Max Kolonko czyta „Życie Pod Palmami”, czyli NIGDY nie lekceważ potęgi swojego głosu

Dopiero co pisałam artykuł o łapaniu każdego momentu naszej siły w życiu. O tym jak ważne jest to, by wykorzystywać chwile, w których czujemy energię do działania. Żeby nie zabijać tej motywacji wątpliwościami i opiniami innych… A sama co dziś zrobiłam?

Dziś rano obejrzałam sobie najnowszy materiał Max’a Kolonki na jego platformie MaxTVgo.com. Nie, nie zgadzam się z Max’em we wszystkim co mówi, mamy często zupełnie różne podejście do rzeczywistości, ale co Wam mówiłam o słuchaniu tych, którzy się z nami nie zgadzają? To najlepsza recepta na rozwój.

Ale do rzeczy: obejrzałam sobie dziś jakąś 1/3 jego nowego materiału, zatytułowanego „Socjalizm Plus”. Jeden z lepszych programów, który przy okazji zdradza plany Max’a – Max pakuje się do polskiej polityki. I tak jak tłumaczyłam w dzisiejszym „LIVE” na Facebook’u – kiedy („kiedy”, nie „jeśli”!) to zrobi – nie tylko wygra, ale też faktycznie, tak jak mówi – zaprowadzi #R ewolucję.

I gdy teraz nieco później obejrzałam resztę tego materiału – naszła mnie niesamowicie pozytywna energia i zaczęłam stukać w klawiaturę pisząc pod owym nagraniem Max’a komentarz. Coś w stylu: „Życie Pod Palmami jest z Wami”... Ale zanim zdążyłam go wysłać, dopadły mnie wątpliwości…

Co ja, „głupia blondynka z Karaibów” mam tu do gadania? Za kogo ja się mam? Co obchodzi fanów Max’a, że jakaś tam niszowa blogerka popiera to podejście?…

I klinęłam „delete”…

Poczułam się dziwnie. Nie dlatego, że to uczucie jest mi obce, ale dlatego, że nie odczuwam go prawie nigdy. Gdy zbudujemy naszą pewność siebie, gdy jesteśmy szczęśliwi – nie boimy się porażek. Zapraszamy je do naszego życia. Czy nie to powtarzam od setek wpisów na tym blogu?

Więc co się stało? Dlaczego zwątpiłam w potęgę swojego głosu? Dlaczego uznałam się za nic nie znaczącą osobę? Dlaczego zaczęłam w ogóle zastanawiać się, czy się nie „ośmieszę”?

Znacie to uczucie doskonale: wiesz, że coś powinieneś zrobić. Ale boisz się. Wyobrażasz sobie najgorsze scenariusze. Wahasz się, szukasz wymówek, odkładasz na „jutro”…

A potem siedzisz i wiercisz się z tą świadomością własnej słabości. Która gryzie i kopie od środka i nie daje spokoju…

Dlaczego czujemy się słabi?

W czasie gdy odsłuchiwałam reszty materiału docierała do mnie powoli ta niewygodna „prawda”: bałam się odezwać, bo bałam się, że mój głos nie jest nic wart…

Tak łatwo nam porównywać się do innych… Tak łatwo patrzeć, na to co mają i myśleć „O, ten to jest taki i owaki! Ja to mu do pięt nie dorastam”… Tak łatwo wpaść w tą pułapkę i zapomnieć drogę, jaką sami przeszliśmy.

Parę dni temu rozmawiałam z Kamilem Cebulskim. Niebawem zobaczycie naszą następną rozmowę na YouTube. Tak, TYM Kamilem, okrzykniętym kiedyś „najmłodszym milionerem w Polsce”, tym przedsiębiorczym awanturnikiem, którego kocha lub nienawidzi prawie cała Polska.

Gadaliśmy jak starzy znajomi. Jak kumple. W końcu świetnie się dogadujemy, mamy bardzo podobne spojrzenie na świat i lubimy czarny humor… Pamiętam jak surrealne mi się to chwilami wydawało: oto gadam sobie, jakby nigdy nic, z Kamilem. Człekiem, którego wiele lat temu podziwiałam za odwagę, za silę, za przedsiębiorczość, za to, że nie boi się walczyć o swoje…

Osobą, która była gdzieś daleko, w innym świecie. W lidze ludzi sukcesu… A dziś sobie z nim gadam, jak z kumplem…

W takich momentach nawet, jeśli widzimy drogę jaką przeszliśmy – wydaje się ona błaha. Ale błaha nie jest. I warto o tym zawsze pamiętać. Wczoraj byłam zwykłym, szarym człowiekiem. Dziś gram w jednej lidze z najlepszymi… Z prawdziwymi liderami.

Kopniak od rzeczywistości!

Gdy o tym rozmyślałam w materiale Max’a ucichły komentarze i pojawiła się muzyka. Często ją wrzuca pod koniec i pokazuje interesujące komentarze różnych ludzi. Rzadko na to spoglądam. Ale coś mnie podkusiło, by tym razem zajrzeć co tam ludzie plotą…

I przez miliseknduę, zanim wyświetlił się kolejny komentarz dostrzegłam rozmywający się, czerwony podpis: „Cath”… Przeczytałam jeszcze 3 kolejne komentarze ludzi zanim w moim mózgu zapaliła się lampka… No w końcu jestem blondynką, ok? Give me a break! 😉

Jakie „Cath”? Czy to nie… zaraz zaraz!… Przewińmy to parę sekund…

I nie mogłam uwierzyć, gdy moim oczom ukazało się to:

Mój komentarz, który napisałam już jakiś czas temu pod którymś materiałem Max’a…

Jasna cholera! – pomyślałam… Rzeczywistość kopała mnie już w tyłek wiele razy, ale żeby aż tak wykwintnie? To ja tu się martwię, czy aby moja „gupia” opinia nie zaśmieci komentarzy pod materiałem, czy się nie ośmieszę w oczach innych, a tu sam Max Kolonko nie tylko czyta moje słowa, co jeszcze… publikuje je w swoim materiale?

Holy shit! 

Ale to nie jest w tym wszystkim najważniejsze. Najważniejsze jest to, że gdybym zerknęła na ten obraz dosłownie sekundę później, albo w ogóle, tak jak mam w zwyczaju – nigdy bym tego nie zauważyła. Czy to przypadek, że mój komentarz pojawił się tam dokładnie wtedy?

Nie wierzę w przeznaczenie, więc powiem tak: tym razem „miałam szczęście”. Trafiłam na swój własny głos, podkreślony, wyróżniony i doceniony. Ale ile zatem razy  – nie trafiłam?…

I ile razy nie trafiłeś Ty na swój własny głos?…

Rachunek prawdopodobieństwa, który jest częścią filtra psychologii powie, że to będą setki albo i tysiące razy na każdy taki ewenement jak opisany wyżej. Pod jednym, cholernie istotnym warunkiem – musisz działać.

Bo efektów naszych działań nie widać zwykle od razu. Ba! Czasem nie widać ich w ogóle! Codziennie dostaję po kilka wiadomości od Was, w których dziękujecie mi za idee, które szerzę. Ale na każdą taką wysłaną wiadomość jest zapewne kilka, kilkanaście, a może i kilkadziesiąt osób, które zaczynają pisać, dopada ich zwątpienie i… i klikają „delete”…

I ich głos nigdy do mnie nie dociera… Może nie wiedzieli, co dokładnie napisać. Może bali się, że się ośmieszą. Może pomyśleli, że „co ją obchodzi mój głupi, nieistotny głos”… A może nie wierzyli do końca w to, co chcą powiedzieć…

Gdy dopuszczamy do siebie wątpliwości, gdy opinia innych dyktuje nasze działania, lub ich brak – skazujemy się na brak integralności. Nie robimy tego, w co wierzymy. Robimy to, co „wypada”. Zamykamy gębę… Wycofujemy się… Dajemy się pokonać bez walki…

Jeśli wierzysz w to, co robisz, w to co mówisz, w to co myślisz – jeśli naprawdę jest to TWÓJ głos to:

Nigdy, przenigdy, absolutnie nigdy nie lekceważ potęgi swojego głosu.

Nigdy nie daj sobie wmówić, że Twoja opinia nie ma znaczenia.

Nigdy nie pozwól dać się uciszyć…


Bo ktoś, gdzieś i czasem dopiero kiedyś na Twój głos trafi… I go doceni.

I być może nigdy się o tym nawet nie dowiesz. Ale Twój głos da komuś siłę, by działać. Być może milion ludzi będzie się z Ciebie śmiało. Ale Twój głos uratuje kogoś przed życiem w klatce niepewności siebie…

Bo tak, jak pisze Nathaniel Branden w swojej fenomenalnej książce „Six Pillars of Self Esteem” („Sześć filarów poczucia własnej wartości”):

Nikt nie przyjdzie

Nikt Cię nie zbawi. Nikt Ci nie pomoże. Nikt nie przeżyje życia za Ciebie…

Jeśli sam nie uwierzysz w swoją siłę, to nikt nigdy jej nie dostrzeże. Jeśli pozwolisz, by Cię uciszano to nikt nigdy nie usłyszy potęgi Twojego głosu…

Ile razy dziennie słyszymy „niech ktoś w końcu coś z tym zrobi”?

Ktoś? A dlaczego nie My?…

Prawdopodobnie spodoba Ci się mój eBook „Jak odnaleźć swój raj”, bo pokazuje jak pewność siebie zaprowadziła mnie na Karaiby.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE”.

3 myśli w temacie “Max Kolonko czyta „Życie Pod Palmami”, czyli NIGDY nie lekceważ potęgi swojego głosu”

  1. Znam to uczucie. Kiedys napisalam do Marka Niedzwieckiego, pana z radia jak sam o sobie mowi, pozdrowilam go I decenilam jego prace I to jaki wplyw jego audycje mialy ma cale moje pokolenie. Odpisal juz nastepnego dnia. Nie moglam uwierzyc. Nie tylko odpisal, ale byl wdzieczny, za moje slowa, ze nadaja sensu jego zyciu I motywuja do dzialania. Jego mail dal mi z koleji pozytywnego kopa na bardzo dlugo.
    Moje zdanie jest takie, ze jak mamy impuls I kopa, zeby cos robic to trzeba zdac sie na swoja intuicje i to zrobic. Nie rozdzierac wlosa na czworo I poddawac w watpliwosc, bo przestajemy byc tym Kim jestesmy, jezeli ciagle sie hamujemy I ograniczamy.

    Polubienie

  2. Wyczuwam manipulacje w tytule tego wątku. Brzmi jakby Max czytał całego bloga, a przeczytał tylko komentarz. Niby nic, ale „prawie robi wielką różnicę” 😉

    Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s