Szczepionki: trucizna czy zbawienie?

„Szczepić, czy nie szczepić” – oto jest pytanie! I pytanie to zadajecie mi w wielu wiadomościach, co mnie niezwykle dziwi. Nie brałabym bowiem rad w takiej kwestii od architekta 😉

Nie mogę zaoferować Wam pseudo-naukowego ani tym bardziej naukowego bełkotu na ten temat, bo najzwyczajniej w świecie „się nie znam”. Nie jestem lekarzem. Nie mogę zaoferować również żadnych teorii spiskowych ani wizji masowego ludobójstwa przez szczepionki. Jedyne co mogę Wam zaoferować to mój filtr psychologii. Bo na tym się nieco znam.

Za czy przeciw?

Zauważyliście, że temat szczepień należy do tych niezwykle emocjonujących, dzielących tematów? Podobnie jak aborcja, czy polityka. Nazywam to tematami „czarno-białymi”, ponieważ są tak drażniące dla ludzi, że nie potrafią oni spojrzeć na nie obiektywnie. Emocje biorą górę i logika nie ma znaczenia. Liczy się tylko to, czy jesteś po ich stronie czy po stronie wroga. Bo nie możesz być pomiędzy. „Pomiędzy” nie istnieje dla ludzi, jest niewidoczne. I w związku z tym nie istnieje też szansa na logiczną dyskusję.

Niestety w tym „pomiędzy” stoją dzieciaki, które nikomu i niczemu nie zawiniły. Zdane całkowicie na łaskę i decyzje swoich rodziców i polityków. W tej całej burzy zapomina się o celu tych wszystkich emocji – zdrowiu dziecka.

Bo przecież ten cel jest wspólny. I „pro-szczepionkowcy” i „anty-szczepionkowcy” mają na celu chronić dzieci. Dbać o ich zdrowie. Nie potrafią się jednak dogadać co do tego jak o to zdrowie najlepiej dbać. I tu jest pies pogrzebany.

Z mojego doświadczenia i obserwacji wynika, że w tematach „czarno-białych” ani jedna, ani druga strona i nie ma racji – i tą rację ma. Po prostu obie są zbyt zradykalizowane, by się dogadać. A osoby próbujące mediować, namawiające do dyskusji, do spojrzenia na wszystko z innej perspektywy – są automatycznie obrzucane inwektywami i uznawane za „wroga”.

W moich próbach dyskutowania na ten temat byłam nazywana zarówno „anty-szczepionkowcem” jak i „pro-szczepionkowcem”. A chyba nie mogę być i jednym i drugim naraz?…

Według mnie i jedna i druga strona zaczyna funkcjonować niczym sekty, „kluby”, gdzie wspiera się tylko „jedną świętą prawdę”. Argumenty strony lekarzy, „specjalistów” i „ekspertów” można by podsumować jako „nie jest tak źle”. Tak, faktycznie są jakieś efekty uboczne szczepień, bywają komplikacje, ale to tak mały procent, że nie ma o czym rozmawiać. Z kolei argumenty „anty-szczepionkowców” można by podsumować jako istną wizję jakiegoś armageddonu: wszyscy zginiemy, bo big pharma i masoni zaplanowali masowe ludobójstwo szczepieniami.

Jedna i druga strona zdają się być w masowej histerii, która nie pozwala im spojrzeć na szerszą perspektywę, ani nawet rozważyć argumentów „wroga”. Jedni i drudzy zamykają usta każdemu, kto ośmieli się coś skrytykować. Podjąć jakąkolwiek dyskusję.

Moje zdanie na temat szczepień

Jeszcze raz podkreślę, że „się nie znam”, a do tego nie mam dzieci. Czemu tak Was interesuje moje zdanie naprawdę nie wiem. Ale skoro Was interesuje to oto obwieszczam: według mnie szczepionki – jak wszystko – są tylko narzędziem. Które może być różnie wykorzystane. Nie samo narzędzie jest „złe” lub „dobre” tylko skutki jego takiego czy innego użycia.

To, o czym praktycznie nikt nie wspomina (bo dyskusji brak) to szacowanie ryzyka. Wiecie już, że podstawą mojego podejścia do życia jest aplikowanie w nim rachunku prawdopodobieństwa. Zwiększania szans na osiąganie celów i minimalizowanie ryzyka. I to samo podejście warto, moim skromnym zdaniem, zaaplikować do tematu szczepień.

Skoro słyszymy o coraz częstszych powikłaniach poszczepiennych, włącznie z drastycznie szybko rozprzestrzeniającym się autyzmem i jednocześnie słyszymy o dobrodziejstwach szczepionek – po jaką cholerę odrzucać jedną ze stron jako „wroga”? Czemu nie spojrzeć na całość i zastanowić się co jak działa dla nas? Według mnie cały temat ogranicza się do zwykłej kalkulacji:

  • jakie są szanse na powikłania i jaka jest skala powikłań?
  • jakie są szanse na zachorowanie dziecka nieszczepionego i jaka jest skala śmiertelności?
  • itp.

Z takiego rozrachunku powinien nam wyjść dość jasny obraz konsekwencji różnych decyzji i również ryzyko, jakie podejmujemy. Są rodzice, którzy szczepią według swojego upodobania w konkretnym wieku i tylko na konkretne choroby. Są tacy, którzy szczepią na wszystko. I są też tacy, którzy w ogóle nie szczepią. Warto poszukać różnych i samemu poobserwować konsekwencje różnych decyzji.

Ostatecznie na podstawie całej wiedzy (nikłej zaznaczam jeszcze raz!) jaką posiadam obecnie i filtrując całą sytuację przez psychologię mogę Wam powiedzieć tylko tyle: część anty-szczepionkowców nie jest wcale przeciwko szczepieniom – są przeciwko przymusowi szczepień. To nie jest to samo.

Ta część ludzi nawołuje do dyskusji, porusza trudne tematy, takie jak śmierć ich chorych dzieci, pomimo silnych emocji, jakie temu tematowi towarzyszą starają się szukać odpowiedzi, a nie „jedynej świętej prawdy”. Według mnie warto ich posłuchać, szczególnie jeśli jesteśmy przekonani, że szczepionki to żadne zło.

Temat również, według mnie zamyka się do wyboru konsekwencji: co wolę zaryzykować? Jakiś procent szans na chore, być może nawet autystyczne dziecko szczepione, czy jakiś procent szans na dziecko martwe od choroby, na którą nie zaszczepiłam. Jeszcze raz podkreślę, że nie badałam tematu wnikliwie, więc mogę się grubo mylić ale z moich obserwacji wygląda na to, że szanse na chore dziecko po szczepieniach jest dużo wyższe niż szansa na martwe dziecko nieszczepione.

Natura się nie myli

Poruszę jeszcze bardzo ważny i mocno związany z tematem szczepień element samej natury. Mamy obecnie na zachodzie niezwykle słabe biologicznie społeczeństwa. Mamy ludzi sztucznie utrzymywanych przy życiu. Warto się zastanowić, dlaczego?

Skoro technologia idzie cały czas do przodu, skoro jesteśmy tacy „rozwinięci” – dlaczego jakość naszego życia się pogarsza, a nie poprawia? Dlaczego zamiast zdrowieć – chorujemy coraz bardziej i coraz przewleklej? I dlaczego mimo tego rozwoju – koszty leczenia nie spadają, tylko ciagle rosną?

Dążymy do wygody i stylu życia, który powoli nas zabija. We Francji czy Niemczech mało kto np. karmi dzieci piersią. W naszym zachodnim świecie śmiertelność noworodków podawana jest jako wielki sukces i poświadczenie tego, że jesteśmy „pierwszym światem”. Ale jednocześnie mamy najsłabsze i najbardziej schorowane pokolenia.

Spójrzmy choćby na pokazywanych ostatnio wszędzie i krytykowanych (również przeze mnie!) muzułmanów, czy jakąkolwiek inną kulturę, która żyje bardziej tradycyjnie, szczególnie w kwestii rodzin i jedzenia. Nawet tutaj, na Gwadelupie, gdzie tradycja nadal jest żywa jest to bardzo widoczne – ludzie są po prostu zdrowsi. Wyglądają zdrowie i zdrowej żyją. Są słowem – silniejsi genetycznie.

Ale to nie tylko dieta i styl życia – to również życie w zgodzie z naturą. Której częścią jest to, że słabe organizmy umierają, robiąc miejsce silniejszym…

W krajach „rozwiniętych” już ponad 1/5 kobiet ma problemy z zajściem w ciążę. Słabi biologicznie rodzice nie stworzą silnego biologicznie dziecka. Cała masa kobiet faszeruje się hormonami w celu „oszukania” natury. Oszukując tak naprawdę siebie.

Jeśli masz problemy z zajściem w ciążę to może warto posłuchać informacji od natury? To jest jej sposób na naturalną selekcję. I nie oznacza oczywiście, że należy porzucić wszelką nadzieję. Chodzi jedynie o to, by zastanowić się czy chcemy mieć zdrowe silne dzieci, czy tylko egoistycznie „dzieci, byle mieć”? Warto zająć się swoim organizmem, jego stanem, zdrowiem, balansem. Może nawet drastycznie zmienić miejsce i styl życia. Kiedyś na blogu ktoś napisał komentarz pod moim wpisem na temat Hashimoto, że ciąża w końcu pojawiła się po przeprowadzce nad morze, gdzie jak wiadomo jodu nie brakuje…

Iście na łatwiznę w naszym zachodnim życiu częściej nam przeszkadza i je utrudnia, niż faktycznie pomaga – śmiem zauważyć. Bardzo tyczy się to właśnie potomstwa. I chcemy robić wielką karierę i być mamą. I mieć zdrowe, piękne dzieci – i jednocześnie oddawać władzę nad ich życiem i ciałem politykom, lekarzom i nauczycielom, powołując się na „ekspertów”.

Ale odpowiedzialność za nie jest nasza – szczególnie w Polsce. Gdy coś dzieje się dziecku – rodzice są pozostawieni z problemem sami sobie. Nie ma funduszu odszkodowań za powikłania poszczepienne jak choćby w USA. Nie ma pomocy od państwa – jest zdanie na łaskę losu i innych ludzi.

Warto więc przemyśleć, czy aby na pewno w ogóle powinniśmy decydować się na dzieci – czy sami jesteśmy zdrowi i silni – a jeśli tak – czy mamy odpowiednie zasoby, by stawić czoła ewentualnym problemom. Dzieci to nic innego jak wielka odpowiedzialność. A dziś mamy „dorosłych”, którzy odpowiedzialni nie potrafią być nawet za swoje życie, a co dopiero potomków.

Wspomnę też o temacie adopcji, który rozwiązuje 2 problemy naraz, czy jak to lubimy mówić upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu, czy jakoś tak. Choć kiepska to metafora w temacie dzieci…

Adopcja rozwiązuje problem z płodnością rodziców i jednocześnie problem dużo większy niż nieposiadanie dziecka – problem nieposiadania rodziców. Żeby zrozumieć skalę problemu wystarczy wybrać się choć raz do jakiegokolwiek sierocińca. Poznać pracowników i same dzieciaki – często już prawie dorosłe. Lub nawet bardziej drastycznie – udać się do biedniejszego kraju, jak Indie, gdzie dzieci często stają się żywym towarem na prostytucję, czy najzwyczajniej są skazane na samotność na ulicach.

Każde nasze „słabe biologicznie” potomstwo to tak naprawdę zabranie szansy na lepsze życie – czy życie w ogóle – takich dzieci z domów dziecka. Dzieci nie tylko biednych w sensie pieniężnym – ale przede wszystkim biednych w tym sensie, że największym faktorem w sukcesie ludzi jest to w jakim domu się wychowali i czy mieli obydwóch rodziców.

Dziecko w biednej, ale pełnej rodzinie ma tak naprawdę więcej szans na sukces życiowy niż dziecko z rodziny bardzo bogatej, ale patologicznej. Pieniądze nie kupią akceptacji i wsparcia, za to świetnie nadają się do zakupu np. narkotyków czy innych używek…

Wracając do tego o czym pisałam wcześniej – w naszym zachodnim świecie żyjemy może i dłużej, mniej umieramy jako noworodki – ale kosztem słabszego i mniej jakościowego życia. Budujemy słabe społeczeństwa i próbujemy oszukać naturę, płodząc jeszcze słabsze potomstwo. Oczywiście nie chodzi mi tu o wszystkich rodziców, tylko o tych z problemami.

W biedniejszych krajach i historycznie śmiertelność noworodków była bardzo wysoka. Dziecko, które dożyło 5-go roku życia miało już pełne szanse na dłuższe życie, ale te do 5-go roku często nie przeżywały. Po prostu – słabsze organizmy muszą odejść, by na ich miejscu powstać mogły te silniejsze. Taka jest brutalna natura. Tak wygląda świat. Nie oszukamy tego żadną ilością szczepień, leków czy zabiegów medycznych. Kiedyś rodzono po kilkoro dzieci – dziś mamy ich 1 lub góra 2…

Kiedyś czytałam nawet, że w dawniejszych czasach noworodkom nie nadawano imion, dopóki nie osiągnęły 2-go roku życia – właśnie dlatego, że nie można było być pewnym, że dziecko przeżyje. Pytanie jakie warto sobie w związku z tym wszystkim zadać to to, czy chcemy tylko mieć dzieci, czy chcemy mieć silne, zdrowe dzieci?

Bo być może właśnie tą drugą opcją będzie adopcja dla niektórych osób. Dzieciaki z sierocińców i z biedniejszych krajów, które mają po 5 i więcej lat – to niemalże gwarancja zdrowego i silnego organizmu. Niestety nie idzie w parze z gwarancją zdrowia psychicznego, gdyż takie dzieci z reguły mają za sobą spore traumy. Coś za coś…

Wolny wybór

Wspomnę jeszcze na koniec o bardzo ważnej kwestii w tym wszystkim – niezależnie od tego co sądzisz o szczepionkach – temat wolnego wyboru w ogóle nie istnieje w Polsce. Szczepienia są „obowiązkowe”, a ich egzekwowanie niejednej rodzinie zniszczyło już życie. We Francji i Niemczech z tego co mi wiadomo szczepienia są dobrowolne, aczkolwiek nacisk społeczny nadal istnieje. Przykładowo tu we Francji – dziecka nie przyjmą do szkoły jeśli nie było zaszczepione. Na szczęście jest opcja domowego szkolenia.

Pro-szczepionkowcy straszą innych rzucając hasła „herd immunity” czyli odporności stadnej, które kiedyś odnosiło się do odporności nabytej naturalnie, poprzez przebyte choroby i z mlekiem matki, dziś odnosi się to do odporności nabytej przez szczepienia.

Tylko, że ta nasza odporność jakoś nijak się ma do natury. Kraje biedniejsze, gdzie nie szczepi się masowo i tak – istnieje duża śmiertelność noworodków – mają silniejsze biologicznie społeczeństwa niż my. My powoli wymieramy, inne społeczeństwa się rozwijają. Może czas się nad tym zastanowić? Bo ewidentnie coś robimy źle…

Wolny wybór w kwestii tego, co wstrzykuje się nam i naszym dzieciom do organizmu jest moim skromnym zdaniem po prostu najlepszą możliwą opcją. Dobre pomysły nie potrzebują przymusu. Jeśli szczepionki faktycznie są tak skuteczne i tak bezproblemowe – dlaczego muszą być podawane „siłą”?

Czas na poważne dyskusje w tej kwestii, bo tak jak wspomniałam na początku – i jedna i druga strona ma swoje argumenty i i jedna i druga strona powinna tych innych argumentów posłuchać. Tylko otwartość i prawdziwa, szczera dyskusja nas rozwija. A ludzie są – ja zawsze powtarzam – oryginalni, różni, nie ma „one size fits all” – jednego rozwiązania dla wszystkich.

Jednym szczepienia mogą pomóc, innym – zaszkodzić. Z konsekwencjami pozostajemy – nawet w obliczu odszkodowań – my sami. I dlatego właśnie uważam, że to my – a nie ktokolwiek inny – mamy prawo decydować o tym, co, kiedy, jak i gdzie – podajemy swojemu organizmowi. I organizmom naszych dzieci.

 


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE”.

9 myśli w temacie “Szczepionki: trucizna czy zbawienie?”

  1. Kasia, skoro Ty jak sama powiedziałaś, co kwartał, jesteś w RP, to trafiasz na połączenia w b. dobrych cenach no i ten brak etatu musi, i się opłaca! 🙂

    Polubienie

  2. z tą marihuaną leczniczą, to nie do końca, że czarny rynek!Byłam w 2014 r, świadkięm w jednym z warszawskich szpitali gdzie była rozmowa nt koszt 2 tysie na receptę.

    Polubienie

  3. A pytanie mam te e-booki ale nie o Gwadelupie, bo ja to z językiem poziom książeczki dla turystów, więc ang. wyspy mnie interesuja, Ale można druknąć sobie nie mam obec
    nie KINDLA

    LA pozdrawia z szarej W-wy

    Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s