Jak zostać Architektem: bogatym, szczęśliwym i wolnym

Wiele osób od dawna prosi, bym więcej miejsca poświęcała tematowi architektury jako pracy. Zaczniemy więc od tego ogólnego artykułu, który opisze moje podejście do tego zawodu i pokaże czego potrzeba, by być wolnym, szczęśliwym i bogatym architektem.

Tak, jest to możliwe i nie, nie jestem wyjątkiem. Znam kilku architektów, którzy również wiodą szczęśliwe i spełnione życie. Łączy nas nasze zdrowe podejście do tego zawodu jak i bogate doświadczenie, które wykorzystujemy w swojej pracy.

Oto elementy, które według mnie są decydujące i które warto sobie poważnie przemyśleć – szczególnie jeśli rozważasz tą karierę lub już jesteś młodym architektem.

1. Studia niewiele Ci dają

biurowce

Studia nie są konieczne w tym zawodzie i osobiście je odradzam (przynajmniej początkowo). Wiem, to bardzo kontrowersyjne stanowisko, ale poparte moim ponad 10-letnim doświadczeniem w tej trudnej branży i studiami na dwóch „renomowanych” uczelniach.

Oczywiście, że studia na jakiejś znanej uczelni brzmią „zacnie”, a tytułowanie się „magistrem – inżynierem – architektem”, szczególnie na zachodzie budzi wielki podziw (na zachodzie po studiach nie zawsze dostajemy również tytuł inżyniera – w Polsce chyba nadal). Ale tak naprawdę prawie nic nam ten tytuł nie daje…

Spokojnie możesz nazywać się Architektem bez studiów – wystarczy, że faktycznie nim będziesz, czyli zdobędziesz doświadczenie i umiejętności. Już kiedyś opowiadałam historię chłopaka, który jako 18-latek w Niemczech po prostu poszedł do pracy do biura, od razu po maturze. Po 5 latach był już na stanowisku Menadżera Projektu i zarabiał 3 razy tyle co młodzi architekci po studiach, zaczynający w tym biurze pracę, którzy oczywiście przecierali oczy ze zdumienia, gdy słyszeli, że on nigdy nie studiował…

Architekt to wolny zawód, a branża nadal działa w oparciu o dość wolny rynek. W praktyce oznacza to, że panuje gigantyczna konkurencja, Twoje papiery są g… warte, a to co ma faktyczną wartość to Twoje doświadczenie i to jak potrafisz „sprzedać” swoje umiejętności. Jeśli nie jesteś kapitalistą i libertarianinem (nie rozumiesz praw ekonomii) – ten rynek Cię zje. Lub najzwyczajniej w świecie na zawsze zostaniesz na samym dole łańcucha, czyli będziesz architektem przez małe „a”.

2. Architekt jest menadżerem, nie kreślarzem

Być może zauważyłeś, że często posługuję się różną pisownią: Architekt przez duże „A” i architekt przez małe „a”. Nie bez powodu. Jest cała masa architektów i bardzo mało Architektów. Dlaczego? Dlatego, że praca Architekta to nie siedzenie i kreślenie projektów. To jest praca kreślarza. I tym większość architektów się zajmuje.

By być Architektem trzeba stać się menadżerem. Liderem, zarządcą, człowiekiem niesamowicie odpowiedzialnym, terminowym, świetnie zorganizowanym i przygotowanym na pojawiające się zawsze w tej branży komplikacje.

Prawdziwi Architekci nie siedzą przed ekranem komputera i nie „dziubią” sobie projektów, tylko zarządzają całym projektem. Są Menadżerami Projektu (choć nie zawsze noszą dokładnie taki tytuł).  Znają się na wszystkim od ekonomii (kosztorysów), przez kompozycję, konstrukcję, po materiały budowlane.

Prawdziwy Architekt zarządza projektem i właśnie dlatego zarabia porządne pieniądze. Pseudo-architekt, czyli architekt przez małe „a”  jest tak naprawdę kreślarzem. Studiował, więc myśli, że jest architektem. Siedzi przed komputerem i rysuje, zwykle jeszcze nawet tylko to, co mu zadadzą. Nie podejmuje decyzji, nie bierze odpowiedzialności, nie wykazuje inicjatywy. I zwykle jest cholernie sfrustrowany swoją pracą i wynagrodzeniem.

Nic dziwnego – wszakże studiował, by być Architektem! (patrz punkt 1). Ale nikt mu nie wytłumaczył, że same studia nic nie dają. Nawet praca niewiele daje, jeśli się nie uczymy i nie rozwijamy. Większość architektów pozostaje więc zwykłymi kreślarzami przez całe życie, a ich pensja praktycznie nigdy się nie podnosi. Zarabiają grosze – bo grosze jest warta ich praca. Marudzą na wyzysk i ciężkie warunki pracy, ale nigdy nie robią nic, by zmienić swoją sytuację.

Jeśli decydujesz się na karierę Architekta to wiedz, że wkraczasz do świata brutalnego rynku, gdzie liczą się efekty, a nie Twoja gusta, papierki czy ilość Twojej pracy i pasji. To ciężki zawód, jeden z gorzej opłacalnych i niezwykle wymagających. Nadaje się – moim zdaniem – tylko dla prawdziwych liderów, lub ludzi gotowych rozwijać w sobie takie umiejętności (moja przyjaciółka Karolina jest najlepszym przykładem, że nie trzeba się urodzić przebojowym człowiekiem, by odnieść w tej branży sukces i zarabiać świetne pieniądze).

I nie chodzi mi o to, że musisz koniecznie zostawać Architektem przez duże „A”. Możesz jak najbardziej zostać kreślarzem, czy architektem przez małe „a”. Ale bądź gotowy na konsekwencje. Kreślarze zarabiają bardzo mało (w Polsce, poza Warszawą, w granicach 2-2,5 tys. zł na rękę). Menadżerowie projektu startują z pułapu 3,5 tys, ale doświadczenie i rozwój pozwalają osiągać coraz wyższe zarobki. Najwięcej zarabiają wolni Architekci, którzy dodatkowo w coś inwestują (np. stają się deweloperami).

3. Twoja pasja nie jest Twoją przyjaciółką

Większość architektów traktuje swoją pracę jak pasję. Niestety, prawie zawsze kończy się to dla nich bardzo negatywnymi konsekwencjami. W biurach, w których pracowałam nieraz widziałam ludzi świeżo po studiach, którzy na siłę próbowali być ambitni i sami przez to stwarzali sobie problemy: np. stawiając wykrzywiony budynek na prostej działce, w prostym otoczeniu.

„Pasja na siłę” jest brzemieniem większości architektów i mało kto to zauważa. Studia mają w tym swój udział, przygotowując młodych ludzi do roli „artysty”, kultywując jakieś durne trendy, typu „fasada symetryczna nie jest w modzie” i nie ucząc ich w ogóle praktycznego podejścia do architektury, które jest potrzebne w 90% projektów.

Efekt jest taki, że większość architektów (w tym nawet szefowie biur!) zarywa nocki i próbuje rozwiązać problemy, które sama sobie stworzyła. Wielokrotnie łapałam się za głowę widząc jak kolejny raz tracimy projekt, bo nie mieści się on w budżecie inwestora. Cale biura architektów (w tym szefowie zaznaczam!) myślą, że uda im się przekonać inwestora do droższych, nieekonomicznych rozwiązań, tylko po to, by „było ładnie”…

Pasja jest też powodem, dla którego architekci nie mają na nic czasu i życia poza pracą. Większość pada jej ofiarą, bo pracując z pasji bardzo ciężko znaleźć granicę: co jest opłacalne, a co robię, bo lubię to robić. Efekt jest też taki, że architekci żyją w swoim świecie: spotykają się tylko z innymi architektami, czytają (czy raczej przeglądają) tylko magazyny o architekturze, kupują tylko „modne” meble… A potem kończą z poważną depresją w wieku trzydziestu-paru lat i kompletnie pustym i niesatysfakcjonującym życiem.

Twoja pasja nie jest Twoją przyjaciółką i tyczy się to każdej branży. Jeśli pracujesz z pasji – to również bardzo łatwo Cię wykorzystać. Pamiętaj o tym, jeśli obierasz lub obrałeś tę lub podobną ścieżkę kariery. Wyzbądź się jak najszybciej perfekcjonizmu i zwracaj uwagę na to, czy to co robisz faktycznie daje Ci profity. Traktuj pracę jak pracę i znajdź sobie inne pasje dla równowagi. Jeśli pracujesz po godzinach – to coś robisz źle i nieefektywnie.

W pracy architekta 90% projektów jest praktyczna: masz konkretne zadanie i masz je wykonać jak najszybciej, jak najtaniej i jak najlepiej/najładniej. Tylko około 10% projektów (czyli 1 na 10!) będzie bardziej ambitna, a ich budżet pozwoli na jakieś fanaberie. Dyscyplina jest w tym zawodzie niezbędna. Podobnie jak szeroki wachlarz umiejętności.

4. Architekci przez duże „A” budują wachlarz umiejętności

Idea wachlarza umiejętności polega na tym, że nie idziemy drogą specjalizacji, która nas ogranicza (i jest archaiczna), tylko ciągle rozwijamy się w najróżniejszych branżach. To metoda łączenia mniejszej ilości wiedzy i doświadczenia w zbiór, który sprawia, że jesteśmy wszechstronni i dobrze zorganizowani. Archaiczne podejście do kariery polega na wąskiej specjalizacji i jest niesamowicie ograniczające (oraz nieodporne na zmiany).

Architekci są menadżerami i im więcej wiedzą i rozumieją – tym efektywniej pracują. Praca Architekta tak naprawdę polega na jak najlepszej syntezie informacji. Im ładniejszy, funkcjonalniejszy, szybszy w wykonaniu, stabilniejszy i bardziej ekonomiczny Twój projekt – tym więcej zarabiasz.

Różnorodność jest tu kluczem i ja swoją karierę zawsze prowadziłam w tym kierunku: moje pierwsze prace i zlecenia podejmowałam, by uczyć się czegoś nowego, a nie by „zarabiać” (zarabiałam zresztą grosze, o czym też był już artykuł: Ile zarabia architekt? 600zł. Nie, to nie żarty.).

Po kilku latach moje portfolio zawierało najróżniejsze projekty: od apartamentowców, przez hale sportowe, po kliniki. Moje doświadczenie nie było wielkie, ale było różnorodne. To dawało mi przewagę nad innymi architektami w ubieganiu się o pracę. Gdy, przykładowo, dane biuro szuka kogoś do pracy nad projektem hali sportowej – osoba, która ma nawet minimalne doświadczenie w tym temacie zawsze będzie dla nich lepszym pracownikiem, niż nawet najlepszy architekt, który takiego tematu nie przerabiał.

Ale sam wachlarz umiejętności tylko zaczyna się na temacie różnorodnych projektów.  Ja oprócz samej architektury studiowałam jeszcze samodzielnie tematy: ekonomii, psychologii, teorii koloru i światła, fotografii, skali człowieka i kompozycji, mechaniki, ergonomii…

Mówiąc prosto – i studiowałam i pracowałam sprytnie. Architekci nie są tego uczeni. Uczy się ich, by pracować ciężko, a nie efektywnie. Jak najbardziej można być Architektem i pracować bardzo mało. Jestem tego najlepszym przykładem – pracuję po kilka godzin dziennie (zwykle maks. 5). Wystarczy skupić się na produktywności i ujażmić swoją pasje. Pracować mądrze i skutecznie. To zapewnia nam wachlarz umiejętności – który dodam należy ciągle rozwijać.

5. Branża architektury ma poważne problemy

Jak już wspominałam architektura jest bardzo trudną i wymagającą branżą. Oto najważniejsze problemy, jakie można w niej zaobserwować:

  1. Bańka na rynku: Gdy zaczynałam pracę rosła nam bańka nieruchomości. Z perspektywy wielu osób było to normalne – z mojej nie. Ekonomią interesowałam się od dawna więc wiedziałam czego oczekiwać. Gdy skończyłam studia mieliśmy dno bańki i było naprawdę ciężko znaleźć jakąkolwiek pracę. Wiele osób wracało z emigracji, bo na zachodzie rynki nieruchomości były w kompletnym zastoju (w Polsce mniej). Dziś mamy kolejną bańkę, ale już nie tylko w samych nieruchomościach. Architektura jest branżą, która jest w praktycznie całości finansowana z kredytów. Każde rynkowe problemy dotykają jej bezpośrednio i błyskawicznie. Efektem jest poważna sinusoida: albo masz za dużo pracy, albo w ogóle jej nie masz. Wymaga to naprawdę dużej elastyczności i dobrej organizacji – również finansowej.
  2. Brak dobrego zarządzania i struktur w biurach: Biura architektoniczne zawsze wyglądają tak samo: Szefowie – (w większych biurach dodatkowo – Szefowie Projektów) – Menadżerowie Projektów (Architekci) – kreślarze (architekci przez małe „a”). Tylko czasem dodatkowo zatrudnia się kosztorysantów, kierowników budowy czy konstruktorów. Te struktury nie są wystarczające i nie pozwalają na rozwój. Dodatkowym problemem jest to, że szefowie biur rzadko kiedy dysponują odpowiednim doświadczeniem, by zajmować takie stanowisko. Nie mają umiejętności zarządzania, nie rozumieją ekonomii, a w dodatku wtrącają się w projekty. Są niewiadomo do końca kim. Efektem jest dezorganizacja i niewykorzystany potencjał pracowników.
  3. Brak płynności finansowej: Jak wspomniałam wyżej szefowie biur rzadko kiedy potrafią nimi dobrze zarządzać. Brak wiedzy z zakresu ekonomii bywa tragiczny w skutkach dla wielu biur, a konsekwencje niestety ponoszą niczemu niewinni pracownicy najniższego szczebla. Biura nierzadko biorą na siebie projekty zbyt duże, których zwyczajnie nie są w stanie ogarnąć lub swoja fanaberią i udziwnianiem doprowadzają go do ruiny ekonomicznej. Efektem są ciągłe problemy finansowe i niewypłacalność. Nie znam nikogo w tej branży, kto nie doświadczył chociaż raz sytuacji, w której jego zapłata została wstrzymana. Zdarzyło mi się też pracować w biurze w Szczecinie, w którym było to nagminne i pracownicy akceptowali zapłaty opóźnione nawet o 3 miesiące. Mieli mi nawet za złe, że ja nie chciałam tego akceptować…
  4. Wykorzystywanie pasji i ambicji młodych pracowników: Charakterystyczne dla tej branży jest także nieodpowiednie traktowanie swoich najmłodszych pracowników. Zrzucanie na ich barki odpowiedzialności za kiepskie zarządzanie projektem i wymuszanie nadgodzin jest nagminne. Nierzadko spotykałam się z sytuacją, gdzie oszukiwano pracowników, sugerując, by „zbierali” nadgodziny, a potem brali całe dni wolne. Gdy chcieli je wykorzystać mówiono im, by poczekali na spokojniejszy moment, bo jest dużo pracy. Po czym informowali ich, że termin na wykorzystanie nadgodzin jako wolne „minął”…
  5. Ogólny brak praktycznego podejścia i produktywności: Wynikający bezpośrednio z braku zdolności menadżerskich szefów biur chaos kończy się prawie zawsze brakiem produktywności i praktyczności: standardem jest niedotrzymywanie terminów, chaotyczny grafik projektu (często zdarza się architektom robić zmiany w projekcie gdy jest już na to za późno), kiepska komunikacja z innymi branżami, itp. Młodzi pracownicy często czują się w takich biurach totalnie pogubieni.

To oczywiście tylko najważniejsze problemy, jest ich bowiem cała masa i jak wspominałam nie dotyczy tylko tej branży. W mojej pierwszej oficjalnej (nie na czarno) pracy po studiach wytrzymałam – nie żartuję – dokładnie półtorej godziny. Zdecydowałam się na nią, bo była to jedyna praca jaką wtedy znalazłam (jak wspominałam, panowała bessa na rynku po pęknięciu bańki w nieruchomościach).

Posadzono mnie przed starym komputerem, pokazano AutoCAD’a (bardzo prymitywny i ograniczony program, przez mojego kolegę nazywany często „jak sama nazwa wskazuje program dla mechaników samochodowych :D”) i kazano dokonać zmian w fasadzie budynku na podstawie rzutów. Dłubałam to przez te półtorej godziny (walcząc dodatkowo z leniwym Windowsem, który ciągle się zawieszał), aż w końcu nie wytrzymałam. To samo zadanie w ArchiCADzie („jak sama nazwa wskazuje programie dla Architektów” 😉 zrobiłabym w dosłownie 10minut… Spakowałam rzeczy, podeszłam do szefa, powiedziałam, że „Bardzo mi przykro, ale to nie jest praca dla mnie” i wyszłam. Nie chciałam być architektem (kreślarzem) – chciałam być Architektem przez duże „A”…

W kolejnych biurach zawsze wytrzymywałam około pół roku – zawsze jakieś problemy sprawiały, że odchodziłam: chaos i nadgodziny, niewypłacalność, humory szefów, brak możliwości rozwoju, itp. Pracowałam i na umowę o pracę i na własnej działalności. Nigdy nie traktowano mnie z szacunkiem – zawsze próbowano wykorzystać sytuację: gdy pracowałam na umowie wymuszano nadgodziny, a nawet pracę w weekendy; gdy byłam na działalności szantażowano nieopłaconymi fakturami.

Gdy trafiłam na Karaiby już na mojej pierwszej rozmowie o pracę wiedziałam, że w końcu dobrze trafiłam: szef biura oznajmił mi „Muszę być z Tobą szczery, bo jesteś tu nowa – nie licz na niewiadomo jaką architekturę, jesteśmy w rejonie sejsmicznym i huraganowym, są sztywne zasady, których musimy przestrzegać, co bardzo ogranicza nam pole działania. Nie mamy tu możliwości zbytniego fantazjowania z architekturą. Musimy myśleć praktycznie i dotrzymywać terminów”. Zajęło mi to lata, ale w końcu trafiłam na ludzi, którzy wyznają podobne wartości do moich. To pierwsza i jedyna jak dotąd praca, która daje mi prawdziwą satysfakcję.

Takie biura istnieją (nie tylko na Karaibach), ale na pewno będzie ciężko znaleźć je w centrach wielkich miast. Co je charakteryzuje?

Przede wszystkim świetna organizacja i podziała pracy – każdy wie nie tylko co robi, ale też po co i dlaczego to robi i jaki jest cel. Ludzie są szczerzy i otwarci. Charakteryzuje ich myślenie przyczynowo-skutkowe, interesuje ich rozwiązywanie, a nie stwarzanie sobie problemów. Wszyscy mają życie poza architekturą i nikt nie zostaje w pracy po godzinach. Choć podejście do pracy jest bardzo praktyczne i nastawione na produktywność – nie jest pozbawione pasji. Jak najbardziej jest ona obecna, ale nie pozwala się, by osiągała patologiczny poziom. I co najważniejsze – takie miejsca ograniczają do minimum ilość niepotrzebnego stresu.

6. Stres nie jest „cool”

W tej branży panuje niemalże kult stresu i przepracowania. Architekci nierzadko robią z siebie jakiś cierpiętników, oskarżając społeczeństwo o to, że nikt „nie docenia” ich geniuszu i pracowitości. Efektem naiwnego podejścia do swojej pracy jest generowanie niepotrzebnego stresu.

Często odnoszę wrażenie, że dziś modne jest „być zabieganym” i „nie mieć czasu”. W świecie architektury szczególnie. Tak jakby miało to świadczyć o jakimś sukcesie i popularności. W rzeczywistości taki stan rzeczy to raczej porażka życiowa – jeśli nie masz na nic czasu i „nie wiesz za co się zabrać”, to zwyczajnie nie pracujesz sprytnie i mądrze, tylko harujesz jak wół. W żaden sposób nie jest to – przynajmniej w moich oczach – sukcesem. Szczególnie jeśli jesteś szefem biura projektowego…

W tej branży ten chaos i stres powoduje, że pracownicy często robią zadania, do których się zwyczajnie nie nadają. Kiedyś widziałam sytuacje, gdzie z braku funduszy zatrudniono do projektu studentów-stażystów. Obarczono ich zadaniami dla doświadczonych Architektów, a potem dziwiono się, że nie potrafią im podołać.

W dobrze funkcjonującym biznesie pracownicy zajmują się tym, co robią najlepiej. Tylko czasami, w sytuacjach kryzysowych biorą na siebie obowiązki innych. Przykładowo w moim biurze zadania rozdzielamy tak, by wykonać je jak najszybciej ale też jak najlepiej. Ja świetnie ogarniam projekty od strony technicznej, moja koleżanka ma cierpliwość do zadań wymagających kontaktu z administracją. Nie robimy tego, w czym jesteśmy mało produktywni tylko współpracujemy ze sobą non stop. Podstawą jest też dobra komunikacja i wzajemna motywacja.

Gdy działasz tam, gdzie masz najlepsze efekty i dodatkowo się rozwijasz – spełniasz się zawodowo. Masz też czas i energię, by pomagać innym. Gdy robisz coś, o czym nie masz pojęcia, lub czego najzwyczajniej jeszcze nie potrafisz – potrzebna jest pomoc z zewnątrz. Dlatego współpraca i wzajemna nauka jest tak ważna. Jeśli Twoje biuro tego nie oferuje – nie rozwiniesz się.

6. „Ten, kto zna swój powód…

Najważniejszy element w całym naszym życiu, który jak najbardziej dotyczy też naszej pracy. Parafrazując słynny cytat Nietsche’go:

„Ten, kto zna swój powód, by pracować, zniesie prawie każdy sposób”

Dlaczego chcesz czy chciałeś zostać Architektem? Większość ludzi chyba nigdy nie zadaje sobie nawet tego pytania. A jest ono kluczowe dla naszej satysfakcji zawodowej. Bo nawet najlepiej płatna praca i najwyższe stanowiska mogą doprowadzić do depresji. I takie przypadki nie są wcale rzadkie…

O tych problemach szeroko mówi Simon Sinek, którego już nie raz wspominałam na blogu. Bardzo gorąco polecam jego fenomenalną książkę „Start With Why”, która dokładnie tłumaczy to zagadnienie (audiobook czytany jest przez samego autora i można go ściągnąć za darmo tu – KLIK).

Jeśli nie wiesz dlaczego robisz to, co robisz – nigdy nie odnajdziesz prawdziwego szczęścia. Wiecznie będziesz borykał się z nieprzyjemnościami w pracy i nigdy nie zbudujesz prawdziwej, bezwarunkowej pewności siebie. Odnalezienie tego, co nas inspiruje, naszego powodu działania jest równoznaczne z satysfakcją zawodową – i niezależne od szczebla.

Musiało minąć wiele lat, zanim sobie o tym przypomniałam. Wiele czasu borykałam się z problemami tej branży, bo zapomniałam dlaczego w ogóle chciałam być Architektem. Miałam doświadczenie, miałam osiągnięcia, miałam nawet w końcu upragnione porządne pieniądze – ale nie miałam najważniejszego – satysfakcji z tego, co robię.

Dlaczego zostałam Architektem?

Bo jako 3-letni brzdąc miałam „zastrzeżenia” co do rozplanowania mojego przedszkola. Było „niepraktyczne”. Dzieciaki nie mogły się bawić w najlepszej części podwórka, bo było przysłonięte bryłą budynku i niewidoczne dla opiekunek… Tak, już wtedy wiedziałam co będę robić w życiu:

„Będę polepszać i ułatwiać życie ludzi. Będę to robić projektując najlepsze i najbardziej praktyczne budynki. Będę decydować o tym, jak wygląda nasza przestrzeń”.

Ja nie chciałam studiów, tytułów, papierków, kariery, ani nawet wielkich pieniędzy… Ja chciałam i nadal chcę po prostu polepszać życie innych. Ułatwiać im funkcjonowanie w naszym świecie. Po to, by oni mogli robić cokolwiek chcą i potrafią jak najlepiej…

Architektura sama w sobie nie jest moim „Why”. Nie jest powodem, dla którego żyję. Jest tylko sposobem na osiąganie tego, czego pragnę odkąd byłam małym brzdącem. Uświadomienie sobie tego całkowicie odmieniło moje podejście do zawodu.

I dlatego właśnie dziś jestem tu gdzie jestem i robię to, co robię. Pracuję – choć już wcale nie muszę. Pracuję, bo chcę pracować. I robię masę innych rzeczy, jak ten blog. Który też jest tylko sposobem na polepszanie i ułatwianie życia innych.

Mam nadzieję, że ten przydługi artykuł będzie pomocny młodym osobom wkraczającym w życie, jak i starszym -zarówno Architektom (i architektom) jak i pracownikom innych branży. Mam nadzieję, że uchroni Was przed „pułapką kariery” i pomoże odnaleźć Wasze powołanie i przede wszystkim – satysfakcję zawodową.
Jeśli znasz jakiś młodych architektów – prześlij im ten tekst. Napisałam go, bo chciałabym, by mi jako młodej osobie ktoś opowiedział jak wyglądają realia tej pracy.

Prawdopodobnie spodoba Ci się mój eBook „Jak odnaleźć swój raj”, bo opisuje jak uwolniłam się ze szponów „kariery”.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE”.

4 myśli w temacie “Jak zostać Architektem: bogatym, szczęśliwym i wolnym”

  1. Świetny wpis, dał mi wiele do myślenia i zastanowienia się nad tym co robię i gdzie mnie to prowadzi. Właśnie jestem na etapie kończenia 3,5 letnich studiów na kierunku który skupia się bardziej na stronie technicznej projektu jak i zarządzania nim. Gdy zaczynałam studia miałam wątpliwości, w głowie ciągle miałam myśl “po tych studiach nie będziesz mieć tytułu architekta”. Strasznie mnie to martwiło ponieważ w Polsce istnieje przekonanie że po skończeniu architektury będziesz kimś. Na całe szczęście po wakacjach zabieram się za końcowy projekt i kończę moje studia. Dopiero teraz widzę, że dały mi one większy wgląd w cały proces projektu. Teraz pozostaje mi tylko pytanie “co dalej?”. Co robić po tych studiach? W jakim kierunku iść? Z niecierpliwością czekam na kolejny wpisz poświęcony karierze związanej z architekturą.

    Polubienie

  2. Genialny artykuł😊 jestem dokładnie tym, co opisujesz jako architekt bez A. Niestety jestem w Niemczech i robię tu niedługo magistra (tylko po to, by zebrać kontakty, poznać nowe możliwości i zdobyć ten przeklęty papier, dzięki któremu w świetle prawa mogę o czymkolwiek decydować). Póki co swędzi mnie ten trend według którego powstaje tutejsze otoczenie: dosłownie WSZYSTKO jest drogie, ale „niezbędne” w domach mieszkalnych stosuje się kompletnie inne rozwiązania niż w Polsce mnie uczono, a przecież klimat w PL i w DE jest ten sam: nikt nie potrafi mi wyjaśnić naprzykład dlaczego w Polsce każdy dom musi mieć ocieplenie w ścianach, a w niemczech NIE (poprostu dają grubszą cegłę) i jakoś nie chce mi sie wierzyć, że ze względow finansowych, bo przecież niemcy lubią oszczędzać nawet bardziej niz polacy. Nie ma w tym nic złego, ale wydaje mi się, że chodzi o zamknięcie swojego umysłu – w tym przypadku „branżowego” umysłu na wszelką różnorodność i logikę. To jest tylko taki mały przykład tego, jak konkretny sposób budowania jest tu zakorzeniony i poprostu NIE DO RUSZENIA. Tona tynku, milion robót, wszędzie jest grubo, masywnie, sztucznie, do wszystkiego jakaś instalacja (turbo droga)- niezbędna. Trzeba pokazać sąsiadom komu się hajs zgadza. Taki dom można wysłac zamknięty na marsa jak jakąs kapsułę hermetyczną. A gdzie natura? Gdzie drewno? Tylko w formie ozdobnej. Mam niewielkie doświadczenie, ale mimo to duszę się z tym, że ludzie chcą stłamsić swoje naturalne środowisko i zachowania. Pragną do wszystkiego mieć instalację, żeby np nie musieć własną ręką zamykać okna. Nie widzą jakie życie jest piękne, tyle ich omija😥 a zainteresowane branże zamiast stwarzać warunki DO ŻYCIA tylko pogłębiają tę całą chorobę. Jeśli mam pozostać architektem (tym już z papierem o mocy decyzyjnej) napewno zacznę coś innego, niż to. Zajmę się planowaniem miast albo czyms z materiałami ekologicznymi, inaczej napewno rzucę to w kąt i wyprowadzę się do głębokiego lasu…

    Polubienie

    1. Nie wiem czy mówisz ogólnie o Polsce czy Niemczech 😀 Jeśli o Niemczech to oni po prostu jako społeczeństwo funkcjonują w oparciu o działające, doszlifowane schematy i bardzo trudno tam coś zmienić. Z jednej strony te ich systemy/schematy działają (dla nich), z drugiej mają np. łazienki z oknem i bez wentylacji, mieszkania nieogrzane, bo za drogo, itd. Ale no to są Niemcy 😀

      Co do Polski to polska architektura i budownictwo nadal działają w oparciu o normy z czasów komuny z lat 80 bodajże. Chyba nie muszę więcej komentować… 😀

      Projekt budowlany w Polsce wygląda jak projekt wykonawczy w Niemczech (prawie). Dlatego mamy tyle domków-straszydeł, bo zmiany na etapie wykonawczym są praktycznie niemożliwe szczególnie finansowo. Zarówno w DE jak i FR wygląda to zupełnie inaczej, nie ma też tylu norm – aczkolwiek ostatnio jest paranoja niepełnosprawna i wszystko musi być niepełnosprawne teraz i ludzie narzekają na swoje mieszkania, a ja im tłumaczę, że to nie architekta wizja, tylko urzędasów, że 100% mieszkańców będzie niepełnosprawnych na wózku…

      Polubienie

      1. Dziękuję za odpowiedź,
        Mam na myśli całą „zachodnią cywilizację”, myślię że Polacy chcąc nie chcąc też dążą do tego modelu, niedługo wszystko zostanie ujednolicone we wszystkich dziedzinach. Nic tylko uciekać stąd. Klientom nawet nie zależy, żeby mieć na swojej działce ogródek, ma być bliźniak i 2 garaże i koniec, pomimo że na moje oko tam sie zmieści połowa z tego. Masz rację że to urzędasów wina (a bezpośrednio planów zagospodarowania) -nowe osiedla wyglądają jak beton na betonie, ścisk, kwadraty, wszystko biało-szaro-czarne jak z gotowca w nowym pisadle pseudo-architektonicznym z niby trendami. Brakuje odpowiednich wzorców w społeczeństwie, ludzie myślą że to jest cool, i to wszystko. Smutne:/

        Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s