Amerykański Sen… o co w nim tak naprawdę chodzi?

Ostatnio zauważyłam, że ludzie błędnie rozumieją pojęcie Amerykańskiego Snu. Większość sądzi, że ta fraza oznacza wielką karierę i pieniądze, słynne „od pucybuta do milionera”. Znaczenie Amerykańskiego Snu jest jednak nieco inne…

Gdy rodzisz się w Europie musisz iść do szkoły. Możesz – na studia. Możesz zdać egzaminy i zostać lekarzem, pianistą, instruktorem tańca, architektem, albo nawet filozofem… Niezależnie jednak od tego, co wybierzesz – wybór jest pozorny. Ostatecznie kończysz jako więzień systemu

Gdy rodzisz się na Bliskim Wschodzie – Twoja rola w społeczeństwie i religia jest już zaplanowana. O Twoim stylu życia i wierzeniach decyduje Allah

Gdy rodzisz się w Indiach – całe Twoje życie jest już zaplanowane. Jeśli pochodzisz z rodziny żebraków – możesz być tylko żebrakiem. Jeśli z rodziny prawników – prawnikiem. System kastowy i panująca religia nie pozwala Ci na nic innego…

Gdy rodzisz się w Ameryce…

… możesz być tym, kim chcesz. Sam decydujesz o swoim losie. Sam odpowiadasz za swoje błędy. Sam stawiasz każdy krok. Na tym polega Amerykański Sen. To nie kariera i pieniądze. To możliwości

Ameryka to kraj (jeszcze) wolny od ideologii. Możesz wierzyć w to, co chcesz. Możesz mówić to, co chcesz. Możesz nawet założyć własny kościół, obrażać prezydenta, spalić amerykańską flagę… To nie tylko ekonomiczny wolny rynek – to przede wszystkim wolny rynek pomysłów na życie. Miejsce, gdzie te dobre bronią się same… Nie potrzebują dotacji. Nie potrzebują akceptacji. Nie potrzebują żadnej zgody

Kiedyś po internecie krążyła historia pewnego taksówkarza z Las Vegas, który przebierał się za Elvisa, dzięki czemu przyciągał więcej klientów. Szybko postawiono mu zarzut nieautoryzowanego wykorzystywania wizerunku artysty i chciano oskarżyć, ale pan „Elvis” błyskawicznie… założył kościół wyznawców Elvisa i mianował się w nim księdzem

Jako ksiądz „zobowiązany” był do noszenia odpowiedniego kostiumu. Oskarżyciele mogli już tylko rozłożyć ręce – w Ameryce panuje pełna wolność wyznania i nikt ie może zabronić panu taksówkarzowi zostać księdzem w „kościele Elvisa”. Nie wiem, na ile ta historia jest prawdziwa, ale jeśli się wydarzyła – to mogła wydarzyć się tylko w USA…

W Amerykańskim Śnie chodzi o to, że ja mogę uznać architekturę za najlepszy zawód świata, a Ty za takowy możesz uznać zawód taksówkarza. I oboje możemy mieć gdzieś zdanie drugiej osoby. Amerykański Sen to możliwości, by „robić swoje” i nie zwracać uwagi na opinie innych. To wolność od opresji i agresji otoczenia. Wolność od ideologii. 

Nie każdy chce tylko kariery i pieniędzy

Właściwie tylko naprawdę naiwni ludzie sądzą, że to droga do szczęścia. Nie ważne jest to jak jesteś bogaty – ważne jest to, ile potrzebujesz. I czego tak naprawdę potrzebujesz – „Nie jest biedny ten, kto mało posiada tylko ten, kto dużo potrzebuje”…

Andrew, którego poznałam w bajecznej miejscowości Hurricane w Utah od prawie 3 dekad pracuje jako… kelner. Czy człowiek po czterdziestce może czuć się spełniony w takiej roli?

Tak. Andrew nie potrzebuje niczego więcej. Pracuje w uroczej kawiarni z widokiem na kaniony w okolicy słynnego Zion Parku. Ma luźny grafik, a po pracy wskakuje na rower i pędzi zwiedzać nowe miejsca. W dni wolne zabiera rodzinę na spływy kajakiem lub na wycieczki. Jest szczęśliwy, że może tak żyć. Nie zamieniłby tego na nic innego…

Andrew jest najlepszym przykładem Amerykańskiego Snu, jaki kiedykolwiek widziałam. I najlepszym dowodem na to, jak „ciasne” są nasze przyzwyczajenia i przekonania. Gdy go zobaczyłam, niemalże mu współczułam„Taki dojrzały człowiek i w takiej kiepskiej pracy… Pewnie nie może biedny znaleźć nic innego”.

Gdy jednak poznałam jego historię moje współczucie zamieniło się w pozytywną i motywującą zazdrość. W USA poznałam jeszcze wiele podobnych „przypadków” ale to właśnie Andrew najbardziej zapadł mi w pamięć. Wydawał się być najszczęśliwszym człowiekiem na świecie… Bo był wolny. Robił to, co chciał robić. Nie potrzebował fortuny, ani wielkiego domu. Potrzebował tylko swojej rodziny, świeżego powietrza, widoków i przestrzeni. To mu całkowicie wystarczało.

Co Cię ogranicza?

Mój znajomy często powtarza: „Każdy ma prawo spier… sobie życie na swój własny, wybrany przez siebie sposób”. Ostatecznie bowiem, niezależnie od systemu, ideologii, czy naszych własnych wierzeń i przekonań – każdą decyzję w życiu podejmujemy sami. I sami płacimy jej konsekwencje. Sami jesteśmy odpowiedzialni za nasze działania.

Zwierzchnictwo i odpowiedzialność społeczeństwa, czyli państwa jest tylko ułudą. Zabiera nam naszą wolność nie oferując nic w zamian. Ale zabiera ją tylko i wyłącznie dlatego, że na to pozwalamy.

Każde społeczeństwo, które ogranicza wolność jednostki ostatecznie upada. I jednocześnie każde społeczeństwo, które daje tą wolność jednostce – rośnie w siłę. Bo ludzie mają naturalną zdolność do organizowania się w grupy i pomagania sobie nawzajem. I ma to sens tylko wtedy gdy jest dobrowolne.

Liczy się tylko to, czy i jakie mamy możliwości – oraz czy z nich skorzystamy. Amerykański Sen to wolność, która daje nieskończone możliwości, ale również wymaga pełnej odpowiedzialności za decyzje. To po prostu życie, o którym decydujesz Ty sam, a nie społeczeństwo, system, czy religia.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

12 thoughts on “Amerykański Sen… o co w nim tak naprawdę chodzi?”

  1. taka anegdotka mi sie przypomniala apropos artykulu, mam nadzieje ze jej nie znacie…

    Pewien amerykański biznesmen wybrał się do Meksyku. Będąc w wiosce na wybrzeżu, w małym porcie spotkał rybaka, który wrócił z ładunkiem bardzo dobrej jakości tuńczyka. Amerykanin zagadnął go:
    – Ile trwały twoje dzisiejsze połowy?
    – Och, niezbyt długo.

    – A co robisz z resztą czasu?
    – Śpię do późna, spędzam czas z moją żoną i dziećmi, chodzę na spacery, sączę wino i gram na gitarze z moimi amigos. Jestem bardzo zajętym człowiekiem, senor.
    – Słuchaj, jestem doświadczonym człowiekiem biznesu i radzę ci, żebyś zaczął łowić więcej ryb.
    – Po co mi więcej ryb?
    – Po to, żebyś zarabiał więcej pieniędzy.
    – A po co mi pieniądze, senor?
    – Żebyś mógł kupić większą łódź i łowić jeszcze więcej ryb. A z zysków mógłbyś kupić więcej łodzi i zatrudniać rybaków. Dzięki temu mógłbyś otworzyć przetwórnię ryb, kontrolując zarówno surowiec, jak i produkt, a potem przenieść się do Mexico City, a może nawet do Nowego Jorku. Byłbyś człowiekiem sukcesu!
    – Ile czasu by mi to zajęło?
    – Jakieś 10-15 lat.
    – Acha. To dość długo.
    – Posłuchaj, wtedy przychodzi najpiękniejszy moment. Sprzedajesz dobrze prosperującą firmę i zarabiasz miliony, miliony dolarów!
    – Miliony? A po co?
    – Po to, żebyś mógł się wyprowadzić do nadmorskiej wioski, by spać do późna, spokojnie spędzać czas ze swoją żoną i dziećmi, chodzić na spacery, sączyć wino i grać na gitarze ze swoimi amigos….

    Polubienie

  2. Bardzo chciałabym wyjechać do Stanów, własnie dlatego, że ten kraj kojarzy mi się z nieograniczoną wolnością. Mam nadzieję, że uda mi się spełnić moj ,,american dream”

    Polubienie

  3. Zgadzam sie z tym, mieszkam w USA od 15 lat, wyjechalem zeby cos zmienic w swoim zyciu, a nie tylko po pieniadze i uwierzylem, ze moge robic co chce i byc kim chce. Jak to mowie znajomym z Polski, to odpowiadaja, ze mowie tak bo mam pieniadze hehe. Wlasnie ze ich nie mam i nie uganiam sie za nimi. Oni je maja, ale sa chyba wiezniami systemu.

    Polubienie

  4. Trochę się z tym nie zgadzam… Amerykanie również krytykują osoby które chcą zajmować się np. sztuką, muzyką.Wierzę w to, że amerykański kelner, sprzątaczka, ekspedient w sklepie mogą być szczęśliwi, po pierwsze nie są jak artyści dyskryminowani przez społeczeństwo (ponieważ są ludźmi pracy), po drugie zarabiają więcej niż przedstawiciele ich zawodów w Polsce. Na dużo więcej ich stać-,,mogą sobie kupić kajak”. Polską ekspedientkę ledwie stać na opłacenie rachunków. Amerykański sen według mnie polega na tym, że osoba z klasy średniej jak i bogacz może sobie kupić jacht, różnica będzie jedynie w jego wielkości. Amerykanie nie odczuwają aż tak przepaści między klasami społecznymi, ponieważ wszystkich stać prawie na to samo tylko wielkość tych rzeczy się różni. Po drugie w Stanach praktycznie nie ma bezrobocia, dlatego ludzie nie muszą się martwić o to, że stracą pracę, nawet jak ją stracą to bez problemu znajdą inną. Kolejnym elementem który wpływa na to, że lepiej się Amerykanom żyje są oni sami. Jest to naród bardzo uprzejmy, życzliwy, sympatyczny. Człowiek nie boi się pójść do lekarza,urzędu,sklepu, baru. Nie spotka się w żadnym z tych miejsc z chamstwem pracowników, gości, petentów, w przeciwieństwem do tego co się dzieje w Polsce. Amerykański sen to sami ludzie. 🙂 Oczywiście to moja skromna opinia. 🙂

    Polubienie

    1. Ano magia kapitalizmu 🙂 Tego „wstrętnego”, „chciwego” kapitalizmu jak to „biedni mentalnie” mówią. Ja mam dokładnie te same obserwacje co Ty – Amerykanie owszem bywają bardzo głupi, ale zawsze są uprzejmi i życzliwi. Muszą tacy być. W kapitalizmie nie ma miejsca na chamstwo.

      Polubienie

    2. Artyści są dyskryminowaniw USA? W jaki sposób, skąd takie informacje. Przecież celebrytów czci się tam, jak nigdzie indziej.

      Oficjalnie bezrobocie rzeczywiście niskie, a mimo to jakoś w San Franciso, czy Nowym Jorku nie mogą uporać sięz bezdomnością.

      Co do wolności – absolutna prawda i to się czuje. Wolny wybór, nikt Ci nie staje na drodze, możesz pracować w przeciętnych zawodach (mało interesujacych przynajmniej dla mnie), w gastronomii, w hotelach i jeździć po kontynencie, zwiedzać parki narodowe, metropolie. Możesz bez problemu założyć firmę. Nikt Cię nie ogranicza. Zresztą wszystko tam dzieje się szybciej, jest łatwiej po prostu w wielu kwestiach. Mnie natomiast martwii sprawa opieki medycznej.

      Zresztą ludzie są bardzo otwarci – sami zagadują na ulicy, w metrze, czy też komplementują, gdy zajdzie taka potrzeba.

      Ja bardzo chcę poznawać ten świat, ale nie być nim też ślepo zachłyśniętym. Nie jest to mekka, ale możliwości są ogromne i w ostatecznosci może się na nią przedłożyć.

      Ja siedząc w Warszawie czuję się przerażonym, zlęknionym i po pobycie w USA, czuję się niemal jak na prowincji. Trudno o kontakt z ludźmi, wszyscy pędzą, zrobić „karierę” jest trudno (i łatwo, jeżeli chce się wybić na głupocie). Czujesz się ograniczony na wielu poziomach. Oczywiście nie chcę generalizować, ale też nie zamierzam pełnej analizy tematu tutaj prowadzić.

      Natomiast właśnie, jeżeli chodzi o USA to interesuje mnie kariera w kierunkach artystycznych i moje zdziwienie jest tym większe, zważając na twój komentarz.

      Polubienie

      1. Ja słyszałam kiedyś taki komentarz dotyczący bezsensowności nauki gry na pewnym instrumencie, że przecież z tego pieniędzy nie będzie. Parę razy z czymś takim się spotkałam. Ale może to zależy od regionu. Możliwe, że to Ty masz racje. Amerykanom lekko się żyje ( beztrosko o ile są zdrowi) i faktycznie mają duże możliwości. Służba zdrowia to faktycznie problem, może nie sama służba ale firmy ubezpieczeniowe, bo opieka jest na bardzo wysokim poziomie.

        Polubienie

        1. Bo opieka zdrowotna została już dawno tam zcentralizowana i jest pod kontrolą rządu. Gdyby nie to, byłby raj jak kiedyś w latach 50tych. Lekarze nie musieli nawet mieć żadnych certyfikatów i był wolny rynek usług medycznych.

          Polubienie

            1. Właśnie bardzo dobrze!!! Był wolny rynek, prywatne firmy, certyfikaty każdy też mógł mieć. Nie było monopolu. Konkurencja usług = lepsze usługi. Przecież nawet dziś idziesz raczej do sprawdzonego lekarza. A zobacz co monopol państwowy robi z rynkiem opieki zdrowotnej – dziś mamy wielkie koncerny farmaceutyczne i tragiczne w skutkach „leczenie”.

              Polubienie

        2. Ale taki komentarz może wysnuć każdy, takze w Polsce. Jeżeli chce się robić karierę muzyka to rzeczywiście rzeczywiście może wydawać się to bez sensu, przebić się trudno, wkładasz multum pieniędzy w sprzęt i czasu w naukę. Jeżeli jednak masz talent, coś wyjątkowego do zaoferowania to sprawa też wygląda inaczej, ale tutaj już wkraczamy na inny temat.

          Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s