Ubrania zero-waste, czyli jak stać mnie na luksusy?

Jestem „nienormalną” kobietą, bo nie lubię zakupów – naprawdę! Ale pozwólcie, że wytłumaczę dlaczego. Nie dlatego, że nie lubię ciuchów, butów, czy kosmetyków, itp. Nie lubię zakupów ze względu na jakość produktów w sklepach.

Jestem świeżo po wizycie w 2 galeriach handlowych. Z przymusu (byłam z koleżanką) i może jakiegoś sentymentu zajrzałam   do obleganych przeze mnie lata temu „Ha-en-emów” itp. I o matko najświętsza, ale dramat!!!

Jeśli zdarza Ci się kupować w sieciówkach ten artykuł jest dla Ciebie. I nie chodzi mi o to, żeby przestać tam kupować. Chcę – jak zawsze – pokazać inną perspektywę, bo wiem sama, z własnego doświadczenia, że dopóki żyłam w mieście – robiłam kompletnie nieświadomie to samo.

Nie widzimy naszego mentalnego więzienia dopóki nie wyjdziemy poza nie i nie zobaczymy świata pełnego wspaniałych możliwości. „Ależ ja wtedy byłam biedna” – myślę sobie teraz. Naprawdę biedna…

Ale zacznijmy od tego, co jest z tym całym światem zakupów „nie tak”: jakość, jakość i jeszcze raz jakość. I krój. Z całym szacunkiem dla osób, które kupują „w sieciówkach” – ale kupujecie kompletne gówno. I wiecie o tym doskonale, bo sami to widzicie. To, czego nie widzicie to inne możliwości. Bo „inności” w sklepach nie ma. Jest to samo, ewentualnie w różnych kolorach. Ot, oryginalność w wersji korporacyjnej 😀

Kiedy przechadzam się po Europie, gdziekolwiek się nie pojawię moje ciuchy wzbudzają spore zainteresowanie. Nawet w USA. Obmacują mi te moje sukienki, komplementują spodnie, butami się zachwycają, topami, itd. No raz, że jestem ładna i zgrabna niedorzecznie ;-), ale nie można tylko tym tego tłumaczyć.

No więc o co chodzi? O kilka rzeczy. Zacznijmy od materiałów, na które nikt dziś prawie nie zwraca uwagi. W tym właśnie sensie jesteśmy biedni jak mysz kościelna. Choć chyba nawet mysz kościelna odróżniłaby wełnę od akrylu… Ale po kolei.

Jest ograniczona liczba materiałów, które akceptuję w swojej garderobie:

  • bawełna z elastanem: w formie dzianiny, grubszej gramatury (nie znajdziesz takiej w sklepach), dużo droższa ale i wytrzymalsza, z piękną strukturą – to mój ulubiony materiał do samodzielnego szycia sukienek i topów; nieprujący się, lekko lejący, niewymagający prasowania (nienawidzę prasować!), dostępny w wielu kolorach (przynajmniej u nas na Karaibach); minusem bawełny jest jej trwałość – u mnie po około roku rzeczy nadają się niestety do wyrzucenia.
  • jedwab 100% naturalny: mamy dziś całą masę sztucznego jedwabiu, więc trzeba być bardzo wyczulonym. Materiał niesamowicie drogi (choć ja kupuję za gorsze o czym zaraz!), ale też niezwykle piękny i wytrzymały. To, co mam z jedwabiu traktuję jak rzeczy, które przeżyją mnie.
  • wełna 100% naturalna: uwielbiam wszystkie wełny od nieziemsko drogiego kaszmiru (który też nabywam za grosze) przez merino po naszą swojską wełnę owczą (z której Polacy nie robią użytku, przemysł leży, ale to osobny temat); wełna jest jedynym materiałem, który faktycznie nas grzeje, a można ją i nosić na upały (sprawdzone!!!) w odpowiedniej formie.
  • poliamid: jedyne sztuczne włókno w mojej garderobie – ze względu na bikini, bez których się nie obywam. Poliamid poza bardzo wysoką ceną odróżnia się od innych sztuczności również niesamowitą wytrzymałością – bikini, które kupowałam 4 lata temu nadal wyglądają jak nowe i nadal je noszę.

Więcej o tym jak zbudować idealnie dopasowaną do Ciebie i praktyczną garderobę, która w dodatku „mieści się do jednej walizki” poczytasz w tym artykule: KLIK.

I to tyle, nie ma w mojej garderobie i nie będzie sztucznych i tanich materiałów, takich jak akryle, poliestry, wizkozy (choć mam chyba jedne spodnie gdzie wizkoza jest w małym procencie dodatkiem do bawełny), modale, lyocell’e, itp oraz tania, sklepowa bawełna, bo:

  • niszczą się po pierwszym użyciu: tracą formę, rozciągają (wizkoza, modal, itp celulozowe nadaje się do wyrzucenia po 1 praniu!). Nie lubię „jednorazowych” rzeczy. Nie są zbyt „zero-waste”.
  • są szkodliwe dla naszego zdrowia: na poliester to mam chyba uczulenie, mam ochotę to ściągać tak szybko jak znajdzie się na mojej skórze.
  • są szkodliwe dla środowiska: za każdym razem gdy pierzesz sztuczne materiały ich mikroskopijne „odłamki” trafiają do wody i dalej do Twojego otoczenia. Potem jesz warzywka i owoce, które rosną na pełnej plastiku ziemi. Tak niestety to wygląda w praktyce.
  • nie grzeją, tylko „duszą” ciało: sztuczne materiały po prostu nie pozwalają oddychać. Dramat dla skóry.
  • śmierdzą: sztuczne materiały śmierdzą tak, że nie jestem w stanie tego wytrzymać. Nie rozumiem też dlaczego sportowe ubrania są z nich robione – to najgorszy możliwy wybór. Jeśli po jakimś sporcie śmierdzicie – to popatrzcie uważnie co na siebie założyliście. Dochodzi tu też zdrowie, ale… No po prostu te ciuchy sztuczne „walą”. Czasem nawet po praniu zatrzymuje się w nich woda i śmierdzi na kilometr. Naturalne materiały nie śmierdzą w taki sposób.
  • brzydkie są jak noc: sztuczności i tania bawełna po prostu są brzydkie. Wyglądają „tanio”. I są w produkcji super tanie – dlatego jest ich pełno w sieciówkach. A sprzedawane są często za majątek…

Jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej na temat materiałów to bardzo Wam polecam bloga Lady & the dress, gdzie autorka – profesjonalna krawcowa – tłumaczy bardzo dokładnie wszystko na ten temat. Ten artykuł właściwie pojawia się bo dziś wpadłam na jej artkuł: Materiały o mieszanym składzie, czyli jak domieszki zmieniają właściwości ubrania„, którego baczną lekturę również Wam polecam, bo większość rzeczy w sklepach to właśnie „niewinnie” wyglądające mieszanki.

Różowe bikini, o które wiele z Was pytało – kupiłam za 25zł na olx lub vinted, już nawet nie pamiętam!

Przejdźmy do tego dlaczego mimo groszy wydawanych na ciuchy, buty i kosmetyki jestem postrzegana jak jakaś modelka w „dezajnerskich” i luksusowych ciuchach za miliony.

Jak już wiecie – nie kupuję w sklepach, szczególnie w sieciówkach. Wyjątek stanowią buty, które co parę lat nabywam i na których nie oszczędzam, bo dobre buty po prostu kosztują. W tej kwestii jest w Polsce sporo firm, które oferują naprawdę jakościowe produkty.

Przykładowo (nie robię tu reklamy, mówię co naprawdę kupuję) parę miesięcy temu kupiłam trampki od Ecco za około 600zł, a teraz sandały na obcasie od Wojas’a za 330zł. Czy to jest drogo? I tak i nie, zależy jak patrzymy. Z mojej perspektywy nie, bo znam jakość tych firm. I znam cenę materiału, którym jest naturalna, odpowiednio przygotowana skóra. Dla porównania mierzyłam też sandałki od Ryłko (również skórzane), które w ciągu 15 minut przechadzania się w nich stworzyły mi kilka pęcherzy na stopach!

Skóra skórze nierówna. Skórzane buty kosztują naprawdę dużo, bo porządna skóra to jeden z najdroższych materiałów. Dlatego też np. Ryłko jest u mnie skreślone, a firmie takiej jak Ecco ufam na tyle, że ostatnio zakupiłam na allegro prawie nowe sandały od kogoś tej firmy za jedyne 80zł. I leżą świetnie, piękne są i wygodne jak cholera! 😀 No i właśnie do tego przejdźmy:

Jak nabywam luksusowe ciuchy za grosze

Kupując w „thrift shopach” w Stanach i na eBayu, Allegro, Olx, czy Vinted w Europie. No jeszcze zdarza mi się od Chińczyków coś kupić fajnego z AliExpress. Tak, nawet u Chińczyków można zakupić świetne jakościowo rzeczy, np. ze stali nierdzewnej.

Po prostu wyszukuję to, co mnie interesuję i zawsze pytam o skład materiału i pochodzenie danej rzeczy. W ten właśnie sposób nabywam np. piękne swetry z kaszmiru za około 50-100zł, skórzane sandały czy baleriny też za około 50zł, spodnie wełniane za dosłownie grosze bo do 100zł (sam materiał na nowe będzie kosztował ponad 300zł), jedwabne sukienki za 30zł, oraz bikini za 30-50zł z wspomnianego poliamidu, których cena sklepowa przekracza 200zł.

Tak, niektóre rzeczy są używane, ale cała masa jest z metkami. Ludzie po prostu nie znają dziś jakości, toteż można nabyć luksus za grosze. To raz. A dwa – ja jakoś uwielbiam takie zakupy. Po pierwsze dlatego, że nie muszę wychodzić z domu, cierpieć w tych zapchanych, śmierdzących sztucznością galeriach handlowych i stać w korkach. Po drugie – bo rzeczy, które znajduję są oryginalne i jedyne w swoim rodzaju. A przynajmniej takie wrażenie sprawiają. To takie bardziej oryginalne zakupy dla nas. Jak coś upoluję to cieszę się jak dziecko!

Zdarza się oczywiście, że coś na mnie nie leży, ale przy tych cenach – po prostu nie ma to znaczenia. Na oko, około 15% rzeczy zakupionych w ten sposób oddaję, bo mi nie pasują. Cenowo wychodzi i tak śmiesznie tanio. Zachęciłam też do tego przyjaciółki i są mi dziś niezmiernie wdzięczne, bo też znalazły dla siebie takie perełki i taką jakość, że teraz same śmieją się z sieciówek.

Na miarę!

Trzecim elementem mojego zero-waste ubierania się jest szycie. Mam własną maszynę, którą nabyłam za bagatela 100€ w jakimś Carrefourze, a która sprawdza się wyśmienicie. I bardzo to polecam dodając, że nie umiałam nic szyć i wcale nie jest to umiejętność trudna do ogarnięcia. Ale jeśli nie chcecie lub nie widzicie się w tym hobby, które fenomenalne jest według mnie, to w Polsce jest cała zgraja wspaniałych krawcowych, gotowych przerobić Wasze ubrania, a nawet uszyć Wam od zera idealnie dopasowane spodnie na przykład.

Drogie też takie usługi u nas w Polsce nie są. Tym bardziej opłaca się kupić porządne ciuchy np. lekko większe na takim olx czy vinted i przerobić je na siebie.

Dla mnie luksus to nie sklepy, bo nawet te Prady czy inne Diory gówno, za przeproszeniem sprzedają w ładnym papierku. Też mają sztuczne materiały i też bazują głównie na marce i reklamie i nieświadomych klientach.

Dla mnie luksus to rzeczy idealnie dopasowane do mnie i moich potrzeb. Takie, które gdy je zgubię (zdarzyło mi się!) to mam ochotę płakać, bo było tak wartościowe i tak przydatne, że nagle się czuję jak bez ręki. Albo tak oryginalne i własnoręcznie uszyte…

Luksusem jest nasza oryginalność, a nie sklepowa powtarzalność

Gdy wchodzę do takiego „Ha-en-emu” czy innego Orsay’a to widzę stertę badziewia. Niesamowitą biedę. Jeden wielki śmietnik, bo na to nadaje się większość prezentowanych tam rzeczy. Te ciuchy nawet z daleka wyglądają jak gówno, bo gównem są. Sorry za język, ale tak naprawdę jest. Tanie, gówniane, jednorazowe…

Kup, wyrzuć, kup, wyrzuć, kup, wyrzuć… Tak wygląda właśnie dzisiejszy świat, bo na ubraniach się ten temat nie kończy.

Luksusem jest posiadać coś, na co inni zwracają uwagę, coś, co wygląda oruginalnie i drogo (mimo że dziś wcale, jak pokazałam wyżej, nie kosztuje drogo). Luksusem jest nosić ciuchy tak idealnie skrojone dla nas, że prezentujemy się jak modele i modelki z prywatnymi „dizejnarami”.

Luksusem jest też według mnie możliwość dobrania kolorów i charakteru materiałów do siebie, a nie dopasowywanie się do trendów i obecnej mody. A to zapewnia tylko oryginalne podejście do garderoby i własna inwencja.

Że nie wspomnę o tym, jak satysfakcjonujące dla mnie dziś są takie „zakupy”, przerabianie, szycie, po prostu kreowanie swojej szafy! To cały proces, który jest niesamowicie uszczęśliwiający – nawet gdy nam się coś nie udaje – bo uczymy się, rozwijamy, eksperymentujemy. I jakże budujące jest słyszeć masę komplementów na oryginalne sukienki, które sobie tworzę na swoją sylwetkę, czy bluzki. Aż sama jestem w szoku, że coś takiego potrafię zrobić i że innym to się tak podoba.

Ale to tak jak z tą szczerością i autentycznością i wynikającymi z nich integralnością i oryginalnością – to jest tak rzadkie w dzisiejszym świecie, że po prostu robi wrażenie.

Kiedyś biegałam po tych sklepach jak wszyscy, szukając szczęścia. Ale ono nigdy nie nadchodziło. Zamiast niego była frustracja, zmęczenie, ciągły niedosyt. Dziś nie czuję w ogóle potrzeby robienia zakupów w tradycyjnej ich formie. Nie lubię tego wręcz. To jak szukać zdrowego jedzenia w fast-foodzie.

Nie najesz się, nie nasycisz, wydasz kupę kasy, poczujesz chwilową przyjemność ze „sztuczności” dodanych do jedzenia, a potem będziesz czuć się źle przez długi czas ze względu na toksyczność takiego pożywienia. I tak jak fast-foody – sieciówkowe zakupy są uzależniające.

Fast-foody dodają do swojego żarcia substancje uzależniające, a sklepy, szczególnie sieciówki i całe galerie handlowe mają swoje tricki, sterujące Twoim zachowaniem. Widzę je za każdym razem, gdy tam trafiam. Dosłownie muszę przed tym uciekać – bo mimo, że znam te mechanizmy, nie jestem na nie odporna. Nikt nie jest. Im dłużej przebywasz na takich zakupach – tym bardziej się uzależniasz.

Jestem niesamowicie szczęśliwa, że dziś mogę żyć tak, jak żyję. Ubierać się tak, jak się ubieram. Pochodzę z pokolenia, które pamięta „komunę”. Nie było wtedy nic, nosiliśmy ciuchy po starszym rodzeństwie czy kuzynach. Kobiety same szyły sobie, czy szydełkowały ubrania.

Dziś mamy multum kolorów i krojów, ale tak naprawdę nie zmieniło się wiele – mamy bowiem stertę badziewia. A porządne rzeczy trzeba sobie wykreować samemu lub je odszukać. I nadal jest ich bardzo mało. Dlatego właśnie moje podejście do garderoby daje mi tyle satysfakcji.


Prawdopodobnie spodoba Ci się mój eBook „Jak odnaleźć swój raj”, bo rozumiesz potęgę autentyczności.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE”.

38 myśli w temacie “Ubrania zero-waste, czyli jak stać mnie na luksusy?”

  1. Dzięki bardzo za ten artykuł! Czytam Twojego bloga już od dawna, jest codzienną inspiracją. I tak właśnie dziaiaj postanowiłam wzbogacić swoja szafę o dobre materiały, i wybrałam się do sklepu (który jest obok mojego mieszkania od kilku miesięcy, a wcześniej z jakiegoś powodu mnie nie interesował), w którym bardzo sympatyczna kobieta sprzedaje ręcznie szyte przez siebie ubrania damskie i dziecięce, z dobrych, polskich materiałów. I tak powoli będę wymieniać zawartość mojej szafy, bo już mam dość ciuchów, ktore po kilku praniach nienadaja sie do chodzenia. Więc dzięki jeszcze raz! I do zobaczenia w Poznaniu 😉

    Polubienie

  2. Absolutnie popieram! Zawsze miałam takie podejście i do tej pory wprawiają mnie w osłupienie płaszcze za kilka tysięcy, w których wełna stanowi maks 50%. Niestety, nad czym mocno ubolewam, przez wzgląd na rozwój światopoglądu, stopniowo rezygnuję z materiałów odzwierzęcych, wiec moje ukochane wełny, jedwabie idą w odstawke, ze o porządnych skórzanych butach czy torbach nie wspomnę.

    Polubienie

    1. To pewnie wpadasz w sidła ideologii, bo wyglada na to ze robisz coś wbrew sobie.

      Ja się zawsze śmieje z wegetarian i wegan bo strasznie naiwni są i nieogarnieci emocjonalnie. Kupują eko skóry z egoizmu by czuć się lepiej nie zwracają wcale uwagi na zwierzęta. Dla zwierząt i środowiska dużo lepsze jest kupowanie wełny czy jedwabiu tak samo jak mięsa do jedzenia, szczególnie z małych i zdrowych hodowli.

      Polubienie

      1. Grubo przesadziłas tym komentarzem. Jak już kogoś obrażasz , to użyj konkretnych argumentów, a nie zasłyszanych ogólników.

        Polubienie

      2. Nie robię niczego wbrew sobie, ale podkreśliłam tylko, ze człowiek czuje różnice przestawiając się z produktów bdb jakości na te gorszej. Dla mnie to nie głupia ideologia-uważam, ze życie zwierzęcia jest ważniejsze od mojego modowego kaprysu i jak pani pod spodem zwróciła uwagę-proszę dokładnie przeanizowac sposób pozyskiwania naturalnych, rzekomo ekologicznych materiałów, bo koniec końców i tak są mniej ekologiczne od tych sztucznych, a już z pewnością nie są etyczne.

        Polubienie

        1. Każda ideologia działa na naszą i innych szkodę. Będziesz musiała się o tym sama przekonać, skoro nie chcesz tego zrozumieć. Nawet jak będziesz 100% super eko sreko, to i tak będziesz sfrustrowana całe życie, bo będziesz potrzebować by inni ludzie dołączyli do Twojej ideologii. Dlatego ideologie upadają, zawsze, nie mają swojego miejsca w świecie. Są jak wirus, który ma swoją epidemię czasem, ale prędzej czy później różnorodność świata go niszczy.

          Polubienie

      3. Plus z pewnością z korzyścią i przyjemnością dla zwierząt jest, w przypadku tych skórzanych obdarcie ich ze skory, a w przypadku jedwabników zalanie wrzątkiem. Szczyt szczęścia! Polecam!

        Polubienie

  3. Dzień dobry, co ja widzę? Polecenie mojego ostatniego artykułu!
    Catherine, bardzo dziękuję 🙂

    P.S. Jeśli chodzi o budzenie zainteresowania za granicą, mam podobne spostrzeżenia. Będę się upierać, że to „wina” sukienek, w których tak chętnie chodzimy, a które rzadko widuje się na ulicach Hamburgów czy Londynów. No i naszej słowiańskiej urody 😉

    Polubienie

    1. Haha to się zgadza! Ja mogę dodać tyle ze sukienka skrojona na nasze ciało to naprawdę jest coś, czego nie znajdziemy w sklepach, to musi być dopasowane do nas i do naszego charakteru i do tego wygodne byśmy my tez czuły się w tym wspaniałe! Ja się teraz przymierzam do długich sukienek i to będzie pewno dopiero przyciągać uwagę 🙂

      Polubienie

  4. Kręcę głowa z niedowierzaniem, widząc jak łatwo ludzie sa gotowi wydać niebylejakie pieniądze na bylejakie ubrania. Nie fatygują się nawet, żeby sprawdzić metkę ze składem. Sama od wielu lat ubieram się, a teraz także dziecko, w second handach. Ile perełek tam znalazłam! Jedwabie, kaszmiry, wełny, skórzane torebki! Często z metką albo ledwo co użyte. A przy tym oryginalne i wzbudzające ochy i achy. Koleżanki nie mogą uwierzyć, że kupione „używane”. Narzekają, że nie potrafią nic znaleźć w sh i że to strata czasu, bo wychodzą z pustymi rękami. Na co odpowiadam, że przecież w sieciówkach też nie zawsze znajdują to czego szukają i tak samo tracą czas. Fakt, że czasem trzeba poszukać, poczekać czy trochę rzecz przerobić ale w tym jest tyle zabawy i radości. Wydaje mi się, że jeszcze w świadomości wielu osób, niestety, używane ubrania są z założenia „złe”. A tymczasem, kiedy zasmakuje się w „prawdziwych” materiałach, nie mam mowy o powrocie do sztuczności i tandety. Pozdrawiam serdecznie

    Polubienie

  5. Ależ mnie cieszy, że napisałaś ten tekst! Jakiś czas temu zauważyłem, że niestety mało która kobieta przykłada uwagę do jakości ubrań w których chodzi, za to prawie każda docenia estetykę stroju. Dlatego super, że informujesz w przystępny sposób o tym, by jednak zauważać klasę produktu, a nie tylko jego urodę.
    Jakość ponad wszystko! 🙂

    Polubienie

  6. Zgadzam się z Tobą w 100%. Od niedawna moje myślenie w tej kwestii zmieniło się bardzo. Wcześniej kupowałam w sieciówkach i nie widziałam w tym nic złego. W tym momencie jeśli już coś kupuję, to zwracam ogromną uwagę na skład i jakość materiału, zawsze zastanawiam się jak taki ciuch będzie wyglądał po praniu i czy warto za niego dać takie pieniądze. Najbardziej jednak cieszą mnie zakupy w second handach. Tam też jest mnóstwo badziewia, ale też często można znaleźć rzeczy z rewelacyjnymi składami i piękne. Pozdrawiam ciepło 🙂

    Polubienie

  7. Wpis fajny, zgadzam się z wieloma rzeczami, a zdecydowanie z tym że większość ludzi kompletnie nie zwraca uwagi na to co kupuje, jak jest wykonane, a czasami nawet na to jak leży. Natomiast nie podoba mi się wrzucenie wiskozy, lyocellu do jednego worka z poliestrem jest to bardzo słabe i wskazuje na ignorancję tego tematu. Włókna wiskozowe lepiej wchłaniają wilgoć (pot) niż bawełna. A bawełna tez nie jest taka super zdrowa ponieważ przy jej uprawie używa od groma pestycydów i innych środków chemicznych, które trafiają do gleby i wód podziemnych.

    Polubienie

    1. A czytałaś jak powstają włókna celulozowe? Niestety ale to jest tragedia, ja nie twierdzę też że bawełna jest „spoko”, bawełna dobrej jakości i jeszcze ekologiczna też kosztuje majątek. Wiskoza i inne celulozowe nie są trwałe i z tym ja mam największy problem. Ale jeśli komuś to pasuje, to może to nosić, ja prezentuję tylko co MI nie pasuje i nie twierdzę że to jest święta prawda czy ideologia, której należy przestrzegać 😀 Wręcz przeciwnie – zachęcam do budowania swojego systemu i używania tego co NAM pasuje, nie innym. Nawet mój chłopak uwielbia poliester i nie mam z tym najmniejszego problemu.

      Polubienie

  8. W końcu ktoś pisze prawdę! 🙂 Ale niestety ludzi nadal przekonuje cena… kiedy słyszą że uszycie sukienki od zera kosztuje 300 zł + materiały to uciekają. Myślą że będą mieć super jakość w cenie ostatniej promocji w sieciówce…

    Polubienie

    1. Spokojnie, to się będzie powoli zmieniać. Rzemieślnictwo stanie się luksusowe, Ķlode krawcowe już się bardzo cenią, a i ludzie w miarę jak się bogacą w Polsce zaczynają dostrzegać takie „luksusy” jako coś wartościowego.
      Ja widzę przyszłość tak: „chłam” kupuje się „od chińczyków” przez internet. A „na żywo” zostają sklepy bardzo luksusowe, produkty lokalne, hand made, usługi i rzemieślnictwo właśnie, itd. Takie rzeczy „od święta”. Tak to wygląda w najbogatszych miejscach na ziemi i tak będzie też niebawem w Polsce. Swoją drogą to kolejny rejon gospodarki, obok ekologicznej żywności, w której Polka już jest liderem i mogłaby na tym góry złota zarabiać, gdyby tylko to dostrzegła…

      Polubienie

  9. Cześć Kasiu.

    Również nie cierpię zakupów odzieżowych zwłaszcza w sieciówkach i generalnie w galeriach handlowych. Jakość ubrań zwłaszcza dla kobiet jest tragiczna, ale powiedzmy sobie szczerze, że obecnie klientki
    zwłaszcza te młodsze mają zaniżone wymagania. Większość dziewczyn i młodych kobiet nie wie nawet jak wygląda prawdziwa wełna, dobra bawełna jedwab itd., no bo skąd. Tak jak większość młodszego pokolenia nie wie jak smakuje prawdziwe jedzenie, dobrej jakości bez poprawiaczy smaku. Dla nich liczy się ilość szmat w szafie, a nie jakość.

    Jakiś czas temu po wyjściu z takich sklepów z niczym stwierdziłam, że chyba zacznę sama sobie wszystko szyć, z pomocą mojej mamy krawcowej. Już kupiłyśmy nową maszynę do szycia. Na razie nie mam czasu (jeszcze) ale mam nadzieję, że wkrótce ruszę z tym. I Podobnie, moje najlepsze jakościowe nabytki ciuchowe pochodzą z second handów, z miejskich ryneczków i z allegro.
    Pozdrawiam

    Ps. Świetny blog. Bardzo Ci zazdroszczę Twojego podejścia do życia. Dzięki, że dzielisz się tym. Muszę też przyznać, że wiele artykułów i Twoich porad wywołało u mnie reakcję typu „hę, tej to łatwo powiedzieć bo……i tu litania powodów dlaczego u mnie to się nie sprawdzi ponieważ Ty masz, potrafisz, nauczyłaś się rzeczy, które dla mnie są albo wydają się za trudne i generalnie poczułam parę razy zniechęcenie zamiast być zmotywowaną. Większość Twoich poglądów odbieram pozytywnie, zgadzam się z nimi nawet gdy są dla mnie odkrywcze, oryginalne lub zaskakujące.
    Przy okazji chciałabym podrzucić temat. kiedyś w jakimś artykule lub widele wspomniałaś o pułapce postawy życiowej jaką głosi Tolle i jemu podobni. Czyli o tej całej uważności, akceptacji teraźniejszości, przebudzeniu, matrixach, wyjściach z matrixa itp Co miałaś na myśli?

    Polubienie

    1. Dzięki za miłe słowa! No blog wywołuję masę uczuć, toteż burza czasem jest. To taka inspiracja i motywacja, ale „z pazurem” ewidentnie, nie głaskanie po główce 😀
      Fajny temat! Zapisuję i na pewno wkrótce będzie!

      Polubienie

  10. Bardzo ciekawy post, nie chcę powiedzieć, że otwierający oczy, ale uświadamiający jak często jesteśmy po prostu leniwi. Kupujemy w sieciówce, bo nam się nie chce poszukać czegoś innego, bo cena jest dobra. Od lat marzę by nauczyć się szyć, ale prawda jest taka, że nie zrobiłam nic w tym kierunku żeby zrobić krok. Dzięki za linki i podpowiedzi. Pozdrowienia.

    Polubienie

    1. Nie ma za co! Cieszę się! Ja wszystko szyję „na oko” i jak coś nie wyjdzie to przerabiam na inne, np. miała być raz bluza wyszła sukienka, ostatnio miał być kombinezon pływacki a wyszła tunika 😀
      I najśmieszniejsze jest to że te ciuchy z przypadku, na opak jakoś zrobione budzą największe zainteresowanie i najwięcej komplementów!

      Polubienie

  11. Nie jest aż TAK źle w sieciówkach. Udaje mi się znaleźć coś 100% bawełna, ale muszę przyejrzeć metki wszystkich ciuchów, więc zajmuje mi to trochę czasu. Koleżanki za głowę się łapią jaka ja to wybredna jestem, ale zarażam (mówię, to jest akryl, akrylowe to są farby, chcesz coś tak syfnego nosić?!) i potem one robią to samo. W haemie nawet zdarzały się pojedyncze sweterki 100% merino, także można perełki znaleźć. A wiskoza i lyocell też są pochodzenia naturalnego (z jakichś włókien drzewnych) więc nie są wcale sztuczne i oddychają. Mi się bardzo dobrze noszą, bluzki z wiskozy są zdecydowanie trwalsze niż te z bawełny.

    Polubienie

    1. Zgadza się, choć ta bawełna jest opłakanej jakości właśnie. Zwykła tkanina, szybko się niszczy w praniu. Po prostu najtańsza 😉 takich materiałów z jakich ja szyje nie widziałam nigdy w sieciówkach.

      Polubienie

        1. Na Karaibach szycie jest czymś bardzo popularnym, toteż mamy spore sklepy całkiem nieźle zaopatrzone (szczecińskie przy nich „leżą i kwiczą”:D). Przez internet bardzo ciężko się kupuje, nie ocenisz jakości bez inspekcji „live”.

          Polubienie

  12. Katarzyna,
    A jakiego materiału używasz na spodnie? 🙂
    Mogłabyś wrzucić jakieś foto spodni, których używasz w Polsce podczas zimy?

    Polubienie

  13. Kasiu, jesteś ogromną inspiracją! Dziękuję za impuls, dzięki któremu otworzyłam oczy (twoje pierwsze artykuły na temat ubrań). Już od dawna nie kupuję w sieciówkach. I kieruję ironiczny uśmiech w stronę osób, które wydają pieniądze na ten szajs – często na dwa prania. Rozczarowałam się milion razy. Wydając chociażby którejś zimy 120zł („przecena”) na piękny sweter oversize. Nie interesował mnie skład (akryl i inne sztuczne materiały). Co się potem okazało, moja skóra nie mogła oddychać w tym gównie. Pociłam się jak szalona. Po pierwszym praniu sweter nie wyglądał już tak samo… Dlatego zachęcam: szanujmy nasze ciała, środowisko i nasze pieniądze! Teraz jestem bardziej rozważna i nie kupuję badziewi. Jednego frajera mniej 🙂

    Polubienie

      1. Dodatkowo pojawiaja sie wysypki i krosty na plecach i dekolcie. Odkad wyrzucilam poliester moje plecy i delokt sa czyste i gladkie 🙂

        Polubienie

  14. Jak bylam mlodsza, kochalam zakupy. Teraz mimo tego ze dalej jestem gowniarzem 23 letnim, nienawidze ( wiaze sie to tez z tym ze sama sie utrzymuje od 19 roku zycia, wiec wydawanie ciezko zarobionej kasy boli bardziej niz wydawanie kasy rodzicow). Moja mama szyje mi ubrania oraz przerabia. Doceniam to bardzo! Kupuje tez ubrania w sklepach charytatywnych oraz ciuchowcach. Od przeszlo 2 lat nie kupilam zadnej czesci garderoby w sieciowce ( z wyjatkiem bielizny). Oszczednosc czasu, pieniedzy i satysfakcja z kazdej jakosciowej rzeczy nabytej za grosze. Ostatnio kupilam fajna kiece z Asos, ktora online kosztuje 100 euro za 3 🙂

    Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s