Dlaczego Polska jest biedna? O wyuczonej bezradności

Ostatnie doniesienia na temat ustawy GMO w Polsce przypomniały mi najważniejszy powód, dla którego opuściłam ten kraj. Wyuczona bezradność to bardzo popularny mechanizm psychologiczny, nie pozwalający nam się rozwijać. I niezależnie jak wielkie odnosisz sukcesy – jeśli mieszkasz w Polsce – pozostajesz pod jego wpływem.

By zilustrować ten mechanizm posłużę się najsłynniejszym chyba przykładem badania: 3 grupy psów umieszono w boksach. Z pierwszą grupą nie działo się nic, po prostu psy były „uwięzione” przez dłuższą chwilę.

Druga grupa miała pod sobą podłogę, która generowała „kopnięcia” prądem (tak, twórcy eksperymentu nie byli zbyt humanitarni) i dźwignię przed nosem, która ten prąd wyłączała. Psy szybko się o tym zorientowały i zaczęły jej używać.

Trzecia grupa była w tej samej sytuacji co druga, tyle że dźwignia po chwili przestawała działać, a kopnięcia prądem były nieregularne. Psy szybko zaprzestały prób z dźwignią i poddały się „kopniakom”.

W drugiej części eksperymentu psy zamknięto w innym boksie, tym razem już bez dźwigni, ale z 2 pomieszczeniami, oddzielonymi tylko niskim progiem. Pierwsze pomieszczenie generowało kopnięcia prądem w podłodze, drugie – nie.

Jak nie trudno się domyśleć – pierwsza i druga grupa psów szybko spróbowała przeskoczyć do drugiej części. Natomiast trzecia grupa stała nieruchomo. Nie podjęła żadnych prób eliminacji „kopnięć”. Była „osowiała”, całkowicie poddana, bezradna.

Właśnie ten eksperyment sprawił, że pojawiło się pojęcie „wyuczonej bezradności”. Polega na bardzo szybkim poddawaniu się i akceptowaniu rzeczywistości taką, jaka jest. Oznacza brak prób zmian.

„Nie da się”

Ostatnio ktoś gdzieś na Facebooku rzucił hasło „wszystkowdupizm” jako diagnozę stanu Polaków. Nie sposób się nie zgodzić. Polacy nie wierzą, że można coś zmienić. Cierpią na chroniczną wyuczoną bezradność. Jest ona wszędzie – w sklepach, na ulicach, w budynkach i w polityce.

„Nie da się” – jest mottem Polaków. Bo za trudno, bo dzieci, bo praca, bo to, bo tamto… Zawsze znajdą się zewnętrzne elementy, które są odpowiedzialne za biedę i nieszczęścia Polaków. Nigdy wewnętrzne.

Bo przecież jesteśmy mądrzy, inteligentni, honorowi, piękni… No po prostu „idealni”. To przez Niemcy, to przez wojnę, zabory, Europę… itd… To przez czynniki zewnętrzne sobie nie radzimy!

Ano nie. Polacy sobie nie radzą, bo jako naród się poddali. I nie będą sobie radzić, dopóki czegoś w sobie nie zmienią. Dopóki nie staną się społeczeństwem i nie zaczną działać wspólnie. Dopóki po prostu nie zaczną na nowo próbować zmienić swojej sytuacji.

„Nie ważne, czy jesteś silny…”

Jednym z moich ulubionych cytatów jest: „Nie ważne, czy jesteś silny. Ważne czy czujesz się silny”. W dzisiejszym świecie siła sama w sobie nie ma znaczenia. Znaczenie ma umysł. Psychologia. To jak podchodzisz do życia.

Zdolność dokonywania wolnych wyborów to nie jest coś, co tracimy. Mamy ją niezależnie od systemu czy sytuacji politycznej. Mamy ją, niezależnie od tego w jak bardzo socjalistycznym kraju żyjemy. Wolnego wyboru się nie traci – można tylko zapomnieć, że się go posiada.

I Polacy właśnie o nim zapomnieli. Zapomnieli, że to oni sami kreują swoje życie. Zapomnieli, że gdy mówią „Nie da się” – staje się to natychmiast ich rzeczywistością. Samospełniającą się przepowiednią. Staje się to Polską, w której „nie ma sensu próbować, bo i tak nic z tego nie wyjdzie”

Jedynym sposobem na tą wyuczoną bezradność jest mówić otwarcie: „Spróbuję. Sprawdzę sam, czy się da. Nikt nie będzie decydował za mnie, że się nie da”. Mówić to codziennie. Innym. Jak panaceum na narodowe, chroniczne choróbsko.

Albo będziesz dalej siedział bezradny, jak te psy w badaniu i pozwalał, by „kopano” Cię z każdej strony. Albo – tak jak ja – wyskoczysz z tego „boksu”. I sam kopniesz w dupę to, co Cię kontroluje…

 


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE”.

34 myśli w temacie “Dlaczego Polska jest biedna? O wyuczonej bezradności”

  1. autorka owszem uciekajac polepszyla byt, ale olala korzenie, rodzine, swoj kraj, srednio patriotyczne. Nawet jak wroci z kapusta, to sie skonczy i nie poradzi sobie w trudniejszej rzeczywistosci niz karaiby

    Polubienie

      1. Jedno życie. Człowiek nie jest drzewem, korzenie nie powinny nikomu przeszkadzać. Zupełnie rozumiem o czym piszesz, jak wyjechałem do Hiszpanii. Nie brakowało mi pieniędzy. Czułem się przytłoczony zawiścią, imposybilizmem (jak to partia rządząca za czasów bycia opozycją wymyśliła), podsrywaniem, takim jak w wypowiedzi powyżej patriotycznym podejściem do życia.

        Polubienie

  2. Dodam tylko, że kiedyś wpadł mi tekst o imigrantach w Holandii pracujących w szklarniach. Okazało się , że najwyzsze stawki za te sama prace otrzymują Azjaci, a najniższa Polacy. Badający odkryli, że przyczyną jest brak współpracy i zawiść między Polakami, którzy zamiast wspólnie jednoczyć siły wobec pracodawcy walczac o podwyzki i wspierać się wzajemnie jako nacja, kłócili się między sobą i wzajemnie się zwalczali.
    Od razu przypomniał mi się kawał o polskim piekle – dlaczego nikt nie pilnuje kotła w piekle z Polakami, bo nie trzeba, sami pilnują sie wzajemnie, jak tylko ktoś próbuje się z niego wydostac, reszta go łapie i ściąga z powrotem na dół. ..
    Z własnej perspektywy dodam tylko, że wg mnie duży udział miały w tym jednak czynniki zewnętrzne – zabory, wojny, komunizm, a potem dzika transformacja gospodarcza, która była przeprowadzona zbyt szybko i doprowadziła do załamania nie tylko gospodarki, ale poczucia bezpieczenstwa ludzi w obliczu bezrobocia (ja pamiętam jeszcze czasy jak połowa absolwentów z mojego rocznika była bez pracy, zero wsparcia ze strony panstwa a granice zamkniete, to dopiero było pieklo) i w efekcie zaufania spolecznego.
    Co do Europy – pewnie wykorzystuje przewagę kapitałowa, ale gdyby nie otworzyła swoich granic, to wolę nie myslec, co by się w naszym kraju dzialo.

    Polubienie

  3. Z tego co sam obserwuję, to Polska ma jednych z najlepszych na świecie inżynierów. Wystarczy spojrzeć na jakiekolwiek światowe konkursy dla studentów, czy to są zawody łodzi, pojazdów elektrycznych, konkurs łazików marsjańskich czy zawody w programowaniu – nasi rodacy zawsze są w czołówce. Problem jednak w tym że nie potrafimy wykorzystać potencjału i zdolni ludzie albo wyjeżdżają albo pracują w centrach rozwojowych takich firm jak google, nokia czy intel, które są obecne w naszym kraju. Polacy zarabiają tam 6 – 11 tys. zł i cieszą się że mają mnóstwo pieniędzy. Firmy te są często zlokalizowane jeszcze w specjalnych strefach ekonomicznych żeby płaciły mniejsze podatki. Państwo polskie ma więc mizerny zysk z czegoś takiego.
    Inny problem to taki że nasi rodacy nie potrafią się dogadać między sobą a jak się dogadają to często jedna strona ma poczucie krzywdy co negatywnie wpływa na przedsięwzięcie. Np. gdy rozmawia jakiś pomysłodawca z inwestorem to traktuje tego inwestora jak złodzieja, który tylko czyha żeby ukraść mu pomysł oraz myśli że pomysł jest warty 90 – 95% a pieniądze na realizację to znikomy wkład. Kolejny problem to cwaniactwo. Nie chcę wymieniać z nazwiska znanego startupowca, który obecnie przestawił się na publicystykę i który się wręcz chwali w wywiadach że pozyskał razem z kompanami środki na swój startup od firmy Prokom po to żeby je przejść bo i tak nikt nie wierzył w ten pomysł i nie zależało im na jego realizacji. Jeszcze na dodatek żali się że w polsce firmy niechcą wspierać jego pomysłów 🙂
    Do listy można by dopisać jeszcze obwinianie innych za swoje niepowodzenia. Ile to razy słyszałem wśród znajomych „że on chciał, ale …” tu wstawić można „rodziców, żonę, polityków”.

    Polubienie

  4. Prawda niestety. Wśród młodych jest chyba mocna poprawa, ale jednak większość dalej żyje życiem swoich „starych” (czyli powtarzają te same wzorce: praca-kariera, dom w kredycie itd…). Nie neguję tego, ale zwykle sobie myślę: życie jedno, świat teraz taki mały, tyle ciekawych miejsc, tyle nowych rzeczy do poznania/spróbowania – nie chciałbym umrzeć nie próbując przynajmniej części z nich, przyspawany do swojego grajdoła… Piszę te słowa, patrząc przez okno na słoneczne, ciepłe i pełne egzotycznych kwiatów otoczenie i cieszę się, że parę lat temu odważyłem się na zmiany. Szczerze wszystkim, którzy myślą o „poszukaniu lepszego/innego życia”, życzę ODWAGI w podjęciu tej decyzji. Jest baaaardzo wielu ludzi którzy to zrobili i są szczęśliwi (może nie udzielają się publicznie na blogach itd., ale są!) – Żeby nie było: mam rodzinę, dzieci, jestem przed 40. No excuses – DA SIĘ!!! Mogłem zrobić te wcześniej…ale…

    Polubienie

  5. Witaj Katarzyno / Kasiu (jak wolisz). Bardzo wiele zawdzięczam dzięki Twoim wpisom, podziwiam niestandardową interpretację rzeczywistości i dogłębną analizę problemów, ale ten wpis od początku mnie swędział i mimo że chciałem podrapać się to długo nie wiedziałem w którym miejscu 🙂

    Uważam że sam tytuł już nie jest precyzyjny; co to oznacza że” Polska jest biedna”? Co oznacza Polska; suma obywateli? Skarb Państwa? Samorządy? Jakie kryteria zastosowałaś przy klasyfikacji naszego/ kraju? Pojęcie „wyuczona bezradność” jest co najmniej krzywdzące w stosunku do Polaków, Polacy są jedną z najbardziej zaradnych nacji na Świecie; są wyjątki i to sporo, myślę że geny te pozostawił nam „homosovieticus”, mogę się mylić; w każdym bądź razie nie wiele tu zmienimy, najgorszym jest fakt że cechy te są dziedziczone.

    Mamy trzy cech których brak rzeczywiście sprawiłby że bylibyśmy zamożniejsi:
    1) brak umiejętności współpracy;
    2) brak elementu który jednoczyłby nas w czasach pokoju, innymi słowy brak poczucia patriotyzmu odpowiadającemu naszym czasom współczesnym (wszystkowdupizm);
    3) zawiść.

    Z perspektywy czasu uważam że to co stworzyli nasi dziadkowie i rodzice (jesteśmy +/_ z tego samego pokolenia) miło swoją wartość (niestety nie dowiemy się już jaką) i na pewno nie należało wszystkiego zniszczyć. Jako przykład podam PGR-y, które zostały zlikwidowane w pierwszej kolejności, a wystarczyło przekształcić je w spółki kapitałowe. Dzisiaj bylibyśmy potęgą rolniczą w EU.

    Również z perspektywy czasu uważam że naszym problemem jest członkostwo w UE. Te wspaniałe obiekty, przy których (chyba tylko u nas) stoją tablice o treści „współfinansowane ze środków UE” finansowane są również (chyab w 60%) przez samorządy, które pobrały kredyty w (sic!) zagranicznych bankach i nikt inny, tylko obywatele będą je spłacali w coraz to wyższych podatkach od nieruchomości.

    Stawiam hipotezę że nasza sytuacja polityczne nie jest przypadkowa a wybór który mamy co cztery lata jest dokładnie taki sam jak ten „płaci Pan(i) kartą czy gotówką?”

    Podsumowując: Kasiu, jaki jest/był cel Twojego artykułu? Przedstawiłaś problem (który ja widzę trochę inaczej), a nie zaprezentowałaś sposobu jego rozwiązania. Podobno w szanowanych korporacjach jeśli podwładny przychodzi do przełożonego z problemem, to powinien mieć przygotowane trzy konstruktywne rozwiązania tego problemu.

    Bardzo rzadko udzielam się w komentarzach; to jest chyba mój najdłuższy komentarz, w zasadzie mógłby być wpisem. Jestem pewien że nie potraktujesz tego jako „hejting”.

    P.S. kilka dni temu trafiła do mnie informacja że we Francji wystarczy przepracować 6 miesięcy i można kolejną część roku spędzić na fajnym zasiłku. Czy mogłabyś to potwierdzić? A jeśli tak to czy tam nie „hoduje” się „wyuczonej bezradności”. O UK z ich benefitami już nie pytam.
    Pozdrawiam serdecznie

    Polubienie

    1. Wszystkie powyższe wynikają z tej właśnie biedy, którą opisałeś – brak organizacji i współpracy. Niestety jedyna recepta na to to ruszyć dupę. Dlatego, m.in. zachęcam do emigracji. Raz że daje ludziom szansę na rozwój i ewentualny powrót do kraju z „zapleczem”, dwa – pozostawia w kraju same „nie da się”. Im mniej zaradnych ludzi w Polsce tym lepiej – bo ci niezaradni będą musieli w końcu „ruszyć tyłek”.

      Sam potwierdzasz znów tezę mojego artykułu, mówiąc, że winna jest Unia. Nie – Unia jest efektem. Przyczyną jest polski marazm, błędne koło braku wolności. Przyczyną jest to, że ludzie w Polsce myślą, że mają „fajny” kraj. Polska jest krajem ze zdewastowanym społeczeństwem. Które dopóki nie weźmie odpowiedzialności za swoje życie i swoją przyszłość – będzie żyło pod dyktando innych.

      I oto rozwiązanie. Niestety zajmie wiele pokoleń jeszcze, inaczej się nie da. Nie ma się co łudzić, że zmiany przyjdą od tak, bo „zaczniemy się uśmiechać” lub coś podobnego.

      Wiem, że to jest trudna do przełknięcia prawda. Ale problem można rozwiązać tylko wtedy, gdy przestaniemy „słodzić”. Polska to kraj głębokich społecznych problemów, których nie rozwiąże ani Unia, ani brak Unii, ani Kaczyński, ani Tusk, ani nikt inny, bo to fizycznie niemożliwe.

      Żaden dyrygent nie rozkręci orkiestry, jeśli orkiestra nie potrafi i przede wszystkim nie chce ze sobą współgrać.

      Polubienie

      1. Tym samym znajdujemy wspólną płaszczyznę porozumienia.

        „Niewolnicy zawsze i wszędzie pozostaną niewolnikami,
        daj im skrzydła u ramion
        a pójdą ulice zamiatać skrzydłami” (C.K. Norwid)

        Polubienie

      2. Duzo racji ale Polacy nie zyja w przekonaniu ze maja fajny kraj wrecz przeciwnie. Duzo narzekania ale nie robia nic aby bylo. Czytalam kiedys o sukcesie Joanny Kulig, ze zostala doceniona przez Julinne Moore, pod artykulam duzo komentarzy I w tym krytyka. Rece I nogi opadaja. Sami nie umiemy docenic to co mamy, nie potrafimy sie cieszyc z sukcesow innych. Czasem mam wrazenie ze obcokrajowcy bardziej nas doceniaja Polske niz my sami.

        Polubienie

  6. Skoro sie nie ‚nie da’ to czemu jednak dla Ciebie w Polsce sie ‚nie dalo’? W czym tak na prawde Karaiby sa takie lepsze od Polski ze tam sie da? Oprocz widokow i pogody mam na mysli. Jaki sukces tam odnioslas oprocz pisania bloga, ktorego pisac mogla bys i w Polsce tylko za pewnie mial by nieco inny mniej chodliwy tytul.

    Polubienie

  7. Dorzucę moje trzy grosze w temacie GMO. Problem z ustawą to nie jest problem świeży i przywołanie go w kontekście wyuczonej bezradności trochę mnie dziwi.

    To – możesz mi wierzyć, lub nie – całe lata „kopania się z koniem”. Z kolejnymi rządami, dziennikarzami, którzy nie puszczą pary w niewygodnych tematach, politykami, którzy przed wyborami są w stanie obiecać wszystko (zobacz fragment z dzisiejszego posiedzenia sejmowej komisji: https://www.youtube.com/watch?v=eeZu5kvonmM&feature=youtu.be) , a po wyborach dopada ich swoista amnezja. To są również całe lata organicznej pracy „u podstaw” nad budowaniem świadomości ekologicznej Polaków i poprawiania warunków działania dla małych, rodzinnych gospodarstw.

    Koalicja Polska Wolna od GMO i ICPPC (i wiele innych organizacji współpracujących) to nurty, które skupiają cały szereg ludzi, którzy wierzą, że w Polsce możliwe są zmiany na lepsze. Gdyby nie ci ludzie nie byłoby ostatnio szumu o ustawie o GMO. Nie byłoby takiej potrzeby, bo GMO mielibyśmy już dawno.

    Jeszcze nie mamy i nie zamierzamy składać broni. I tu potrzebny jest każdy – wszystkie ręce na pokład.

    Polubienie

  8. Katarzyno, wpisem tym wyssałaś ze mnie energię… mam nadzieję, że jest to ostatni tak „ujemny energetycznie” wpis. Pozdrawiam!

    Polubienie

  9. Zaczynam się zastanawiać… Czy naprawdę nikt już nie myśli, że w Polsce można odnieść jakikolwiek sukces? Tylko za granicą? Nie mam nic do ludzi, którzy chcą wyjechać, ale trudno jest znaleźć kogoś, kto wierzy, że warto tu zostać.

    Polubienie

      1. Autorko, mówisz o wyuczonej bezradności… A wyuczoną bezradność reprezentujesz! Nie mogę – jak można mówić o tym, że nie można odnieść sukcesu w Nazwa-kraju, bo będzie on skazany na porażkę, dopóki coś się nie zmieni. A co ma się zmienić? Co to za program w głowie…
        Ps. Ja też wyjeżdżam, ale nie dlatego, że „miejsce gdzie sie urodziłem to raj dla przestępców”

        Polubienie

        1. Wyuczoną bezradnością jest brak prób zmian, nie obserwacja problemów danego kraju. Gdybym cierpiała na wyuczoną bezradność to bym raczej siedziała dalej w Polsce i mówiła, że nic nie ma sensu, a nie mieszkała na Karaibach i pisała bloga o tym jak zmienić swoje życie.

          BTW: Twoje „Nie mogę” w komentarzu to znak, że doświadczasz dysonansu poznawczego.

          Polubienie

  10. Jako autorka terminu ” wszystkowdupizm” ( he he, tak na marginesie ) i psycholog w pełni zgadzam się ze stwierdzeniem, że najważniejsze jest czy sami czujemy się silni. Jednak jak wynika z badań Polaków cechuje bardzo wysoki poziom lęku ( taki, że w USA zaleca się leczenie! ) ponadto bardzo niska samoocena, której źródłem jest model wychowania, a również szkoła. U nas dzieci się poniża, stale krytykuje, ocenia , uczy rywalizacji, nie współpracy, ogranicza ich twórczość i tłamsi na różne możliwe sposoby. I nie mówię tu, że dobre jest pozwalanie na wszystko, przeciwnie, jeśli rodzice tak robią to z bezradności, zmęczenia, wypalenia jak i z niewiedzy.
    Szkoła, a i dom stawia na POSŁUSZEŃSTWO, bądź cicho, nie sprawiaj
    kłopotów, i bez ciebie mamy dość problemów .
    Gdy dorastający w tym klimacie, narastają w nas kompleksy, zniechęcenie a też i agresja, stąd typowy model ” szukania winnego”, winni są Żydzi, Masoni, Rosjanie, postkomunisci etc , wszyscy to znamy. Nurzamy się w martyrologii narodowej i opluwamy ” wroga” w czym często sekundują nam Kościół, media, rząd . Zamiast coś robić popadajmy w marazm. W sumie tak jest łatwiej. Wiemy kto jest wszystkiemu winny!
    Nadal jesteśmy posłuszni ..
    Sfrustrowani i wściekli, ale posłuszni. Bo i tak nic nie poradzimy …
    Ludzie, trzeba dorosnąć . Po prostu.
    To czasem boli, ale lepsze to niż tkwić w szponach gniewu i nienawiści. Ale tego nikt za nas nie zrobi.
    Niestety mamy media, szkoły i instytucje wzmacniające te narodowe fobie. Mamy też własne życiorysy, które nie pomagają .
    Ale nikt za nas nie dorośnie.
    Sami musimy przestać być oglupionymi dziećmi …
    To możliwe !

    Polubienie

  11. Alleluja siostro!!! Usiądź sobie wygodnie na leżaczku z winkiem ja sobie siedzę pare tysięcy kilometrów od ciebie i wypijmy za wszystkich „a co ty tam wiesz ” „mieszkasz za granica” „udało ci sie ” itd myśle ze lista będzie baaardzo długa lepiej wyrzygac ta frustracje na innych niż samodzielnie włączyć mózg i spróbować ! No ale cóż prawda niekiedy bardzo boli ! Bardzo prawdziwy i odważny tekst. Do wszystkich „nie da sie” zamiast pisać głupoty wejdźcie na zakładkę „inspirujące historie” i zobaczcie i ze da sie a przede wszystkim warto ! Piękny mądry wartościowy blog pozdrawiam

    Polubienie

    1. Niestety nie pomiescimy się wszyscy na Karaibach. No i jak się okazuje ludzie, którzy mają wiedzę nt. jacy to jesteśmy bezradni siedzą i piją wino ma Karaibach tudzież na innej uroczej wyspie.
      Kasiu lubię Twojego bloga, bo w wielu aspektach mnie zmotywowal do zmiany myslenia w niektorych kategoriach, ale nie lubie jak kyos wszystkich wsadza do jednego worka.
      Myślę jednak, że Polacy super sobie radzą w zastanej sytuacji (może lubią sobie ponarzekać, ale każdy naród ma jakąś przywarę)- przykład Ciebie, przecież też jesteś Polką i takich jak ty kobiet żyje bardzo wiele w Polsce właśnie.

      Polubienie

        1. No to ja mam szczęście, bo mam w swoim otoczeniu co najmniej 5 takich osób w tym jedna z nich jest moja mama 🤗 i tutaj w Polsce blisko siebie ☺

          Polubienie

      1. Pojawia sie tu duzo komentarzy w stylu ‚ale nie masz racji przeciez Polacy swietnie sobie radza!’. Wrocilam wlasnie po 12 latach z emigracji i patrze na Polske swierzym, zdystansowanym okiem. Tak ludzie sobie radza, widze piekne domy, wrecz bogactwo, jednak wciaz widze ogromna biede mentalna a wszelkie bogactwa i dorobek sa tak zupelnie inne niz to czego doswiadczylam na zachodzie.. To o czym pisal ktos wyzej, widzi sie, wyczuwa i slyszy ze praktycznie wszystko to efekt polaczenia kompleksow, roszczeniowosci, agresji, braku odpowiedzialnosci. Zyjac za granica spotykalam wielu wcale nie zamoznych ludzi, jednak metalnie, jesli chodzi o podejscie do zycia to poprostu przepasc. Za granica czuc to duzo wieksze zaufanie spoleczne, tam ludzie zderzajac sie z problemem czyims np zaczynaja od pytania ‚czy moge ci jakos pomoc’, co jest efektem wziecia odpowiedzialnosci, gotowosci do dzialania w sytuacji w ktorej nie musza, ale ktos stanal na ich drodze, i oni chca i czuja sie odpowiedzialni zeby w jakikolwiek sposob zareagowac. To drobna rzecz ale bardzo wiele zmienia, bo ludzie otoczeni takim nastawieniem sa spokojniejsi myslac o potencjalnych problemach czy porazkach a jednoczesnie widzac powszechnosc takich zachowan sami wykazuja wieksza odpowiedzialnosc nie tylko za siebie i swoje male podworko ale za otoczenie i nawet obcych tez.
        W Polsce uderza i to bardzo jak bardzo ludzi motywuje dogadzanie swojemu ego, leczenie kompleksow, a w kazdym dzialaniu odnosze wrazenie ze nie widza dalej poza wlasny nos a w celu dostarczenia sobie i najblizszym czegos wartosciowego gotowi sa na podciecie galezi na ktorej siedza,w s tylu ‚a po nas chocby potop’.
        Czasem gdy patrze na ta krotkowzrocznosc, brak spolecznej odpowiedzialnosci, egoizm, brak etyki pracy (tak, niestety, jak patrze to druga Grecja, jak tu zachachmecic, ukrecic na lewo L4, wyciagnac cos pod stolem, nie zaplacic podatku) to zastanawiam sie jak ten kraj jeszcze wogole funkcjonuje.
        Pierwszy raz w swoim doroslym zyciu pracuje tylko z Polakami i choc czesto jest wesolo i atmosfera nie taka zla, widze ze ludzie jednak nie potrafia wspolpracowac, motywuje ich tylko krotkotrwala natychmiastowa i wlasna korzysc, nie potrafia sie nawzajem doceniac a przesadnie krytykuja i zawsze szukaja we wszystkim winnych, tak naprawde czasem tracac cos dla satysfakcji ze ktos inny oberwie.
        W pracy mam kontakt z firmami z Francji i Anglii i bardzo czesto slysze ze cos robie dobrze, mimo ze wszyscy sa przepracowani i maja nadmiar obowiazkow, znajda chwile i checi by powiedziec ze ide w dobrym kierunku, ze dobra robota, ze sa zadowoleni. Zabawne to juz jest gdy za te same rzeczy za ktore jestem chwalona przez nich moi przelozeni mnie karca i wyzywaja sie bo w ich przekonaniu wszystko jest do dupy, i dopiero szarpanie sie, zbieranie opinii klientow i machanie nia przed oczami prowadzi do niechetnego przyznania racji.
        Niestety tak jest i w mlodych pokoleniach ktore przychodza do pracy, wciaz nie widze umiejetnosci wspolpracy, jest tylko ja, ja ja i wielkie ega. i jakis wlasnie ten wiecznie zywy homosovietikus.
        Jakis czas temu wpadl mi w rece swietny wywiad z profesorem Czapinskim, ktory co kilka lat przeprowadza w Polsce diagnoze spoleczna. Polecam przeczytac choc artykul zablokowany http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,19100873,nieufny-jak-polak-ufamy-tylko-rodzinie.html?disableRedirects=true

        ‚esteśmy ludźmi północy. Co z nami jest nie tak?

        Za niedorozwój kapitału społecznego odpowiada sarmacja. Tak nam się powodziło w monokulturze zbożowej, że zablokowało to rozwój społeczny. Szlachta i arystokracja się bogaciły, chłop pracował w systemie niewolniczym, a folwark stał się w Polsce podstawową strukturą gospodarczą, autonomiczną wobec państwa. Do tego w połowie XVI wieku przyznano właścicielowi prawo do sprzedaży chłopów.

        Życie chłopa pańszczyźnianego od kołyski po grób organizował pan, którego nienawidzono, ale też z drugiej strony podziwiano. Utrwaliło się patologiczne zachowanie, wobec własnej grupy chłopu wypadało być uczciwym, jednak kradzieże dóbr należących do dziedzica czy księdza nie były już niczym nagannym. Na dworze uważano, że chłopa ciągnie do złego, jest gnuśny i wrogi. Setki lat folwarcznych relacji osadziło się w mentalności współczesnego Polaka, który świat nadal traktuje dwubiegunowo. W figurę dziedzica wcielił się szef, parobkiem jest jego podwładny.’

        ‚- Problem, który wiąże się z dbaniem o wspólne zasoby, opisał Garrett Hardin i nazwał „dylematem wspólnego pastwiska”. Każdy z hodowców ma własne pastwisko, ale mają także dostęp do wspólnego. Gdy jeden z nich zaczyna nadmiernie korzystać ze wspólnego pastwiska, zyskuje, bo oszczędza na własnej trawie. Jednak jeśli pozostali zrobią to samo, doprowadzają do zniszczenia łąki i ostatecznie wszyscy stracą.

        Dla Polaka państwo jest takim wspólnym kawałkiem pastwiska.

        To też pochodzi z czasów sarmackich, dla chłopa pańszczyźnianego jedyną rzeczywistością, jaką znał, było życie między polem, panem a kościołem. Dziś w miejsce pana wskoczyło państwo oraz bogaci.

        Mam chałupę na Mazurach, nieopodal jest spory staw, miejscowi regularnie kradną mi ryby i mają jeden argument nie do zbicia, że mnie nie ubędzie. Musiałem zrobić przecinkę w lesie, sosny, których nie wycięto, były słabe, więc trzeba było podwiązać, inaczej nie przetrwałyby silnych wiatrów. Kupiłem 400 metrów linki i robotnik leśny przywiązał słabsze drzewa do mocniejszych. Po kilku miesiącach linka znikła. Z czasem zauważyłem, że sąsiedzi porobili z niej huśtawki dla dzieci i mnóstwo innych rzeczy – na pewno moja linka się nie zmarnowała.’

        ‚Ukraść dla dziecka – to nie kradzież.

        No tak. Jeśli wartość rodziny jest wyniesiona ponad miarę, to działania na rzecz rodziny usprawiedliwiają absolutnie wszystko, łącznie ze złodziejstwem. Co z tego, że okradłem sąsiada – dzięki tym rybom bliscy mają kolację. Popieramy swoich do tego stopnia, że jesteśmy w stanie zrobić krzywdę obcym.

        Normy moralne nie dotyczą obcych?

        To polska cecha. Dobro rodziny stawiamy często ponad dobro ogółu, a nawet kosztem dobra ogółu. To zjawisko nazywa się amoralny familizm.

        ‚ Tak, ale warto powiedzieć, że to skupienie się na własnej rodzinie jest jeszcze niezwykle silnie wzmacniane przez Kościół, który „każe” kochać najbliższych, a rodzinę przede wszystkim. Przykazanie „kochaj bliźniego jak siebie samego” ewoluowało w przesłanie „kochaj najbliższego bliźniego”. Polski familizm jest ciasny, ogranicza się do rodziców, dzieci, żony czy męża, może jeszcze siostry, brata i szwagierki. Reszta to obcy, którym nie wolno ufać, a oni nie mają prawa oczekiwać od nas lojalności. To reprodukuje się z pokolenia na pokolenie, bo dziś polskie dzieci i młodzież nie boją się świata, ale mimo to są zamknięci.

        Jeszcze w piątej klasie podstawówki jesteśmy na średnim europejskim poziomie, bo 30 proc. ufa innym ludziom. Ale osiemnastolatki są już bardziej nieufne niż dorośli. Na końcu szkoły około 8 proc. ufa innym. Młodzi podejrzewają, że ktoś ich może wykiwać, wykorzystać. Trening socjalizacyjny zaczyna się bardzo szybko, proszę przejść się na plac zabaw, prawie można usłyszeć, jak rodzic mówi: „Jasiu, przywiąż sobie łopatkę sznureczkiem, bo ci ktoś zwinie”. Dziecko jest od małego uczone budowania murów.’
        Dziś nasza szkoła betonuje tylko ten patologiczny indywidualizm. Większość zadań uczeń ma wykonywać solo, a to hoduje ludzi niezdolnych do współpracy.

        Próbował pan zachęcać?

        Oczywiście, ale urzędnicy dali odpór, twierdząc, że na plecach kilku pracowitych uczniów jechałaby gromada leni i cwaniaków, a nauczyciel nie wiedziałby, jak ocenić, kto ile włożył we wspólną pracę.
        Rada Programowa Ministerstwa Edukacji wprowadziła zasadę, że każdy uczeń powinien wynieść ze szkoły miękkie umiejętności. Jednak nasi uczniowie i studenci plasują się o połowę niżej niż średnia europejska.
        Ćwiczyliśmy ten problem z Joanną Kluzik-Rostkowską przez mniej więcej rok, zanim została ministrem. Powstał zespół, który miał opracować reformę edukacji pod tym kątem, była masa różnych pomysłów. Gdy została ministrem – jak nożem odciął.

        Kilka rzeczy naprawdę można było zrobić. Chociażby zlikwidować te absurdalne testy, zostawić tylko maturę, trochę inaczej pomyślaną. Niedawno na konferencji zaczepiłem panią minister i spytałem, dlaczego nic nie zrobiła. Dowiedziałem się, że powołała grono dziewięciu ekspertów i oni uznali, że egzaminy testowe są konieczne.

        Posłowie czy ministrowie mogą się nawet ze mną zgodzić, tylko co z tego, skoro gratyfikacja w tej sprawie jest bardzo odroczona. Czas, kiedy będzie można odciąć kupony, należy liczyć w pokoleniach, więc obecni politycy już się nie załapią.
        – Dostaję maile od młodych Polaków, którzy studiują za granicą, między innymi w Oksfordzie. Byli tacy, którzy chcieli po roku rzucić studia. Nie dlatego, że sobie nie radzili – zmuszano ich do współpracy z innymi studentami. Jedna ze studentek napisała, że wpadła w depresję i zmarnowała cały rok, bo nie była w stanie zrozumieć, dlaczego musi grać w drużynie, a nie na siebie. Ma współpracować z koleżankami, a za to przecież nie będzie indywidualnie nagradzana.
        Wszystkie statystyki światowe pokazują, że wskaźnik kapitału społecznego powinien rosnąć wraz z wykształceniem, a Polska fiknęła koziołka. Dziś ponaddwukrotnie więcej osób ma wyższe wykształcenie, pod względem odsetka studiującej młodzieży zbliżamy się do Stanów Zjednoczonych. Mimo to kapitał nadal jest mały.

        Polubienie

        1. Dzięki za komentarz Gosia, bardzo ciekawy! A mogę Cię zapytać gdzie byłaś na emigracji i z jakich powodów wróciłaś do kraju? Oczywiście nie musisz odpowiadać, po prostu jestem ciekawska 😀

          Polubienie

        2. Zgadzam sie co do studiow za granica. Studiowalam w Uk, nie mialam depresji ale bardzo ciezko bylo mi dostosowac sie pracy grupowej, ktora stanowila okolo 50% moich ocen. Wielu Polkow mialo takie same doswiadczenia. Zmiana byla bolesna, ale w koncu udalo mi sie przestawic na system brytyjski.

          Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s