Jak wygrywać w życiu, czyli 5 metod gwarantujących sukces

O Trumpie pisałam już wielokrotnie, mimo, że jest to nadal mocno kontrowersyjny człowiek. Niezależnie czy go lubisz, czy nienawidzisz – warto zrozumieć kilka metod, które stosuje i dzięki którym wygrywa w życiu. To proste, ale jakże różne od standardowego, podejście do życia, które jak zauważą wierni czytelnicy bloga – stosuję również ja.

To swoisty przepis na sukces w pigułce. Niezależnie więc od tego, co sądzisz o samym Trumpie, zachęcam Cię do wypróbowania tych metod. Efekty na pewno Cię zaskoczą. No chyba, że nie lubisz wygrywać 😉


Oryginalny, dużo bardziej polityczny artykuł po angielsku, który był inspiracją dla tego wpisu znajdziecie tutaj


1. Nie reaguj tylko działaj!

Trump prawie nigdy nie reaguje, a jeśli już to sporo „po czasie” i na spokojnie, wtedy, kiedy mu się to opłaca. Uwielbia przejmować inicjatywę i zmuszać innych: rywali, konkurentów, media czy dyktatorów do reakcji na jego działania. To jest esencja jego strategii i mało kto potrafi rozegrać różne sytuacje tak jak on, a tym bardziej zrozumieć co się dzieje. Media, podobnie jak wiele osób, do dziś mają z tym bardzo poważny problem, który w Stanach często określa się żartobliwie jako „Trump Derangement Syndrom” (Trump’owy Syndrom Zdezorientowania).

Wiele osób postrzega tą metodę jako generowanie i eskalację konfliktów. Zamiast reagować na różne ataki, Trump od razu przejmuje inicjatywę i zostawia przeciwników kompletnie zagubionych. Widzieliśmy to wielokrotnie w jego starciach z mediami. Nie ma osoby, ani żadnej organizacji, która na zadzieraniu z Trump’em coś zyskała – wszyscy na tym stracili, niektórzy nawet bardzo wiele. Najlepszym przykładem są nieprzychylne mu media, takie jak CNN, które od dłuższego czasu zaliczają kolejne straty widzów.

Działając bez zbędnego czekania i analizowania (czyli kierując się potężną intuicją), Trump przejmuje kontrolę nad każdym spotkaniem i każdą sytuacją. Rezultaty nie zawsze są idealne ale Trump bardziej dba o kontrolę niż o wymuszenie określonego wyniku. Ostatecznie zawsze kończy się to dla niego jakimś zwycięstwem.

Działając w taki sposób stwarza sobie sytuacje, w których nie można przegrać. Skupia się bowiem na efektach, na rozwiązaniach, a nie na problemach, jak większość ludzi. I właśnie dlatego tak ciężko większości ludzi go zrozumieć.

Pięknie widać to na przykładzie jego historii z sędzią o meksykańskich korzeniach, jeszcze z czasów kandydowania na prezydenta. Rozpoczynający się proces mógł bardzo mocno zaszkodzić jego wizerunkowi. Co więc zrobił Trump? Ogłosił, że „meksykański sędzia” jest do niego „uprzedzony” i w związku z tym zasądzi niesprawiedliwy wyrok. Dla przeciętnego widza takie zachowanie to brawura, chaos, rasizm i co tam jeszcze.

Jednak dla osoby takiej jak ja, patrzącej na wszystko przez filtr psychologii jest to idealne wręcz zagranie. Nie reagowanie czy negowanie procesu, tylko skierowanie energii i uwagi tam, gdzie jej chcemy. „Meksykański sędzia” oczywiście zareagował, aczkolwiek bardzo spokojnie. Miał tylko dwa wyjścia z tej sytuacji: zasądzić wyrok skazujący Trump’a (i potwierdzić tym samym, że jest „uprzedzony”) lub nie skazywać Trump’a i narazić się na krytykę swojej rodziny i całego kraju. Obie drogi były jednak dla Trump’a wizerunkowym zwycięstwem.

„Meksykański sędzia” okazał się dość błyskotliwy i znalazł dla siebie drogę „ratunku”: przełożył proces na daleko w przyszłość, tak, żeby wyrok nie wpłynął na wybory prezydenckie. Pokazał tym samym – według mnie – bardzo wysoką inteligencję. A dla Trump’a ten „kompromis” był jeszcze większym zwycięstwem, bo temat procesu kompletnie ucichł.

Trump nie postrzega polityki jak zwykłej rozgrywki szachowej, tylko bardziej jako boks. Nie skupia się na celach, tylko buduje systemy. Pozwala, aby konfrontacje wybijały przeciwników z rytmu i wykorzystuje ich przewidywalne reakcje, by wygrywać.

Gdyby nie jego agresywne uderzenia w stronę dyktatora Korei Północnej nie mielibyśmy nigdy szczytu pokojowego. Gdyby nie wizja wojny handlowej z Chinami nigdy nie doszłoby do poważnych ustępstw z ich strony. Obecnie Trump uderza w Europę i Kanadę i możemy być pewni, że efekty jego działań będą kolejny raz pozytywne.

2. Zawsze próbuj nowych rzeczy

Krytycy często wyśmiewają nieudane przedsięwzięcia Trump’a, wymieniając jego porażki i bankructwa. Ale nikt z nich nie patrzy na szeroką perspektywę, w której na każdą porażkę Trump’a przypadają dosłownie setki następujących po niej zwycięstw.

Trump nie traktuje porażek jak większość ludzi. Nie wystrzega się ich, tylko do nich dąży. Rozumie, podobnie jak ja i wielu z Was, że droga do sukcesu wiedzie poprzez porażki. Że są to tylko lekcje życiowe, z których należy czerpać. Najlepiej garściami. Dlatego wręcz pakuje się w sytuacje gwarantujące porażki. Rzuca się na wielką wodę, bo wie, że tylko tak można nauczyć się pływać.

Jego podejście do polityki jest dokładnie takie samo. Zamiast korzystać ze starych metod i rozwiązań, on tworzy sobie nowe. Nowe w tym sensie, że niespotykane dotąd u polityków, ale nie w sensie „zupełnie nowe”. Jeśli czytałeś książki Trump’a, a szczególnie najpopularniejszą „The Art of the Deal”, zauważysz, że te techniki stosuje on od zawsze. To, co działało w innych rejonach stosuje w polityce. Z takim samym efektem – masą zwycięstw.

Kiedy polityk taki jak np. Obama spotyka się z dyktatorami czy terrorystami to robi to zawsze w celach dyplomatycznych. Próbuje szukać kompromisu – czyli najgorszego możliwego rozwiązania. Wychodzi z przyjazną inicjatywą przez co zawsze będzie postrzegany jako „słabeusz”. Szuka „polubienia” i aprobaty od innych.

Trump robi coś całkowicie odwrotnego – najpierw „uderza przeciwnika w łeb”, czasem nawet kilka razy. Dopiero po takim „starciu” wyciąga do niego dłoń i sugeruje „zobacz, te walki są bez sensu, bo się pozabijamy, może lepiej zostańmy przyjaciółmi i się dogadajmy?”.

Inicjatywa Trump’a wygląda trochę jak słynna metoda Pablo Escobara: „Plata o Polmo”: „Albo bierzesz ode mnie kasę,  współpracujesz ze mną, i żyjemy sobie oboje dostatnio, albo Ty i cała Twoja rodzina dostajecie kulkę w łeb”. O ile można kwestionować moralność Pablo Escobara – nie można debatować ze skutecznością owej metody. Ona działała i zbudowała mu całe imperium narkotykowe.

Trump w pewnym sensie (z punktu widzenia naszej zachodniej moralności) odwraca sytuację: to on jest „tym dobrym, od kapitalizmu rozwoju i bogactwa”, natomiast jego przeciwnicy to mordujący ludzi komuniści. Trump daje im dwie opcje: albo przechodzicie na naszą stronę, albo czeka Was „fire and fury”…

Specjaliści od polityki wyśmiewają się z tej odrażającej, według nich, postawy. Cały czas gadają o uprzejmości, dyplomatyczności, itp. Nie dostrzegając chyba, że ta uprzejmość i dyplomatyczność nigdy nie rozwiązała konfliktów tego typu. Bo jest sztuczna i nienaturalna. Trump bywa bezczelny – ale nigdy sztuczny w tym co robi. To budzi respekt i jednocześnie jest podwaliną zaufania. Tylko na takim gruncie można budować jakiekolwiek trwałe relacje polityczne.

Trump nie jest więźniem kanonów. Rozumie ideę dyplomacji, ale nie  pozwala, by mu przeszkadzała w sukcesach. Jednego dnia obraża Kim’a, drugiego obwieszcza szaleńczą wojnę, a trzeciego wyciąga do niego rękę w przyjacielskim geście i poklepuje po ramieniu. Dla Trump’a polityka nie różni się od biznesu. To, co działa w biznesie – sprawdza się, jak widać, również w polityce. Bo wszystko opiera się na sztuce negocjowania, której Trump jest mistrzem.

Jednym z najpopularniejszych jego zagrań jest tzw. „odejście od stołu”. Polega to na tym, że we wstępnej fazie negocjacji Trump zawsze rzuca bardzo drastyczną, niemożliwą do podjęcia przez drugą stronę ofertę. Po czym na zdecydowanie „nie” Trump „wstaje od stołu”, czyli opuszcza negocjacje na krótką chwilę. Dla przeciętnego śmiertelnika wygląda to jak głupstwo. A dla osoby, która sztukę negocjacji rozumie – wygląda to jak genialna taktyka.

Dlaczego? Ano dlatego, że po powrocie do „stołu” każda kolejna oferta przedstawiona przez Trump’a – jakkolwiek brawurowa by nie była – zawsze będzie się wydawać bardziej „rozsądna” i „atrakcyjna” – bo podświadomie porównamy ją z tą pierwszą, szaloną i niemożliwą. To znowu tworzenie sobie sytuacji, środowiska, w którym można tylko wygrać.

W przypadku negocjacji z Koreą, na dosłownie kilka dni przed szczytem Trump zakwestionował jego sensowność, jeśli Korea nie będzie gotowa na denuklearyzację. Wszyscy znów zamarli w przerażeniu: „Będzie wojna!”. I dosłownie w kilka chwil wszystko wróciło do normy, a Kim ostatecznie nie tylko zgodził się na wszystkie wymagania Trump’a, ale dorzucił tam jeszcze parę „bonusów” od siebie. Patrząc przez filtr psychologii na sytuację koreańskiego dyktatora – nic dziwnego.

3. Generuj chaos

Kiedy na pierwszym roku studiów architektury zaczynałam swój pierwszy projekt na myśl przewodnią wybrałam jeden z moich ulubionych cytatów:

„Co to jest chaos? To ten ład, który zburzono, przy powstawaniu świata”

Jako ludzie czujemy się dobrze w środowisku „poukładanym”, gdzie panuje jakiś porządek. Podświadomie do niego dążymy i przeraża nas wizja chaosu. Dlatego właśnie tak wiele osób ma tak wielkie problemy nawet z najmniejszą zmianą życiową – każda zmiana to chwilowy nieład, chaos.

Większość ludzi chce go minimalizować. Społeczeństwa tak samo jak firmy w biznesie wydają fortuny i toczą wojny, poświęcając często nawet dekady na ograniczanie chaosu. Często oznacza to też ograniczanie rozwoju, w celu ustabilizowania swojej pozycji. Dlaczego tak ciężko zostać lekarzem, czy adwokatem? Bo stara kadra nie chce, by ktoś młody zagrażał ich pozycji. Ustanowili sobie porządek, w którym mają kontrolę i to im pasuje.

Trump jednak, podobnie jak ja, uwielbia chaos i świetnie się w nim odnajduje. Z mojego doświadczenia wynika, że takie podejście mają osoby, które rozwinęły swoją intuicję i wyobraźnię na tyle, że ciągle potrzebują takich stymulantów z zewnątrz – dążą do zmian, do porażek, do ciągłego testowania swoich zdolności „ujarzmiania” tego chaosu, który sobie tworzą.

Trump zamiast ograniczać chaos, jak większość ludzi – sam go generuje. Powoduje tym samym niepewność i niepokój u swoich przeciwników. Po czym wychodzi z rozwiązaniem: „dogadajmy się, to będzie porządek. A jak nie to stworzę jeszcze większy chaos”

Świetnym przykładem jest jego podejście do handlowej i walutowej wojny, która trwa już od dawna i jest swoistym światowym „status quo”. Warto tu zauważyć, że światowe elity wolą ułudę porządku, nawet kosztem totalnej degradacji ekonomii, którą widzimy już od kilku dekad. Tak silna jest u ludzi potrzeba „porządku i bezpieczeństwa”.

Ale oto wkroczył Trump ze swoją metodą „generowania chaosu”. Chiny i inne kraje nie mają wyjścia, muszą iść na ustępstwa w kwestii handlu, bo nie potrafią poradzić sobie z wizją światowego chaosu. Dodajmy, że Stany wcale nie są na wygrywającej pozycji – wręcz przeciwnie – jeden ruch ze strony Chin i Stanów dosłownie „nie ma”, upada ich pompowana kredytami gospodarka.

Ale Trump nie patrzy na to, tylko na psychologię, bo to psychologia, a nie logika, rządzi światem. A z punktu widzenia psychologii żaden lider światowy nie poradzi sobie z chaosem, jaki stwarza Trump. I Trump to doskonale wie i wykorzystuje tą przewagę. Bo i czemu miałby tego nie robić? Trump nie boi się chaosu, dąży do niego, bo wie, że w takim środowisku ma przewagę.

Można to sobie wyobrazić znów jako metaforyczną potyczkę bokserską: Stany mogą nie być najsilniejszym gospodarczo krajem, ale Trump, poprzez wprowadzanie chaosu, buduje niestabilny, ruchomy ring. A jego przeciwnicy zamiast koncentrować się na swojej sile i samej walce, zaczynają dążyć do ustabilizowania trzęsącego się ringu. Po czym Trump oferuje: „dobra, uspokoję ten ring, ale musicie dać mi kij bejsbolowy w tej walce”… 

Właśnie w taki sposób Trump uzyskał bezprecedensowe, historyczne zwycięstwo z Koreą. Korea była bowiem przyzwyczajona do tego, że to ona stwarza zagrożenie, tworzy chaos, utrzymując swój status. Trump ich wyprzedził i wstrząsnął nimi, zanim oni zdążyli wypowiedzieć swoje groźby (metoda nr 1). Zatrząsł „ringiem światowym” i zmusił Koreę do kapitulacji zanim w ogóle jakakolwiek rozgrywka, czyli wojna, mogła się zacząć.

Podobnie jak Korea – Chiny, Europa i Kanada nie chcą wojny handlowej. Nie mają wiele do zyskania, za to całe swoje pozycje do stracenia. Tworząc chaos gospodarczy, Trump zmusza te kraje do współpracy. Mówi „albo wszyscy gramy fair, albo wszyscy przegrywamy”.

Trump z zadowoleniem stosuje chaos, ponieważ stwarzanie chaosu jest idealną dla niego strategią negocjacyjną. Przeciwnicy polityczni dążący do porządku mogą być zastraszani wizją jeszcze większego chaosu. Trump używa najsilniejszej ludzkiej emocji – strachu – by kontrolować innych. Nie szuka porządku, tylko zwycięstwa. A zwycięstwo można osiągnąć tylko walką. Każda walka to jakaś forma chaosu.

4. Nigdy nie pokazuj swoich kart

U standardowych polityków, choć nigdy nie mówią tego wprost, można wyczuć czego dokładnie chcą. Grają w otwarte karty. Określają swoją pozycję i strategię i trzymają się ich. Praktycznie nigdy żaden polityk nie zmienia frontów, a zmiany w poglądach są spowodowane oczekiwanymi profitami.

Trump zawsze był niejednoznaczny. Jego przemówienia są bardzo proste, z masą powtórzeń: charakterystyczne jest to, że zaczyna od swojej tezy, potem wrzuca kilka zdań i zamyka całość powtarzając słowo w słowo początkowe stwierdzenie. I jego wypowiedzi można odczytywać na różne sposoby. Praktycznie zawsze znajdzie się też w nich jakąś sprzeczność czy kontrowersje. Nie bez powodu – Trump zna potęgę zamieszania wokół konkretnych słów i fraz.

Sam wielokrotnie wspomina, że musi być nieprzewidywalny. Żadne jego negocjacje nie zaczynają się z konkretnym planem. Nigdy nie wiadomo w co uderzy i na czym skupi uwagę przeciwnika. To bardzo ważne, bo tylko w ten sposób można stosować metodę nr 3, czyli generowanie chaosu. Im więcej zamieszania – im więcej pytań – tym lepiej. Trup nigdy nie pokazuje swoich kart.

Ta niejednoznaczność i niepewność pozostawia drugą stronę niezdolną do oceny tego, jakie decyzje podejmie Trump. Daje to poczucie niebezpieczeństwa i niepokoju jeszcze przed samymi negocjacjami – i potęguje później wizję chaosu. Trump, mimo, że jeste znanym całemu światu celebrytą – pozostaje nieprzewidywalny.

5. Nie bój się być „tym złym”

Amerykanie mają wiele cech charakterystycznych, ale tą najciekawszą jest według mnie ich przekonanie, że są „tymi dobrymi, którzy muszą ratować świat”. Świetnie naśmiewali się z tego twórcy South Parku w swoim filmie „Team America: World Police”. Nie oceniam tu czy to wada, czy zaleta, bo to subiektywne i zależne od sytuacji. Ale nie sposób tego nie dostrzec – inne kraje nie zastanawiają się nad tym, czy są „tymi dobrymi” tylko patrzą na swoje zyski.

Można oczywiście obwiniać za to Hollywood, powieści czy komiksy, ale nie zmienia to faktu, że Amerykanie mają siebie za bohaterów. I bardzo łatwo wpędzić ich w kąt kwestionując tą bohaterskość i dobroć – co obecnie wiele krajów robi. Obama spędził 2 kadencje „przepraszając świat” za Amerykę…

Obserwował to Trump i mocno krytykował. Nic dziwnego – Trump nie boi się być „tym złym”, despotą i awanturnikiem. Potrafi wypowiadać szokujące rzeczy i zajmować niedopuszczalne stanowiska, jeśli daje mu to efekty, jakich chce.

To cecha, która najbardziej denerwuje jego przeciwników. Ale właśnie to daje USA silny wpływ i możliwości negocjacyjne. Trump ucieleśnia siłę Ameryki, która została mocno podważona przez prezydenturę Obamy. Większość ludzi nie głosowała na samego Trump’a tylko właśnie na rzeczy, które on uosabia – na wartości, o których zbyt długo zapominano.

Prezydentów obchodzą zawsze ich własne, osobiste relacje z zagranicznymi przywódcami i ich wizerunek. Trump natomiast zaryzykuje wszystko co ma, budowaną przez dekady markę, obrażając liderów innych państw tylko po to, by jakiś rolnik z Wisconsin dostał szansę na większy rozwój.

Trump’a nie obchodzi to, co myśli o nim świat – jego obchodzą efekty. Patrzy na skuteczność, a nie na aprobatę. Dla urażonego polityka będzie „despotą”, „rasistą”, „bigotem”, itp., ale dla takiego rolnika z Wisconsin Trump jest uosobieniem prawdziwego lidera – gotowego walczyć dla niego. I właśnie dlatego ludzie go uwielbiają i tak licznie przybywają na jego wystąpienia.

Media ciągle krzyczą, że Trump stracił kontakt z rzeczywistością. Gdyby tak było to świat raczej nie obracałby się wokół niego. Nic się nie dzieje, gdy Putin czy Chiny wydają jakieś nawet najbardziej oficjalne oświadczenie. Ale jeden „tweet” prezydenta USA i cały świat dosłownie dostaje szału. Wszystkie oczy skierowane są tam, gdzie chce tego Trump. Dlatego właśnie jest tak potężny. Trump jest mistrzem negocjacji i mistrzem hipnozy. Ale o tym będę jeszcze szeroko pisać i mówić.

Trump nie reaguje na to, co robi świat. To świat reaguje na to, co robi Trump. Podobnie ja nie przejmuję się opinią innych i tym co robią. To inni przejmują się tym, co mówię i robię ja. I na tym właśnie polega bycie zwycięzcą.

Prawdopodobnie spodoba Ci się mój eBook „Jak odnaleźć swój raj”, bo interesuje Cię, jak zostałam zwycięzcą.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE”.

4 myśli w temacie “Jak wygrywać w życiu, czyli 5 metod gwarantujących sukces”

  1. ale ma na swoim koncie tez duże błędy, np. teraz tak szeroko komentowana wadliwa polityka migracyjna, czyli rozdzielanie rodzin uchodżców, dopiero teraz Trump podpisał rozporządzenie kończące ten dramat, co nie zmieni tego, że ponad 20 tysięcy dzieci zostało juz rozdzielonych od rodziców

    Polubienie

  2. Świetny artykuł a Tramp tak znienawidzony przez Europejczyków jest najlepszym prezydentem dla swojego narodu. Na pewno lepszym niż Merkel dla Niemców czy nasi popaprancy co jeden to i lepszy.
    Pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s