Rok bez alkoholu…

Niedawno zupełnym przypadkiem dotarło do mnie, że od ponad roku nie wypiłam nic, co zawierało alkohol. Jeśli wypiłam, to nie pamiętam 🙂 Nie z powodu jakichś ideologii czy uzależnienia, po prostu za nim nie przepadam.

Tak się złożyło, że rok temu odwiedziliśmy z przyjaciółmi moją grecką wyspę, na której wytwarzają jedyne w swoim rodzaju, bardzo nietypowe wino. Jest to chyba jedyny napój alkoholowy, który naprawdę mi smakuje. I jedyne czerwone wino, po którego nawet dużej ilości nie mam migren.

I choć winem ciężko to nazwać, bo przypomina w smaku bardziej pyszny soczek, owy napój „kopie” dużo szybciej i dużo mocniej niż zwykłe wino. Pamiętam jak kiedyś po ćwiartce tegoż daru natury wychodziłam z restauracji slalomem… Lokalni Grecy wręcz zabraniają pić je osobno, bez tłustej uczty. No ale nie o grecki napój bogów się tu rozchodzi…

Rozchodzi się o to, że to ich specyficzne wino jest tak wyjątkowe. że po tej wycieczce najzwyczajniej nie ma człowiek już ochoty na żadne „zwykłe” alkohole. No i jakoś tak rok zleciał mi „o suchym pysku”…

Ale tydzień temu wraz z moją dobrą przyjaciółką zorganizowałyśmy sobie “mohito” z przydomowej mięty, lokalnego cukru, karaibskiej limonki i najlepszego na świecie rumu, pochodzącego z ciągle jeszcze autentycznej wysepki „Marie Galante”.

Przy okazji wspomnę, że prawdziwe karaibskie rumy mają 59% alkoholu. Kreole się śmieją, że „40-stki” robione są „dla turystów”… Wypiłyśmy tylko jeden koktajl, czyli jakieś 50 ml lokalnego rumu. I wszystko było OK… Rano nie obudziłam się z kacem, ale…

Zrozumiałam skalę problemu

Mój organizm był najzwyczajniej w świecie wyniszczony. Byłam zmęczona i niewyspana, rozdrażniona, zestresowana, zupełnie jak… bardzo dawno temu, kiedy żyłam zupełnie innym życiem. Tylko że wtedy taki stan umysłu i organizmu wydawał się całkowicie „normalny”. Tak czuli się wszyscy…

Nie ma znaczenia czy to będzie alkohol, czy stres, czy paczkowane jedzenie – nasze ciała działają tak jak o nie dbamy. To, co pakujesz w siebie jako „paliwo” powoduje taki albo inny „performance” Twojego organizmu. Jesteśmy organicznymi maszynami.

Gdy popijasz alkohol, nawet w minimalnych ilościach, ale stale – nie widzisz jego pełnego efektu. Dopiero gdy odstawisz go całkowicie na długie miesiące – dostrzeżesz jak nawet najmniejsza jego ilość powoduje poważny stres dla Twojego ciała.

To samo tyczy się paczkowanego jedzenia, to samo tyczy się stresu w pracy czy nawet zwykłego, codziennego hałasu na ulicy. Twoje środowisko i to, co z niego „chłoniesz” wpływa na Twoje ciało i na Twój umysł. Po tym poranku postanowiłam, że

„Pierd…lę, nie piję!”

Alkohol to trucizna i tyle. Jasne, że wina, itp. mają swoje miejsce w naszej kulturze i mogą działać jak lekarstwo. Ale ja najzwyczajniej w świecie nie lubię alkoholu. Na cholerę ja mam to pić?

Nigdy nie byłam fanką alkoholowych napojów. Nie rozumiem do końca fenomenu i popularności tej substancji. Gdy mogę wypić w plażowym barze drinka lub koktajl ze świeżych owoców – zawsze wybieram to drugie. I lepsze i zdrowsze i nie powoduje żadnego „zamulenia”.

I żeby nie było – nie jestem żadną przeciwniczką alkoholu. Mówię tu tylko o własnym doświadczeniu i zachęcam do spróbowania podobnego eksperymentu – odstawienia wszystkiego, co alkoholowe na kilka miesięcy. I potem sprawdzenia jaki faktycznie ma na nas wpływ ta substancja.

Warto się zastanowić, czy faktycznie popijanie procentowych trunków daje nam pozytywne efekty. Bardzo podobnie jest z cukrem – gdy jemy go na co dzień, nie widzimy jak “zamula” nam organizm. Dopiero odstawienie na długie tygodnie czy nawet miesiące – i ponowna konsumpcja pokazują prawdziwą skalę problemu.

Na koniec zaznaczę, że nie zamierzam zostawać jakąś anty-alkoholową fanatyczką. Jedyne w swoim rodzaju, młode wino z mojej wyspy greckiej na pewno będzie częścią moich wycieczek w to miejsce. Ale tak się składa, że tamto wyjątkowe wino naprawdę różni się od innych alkoholowych trunków.

Nie wiem dlaczego. Jest to tajemnica Dionizosa… Jakimś cudem alkohol w nim zawarty (w dużej ilości zaznaczę) “wyparowuje” z nas w ciągu dosłownie godziny. I jest to jedyny alkohol, po którym nie czuję się gorzej – tylko lepiej. Zresztą o tym winie krążą legendy…

Podsumowując – niezależnie czy jest to alkohol, praca, telewizja, cukierki, a może i nawet relacja – warto sprawdzić, czy dany element życia nie jest dla nas przypadkiem toksyczny. A jedyny sposób, by to sprawdzić, to wyeliminować go na chwilę. I zobaczyć prawdziwą „skalę problemu”.

 


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE”.

6 myśli w temacie “Rok bez alkoholu…”

  1. Masz rację. Ja po 20 – paru latach popijania mniej więcej co drugi – trzeci dzień, zacząłem się zastanawiać, czy regulowanie nastroju alkoholem po stresującym dniu w pracy, to dobre rozwiązanie 🙂 Jeszcze walczę ze sobą, ale po obejrzeniu filmu „Najlepszy” stwierdziłem, że skoro można po 14 latach ładowania w żyłę zostać zwycięzcą Double – Ironmana, to ja ze swoim problemem jestm zwykłym cieniasem 🙂

    Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s