona psychicznie brakiem autorytetów, że Francji jako kulturze daję jeszcze max. 50 lat. Jest to ściśle związane również z silnym socjalizmem tego typu państw, ale socjalizm znów – wynika z działań i decyzji ludzi.

          Proponuję, żebyś jeszcze raz przeczytała cały artykuł i wtedy się do niego odniosła.

          Polubienie

          1. To Ty kompletnie nie rozumiesz na czym polega miłość bezwarunkowa.
            Miłość bezwarunkowa to taka, która nie stawia warunków, jak sama nazwa wskazuje. Nie mówi „będę Cię kochała, pod warunkiem, że będziesz się zachowywać tak i tak”.
            Kocham moje dziecko bez względu na to, czy ono mnie słucha czy nie. Czy przestrzega ustanowionych przeze mnie reguł. Bez względu na to, co robi.
            Dla odmiany miłość warunkowa polega na tym, że mówię „kocham Cię, ale tylko do momentu, kiedy spełniasz określone warunki”, „jeśli nie będziesz taki i taki, to przestanę Cię kochać”.
            Uważasz,że dziecko obdarzone taką miłością może się prawidłowo rozwijać? Czuje się bezpiecznie? Jeśli wie, że mamusia kocha, ale tylko wtedy, kiedy jest grzeczne?
            Powiedziałabym, że to raczej Ty mylisz pojęcie bezwarunkowej miłości z bezstresowym wychowaniem.

            Polubienie

            1. Dlaczego spłycasz temat? Mam wrażenie, że ludzie tacy jak Ty specjalnie wkładają słowa w usta innych, żeby potwierdzić swój błędny, jak zauważają, argument. Ja nie mówię, co jak powinno być. Ja mówię o systemach, które po prostu działają, bo obserwujemy, że działają, a inne nie. To zwykła nauka. Możesz kochać swoje dziecko bezwarunkowo i dawać mu wszystko, a i tak wyrośnie ono na psychopatę, który będzie ranił i zabijał. Ale tylko wtedy jeśli będzie mógł. Jeśli mu na to pozwolimy. I ja mówię o konsekwencjach pozwalania. Miłość jest stanem, który wykształciliśmy ewolucyjne, tak jak wszystko, by nam pomagał, nie przeszkadzał.

              Polubienie

              1. „Miłość jest stanem, który wykształciliśmy ewolucyjne, tak jak wszystko, by nam pomagał, nie przeszkadzał.”
                Właśnie to jest spłycenie tematu. I to wielkie.

                Polubienie

                1. Rozwiń proszę myśl. Z czym dokładnie się nie zgadzasz? Że wykształciliśmy emocje? Że jesteśmy specyficznymi istotami stadno-wolnymi, nieporównywalnymi z żadnym innym stworzeniem na ziemi? Czy z tym, że miłość jest stanem, który nam pomaga utrzymywać przydatne z pkt widzenia biologii relacje? Czy jeszcze z czymś innym co zrozumiałaś w tym zdaniu?

                  Polubienie

                  1. Magidagi nie pisze o systemach wychowawczych, tylko o uczuciach. Kochając też można popełniać błędy, na przykład, wybierając bezstresowe wychowanie jako metodę wychowania dziecka. Miłość jest poza jakimkolwiek systemem.
                    Dziecko powinno czuć się kochane, ale nie można dać mu się manipulować, bo i takie sytuacje mogą zaistnieć. Tak samo błędem byłoby zakładanie, iż nigdy nie użyje się przemocy wobec dziecka. Mogą zaistnieć sytuacje, że nie będzie wyjścia.

                    Polubienie

                    1. Miłość to nie jest uczucie. Uczucia wygasają i tracą na intensywności z biegiem czasu. Dla mnie miłość to akt woli, to się odbywa na poziomie duchowym. Być może taka wizja nie jest tu popularna, jako że raczej promowany jest tu pogląd, że człowiek to tylko nieco bardziej rozwinięte zwierzę. Cóż, ja się z tym nie zgadzam.

                      Polubienie

                    2. Miłość (bezwarunkowa oczywiście, bo o tym mówimy) jest uczuciem, ponieważ doskonale da się ją wyczuć i zdefiniować stan psycho-energetyczny, jaki jej towarzyszy. Kwestia intensywności nie ma tu nic do rzeczy.

                      Polubienie

  6. To tak naprawdę tylko dyskusja o nazewnictwo.
    Albo się kogoś kocha albo nie. Można kochać kogoś, ale nie kochać tego co czyni, co robi ze sobą, ze swoim życiem oraz tego, z nami; tego co potrafi powiedzieć, zranić, zawieść. Można kochać kogoś, ale odejść od niego, bo ciągle nas rani; można ukarać dziecko, kiedy robi wciąż coś wbrew rodzicom. Tak narzucanie zasad w domu, uczenie dziecka moralności, jest właśnie kierowane miłością, bo miłość taka jest – rozsądną, wymagająca, ale na pewno nie jest ślepa. Ślepe i nierozsadne jest zauroczenie – jakieś chwilowe (choć nie zawsze tylko chwilowe) poniesienie się emocjom.
    Na tym polega miłość, ze potrafię kochać kogoś, wybaczyć mu, ale nie przestaje od tak kochać, bo złamał zasadę, zawiódł, czy nie spełnił postawionego przeze mnie warunku.
    Bywa, ze ktos nieustannie kłamie, choć obiecuje, ze się zmieni, nieustannie nas zawodzi, szkodzi, jest niewierny. Nie oznacza, ze muszę przy nim trwać, jak jakiś pies. Kocham również siebie i kiedy ktoś mnie nie szanuje to robię to, co dla mnie dobre, by nie zniszczyć siebie, bo nie urodziłam się by być meczennikiem i godzić się kamieniowanie. Czasem potrzeba siły, by podjac decyzje o rozstaniu. Jednak ludzie nie przestają po prostu kochać. Miłość jest silna, mądra i trwała. Po prostu miłość nie oznacza oszukiwania siebie, ze wszystko jest ok kiedy nie jest…

    Polubienie

    1. Wspomniałaś o bardzo ważnej rzeczy – faktycznie, miłość jest nie stanem, który możemy sobie ot tak „wyłączyć” na zawołanie. Ale jest też czymś, nad czym pracuje się w relacjach cały czas – czasem miłość „gaśnie” nawet w najlepszych związkach. I jako stan należy ją traktować, wg mnie.

      Polubienie

  7. To tak naprawdę tylko dyskusja o nazewnictwo.
    Albo się kogoś kocha albo nie. Można kochać kogoś, ale nie kochać tego co czyni, co robi ze sobą, ze swoim życiem, jak postępuje z nami; tego co potrafi powiedzieć, zranić, zawieść. Można kochać kogoś, ale odejść od niego, bo ciągle nas rani; można ukarać dziecko, kiedy robi wciąż coś wbrew rodzicom. Tak narzucanie zasad w domu, uczenie dziecka moralności, jest właśnie kierowane miłością, bo miłość taka jest – rozsadna, wymagająca, ale na pewno nie jest ślepa. Ślepe i nierozsadne jest zauroczenie – jakieś chwilowe (choć nie zawsze tylko chwilowe) poniesienie się emocjom.
    Na tym polega miłość, ze potrafię kochać kogoś, wybaczyć mu, ale nie przestaje od tak kochać, bo złamał zasadę, zawiódł, czy nie spełnił postawionego przeze mnie warunku.
    Bywa, ze ktos nieustannie kłamie, choć obiecuje, ze się zmieni, nieustannie nas zawodzi, szkodzi, jest niewierny. Nie oznacza, ze muszę przy nim trwać, jak jakiś pies. Kocham również siebie i kiedy ktoś mnie nie szanuje, robię to, co dla mnie dobre, by nie zniszczyć siebie, bo nie urodziłam się by być meczennikiem i godzić się kamieniowanie. Czasem potrzeba siły, by podjac decyzje o rozstaniu. Jednak ludzie nie przestają od tak po prostu kochać. Miłość jest silna, mądra i trwała. Po prostu miłość nie oznacza oszukiwania siebie, ze wszystko jest ok kiedy nie jest…

    Polubienie

  8. Lubię Twoje wpisy, ale całkowicie się z Tobą tutaj nie zgadzam a propo kar. Dobrze prawisz o warunkowości miłości;), ale niektóre tezy są nieakceptowalne.
    Można nauczyć dziecko naturalnej konsekwencji jego działań bez kar, a przede wszystkim bez kar fizycznych. Kara fizyczna przysłowiowy klaps, nie uczy niczego oprócz stawiania murów. Kara fizyczna jest oznaką słabości rodzica moim zdaniem. Zamiast pomyśleć, dotrzeć do przyczyny problemu rodzice wolą ukarać fizycznie, ale przecież ‚lekko’, dodatkowo czytają tego typu artykuły i czują się usprawiedliwieni.
    Wychowanie bez kar i nagród – nie zabija wewnętrznej motywacji, a mimo to promuje dyscyplinę, życie w zgodzie z emocjami i poszanowaniem granic innych ludzi. Można to wszystko osiągnąć, jeżeli tylko się chce, ale jako rodzic trzeba pracować przede wszystkim nad sobą. Wychowanie bez kar i nagród zbyt często jest owszem mylone przez osoby postronne z bezstresowym wychowaniem, które jest również szkodliwe, jak kary.
    Pisze to mama – praktyk, szczęśliwej prawie 3 latki, uczącej się na co dzień, że jak się rozlało to trzeba i posprzątać, i wszystko bez kar. Naprawdę da się!

    Polubienie

    1. Klaps w przypadku małego dziecka, które nie rozumie jeszcze mowy nie jest karą – jest dokładnie tym samym, co wytłumaczenie większemu dziecku, że nie należy robić tak czy inaczej. Myślę, że ludzie podchodzą do tego trochę zbyt radykalnie – albo zero autorytetu rodzica albo całkowity autorytet, a to, co najlepsze leży gdzieś pośrodku, i właśnie dlatego jest z tym taki problem. Ludzie wolą proste rozwiązania: „nie bij bo będziesz złym rodzicem” jest prostsze, tak samo jak „bij to dziecko będzie słuchać”. Umieć się zachować odpowiednio do czynu jest dużo cięższe.

      Bardzo bym chciała, by istniała możliwość innego wychowania małego, nieświadomego dziecka niż pacnięcie go czasem, ale niestety nie znam takiego sposobu. I jeszcze raz zaznaczam, że tu nie chodzi o bicie, które sprawia ból dziecku. Tu chodzi o formę „zaprogramowania” go, że jakieś jego działanie powoduje wyraźny sprzeciw rodzica. Może wystarczyć samo dotknięcie go. Tak jak pokazałam w powyższym przykładzie – jeśli ma się autorytet wystarczy nawet samo spojrzenie. Dziecko rozumie jak zwierze – rozumie nasz język ciała, nie mowę.

      Jeśli masz natomiast inne rozwiązanie na takie sytuacje, jak powyższa – gdy dziecko rani inne dziecko, lub robi coś podobnego i nie reaguje na prośby matki – napisz. Jestem naprawdę ciekawa. Co robisz w sytuacji, gdy dziecko atakuje inne dziecko – czy nie odrywasz go siłą? To też jest przemoc fizyczna wobec niego.

      To jest trochę sytuacja jak gdy np. ktoś atakuje Ciebie – czy reagujesz miłością i próbujesz mu wytłumaczyć, że robi źle? Nie, po prostu się bronisz. Używając też przemocy fizycznej. Tak zbudowany jest świat i natury się nie zmieni.

      Polubienie

      1. Najprościej klaps jest pokazaniem dziecku granicy, poza którą nie powinno się posuwać. Przy dobrym wychowaniu można całkowicie uniknąć tego rozwiązania, ale w dużej mierze zależy to od determinacji dziecka – jednemu wystarczy zwrócić uwagę, inne będzie wiele razy próbowało sprawdzić, do czego może się posunąć, zanim przyjmie do wiadomości istnienie granic.

        Polubienie

        1. Otóż to! Myślę, że powinniśmy dążyć do jak najmniej fizycznego przekazu – ale nie ograniczać go całkowicie. Są też dzieci psychopaci – psychopatia jest genetyczna – których nie da się przystosować do życia w społeczeństwie. Można jednak nie dać sobie wejść na głowę.

          Polubienie

          1. No tak, zwłaszcza jak to dziecko dźga inne długopisem do krwi, bije, kopie, szantażuje czy co jeszcze. Tak, „trzeba” wtedy zwracać uwagę, przemawiać do jego „rozumu”. Właśnie takie podejście produkuje nam tę lawinę narcystycznych zaburzeń w dzisiejszych młodych pokoleniach…

            Polubienie

            1. Wtedy możesz przytrzymać dziecku rękę, którą Cię próbuje okładać. I użyć do tego tylko tyle siły, ile potrzeba, żeby dziecko powstrzymać. Ale nie musisz dziecka sama uderzać, czy nawet, jak Ty to określasz, pacać. Pacanie to brak szacunku, upokorzenie. Zauważ, że pacasz to dziecko, bo jest małe i tak naprawdę Ci nie zagraża. Pozwalasz sobie na to tylko dlatego, że jest fizycznie od Ciebie słabsze. Pacnęłabyś wychowawczo dwumetrowego draba?
              No i czego w ten sposób uczysz? Że słabszego można pacać.
              Jak nauczyć kogoś szacunku okazując mu brak szacunku? Jak nauczyć kogoś, że nie wolno bić, samemu bijąc? Ot, zagadka.

              Polubienie

              1. Ale to nadal jest przemoc. I właśnie o tym mówię – czasem trzeba to zrobić. Każda przemoc to brak szacunku. Żyjesz w hipokryzji. Małe dziecko nie rozumie moralności tak jak dorosły. Gdy powstrzymujesz je od wywalania swoich emocji w sposób raniący innych uczysz go, że takie zachowanie nie będzie tolerowane. Uczysz też, że należy bronić słabszych, właśnie paradoksalnie. Gdy tego nie robisz uczysz go, że nie ma limitów. Że może robić co chce i nie spotkają go konsekwencje.

                Polubienie

                    1. No ja to widzę trochę inaczej. Mogłabym żyć poza systemem i są ludzie, którym to się udaje. Ale nie chcę. Dlatego płacę podatki. To jest mój wybór. Każdy wybór wiąże się z jakimiś konsekwencjami. Każdy. Wolność to nie jest robienie tego, co się chce. Dla mnie to raczej stan ducha, rodzaj pewnej świadomości. Ludzie często twierdzą, że muszą coś robić. Nie, nie muszą. Tak wybierają, tylko nie chcą się przed sobą przyznać do tego, że to są ich wybory. Łatwiej zrzucić odpowiedzialność na kogoś innego (rząd, państwo, system, męża, żonę, innych).

                      Polubienie

                    2. I dlatego właśnie nie żyjesz w wolności. Bo uważasz, że to „stan ducha”… Jak to ktoś powiedział mądrze: „ludzie mają taki kraj i taki system, na jaki zasługują”.

                      Polubienie

          2. @ Magidagi
            Byłem świadkiem sytuacji, w której syn znajomego badał granice, do których może się posunąć. Kiedy znajomy ostrzegał go, młody prowokacyjnie wyzywał go, żeby uderzył. No to znajomy pokazał mu, że granice istnieją. Od tamtego czasu nie ma z młodym problemów. Natomiast jego żona pozwala dzieciom wejść sobie na głowę, bo im tylko tłumaczy i one wiedzą, że nie muszą się przejmować żadnymi tłumaczeniami. Świat nie jest czarno-biały, ma wiele odcieni szarości.

            Polubienie

            1. Nie wierzę, po prostu nie wierzę, że jedyną możliwością wybrnięcia z tej sytuacji było uderzenie dziecka. Jeśli jednak, to znaczy tylko, że postawienie granicy odbyło się zdecydowanie za późno.
              Stawienie granic nie polega wyłącznie na biciu. Jest cała masa innych sposobów. Matka ma problemy, bo w ogóle tego nie robi, a nie dlatego, że nie bije.
              Piszę z doświadczenia, jako matka dziecka, które nieustannie próbuje granice sprawdzać, przesuwać i naruszać.

              Polubienie

              1. Dziecko naturalnie szuka granic, do których może się posunąć. Znakomicie też wykorzystuje wszelkie „sentymenty” dorosłych, gdyż jest skoncentrowane na sobie.
                Młody dostał klapsa, ponieważ tego żądał. Sprawdzał, czy jego ojciec mu ulegnie. Nie, nie uległ, postawił granicę. Jeden raz i wystarczyło. Matka natomiast ogranicza się jedynie do tłumaczenia. Stawia granice, ale pozwala je przekraczać, z czego dzieci korzystają.
                I jeszcze kwestia upokarzania poprzez karcenie dzieci, bo to sobie przypomniałem. Zdarzało mi się w życiu dostawać w skórę, nawet nie wnikam, czy były ku temu podstawy, ale w ogóle nie odbierałem tego w kategoriach upakarzania i dziś nie mam żadnych emocji związanych z tamtymi wydarzeniami. Było, minęło, pamiętam, że coś się zdarzyło, ale nic mnie z tym nie wiąże. Dlatego nie przesadzałbym z postrzeganiem dziecka przez pryzmat dorosłości. Małe dziecko doświadcza wprost, fizycznie. Jeżeli się sparzy, to wyciąga z tego wniosek, żeby nie dotykać ognia, ale wcale się go nie boi.

                Polubienie

                1. No właśnie, czy ogień upokarza dziecko, gdy je parzy? Czy dzieci, które się poparzyły całe życie mają uraz psychiczny i unikają ognia, który je tak bestialsko potraktował? Czy też może bardzo szybko uczą się, że jak się odpowiednio z nim obejdą to ogień obdarzy ich ciepłem?

                  Polubienie

      2. Ach, nadal się z Tobą nie zgadzam. Czytając Twoją odpowiedź, wyobraziłam sobie, że bym tak ‚pacnęła’ córkę i dreszcz niesmaku jedynie pozostał. Ty tak na serio, czy to po prostu taka próba literacka by kontrowersje przyciągnąć?

        Uczenie dziecka że nie można bić – biciem.
        Uczenie dziecka że nie może naruszać cudzych granic – naruszeniem jego granic. Gdzie tu logika? Bo wszyscy jesteśmy jak małpy nierozumne, szczególnie dzieci?

        Ja rozumiem, że bezstresowe wychowanie zrobiło pustki z mózgów wielu młodym oraz przede wszystkim dziury emocjonalne, ale nie wpadajmy w skrajności. Takie artykuły jak ten robią moim zdaniem wiele szkody. Ponieważ bezstresowe wychowanie okazało się klapą, to behawioryzm jest jedyną słuszna drogą?.. to nie tak moim zdaniem. Na prawdę istnieją obecnie metody wychowawcze, które uwzględniają poszanowanie wzajemnych granic, nie stawiają dziecka na piedestale, uczą naturalnej konsekwencji, nie zabijają wewnętrznej motywacji, skłaniają rodziców do aktywnego rodzicielstwa. Poczytaj Jaspera Juula może?

        PS. tak moja córka pobiła kiedyś chłopca na placu zabaw, i wcale mnie to nie przekonało, aby zrobić w stosunku do niej to samo;D

        Polubienie

        1. Przecież opisałam dokładnie, że żadna radykalizacja nie jest dobra. Zresztą nie tylko tu – w każdym aspekcie życia. Można pacnąć dziecko nie naruszając jego granic, wbrew pozorom tak zachowujemy się codziennie w stosunku do dorosłych, ale nagle jak chodzi o dziecko, które rozumie jeszcze mniej to jest zakaz.

          Jakikolwiek kontakt cielesny z dzieckiem jest naruszaniem jego granic. Z psychologicznego punktu widzenia, czy Ci się to podoba, czy nie, każde Twoje działanie jest naruszaniem granic dziecka, bo dziecko jest zależne od rodziców, małe całkowicie, większe mniej, ale nadal. Więc już z założenia naruszasz jego granice.

          Myślę, że największym problemem tej całej mody na „bezstresowość” u dzieci jest traktowanie ich jak dorosłych. Dzieci to dzieci, dorośli to dorośli (choć niektórzy nigdy nie dorastają, ale to osoby temat). Jeśli traktujesz dziecko jak dorosłego, lub równego sobie to popełniasz największy możliwy błąd rodzicielski.

          Ty jesteś rodzicem – autorytetem. Nie musisz być idealna, ale musisz być przykładem, który dziecko chce naśladować. To oznacza, że musisz dziecku pokazać również tą negatywną stronę życia. To wymaga charakteru.

          Polubienie

      3. klaps jest nie tylko przemocą , nadużyciem fizycznym ale tez jest poniżający Klaps dany ręką mamy jest inny niż dany ręka 100kg taty kto ocenia czy dziecko poczuło ból? Ty?

        Nie wsadzała bym do jednego worka złapanie za rękę czy powstrzymanie ciosu z klapsem To są inne sytuacje
        Gdy mówisz o małych dzieciach które sie biją i używasz słów „odrywasz go siłą” to brzmi jak wtrącanie się pomiędzy walki gangów A to tak nie wygląda

        Powiem ci jak ja robię Wymaga to więcej pracy ze strony rodzica, więcej cierpliwości ale wierzę że „moja” metoda jest lepsza niż bicie (tak, uważam że klaps to też bicie)

        Gdy moje dziecko chce uderzyć inne dziecko, lub uderzyło, lub zabiera zabawkę lub rzuca w inne dziecko piaskiem, popycha itp to owszem powstrzymuje je od tego Wchodze pomiedzy dwójkę dzieci i próbuję dowiedzieć się o co chodzi Dzieci maja takie same potrzeby jak dorośli Niestety strategii na zaspokojenie swoich potrzeb mają ograniczoną ilość Często też nie umieją zwerbalizować tego o co im chodzi i nie wiedzą co maja robić, co wolno a czego nie czasem w trudniejszych okresach nie radzą sobie ze swoimi emocjami

        Są takie dni gdy wystarczy ze powiem „że nie chce żeby bił kogoś” i „wygląda na to że podoba ci się ta zabawka i bardzo bys chciał sie nią pobawić Może zapytamy chłopca czy chciały się wymienić na jakis twój samochód?” Czasem to wystarcza Czasem nie bo chłopiec nie chce sie wymienić (i ma do tego prawo – ale to juz inna dyskusja) Wtedy zajmuje się emocjami mojego dziecka Empatycznie przyjmuje jego frustrację „widzę że jest ci bardzo źle, jesteś smutny, zły itp” stosuje aktywne i bierne słuchanie (głównie zaczerpnięte z książki „wychowywanie bez porażek” Gordona nowe wydanie)
        Są takie dni gdy nic nie działa każda sytuacja generuje konflikty Wtedy wycofujemy się z placu zabaw (czy innego miejsca) jest to dla mnie informacja ze to jest za dużo dla mojego dziecka taki dzień Gorszy
        A gdy jest spokój i gdy nie ma żadnych problemów próbuję rozmawiać lub za pomoca zabawek, kukiełek odgrywac scenki i tłumaczyć jakie zachowania są akceptowalne a jakie nie

        W tych filmikach „The baby human” w jednym z odc jest bardzo fajna scena która duzo mówi o tym jak wielki wpływ na zachowanie dzieci ma ich temperament dziecko siedzi w pokoju z matką na kocyku, ma zabawki , obok jest rolina w doniczce dziecko jest małe – takie raczkujące – wiecej ni 6 miesięcy , mniej niz rok Mama ma za zadanie poinformować dzecko że rośliny nie wolno dotykać i starać się nie zwracac uwagi na dziecko gdy się bawi i tylko odciagac od rosliny jeśli dziecko podejdzie do niej Była dziewczynka która tylko raz usłyszała że nie wolno i juz więcej nie spojrzała na roslinę i był chłopiec którego trzeba było wynieśc z pokoju bo tak bardzo chciał dotknąć tej rośliny 🙂
        I co ja bym zrobiła w takiej sytuacji – dla mnie to oczywiste Do czasu kiedy moje dziecko nie zrozumie że cos jest dla niego niebezpieczne chowam to przed nim Oczywiście tłumaczę ale nie biję Dla mnie to oczywiste że np telefon mam zawsze połozony wysoko na półce, Nie bardzo wysoko – tak że roczny syn nie sięgnie ale już 4 letnia córka sięgnie, poda , przyniesie Ale ona już wie jak się obchodzic z tel Nauczyła się z obserwowania mnie i męża że telefonami sie nie rzuca, używa sie ich do rozmów i ewentualnie robienia i oglądania zdj

        Wracając do tego jak reaguję – zawsze szukam przyczyny Czyli jaka jest niezaspokojona potrzeba mojego (lub innego dziecka) Nie jest to równoznaczne z zaspokojeniem tej potrzeby Nie zawsze się to da zrobic i w ten sposób dziecko poznaje frustrację związaną z niezaspokojeniem swojej potrzeby albo uczy się że można znaleźć inne strategie na zaspokojenie tej samej potrzeby np chciałby biega i popychac inne dzieci bo ma ochotę na kontakt fizyczny – mogę zaproponowac zabawe w ciuchcię z innymi dziećmi (tez jest kontakt fizyczny i może inne dzieci też bedą chciały) albo mogę mu zaproponować zabawe w przepychanki ze mną Sypie piachem na dzieci – mogę zaproponowac sypanie piachem w innej części piaskownicy gdzie nie ma dzieci np do celu – do wiaderka Albo może sypał piachem bo chiał nawiązać kontakt z innym dzieckiem – to pomagam mu w tym „cześć mam na imię.. a to jest mój syn który ma na imie…A ty? Może byśmy razem wybudowali/zrobili trasę/ garaż/ plac budowy My tutaj mamy wielka ciężarówkę która może ci przywieźć dużo piachu” sposobów jest dużo
        Wszystko to mówię z doświadczenia

        Polubienie

        1. To, czy dziecko odczuwa ból nietrudno poznać – płacze, jeśli tylko je pacniemy to zwróci uwagę i ewentualnie się skonfunduje (nie mam innego polskiego słowa). Z tego co opisujesz to widzę masę poważnych błędów, których efekty widoczne będą w późniejszym wieku, ale to Twoje dziecko i Twoja sprawa i Ty będziesz żyć z konsekwencjami.

          Ja uważam, że nie da się dziecka wychować bez komunikacji niewerbalnej, bo nawet dorosłe jednostki w ten sposób się komunikują i „rozumują”. Nie jesteśmy istotami racjonalnymi, wbrew temu, co sądzi większość.Psychologia w tej kwestii poczyniła gigantyczne postępy, a cała ta moda na bezstresowe wychowanie, o którym piszesz ma niestety też swoje bardzo poważne skutki, które opisywałam.

          Podsumowując – dzieciom nie należy zabierać niebezpieczeństw, problemów, trudów życia, czyli tego, co idzie w pakiecie z wolnością, ani nie należy stawiać się w roli kompana. Dziecko potrzebuje wolności i autorytetu. Resztę naprawdę wykształci sobie samo. Zabieranie mu na to szansy jest kaleczeniem jego psychiki i szans życiowych.

          Polubienie

          1. Hm, ale Joasia nie pisze o bezstresowym wychowaniu z tego co zauważyłam…. to jest mylenie pojęć.
            Czy spojrzenie dziecku w oczy znacząco jest komunikacją niewerbalną? No tak, więc zgadzamy się, bez komunikacji niewerbalnej nie da się wychować dziecka, bo takie znaczące spojrzenie w oczy jest dużym komunikatem. Przynajmniej dla mojej córki. Nie trzeba od razu pacać dziecka jak jakąś muchę :D.

            Co do podsumowania masz zupełną rację, usuwanie przeszkód jest szkodzące dla dziecka, ale przekraczanie w stosunku do niego granicy szacunku też jest szkodzące. Więc w tym aspekcie braku skrajności absolutnie się z Tobą zgadzam. Ale takie siłowe rozwiązanie jest głupotą.

            Może na przykładzie sprzątania. Jeżeli moje dziecka nabałaganiło, i ja po nim posprzątam to jedyne czego się nauczy jest fakt, że magia się dzieje, albo mama i tak posprząta. Niekoniecznie załapie że trzeba sprzątnąć. Musi samo doświadczyć, bólu sprzątania. Ale to nie znaczy, że muszę je bić, pacać, klapsować itd. Jest na serio duże spektrum opcji pomiędzy;).

            Polubienie

            1. Dokładnie, ale wówczas stosujesz przemoc wobec dziecka 🙂 Przemoc to nie tylko fizyka. Dziecko non stop wymaga stosowania przemocy – czyli wyznaczania mu granic. Z psychologicznego punktu widzenia mniej szkodliwe będzie dla dziecka właśnie pacnięcie go niż np. podniesienie głosu czy krzyknięcie (co rodzice, zauważam, robią całkowicie nieświadomie). Bardzo często pojawia się sytuacja gdzie rodzic podnosi głos (dziecko się przeraża), po czym robi zejście do poziomu dziecka i tłumaczy mu jak głupiemu zmienionym głosem „nie wolno, widzisz…” Dzieci w takich sytuacjach są jak porażone prądem, a rodzice nawet tego nie zauważają.

              Jeśli chodzi o szacunek to też jest bardzo śliski temat bo to dziecko ma mieć do rodzica szacunek, rodzic musi się w związku z tym zachowywać autorytarnie. Inaczej się nie da i tego nie przeskoczysz.

              Ogólnie temat nie jest łatwy i ja swoje spostrzeżenia opieram na obserwacjach nieswoich dzieci. Z drugiej strony uważam, że jak się jest gotowym być rodzicem, to się jest rodzicem niezależnie od tego, czy się ma dzieci. Wychowujemy nie tylko swoje pociechy, ale całe społeczeństwo, czy jesteśmy tego świadomi czy nie.

              Polubienie

              1. Może w tej całej dyskusji inaczej rozumiemy definicję słowa przemoc?

                Nie każde wywieranie wpływu głosem lub zachowaniem na drugą osobę jest przemocą w moim rozumieniu. Dopiero dwa dodatkowe elementy – negatywny cel, a jeszcze ważniejsze w przypadku dzieci – negatywne możliwe skutki danego zachowania jest przemocą – w mojej definicji przemocy. W dzisiejszym relatywnym świecie, każdy pewnie ma swoją definicję;).

                Krzyczenie, czy pokrzykiwanie na dziecko rodzica, który nie potrafi sobie poradzić ze swoimi emocjami jest przemocą w równym stopniu co trzepnięcie dziecka w celu przywołania go do porządku.

                Zatrzymanie dziecka przed jego niecnym planem np. wydłubania drugiemu dziecku oczu, bo tamten zabrał zabawkę, jest postawieniem granicy, pokazaniem działań społecznie akceptowalnych.

                Jeżeli każde postawienie granicy jest przemocą to doprowadza do tego typu konkluzji, że społeczeństwo nieustannie gwałci jednostki, bo nie pozwala na: chodzenie na golasa po centrum handlowym, jazdę pod prąd samochodem etc. jeżeli ktoś ma na to ochotę.

                Ja więc rozróżniam słowo przemoc i stawianie granicy.
                I fakt, tylko ja jako rodzic w swoim sercu mogę rozdzielić co jest przemocą, a co nie, i dopuszczam do siebie myśl, że mogę się mylić.

                Jestem też człowiekiem i czasami zachowanie dziecka mnie zdenerwuje, więc nie będę udawać przed nim, że jestem oazą spokoju skoro tak nie jest, bo to uczy dziecko fałszu w odczuwaniu emocji.

                Dla mnie najważniejsze jet zachowywać się w zgodzie z moimi granicami i nie pozwolić aby mi dziecko dyktowało te granice. Dlatego nie pokrzykuję na dziecko i nie tresuję, ale tłumaczę gdzie są granice, czasami te granice pokazuję powstrzymując fizycznie dziecko przed działaniem np. stopując rękę etc.

                Po tej dyskusji rozumiem, co chcesz przekazać, że dziecko potrzebuje autorytetu, masz pełną rację tylko mam właśnie wątpliwości co do środków. Budowanie autorytetu przykładem, wspólnie spędzonym z dzieckiem czasem, a nie przemocą typu, krzyk i klaps jest trudną sztuką i nie każdy rodzic ma na to cierpliwość. Też ich sprawa. Ale właśnie tacy rodzice czytają tego typu artykuły i później zamiast dotrzeć do przyczyny problematycznego zachowania dziecka, idą na skróty.

                Polubienie

                1. Przemocą jest każde użycie władzy. Przemoc może mieć pozytywne lub negatywne efekty. Zwykle ma oba 😛 Przykładowo jak odciągniesz dziecko z torów bo jedzie pociąg to dziecko się przestraszy – negatywne, ale przeżyje – pozytywne. Tak samo jak dziecku dasz klapsa czy je pacniesz po łapkach bo sięga któryś raz do kontaktu – dziecko się może zdziwić (jak je mocno pacniesz to przestraszyć), ale też przeżyje. Tak wygląda życie, że cały czas używamy swojej siły, by forsować swój wpływ – czy jest to dobre w skutkach czy nie i dla kogo to każdy sobie wg swojej moralności ustala. Dlatego to takie skomplikowane 🙂

                  Nazywanie jednego przemocą, a drugiego „zatrzymaniem” jest więc sporym nadużyciem i tłumaczeniem swojego zachowania. Ja nie mówię, że klapsy czy pacnięcia są dobre. Ja mówię o systemie, celach i konsekwencjach. Tak samo aborcja nie jest dobra, ale zakazywanie jej ma tragiczne skutki i konsekwencje. Niestety świat jest straszny i dziki 🙂 Natura jest podła. Można temu zaprzeczać i bawić się w świat Disney’a, ale moim zdaniem kończy się to źle. Dla wszystkich, nie tylko osoby, która tak postępuje.

                  Myślę, że tu leży problem. Ja nie nawołuje do klapsów czy innej formy wychowania. Ja po prostu opisuję przyczyny, działania i skutki różnych zachowań. Często to, co nam się wydaje jednoznacznie i bezapelacyjnie dobre – np. rzucanie drobnych żebrającej matce z dzieckiem na ulicy – dobre w skutkach nie jest. Ostatnio pojawił się artykuł pokazujący jak część takich „matek” to kobiety, które „wypożyczają” niemowlęta alkoholików, podają im wódkę lub narkotyki, by dziecko spało cały dzień i w ten sposób zbierają dużo więcej pieniędzy, niż samotnie…

                  Świat nie jest piękny i miły, ale życie komplikujemy sobie sami na własne życzenie 🙂

                  Polubienie

          2. taaak, też miałam wiele teorii na temat wychowywania dzieci zanim je sama miałam
            I nie wychowuje dzieci metoda bezstresową – mylisz pojęcia Myslę że dopóki nie poczytasz na ten temat więcej to dyskusja będzie nadal taka jałowa

            Polecam ci serię filmów :”The baby human”
            oraz parę książek : „Dialog zamiast kar” Żuczkowska, „Wychowywanie bez nagród i kar” Kohn, ksiązki Jespera Juul’a, ‚W głębi kontinuum” Liedlof, „W świecie porozumienia bez przemocy” Rossenberg, „Rodzicielstwo przez zabawę” Cohen, „Dziecko z bliska” A.Stein
            :Wychowywanie bez porażek” Gordon (nowsze wydanie)
            Bez podstaw to mówisz tylko jakimiś frazesami i teoriami nie widomo skąd

            Polubienie

            1. Nie trzeba mieć dzieci, żeby rozumieć psychologiczne procesy. Równie dobrze mogę powiedzieć, że Ty nic nie rozumiesz, bo nie jesteś malutkim dzieckiem (a nie pamiętamy 0-3lat). Czy do lekarza też idziesz i mówisz: „jak pan nie przeszedł tej choroby to proszę mnie nie leczyć, bo pan nic nie wie?” 😀

              To, co ja mówię pochodzi z moich własnych obserwacji oraz świata psychologii, który te obserwacje potwierdza. Jak pisałam niżej – pacnięcie dziecka czy klaps (cały czas mówimy o niesprawianiu bólu tylko wytrąceniu dziecka ze stanu emocjonalnego chaosu) – jest lepszym rozwiązaniem niż podniesienie głosu (zwykle nieświadome) lub tłumaczenie, że czegoś nie wolno jak równemu sobie (schodzenie z roli autorytetu).

              Posługujesz się książkami i teoriami, które powstały „wczoraj”, bardzo wąską tematyką, która dziś jest modą. Czy czytałaś również kontr-teorie? Bo żeby mieć pełen obraz i znaleźć swoje wnioski trzeba poznać „obie strony medalu”.

              Nie przeczę, że to, co opisujesz ma swoją wartość, ale by zrozumieć psychologię dziecka trzeba zrozumieć psychologię człowieka ogólnie. Skąd bierze się moralność? Czy dzieciom trzeba ją tłumaczyć? Dlaczego niektóre dzieci słuchają, a inne nie? Itd.

              Polubienie

      4. Wiesz, że roczne, a nawet młodsze dziecko doskonale rozumie już mowę? A zwłaszcza słowa „nie wolno”? Po co więc ten klaps? Chyba, że mówimy i niemowlakach, półrocznych i młodszych. Jednak klapsowanie takich dzieci jest po prostu chore.
        Wypowiadasz się bardzo autorytarnie, ale to co promujesz jest po prostu szkodliwe.

        Polubienie

        1. Powtórzę – traktowanie dziecka jak dorosłego jest poważnym błędem i nieodpowiedzialnością rodziców. Czasem „nie wolno” wystarczy, ale czasem nie. Wszystko zależy też od postawy. Nie ma też czegoś takiego jak wychowywanie bez przemocy – każdy używa przemocy, na różne sposoby jako dorosły. Często nieświadomie. Czas więc skończyć z tą hipokryzją i robieniem z siebie „świętego” rodzica, które nigdy nie skrzywdziło dziecka. Niezatrzymywanie dziecka, gdy robi coś złego też może być krzywdzeniem.

          Polubienie

  9. Hej,
    Ja rowniez mieszkam bardzo daleko od rodzinnego domu, z kochana zona, kocham miejsce w ktorym mieszkam itd lecz jest jedno ale i to dosc istotne dla mnie. Rodzice chodz sa jeszcze w pelni sprawni juz zaczynaja naciskac ze w ogole nie przejmuje sie co z nimi bedzie, ze ucieklem itd. Ze zostawie ich na starosc. I musze przyznac ze rozumiem ich obawy i nie wiem co z tym „fantem” zrobic. Nie wiem gdzie lezy granica ze moja pomoc bedzie „na prawde” potrzebna. I nie wiem jak w jaki sposob bede mogl im pomoc. Czy zrezygnowac z dotychczasowego zycia i wrocic do Polski? Wbrew ich i mojej zony woli sciagnac ich za granice. Nie zrozum mnie zle, nie szukam usprawiedliwienia lecz chcialem poznac Twoj punkt widzenia bo tak malo na ten temat informacji mozna znalezc pomimo wielomilionowej rzeszy Polakow na emigracji. Przepraszam za bledy, brak polskich znakow – pisze w pospiechu z tabletu 😉

    Pozdrawiam

    Polubienie

    1. Wiem doskonale, o co Ci chodzi. Moje zdanie na ten temat jest takie: gdy byłeś mały, to Ty byłeś zależny od rodziców – chodziłeś tam gdzie oni, czy oni chodzili za Tobą? 🙂
      Gdy będą starsi, to oni będą zależni od Ciebie, sytuacja się odwraca – kto powinien za kim pójść?

      Myślę, że odpowiedź znajdziesz sam. Takie słowa ze strony rodziców świadczą też o nadużyciu i emocjonalnej manipulacji („jesteś niedobry, zostawiasz nas”). Może być nieświadoma, ale jest manipulacją – i działa, bo czujesz się źle, a nawet rozważasz działania pod tego wpływem. Jeśli temu ulegniesz popełnisz 2 poważne błędy – unieszczęśliwisz siebie i, paradoksalnie, zabierzesz szansę rodzicom na poradzenie sobie z tym problemem. Jeśli zachowują się w ten sposób, oznacza to, że coś nie gra w ich życiu. Ludzie zajęci swoim życiem i szczęśliwi nie domagają się od innych, by się nimi zajmowali. Nawet starsi.

      Na Twoim miejscu porozmawiałabym szczerze z rodziną i określiła, czego wymagam – szacunku dla moich decyzji i samodzielności, oraz gotowości do przeniesienia się w dane miejsce, jeśli będzie tak potrzeba. Pomarudzą, poobrażają się, ale za jakiś czas będą musieli zmienić podejście i przy okazji rozwinąć osobowość. A Ty będziesz miał święty spokój 🙂

      Polubienie

  10. Bardzo ciekawy punkt widzenia, lecz moim zdaniem warto by było abyś się konkretniej ustosunkowała do tego czym dla Ciebie jest dyscyplina. Psycholog Robert Rutkowski wypowiedział się na temat tzw klapsów, które rodzice dają dzieciom w ramach kary i o tym jakie to dla nich traumatyczne przeżycie, ponieważ od urodzenia rodzice to istoty od których jesteśmy całkowicie zależni i którym całkowicie ufamy. Dla dziecka rodzic to Bóg i jak takiego dziecko ma się czuć kiedy ten Bóg stosuje przemoc w jakiejkolwiek postaci?! Moim zdaniem da się dobrze wychować dziecko bez takiej dyscypliny, ale jedyne co jest do tego potrzebne to CIERPILWOSĆ I CZAS, o które w naszej dzisiejszej cywilizacji bardzo trudno. Bo rodzice zapracowani, zabiegani a dziecko na tym najbardziej cierpi. Dlaczego tak mało osób dzisiaj pamięta o tym jak ważna jest rozmowa w rodzinie. Moim zdaniem żadne klapsy ani kary nigdy nie zastąpią szczerej rozmowy, która mogłaby rozwiać większość problemów każdej rodziny. Ja sama nie mam dzieci, ale za to mam o 15lat młodszego brata i z przykrością patrzę jak zawsze słucha się mnie a prawie nigdy swoich rodziców, z tą różnica, że kiedy ja się nim opiekuje spokojnie odpowiadam mu na każde pytanie i jasno wyjaśniam dlaczego coś robi się w dany sposób. Ciewaka jestem jak będę mogła się odnieść do Twoich przemyśleń kiedy sama zostanę rodzicem, a również jak ty sama odniesiesz się do nich jeżeli kiedykolwiek zaszłyby tak wielkie zmiany w Twoim życiu.
    Pozdrawiam

    Polubienie

    1. Największy błąd jaki popełniają dziś nawini młodzi rodzice to traktowanie malutkiego dziecka, jak rozumnej istoty. Ono taką nie jest i rozumu i kultury uczy się od nich. Niestety do pewnego wieku nie ma innej metody, niż fizyczna kara. Oczywiście można dać klapsa tak, że tylko leciutko poczuje, a można dać i tak, że zrobi się krzywdę – i jasne jest, że nie o to chodzi. Małe dziecko funkcjonuje jak zwierzę, dopóki nie nauczy się komunikować za pomocą mowy można się z nim komunikować tylko za pomocą działania.

      Oczywiście to nie oznacza, że zachęcam do bicia dzieci, po prostu w pewnych sytuacjach klaps czy inna forma pokazania autorytetu są potrzebne. Inaczej dzieci wyrastają na „narcyzów” i mamy na to potwierdzenie w psychologii i również naocznie – o czym pisałam.

      To jest dokładnie ten sam błąd, jaki popełnia się, gdy się chroni dziecko za wszelką cenę od negatywnych doświadczeń – zabierając mu tym samym szansę na rozwój. Zabierając mu autorytet – siebie w postaci rodzica, którzy nie tylko kocha i opiekuje się, ale także wyznacza granice tolerancji dla zachowań dziecka – zabieramy mu również szansę na rozwój.

      To taki trochę paradoks, ale tak niestety jest.

      Podam Ci ciekawy przykład – kiedyś byłam u młodej mamy, która prosiła o poradę architektoniczną. Jej starszy syn, na oko 4 latka, i młodszy, na oko 2 biegali po pokoju, strasznie przeszkadzając. Matka na to nic. Zero reakcji, nawet jak wpadali na nią i na mnie podczas zabawy. Odepchnęłam jednego dość zdecydowanie i spojrzałam na niego w sposób, który ukazywał złość – dziecko momentalnie zdębiało i chwilę było spokojne, obserwując moje reakcje. Czasem to wystarczy. Niestety po chwili ten malutki braciszek zaczął biegać z długopisem za starszym i dosłownie dźgać go po przedramieniu, do krwi! Starszy zaczął krzyczeć i płakać, ale matka nie robiła absolutnie nic, poza „tłumaczeniem” 2 latkowi, który nic nie rozumie i ewidentnie w ogóle nie szanował matki.

      Dla mnie sytuacja nie do pomyślenia, takie zachowanie dziecka – ranienie innych (dziecko nie rozumie, że robi krzywdę) wymaga w niektórych sytuacjach niestety fizycznego wytłumaczenia – nieważne czy ze strony rodzica, czy np. tego brata (fakt, że starszy brat nie potrafił się bronić też wiele mówi).

      Dzieci uczą się moralności w jeden prosty sposób – „nie robię innym tego, co mi nie miłe”. Dlatego muszą niestety dostać czasem „po łapach”, żeby samemu odczuć, co oznacza krzywdzenie innych. Taka rola rodzica, czy nam się to podoba czy nie, by nie tylko kochać i głaskać, ale również wyznaczyć granice tolerancji. Wbrew pozorom – dzieci tego bardzo potrzebują.

      Polubienie

      1. Piszesz „małe dziecko funkcjonuje jak zwierzę” i to uzasadnia stosowanie wg. Ciebie klapsow. Dzieci nie mam, ale zawodowo zajmuję się psami – dawanie psu klapsa z jakiegokolwiek powodu nigdy nie spowoduje niczego dobrego. Właśnie taka postawa ludzi powoduje, że mamy agresję wśród psów i problemy z tego wynikające. Sądzę też, że dziecko, które dostaje klapsa od rodziców wyrośnie na dorosłego, który będzie krzywdził ludzi lub zwierzęta. Jest bardzo dużo między „bezstresowym wychowaniem” a klapsami czy karą, która w przypadku np. Psów jest absolutnie nieskuteczna, sądzę że dokladnie tak samo działa to u dzieci. Kara uczy unikania kary, więc to jest leczenie skutków, a nie przyczyny.

        Polubienie

        1. Myślę, że znów problem polega na rozumieniu słowa klaps. Klaps to nie jest, za przeproszeniem „obicie komuś ryja”. Klaps to jest nieszkodliwe pacnięcie dziecka, nie powodujące bólu. Czym innym jest klaps a czym innym „spranie” dziecka na kwaśne jabłko jak to się niegdyś mawiało. Zauważ, że sama drażliwość tego tematu u tylu osób najlepiej pokazuje, że rodzice dziś nie potrafią sobie poradzić nawet z własnymi negatywnymi emocjami, więc jak niby mają tego nauczyć swoje pociechy?

          Co do psów – był kiedyś taki słynny gość, nazywał się Cesar Milan bodajże, na pewno kojarzysz. To, o czym jak mówię w przypadku dzieci to jest mniej więcej to, co on robi w przypadku psów – oczywiście psy są dużo „głupsze” emocjonalnie niż dzieci, więc wymagają silniejszej postawy. Ale zasada jest ta sama – gdy dziecko zaczyna emocjonalnie „wariować” trzeba go w jakiś sposób z tego ocknąć i niestety czasami konieczna jest ingerencja fizyczna. To nie oznacza, że dziecko musi cierpieć i czuć ból.

          Polubienie

          1. Akurat Cesar Milan to genialny przykład jak nie zajmować się psem. Jest on twórca teorii dominacji (z której sam się po latach wycofał) bo narobiła ogromnych szkód w socjalizacji psów. To było świetne medialnie i dobrze się prezentowało w telewizji, ale właśnie psy u których stosowano np. Jego metody trafiają do mnie na terapię albo są oddawane do schroniska bo właściciele sobie nie radzą.

            Polubienie

            1. Zgadzam się, zresztą jego programy były robione pod publikę, nie miały większej wartości. Mimo to wiele rzeczy, o których mówił mają odbicie w psychologii ludzkiej. I warto na to zwrócić uwagę.

              Polubienie

        2. Wychowałam 7 dzieci. Każde miało inny charakter ale każde w dzieciństwie dostało conajmniej jednego klapsa. Najmłodzy syn w wieku około 2-3 lat, mający silną osobowość, miał w zwyczaju na jakikolwiek zakaz lub próbując coś wymusić na nas, piszczeć. Nabierał powietrza w płuca i prezentował pisk, który dosłownie doprowadzał nas do szaleńtwa. Po którymś razie po prostu mieliśmy dość i niestety na jego pupę spadł pierwszy klaps. Natychmiast umilkł, odwrócił się zaskoczony. Powiedzieliśmy mu że jak nadal będzie piszczał do dostanie „mrówkę”.
          Od tego czasu jak tylko nabierał powietrza przed piskiem, wystarczyło powiedzieć ” chcesz mrówkę” i był spokój. To był jego pierwszy i ostatni klaps w życiu. Obecnie ma 22 lata, jest mądrym majacym poczucie własnej wartości młodym męzczyzną. Nieraz przypominamy mu to zdarzenie, jakoś traumy żadnej nie ma ani żalu o to. Z pozostałymi dziećmi było podobnie. Nie chodzi o to aby maltretować dzieci tylko pokazać jasne granice, których nie mogą przekraczać. Wtedy dziecko czuje się bezpiecznie i rozwija się prawidłowo.

          Polubienie

          1. Otóż to właśnie! Niemal identyczny przykład z rodziny moich znajomych. Młody prowokował swojego ojca, więc skoro nie wystarczyło wytłumaczenie i przedstawienie konsekwencji, to znajomy musiał pokazać, że potrafi wyegzekwować owe konsekwencje, o których mówił i chłopak dostał klapsa. Od tamtego czasu wystarczy mu wytłumaczyć, bo już wie, kiedy zbliża się do granicy. Ale mamie na glowę wchodzi cały czas, gdyż ona ogranicza się jedynie do mówienia, więc zderzenie się z żadną granicą młodemu nie grozi. A ich córce wystarczy tylko wytłumaczyć, nie ma ona ciągot do szukania granic.

            Polubienie

            1. Dzieci nie bez powodu prowokują i to samo zachowanie obserwuje się właśnie u tej „rozwydrzonej młodzieży”, o której pisałam w artykule. To może być trudne do zrozumienia, ale ludzie mają naturalną potrzebę autorytetu oraz… problemów. Dzieci naruszając granice dosłownie wołają „pokaż mi, jak żyć, bądź moim przewodnikiem”. A młodzież, która nigdy nie miała do czynienia z poważnymi trudami w życiu i problemami szuka sobie na siłę tych problemów i wyzwań, nierzadko pakując się w rzeczy, które ich przerastają.

              Polubienie

              1. Tak, rodzice są naturalnymi przewodnikami dla własnych dzieci. To przewodnictwo znakomicie ułatwia dzieciom start w życie. Jeżeli nikt dziecku nie odpowie na pytania, które się w nim pojawiają, to będzie musiało ono samo sobie stworzyć świat.
                Dzieciaki, za które rodzice wszystko robili, przywykli do takiego schematu działania – są nieodpowiedzialne, bo nikt ich nigdy odpowiedzialności nie nauczył. Nikt nie pokazał, że każdy wybór ma swoje konsekwencje. No i zderzenie z rzeczywistością bywa dla nich bolesne…
                Takie dzieciaki najczęściej uczą się wtedy tak manipulować innymi, żeby byli dla nich, jak rodzice-służący, albo obwiniają cały świat za swoje porażki, bo przecież im się należy, a ten głupi świat nie chce im tego dać. Nieliczni tylko zauważają, iż coś jest nie tak i na poważnie biorą się za siebie. Ci mają trudną drogę, bo zabrakło przewodnika, kiedy najbardziej go potrzebowali.

                Polubienie

      2. „Niestety do pewnego wieku nie ma innej metody, niż fizyczna kara” ? serio?
        bardzo lubię czytać to co piszesz, ale w dzisiaj trochę się zawiodłam Z reguły mam podobny punkt widzenia, a w tym przypadku widzę że uważasz tak jak ja kiedyś „przed dziećmi” Trochę widać że nie masz dzieci i ze mało na temat wychowania czytałaś i ze Twoja wiedza ogranicza się do suchych faktów i „super niani” z tv ( lub innych tego typu „rewelacyjnych” programów)
        Myślę , że mieszasz „bezstresowe wychowanie” , ” bezwarunkową miłość” , koniefczność „dyscypliny”, (wrrr jakbym czytała o wojsku), wy,muszanie autorytetu przemocą
        Twój przykład jest tez straszny…. Dzieci uczą się przez obserwację Jesli dorosły może mnie popchnąć i patrzec na mnie „złym wzrokiem” tylko dlatego że jest silniejszy tzn ze ja jak jestem od kogoś silniejszy to tez mogę i jak będę starszy to będę jeszcze silniejszy i będę mógł stosować swoja siłę częściej A to że mama sobie nie radziła nie znaczy od razy ze musi bić swoje dzieci Wyciągasz jedną trudna sytuację i dajesz jako przykład
        dzieci to nie są małe bezrozumne istoty
        Polecam ci serię filmów :”The baby human”
        oraz parę książek : „Dialog zamiast kar” Żuczkowska, „Wychowywanie bez nagród i kar” Kohn, ksiązki Jespera Juul’a, ‚W głębi kontinuum” Liedlof, „W świecie porozumienia bez przemocy” Rossenberg, „Rodzicielstwo przez zabawę” Cohen, „Dziecko z bliska” A.Stein
        Może cię zainteresują Myślę, że są warte przeczytania 🙂

        Polubienie

        1. Nie oglądam żadnych super niani, ani nie czytam książek innych niż psychologiczne. Doskonale Cię rozumiem. Niestety takie podejście jest błędne, bo w naturze zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał nas zranić, czy zaatakować. Czego uczy się od Ciebie dziecko, gdy nie reagujesz? Gdy pozwalasz, by Tobą pomiatano? Ano bezradności. I taka jest młodzież wychowana bezstresowo. To są tego objawy. Dlatego to są „rozwydrzone dzieci” jak opisałam, które dosłownie proszą o problemy (taka jest natura człowieka).

          Można wytłumaczyć dziecku, że przemoc z jego strony jest błędem, ale jednocześnie też, że jeśli ktoś je zaatakuje to powinno się bronić, a nie biec „po mamę”. A takie jest dzisiejsze młode pokolenie.

          Po raz kolejny odniosę się też do tej radykalizacji – radykalizacja zawsze jest problemem. Bicie dziecka powoduje urazy, ale całkowita bierność także! I jedno i drugie jest pójściem na łatwiznę, pozbyciem się odpowiedzialności. Znalezienie środka i sposobu na dziecko – to jest sztuka. Bo wymaga od nas właśnie zachowania się jak rodzic – jak autorytet.

          Nie mam dzieci, ale dużo z nimi przebywam i moje obserwacje są takie – dzieci mnie niesamowicie szanują i lubią. Właśnie za taką postawę. Potrafią zachowywać się zupełnie inaczej w mojej obecności i zmienić się o 180 stopni gdy pojawiają się ich nadopiekuńczy rodzice. Nasza postawa – nasz język ciała jest naprawdę potężny, szczególnie w przypadku dzieci, które po prostu nie rozumieją wielu rzeczy. Danie klapsa czy pacnięcie dziecka nie powoduje u niego bólu – tylko ocknięcie się z emocjonalnego chaosu. Pozwala mu kontrolować emocje. Uczy odpowiedzialności za nie. Bezstresowe wychowanie uczy tego co obserwujemy obecnie u młodzieży – że zawsze i wszędzie ich emocje są najważniejsze i inni mają się starać je rozumieć i sprawić, że poczują się lepiej. Dlatego np. młodzież dziś wymaga od swoich profesorów na uczelniach, by nie podejmowali drażliwych dla nich tematów. Wg mnie to upadek społeczeństwa.

          Polubienie

  11. Nie odnoszę się do treści wpisu, bo generalnie jest tak, jak piszesz. Chcę wspomnieć tylko o jednym z użytych słów.
    Ludzie nadużywają słowa „miłość”. Piszesz o różnych relacjach, w których może i jest trochę lub nawet więcej miłości w niektórych przypadkach, ale jeśli trzeba używać przymiotnika, to ten przymiotnik wypacza sens słowa „miłość”. Dokładnie na takiej samej zasadzie, jak „sprawiedliwość społeczna” jest czymś innym, niż „sprawiedliwość”, a „krzesło elektryczne” nie jest tym samym co „krzesło”.
    Istnieje tylko miłość bezwarunkowa, lecz nie jest ona bezkrytyczna, ale równocześnie jest akceptująca i nie wiąże się z uzależnieniem od innych, ale z wolnością. Zazwyczaj nawet nie jest konkretnie ukierunkowana – rozprzestrzenia się we wszystkich kierunkach. Wystarczy pozwolić jej płynąć. Ciężko ją zdefiniować, łatwiej poczuć.

    Polubienie

    1. „Istnieje tylko miłość bezwarunkowa, lecz nie jest ona bezkrytyczna, ale równocześnie jest akceptująca i nie wiąże się z uzależnieniem od innych, ale z wolnością.” – wtedy jest WARUNKOWA. Sam podajesz te warunki 🙂

      Polubienie

      1. Od strony językowej może i są to warunki (zresztą sam dodałem przymiotnik 🙂 ), ale tym zdaniem próbowałem nieudolnie pokazać trudność zdefiniowania pojęcia „miłość”. Lepiej nie potrafię i pewnie nie należało się za to zabierać, jak pokazuje przykład św. Pawła z jego listu do Koryntian:
        http://www.nonpossumus.pl/ps/1_Kor/13.php

        Polubienie

        1. Tak, ten słynny list. Tylko, że miłość nie jest istotą, która ma emocje. Miłość jest stanem psychicznym 🙂 Nawet nie emocją, stanem. I jak każdy stan – może być szkodliwa. Lampka wina i stan błogiego relaksu będzie dla nas zdrowotne i przedłuży nam życie, 2 butelki wina spowodują upojenie i skrócą nam życie. Tak samo z miłością.

          Polubienie

          1. Miłość nie jest istotą, nie jest emocją, nie jest stanem psychicznym, chociaż może być źródłem różnych stanów psychicznych i emocji. W zasadzie, tak czysto fizycznie, miłość to jest energia, która przepływa przez wszystko. I każdy tą energię modyfikuje. Czysta miłość przepływa bez żadnych modyfikacji, ale to tak, jak z każdym ideałem, w przyrodzie praktycznie nie występuje. No i również dlatego, każdy ma inne doświadczenia w tym temacie. Ciężki temat 🙂

            Polubienie

              1. Ela, gdybyś znała podstawy psychologii, wiedziałabyś, że nikt nie patrzy na nic umysłem. To jest ułuda. Nikt nie kieruje się w życiu rozumem. Polecam Ci artykuł: https://zyciepodpalmami.pl/2016/02/24/emocje-intuicja-instynkt-rozum/
                Absolutnie każdy patrzy na rzeczywistość poprzez filtr swoich emocji oraz doświadczeń. Rozum jest tradycją kulturalną, którą człowiek bierze pod uwagę, ale ostatecznie i tak we wszystkim kierują emocje. U jednych – bez kontroli, u innych – z większą. Nigdy absolutną.

                I właśnie dlatego mamy tak duże rozbieżności w postrzeganiu rzeczywistości, nawet u osób bardzo, bardzo „uczonych”. Bo każdy patrzy przez pryzmat swoich emocji i swoich doświadczeń. To, co ludzie opisują jako „patrzenie sercem” jest po prostu ułudą, którą tworzą im emocje. Każdy uważa, że jego emocje są najważniejsze i że to on widzi „najdokładniej”. A prawda jest taka. że każdy widzi po swojemu. Niektórzy przez mgłę emocji, nie potrafiąc ich zrozumieć – inni trochę dokładniej, bo zrozumieli ten schemat.

                I dopóki sobie tego nie uświadomisz, będzie popełniać czołowy błąd gatunku ludzkiego – myśleć, że to Ty widzisz dobrze. I że wszyscy powinni widzieć tak jak Ty.

                Polubienie

      2. To nie są warunki miłości bezwarunkowej tylko jej cechy.Przez warunki w miłości rozumie się spełnianie czyichś oczekiwań w zamian za miłość. Miłości się nie stawia warunków , kocha się pomimo. Można nawet porzucić kogoś nie zgadzajac sie na jego zachowanie pomimo to nadal go kochać .To jest włąsnie miłość bezwarunkowa i bardzo współczuję ci, że nie umiesz tego poczuć ponieważ pełnia człowieczenstwa składa się zarówno z rozumu jak i uczuć

        Polubienie

        1. Może gdybyś poznała trochę psychologię ludzką wiedziałabyś że coś takiego jak rozum nie istnieje. Jest wymysłem. Tak samo jak miłość bezwarunkowa 🙂 Ja osobiście współczuję ludziom, którzy w nią wierzą, bo żyją w ułudzie, która „rozwala” im życie. Nie bez powodu właśnie tacy wierzący mają poważne problemy w relacjach z innymi. Asertywność jest bardzo ważną cechą. Stawanie miłości na piedestale jest po prostu naiwne.

          Polubienie

              1. dla większości ludzi miłość to uczucie ,idąc jednak zgodnie z twoją logiką to nadal porównywanie sposobu zachowania(asertywności) ze „STANEM PSYCHICZNYM” (miłością) jest bez sensu.

                Polubienie

                1. Zastanów się – gdyby miłość była uczuciem, to by mijała, tak jak uczucia/emocje. Miłość jest stanem, nie emocją. Nie mija sobie nagle, jak emocje. Emocje są związane z miłością, ale miłość sama w sobie to coś dużo bardziej skomplikowanego i zaawansowanego. Emocjami/uczuciami są: radość, smutek, złość, etc. Miłość, przyjaźń, itd – to nie emocje tylko stany.

                  Nigdzie nie porównywałam asertywności z miłością tylko zaznaczyłam rolę asertywności w relacjach – jest wg mnie jedną z najważniejszych i najpotrzebniejszych cech.

                  Polubienie

                    1. Asertywność jest formą obrony naszych wartości i naszej osobowości. Bez asertywności jesteśmy nikim, można nami pomiatać jak marionetkami – manipulować, oszukiwać, itd. Asertywność stawia granice – a więc „wymaga” czegoś – w każdej relacji z innymi. Asertywność rodzi szacunek – a szacunek jest niezbędny w „zdrowej” miłości. Brak szacunku = brak asertywności, a tym samym brak prawdziwej miłości (a nie opartej na uzależnieniu od innych). To co Ty opisujesz jako miłość bezwarunkową to po prostu forma uzależnienia od innych, nie prawdziwa miłość.

                      Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s