Dyscyplina – dlaczego to takie trudne?

O dyscyplinie słyszymy w temacie rozwoju bardzo często. Jest nam niezbędna – to wszyscy wiemy. Ale jak do niej podejść? Jak sprawić, by stała się dla nas czymś naturalnym? Jak wykorzystać jej potencjał w naszym życiu?

Zacznijmy od uzmysłowienia sobie dlaczego dyscyplina jest taka trudna – jest trudna, bo najzwyczajniej w świecie nie jest fajne siedzieć na tyłku i uczyć się do egzaminu, gdy Twoja „ekipa” świetnie się bawi. Nie jest przyjemne dukanie w obcym języku podczas Twojej podróży, gdy Twoi znajomi leżą nad basenem. Nie jest wygodne robienie pompek ostatkami sił, gdy Twój partner siedzi sobie na sofie, podjada popcorn i ogląda Twój ulubiony serial…

Dyscyplina nie jest „cool”

Trudność w dyscyplinowaniu się ma dokładnie to samo źródło co trudność w ponoszeniu porażek. I te dwie rzeczy są ze sobą ściśle związane – im większa jest Twoja dyscyplina – tym silniejsza jest Twoja zdolność do ponoszenia porażek i podnoszenia się z nich.

Podwaliną obu jest wiara w siebie. By być w stanie się zdyscyplinować musisz najpierw uwierzyć, że coś Ci się uda. Że jesteś w stanie coś osiągnąć. Że sukces można zbudować. Że szczęścia się nie „wygrywa” na loterii, tylko buduje.

Dyscyplina to ten głos w Twojej głowie, który po każdej porażce mówi: „Spróbuj jeszcze raz”. To ta intuicja, która gdy nic nie idzie po Twojej myśli krzyczy: „Daj sobie jeszcze jedną szansę”

Dyscyplina to ciągła praca i ciągłe poświęcenia, za którymi stoi wiara nie tyle w jakiś cel – o „bezcelowości celów” już pisałam – ale raczej wiara w to, że rozwiążemy jakiś problem. Że polepszymy nasze życie. Że będziemy dzięki czemuś szczęśliwsi.

Problem z dyscypliną

Większość ludzi ma problem, by się zdycyplinować, bo nie rozumieją samych siebie i swoich potrzeb. Stawiają sobie cele, często tylko dlatego, że inni to robią. Chcą być tym czy tamtym, bo widzą, że komuś się coś udało.

By móc się zdycyplinować potrzebna jest wiara, a ta bierze się ze zrozumienia samego siebie i problemu, który chcemy rozwiązać. Weźmy za przykład osoby otyłe. Dlaczego mają tak wielki problem, by się zdyscyplinować w dietach? Poza samym faktem, że większość diet po prostu nie działa, bierze się to z niepoprawnego diagnozowania problemu: takie osoby w większości stawiają sobie cel: schudnąć. Problem widzą w swojej wadze, a nie w stylu życia i warunkach, które do tej wagi doprowadzają.

Zwykle wygląda to tak, że stawiany cel – zrzucenie iluś kilo – nie zostaje osiągnięty. I taka osoba szybko się poddaje. Bo nie wierzy w siebie, bo nie stoi za tym wszystkim system. Osoby, które odnoszą sukces w zmianie swojej sylwetki często na faktyczne efekty czekają nawet latami. Ale nie poddają się, są zdyscyplinowane. Dlaczego? Bo poprawnie zdiagnozowały swój problem – błędny styl życia.

Takie osoby rozumieją, że przed nimi jest proces, a nie sam cel. Że osiągnięcie jakiegoś celu, czy raczej sukcesu jest efektem dobrego systemu. I wierzą, że zmiana stylu życia sprawi, że rozwiążą swój problem z otyłością.

Jeśli masz problem z dyscypliną i wytrwałością w czymś – to przyczyną tego jest błędna diagnoza w kwestii tego, czego faktycznie chcesz. Weźmy jeszcze jeden typowy przykład: palacze. Większość ludzi również polega przy próbach „rzucenia”. Z dokładnie tego samego powodu: myślą, że chcą po prostu przestać palić.

A problem leży dużo głębiej – palenie jest uzależnieniem, a uzależnienia biorą się z nierozwiązanych problemów natury psychologicznej. To, czego faktycznie palacze potrzebują to zmierzyć się ze swoimi słabościami, swoją przeszłością, swoimi leżącymi głęboko problemami, które „maskują” za pomocą używki.

Ostatnio w PONIEDZIAŁKU POD PALMAMI wspominaliśmy z Tomkiem właśnie o tym, że cały proces rozwoju zaczyna się od zrozumienia samego siebie. Od zrozumienia czego faktycznie chcemy od życia. To jest właśnie to, co opisuję w e-booku „Jak odnaleźć swój raj?”:

„Nie da się zmienić swojego życia nie zmieniając swojego wnętrza. To Ty kreujesz swoją rzeczywistość i to Twoje decyzje (lub ich brak) decydują o Twojej przyszłości. Dopóki nie poznasz swoich prawdziwych potrzeb niemożliwe jest byś odnalazł swoje miejsce w tym świecie. Nie wystarczy przeprowadzić się do dosłownego raju, jak np. Karaiby. To nic nie zmieni.

Owszem, słońce będzie świeciło Ci nad głową, a 60- procentowy rum może na chwilę pozwolić zapomnieć o troskach – ale zmienisz tylko miejsce, a nie swoje życie. Zmienisz to, co na zewnątrz, ale wszelkie problemy, które siedzą wewnątrz Ciebie pozostaną. I te nierozwiązane problemy, wątpliwości, błędne przekonania dalej będą Cię nawiedzać.”

Jeśli więc ciągle powtarzasz, że czegoś chcesz, ale nie potrafisz się zdyscyplinować, by to osiągnąć – zastanów się dokładnie co ta rzecz reprezentuje. Czym dla Ciebie jest? Co faktycznie chcesz poprzez tę rzecz osiągnąć? Gdzie faktycznie leży Twój problem.

Wtedy masz szansę odkryć swoje wnętrze. Wymaga to oczywiście szczerości z samym sobą, która jak już powtarzałam wielokrotnie jest kluczowa w naszym życiu. Bez szczerości nie ma zrozumienia samego siebie, a bez tego życie jest błądzeniem we mgle.

Lista zadań

Każdy człowiek sukcesu jakiego znam używa jakiejś formy listy zadań, czyli tak zwanej „To do”. W dzisiejszych czasach naprawdę jest to niesamowicie proste, bo mamy masę programów ułatwiających nam Tworzenie tych list. Osobiście korzystam z wbudowanej aplikacji Apple na moim iPhonie i komputerze, która ma fenomenalną funkcję synchronizacji.

Bardzo ważne jest jednak to, by to była lista ograniczona czasowo. Masa aplikacji ma tą opcję – ustalasz po prostu „deadline”. To, co ma być zrobione dziś czy jutro czy w poniedziałek – ma być zrobione w ten dzień i tyle. Listy bez tego ograniczenia mijają się z celem.

Ale w wielu przypadkach nadal korzystam ze zwykłego notatnika czy kartki i długopisu. I nie ważne czy to jest lista zakupów, lista zadań w pracy, czy konspekt, na podstawie którego piszę te artykuły – listy pomagają nam nie tylko organizować nasze pomysły – przede wszystkim są sposobem na „zamrożenie” naszych myśli.

Daje nam to oddech w życiu, bo takie listy po prostu są sposobem na zapisanie sobie i zaplanowanie wykonania jakiś zadań później. Spisanie zadań również świetnie motywuje do działania, bo cały wielki projekt wydaje się zawsze przytłaczający. Ale pojedyncze zadania – to już jest łatwiejsze do ogarnięcia. Przykładowo takie artykuły jak ten powstają często w częściach: jednego dnia piszę wstęp, kolejnego kilka paragrafów, itd.

Bardzo ważną cechą list zadań jest to, że „odhaczenie” danego punktu na takiej liście autentycznie wzbudza w nas poczucie spełnienia i zadowolenia z siebie. Lubimy to robić. I to jest bardzo silną motywacją, by kontynuować. Bardzo często moje artykuły powstają w niecałą godzinę właśnie w oparciu o tę zasadę. Po prostu mam ochotę je ukończyć, bo daje to jakąś satysfakcję.

Część naszych zadań jest też zwyczajnie przyjemna i chcemy je wykonywać. Warto i to spisywać i ustalić sobie, że np. porozmawiamy z rodziną/przyjacielem jak tylko wykonamy to pierwsze zadanie na liście. Wówczas dużo łatwiej się zmusić, by wykonać cięższą pracę, bo wiemy, że po tym czeka nas „nagroda”.

Gdy mam dzwonić np. do rodziców na Skype, to zawsze wcześniej wstawiam sobie jakieś trudne zadanie, którego nie chce mi się robić. I wmawiam sobie, że nie mogę porozmawiać z bliskimi, dopóki nie ukończę tej konkretnej rzeczy. To zawsze działa! Nagle setki wymówek znikają.

Pomysły

Wiele osób, z którymi rozmawiam na konsultacjach jest opornych na ideę listy zadań, twierdząc, że „nie wiedzą od czego zacząć”. Jest to typowe w naszym życiu, gdy zaczynamy coś nowego lub zwyczajnie dokonujemy jakiś zmian. Wówczas wystarczy przemianować listę zadań na listę pomysłów.

Wystarczy zacząć od najprostszego: każdego ranka spisać 5-10-lub 15 (lub i więcej, nie ma znaczenia) pomysłów na ten dzień. Jakichkolwiek, mogą być nawet szalone. Chodzi o to, by Twój umysł zaczął pracować dla Ciebie, a nie przeciwko Tobie.

Z takich list pomysłów bardzo szybko klarują się rozwiązania różnych problemów. Czasem jest też tak, że to, czego się nie spodziewaliśmy kompletnie ma miejsce – jakaś nasza akcja, jakiś pomysł, rodzi kolejny pomysł.

Co możesz zrobić dziś, co przybliży Cię do sukcesu? Zadawaj sobie to pytanie każdego ranka i spisuje pomysły. Prędzej czy później zaowocuje to działaniami, które zrodzą kolejne działania i tak w końcu, zupełnie zszokowany, znajdziesz rozwiązania.

Mówiąc prosto: „rusz dupę” i zrób cokolwiek. Tłumaczyłam to w tym artykule: JAK ZMIENIĆ SWOJE ŻYCIE? ZACZNIJ ROBIĆ TE 2 PROSTE RZECZY!

Zasada 5-10-20

O tej metodzie wspominałam już kilkakrotnie. Sprawdza się przy podejmowaniu trudnych i niewygodnych decyzji oraz wszędzie tam, gdzie chcemy zmienić złe nawyki. Lub zwyczajnie nie popełnić potężnego błędu życiowego.

Zasada 5-10-20 to po prostu umiejętność patrzenia na nasze życie z szerszej perspektywy. Kiedykolwiek stoisz przed poważną decyzją i nie wiesz na co się zdecydować zastanów się gdzie ta decyzja zaprowadzi Cię za 5 lat. A gdzie za 10? A za 20 lat?

Takie spojrzenie pozwala nam lepiej ocenić to, co dzieje się z nami w danej chwili. Ilość emocji przy trudniejszych decyzjach czy zmianach bywa przytłaczająca. Jednego dnia czegoś chcemy, drugiego już się boimy, trzeciego wątpimy w sens wszystkiego.

Spojrzenie z „daleka” na nasze rozterki powoduje, że widzimy tylko te najważniejsze elementy oraz – bardzo ważne – zaczynamy myśleć przyczynowo-skutkowo. Widzimy możliwe efekty naszych decyzji, a nie samo to, jak się czujemy w danej chwili. I te efekty dają nam potrzebnego kopa, by się zdyscyplinować.

Dyscyplina to coś, co niestety rodzi się w bólach, ale im więcej jej w Twoim życiu – tym łatwiej ją stosować. Jest nieunikniona jeśli pragniesz sukcesu – nieważne czy małego, czy dużego, czy „tego niemożliwego”. Prawdziwe szczęście to stan, który się buduje, czasem szybko, czasem długie lata, czasem całe życie. Dyscyplina jest w tym procesie nieunikniona.

Prawdopodobnie spodoba Ci się mój eBook „Jak odnaleźć swój raj”, bo tłumaczy jak zamienić nasze emocje na działanie.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE”.

 

7 myśli w temacie “Dyscyplina – dlaczego to takie trudne?”

  1. Ja dyscyplinę postrzegam jako cierpliwość, a tej u mnie zdecydowanie brak. Zawsze zastanawiałam się, co zrobić by mieć jej więcej. Więcej wiary w siebie rzuca ciekawe światło – nie spotkałam się z tym poglądem, jednak wydaje mi się że to wciąż nie wyczerpuje tematu. Piszesz, myślę, o samokontroli a dla mnie sama samokontrola nie wystarcza na drodze do sukcesu. Do mnie bardzeij przemawia samoregulacja i to ona tłumaczy dlaczego często ciężko wytrwać w postanowieniu. Ja bym tu od tej samoregulacji właśnie zaczęła.

    Polubienie

    1. Z mojego doświadczenia wynika, że po prostu chęć osiągnięcia jakiś zmian (tu potrzebna jest ta szersza perspektywa) musi być większa niż chęć np. wypicia dziś wieczorem piwa 😀 Wtedy i tylko wtedy mamy dyscyplinę. Dyscyplina to nic innego jak po prostu postawienie swojego ciała do „pionu”, tresowanie go. Ale jeśli nie mamy tej wiary w siebie (że się uda) to dyscyplina nie może się nawet narodzić. Świetnym przykładem są ludzie po sylwestrze masowo zalewający siłownię na maks kilka tygodni. Na tyle im starcza „sztucznej” motywacji. Potem koniec.

      Łatwo też określić czy faktycznie czegoś chcemy – jeśli potrafimy znaleźć jakieś wymówki – to wcale tego nie chcemy. Gdy faktycznie czegoś pragniemy wymówki nie istnieją. Istnieją przeszkody do pokonania. Nie istnieje dla nas „nie mogę” istnieje tylko „JAK mogę”.

      Polubienie

      1. Ja mogę zdyscyplinować się tylko wtedy kiedy widze sens w czynności. Na przykład mogę zerwac nocke i poswiecic ja na nauke ale musze wierzyc ze to mi pomoze, widzieć sens w tej aktywności/ braku komfortu z tym związanym. Racjonalizowanie sobie pewnych celów/zdan i ten element wiary ze to co robie przyniesie efekt dla mnie działa 🙂

        Polubienie

  2. Wiecznie miałam problem z dyscypliną, który sam się rozwiązał z czasem. Co mi pomogło to małe kroki oraz – tak jak piszesz – poznanie siebie. Pewne rzeczy mi po prostu nie szły, bo nie były zgodne z tym kim jestem i z moimi wartościami. Od kiedy poznałam swoje potrzeby i preferencje to znacznie łatwiej jest mi trzymać dyscyplinę.

    Polubienie

    1. Widzę, że tylko połowa komentarza przeszła przez cenzurę. Czy mogę wiedzieć dlaczego? Nie próbuję niczego reklamować. Jestem enneagramową 5, INTJ w MBTI i takie odosobnienie w medytacji było jak balsam na mój umysł i zdziałało cuda na dyscyplinę i poczucie wilnej woli we mnie, które praktycznie od razu się poprawiły. Dla pewnego rodzaju ludzi będzie to doskonały sposób na kontakt ze sobą i tym samym odkrycie kim jestem i jakie są moje włssne, nie narzucone potrzeby, co przecież jest jednym z głównych przesłań Twojego bloga.
      Poprzez ucinanie komentarzy być może uniemożliwiasz komuś natrafienie na coś, co zbliżyłoby tę osobę do poznania siebie i kroczenia swoją ścieżką, albo ten proces przyspieszyło. Jasne, że to Twój blog i Twoje zasady ale uważam, że są różne sposoby na dojście do prawdy i różnie one pasują różnym ludziom, ale z jakiegoś powodu ten został zdyskryminowany.

      Polubienie

        1. Haha chwilę mi zajęło ale faktycznie w moim komentarzy pojawiło się słowo v i p a s s a n a i chyba dlatego filtr uciął kawałek mojej wiadomości bo jednak zawiera się w nim krótkie, mogące uchodzić za niecenzuralne słówko 😀
          Sorki za rzucenie oskarżenia, nie przyszło mi do głowy, że filtr może być winowajcą a jednak przyszło, że Ty mogłaś ów komentarz uciąć. Niech to będzie dzisiejsza dla mnie lekcja 😉

          Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s