Dlaczego początki zawsze są trudne? O paraboli rozwoju

Na pewno znasz powiedzenia: „początki są zawsze trudne” i  „najtrudniej wykonać pierwszy krok”. Na pewno znasz też całą masę osób, które coś postanowiły (szczególnie 31 grudnia :-)), a potem szybko zrezygnowały. Sam na pewno też jesteś taką osobą.

Każdy z nas co najmniej raz w życiu doświadczył wielkiego przypływu energii i pomysłów, które jednak bardzo szybko minęły. Wielu też ma jakieś marzenia i plany, ale nie robi nawet najmniejszego kroku w ich kierunku. Dziś opiszę Wam moją teorię paraboli rozwoju, która prawdopodobnie bardzo ułatwi Wam zrozumienie tych fenomenów – i pozwoli im zaradzić.

Zacznijmy od tego, że by w ogóle dokonać jakichkolwiek trwałych zmian w naszym życiu musimy zmienić się sami my. Musimy przejść proces transformacji. Gigantyczną rolę odgrywa tu wiara w siebie, afirmacje, język, jakiego używamy na co dzień (powtarzane hasła stają się naszymi prawdami) oraz oczywiście nasze podejście do porażek.

Dlaczego boimy się wykonać pierwszy krok?

Bardzo często powtarzam, że w życiu w co najmniej 90% kierujemy się emocjami, a nie logiką. Decyzje podejmujemy więc za pomocą emocji, a potem je sobie racjonalizujemy (mechanizm efektu potwierdzenia). Dlatego właśnie im wyższa nasza intuicja (czyli emocjonalna inteligencja) – tym lepsze nasze decyzje.

Często jest tak, że decyzję (np. o rzuceniu pracy) już podjęliśmy, ale nie potrafimy jej wcielić w życiu. Emocjonalnie wszystko wiemy, jesteśmy zdecydowani, ale nasze ciało jakoś nie za bardzo chce tę decyzję zmaterializować. Wstrzymujemy się przed tą materializacją. Szukamy wymówek, by działanie odroczyć o kolejny dzień…

Dlaczego tak się dzieje? Jest to prymitywny mechanizm, który utrzymuje nas w słynnej „strefie komfortu”. Nasz organizm nie rozumie logiki, którą racjonalizujemy sobie decyzje. Dlatego nie potrafimy się tym zmotywować. Zmotywować można się tylko za pomocą emocji, szczególnie tych negatywnych, co opisywałam w moim e-booku na przykładzie tego jak ja dzięki nim wyruszyłam na Karaiby.

Nasz organizm dosłownie na pomysł jakichkolwiek – często nawet błahych – zmian w naszym życiu reaguje stanem lękowym. I im dłużej zwlekamy z materializacją decyzji – tym wyższy lęk odczuwamy. Dlatego właśnie tak trudno się „przemóc”, gdy nie potrafimy inteligentnie wykorzystać swoich emocji już na samym początku. Im później, im dłużej z czymś zwlekamy – tym większą „ścianę lęku i wymówek” mamy do pokonania.

Ale istnieje jeszcze jeden mechanizm, o którego istnieniu wiedzą tylko Ci, którzy wielokrotnie materializowali trudniejsze decyzje życiowe. Ten mechanizm polega na tym, że gdy już wykonamy ten pierwszy krok, gdy zmaterializujemy naszą decyzję – dosłownie w tej samej chwili cały nasz lęk i niepokój całkowicie mija. Często pojawia się uczucie rozluźnienia i relaksu, uwolnienia.

Zauważyłam, że ten mechanizm zawsze opisują osoby, które skoczyły po raz pierwszy ze spadochronem. Opisują dosłownie moment przed samym skokiem, gdzie potrafią być naprawdę zieloni ze strachu (nasz kolega w biurze ostatnio pokazywał filmik) i to, jak w momencie opuszczenia pokładu samolotu wszystko nagle się zmienia. Nie ma już lęku – jest tylko i wyłącznie euforia, ekscytacja i wielka radość na twarzy.

Dlaczego? Znów jest to bardzo prymitywny mechanizm. Ten pierwszy próbuje utrzymać nas w naszej strefie komfortu, czyli w czymś dla nas znanym i bezpiecznym, wyjście poza tą strefę oznacza możliwość (tak „myśli” nasz organizm) śmierci. Ale gdy nam się uda wyjść to nagle nasz organizm dostaje informację zwrotną: „żyjemy, nic się nie stało, alarm odwołany i jest cudownie!”. To uczucie lekkości po dokonaniu pierwszego kroku to po prostu nasz organizm, który może „odsapnąć”, bo nic z jego strasznych scenariuszy się nie stało.

I im więcej takich kroków robisz w życiu – tym łatwiej Ci robić kolejne. Obchodzić się z tymi prymitywnymi mechanizmami można się nauczyć. Jest to umiejętność jak każda inna, którą można sobie wykształcić. I właśnie to nazywane jest „odwagą”. Odwaga nie ma nic wspólnego z nieposiadaniem lęku, jest tylko sposobem na okiełznanie owego lęku.

Dlaczego łatwo się poddajemy?

„Najtrudniejszy jest pierwszy krok, potem już jest łatwo” – słyszymy często. No… nie do końca. Gdyby było to prawdą, całe rzesze noworocznych sportowców na siłowniach wytrzymywałoby w swoich postanowieniach. Pierwszy krok faktycznie pozwala nam uwierzyć, że „się da”. Ale potem czeka nas jeszcze długa i trudna droga do zmian. I po drodze są porażki.

Nasze podejście do porażek definiuje to, czy kiedykolwiek odniesiemy jakikolwiek sukces w życiu. Większość osób bowiem poddaje się właśnie za pierwszą czy drugą, czy trzecią porażką. A czasem trzeba ich minąć 100 i jeszcze z każdej wyciągnąć lekcję na dalszą drogę.

To, co tutaj pomaga to świadomość tego, że każde zmiany są procesem, który musimy przejść. Że nie ma drogi „na skróty”. Że porażki to tylko i wyłącznie informacje zwrotne od rzeczywistości, lekcje życiowe. Że nasza przeszłość nie definiuje naszej przyszłości. I tutaj właśnie przełomowa może okazać się dla Ciebie teoria paraboli rozwoju.

Parabola rozwoju

Moja teoria paraboli rozwoju pokazuje i tłumaczy w jaki sposób przechodzimy proces zmian. Wszystko zaczyna się oczywiście od naszej decyzji (emocjonalnej) i zrobienia opisanego wyżej „pierwszego kroku”. Czy będzie to wypowiedzenie pracy, czy poważna rozmowa z partnerem, czy zakup biletów na emigrację, czy choćby zakup książki pomagającej rzucić palenie – nie ma znaczenia – droga do trwałych zmian jest podobna.

Na początku jest nam „trudno”, ponieważ jesteśmy na samym dole (pionowa oś efektów na rysunku poniżej) i by zobaczyć jakiekolwiek efekty musismy się całkiem sporo „przespacerować” w kierunku naszego celu (pozioma oś drogi). Umówmy się, że pokażemy to na przykładzie rzucania pracy: pierwszym krokiem było złożenie wypowiedzenia. Czujemy chwilową radość i luz. W końcu tego dokonaliśmy! Ale bardzo szybko zauważamy, że to tylko początek naszej wędrówki.

Zaczynamy więc działać: rozsyłać CV, szukać kontaktów, itp. Mija jakiś czas i znajdujemy się w punkcie 1: wykonaliśmy całkiem sporo pracy (przeszliśmy całkiem spory kawałek naszej drogi – strzałka pozioma), ale efekty są znikome (malutka strzałka pionowa). Może udało nam się załapać na kilka rozmów kwalifikacyjnych, może znajomy obiecał zareklamować nas swojemu szefowi…

Idziemy dalej i działamy dalej – i za jakiś czas znajdujemy się w punkcie 2: znów przeszliśmy całkiem sporą drogę (mniej więcej tak samo długą jak wcześniejsza) – ale efekty są tu już nieco lepsze (znów pionowa strzałka – już dużo wyższa). Może odbyliśmy jakieś rozmowy o pracę, może znaleźliśmy sobie dodatkowe źródło dochodu, może nauczyliśmy się oszczędzać przez co wydłużyliśmy swój czas na poszukiwanie pracy. Dokonał się już jakiś rozwój.

Ale prędzej czy później pojawią się porażki: firma, która nam się spodobała zatrudni kogoś innego, ktoś powie nam, że się „nie nadajemy”, itp. Tutaj właśnie masa ludzi się poddaje. Nie potrafi dostrzec swoich osiągnięć. Nie rozumie paraboli rozwoju – tego, że im dalej idziemy – tym szybciej i łatwiej o efekty.

Jeśli popatrzymy bowiem na kolejne „przystanki”: 3 i 4, zobaczymy, że tam już bardzo krótka droga gigantycznie podnosi nasze efekty. Każdy kolejny krok podnosi nas na tej „górce” do naszego celu.

Na tym właśnie polega teoria paraboli rozwoju: początki są trudne, bo musimy przejść długą drogę, by zobaczyć jakiekolwiek, najmniejsze efekty. Ale im dalej idziemy – tym szybciej, bo parabolicznie, wzrasta ilość tych efektów. Im dalej zajdziemy – tym bardziej każdy kolejny krok nas rozwija. Tym więcej sukcesów nam przynosi.

Moment przegięcia paraboli

Moment „przegięcia” jest przełomowy na naszej ścieżce rozwoju, dlatego, że gdy go osiągniemy – mamy praktycznie pewność, że odniesiemy sukces. Dlaczego? Dlatego, że właśnie w tym momencie „przegina się” parabola: potrzebujemy już „krótszych” kroków, a zaczynamy widzieć „wyższe” efekty.

Moment przegięcia określa dla nas zbudowanie pewności siebie (bezwarunkowej) w danej sytuacji. Wracając do naszego przykładu z pracą: będzie nim moment uświadomienia sobie naszej wartości „rynkowej” (wcale nie moment znalezienia pracy!). Gdy bowiem zrozumiemy naszą wartość (na podstawie odbytych rozmów, przejrzanego rynku, itd) będziemy w stanie określić gdzie i jak mamy największe szanse zdobyć pracę, która nam odpowiada.

Może to być równie dobrze moment określenia, czy kontynuujemy pracę na umowie, czy zakładamy własną działalność. Lub coś jeszcze innego. Chodzi o to, że po przekroczeniu tego momentu nie ma już dla nas odwrotu – dokonaliśmy takiego rozwoju i takich zmian w sobie, że zaczynamy odnosić sukcesy.

I to dopiero tutaj pojawia się owe „potem to już łatwo”. Można by rzecz, że „z górki”, ale tak naprawdę to jest mocno „pod górkę”, tylko że każdy krok zabiera nas już o parędziesiąt metrów wyżej, a nie o parędziesiąt centymetrów, jak na początku.

Bo jesteśmy silniejsi, lepsi, bardziej doświadczeni. Bo przeszliśmy kawał naszej drogi. Bo zrozumieliśmy, że był to – i nadal jeszcze jest – proces. Od momentu przegięcia paraboli rozwoju zaczyna się według mnie budowanie satysfakcji życiowej.

Mam nadzieję, że ten artykuł pomoże Wam zrozumieć Waszą drogę do zmian, przed którą być może stoicie i ułatwi zrozumienie procesu, który musicie przejść. Każdy kolejny krok jest coraz łatwiejszy – bo pozwala nam wznieść się coraz wyżej. Powodzenia!

Prawdopodobnie spodoba Ci się mój eBook „Jak odnaleźć swój raj”, bo pokazuje proces zmian na przykładzie emigracji na Karaiby.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE”.

5 myśli w temacie “Dlaczego początki zawsze są trudne? O paraboli rozwoju”

  1. Bardzo ciekawe wyjaśnienie dlaczego to emocje nami kierują a nie logika. To by tłumaczyło zachowanie np. palaczy, gdzie dopiero lekarz przy stawieniu diagnozy powoduje, że rzucają palenie mimo, że wiedzą o szkodliwości i logicznie powinni rzucić…
    Dziękuję za artykuł.

    Polubienie

  2. Kocham Cię, Kasiu! Czemu za każdym razem zapominam o Twoim blogu (przepraszam!), ale jak już sobie przypomnę, to Twoje zaległe teksty trafiają we mnie jak piorun? 🙂

    Polubienie

  3. Czyżby zamień początkowy lęk na złość? 🙂 Ja przed każdą zmianą, wyzwaniem odczuwam obawę lub przerażenie, w zależności od skali wyzwania. Najlepiej jest mi się wtedy porządnie wkurzyć. Najczęściej działa 😉

    Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s