Świat należy do Ciebie. Ale musisz wyciągnąć po niego ręce…

Pamiętacie film „Alexander” z 2004 roku? Fenomenalny był. Nie tylko ze względu na chyba najlepszą ścieżkę muzyczną w historii ścieżek muzycznych. Podobała mi się jego forma, jakże różna o typowych dla takich filmów pustych patosów. Pokazywała wielki umysł, ale w ciele zwykłego człowieka.

Jedna scena w tym filmie szczególnie mnie urzekła. Ciekawych było wiele, ale to właśnie ta przebrzmiewała potem długo w mojej głowie echem. I do dziś przebrzmiewa. Jak jakieś słowa wyryte w kamieniu, potężniejsze od zęba czasu. Bo w istocie ten cały film nie był o Alexandrze Wielkim. On był o potędze ludzkiego umysłu…

W pierwszej części filmu wystilizowana na grecką divę Angelina Jolie, matka Alexandra próbuje przezwyciężyć lęk, niepokój i poczucie braku siły głównego bohatera. Cała ta część świetnie pokazuje rozdarcie Alexandra pomiędzy poniewierającym nim ojcem, czyli siłą znieważenia i diminizacji (zwaną potocznie „podcinaniem skrzydeł”), a szaloną – mogło by się wydawać – siłą wiary i hiperbolizacji – reprezentowaną przez matkę.

Ta scena jest kulminacją wszystkich wcześniejszych i jednocześnie początkiem drugiej części filmu. Matka Alexandra załamującym się głosem niemalże „żebrze” o to, by syn w końcu „uwierzył w siebie”. I wymawia to, co na zawsze zapisało mi się w umyśle:

„The World is yours! Take it!”

„Świat należy do Ciebie! Wyciągnij po niego ręce!”

Po czym Alexander wyrusza i podbija pół świata, a na ówczesne standardy i horyzonty – 8 nowych… Ale dlaczego ta scena jest taka wybitna?

Bo pokazuje bardzo zdrowe podejście do życia. Świat naprawdę należy do Ciebie. Pomimo, że nie jesteś Alexandrem Wielkim. Lub inaczej – świat należał do Alexandra Wielkiego, pomimo, że jeszcze wtedy nie był „wielki”. Pomimo, że był zwykłym człowiekiem. Tylko i wyłącznie dlatego, że Alexander uwierzył, że tak jest. I wyciągnął po niego swoje łapska…

Bo nie wystarczy wierzyć – trzeba działać!

Nieważne ilu ludzi powie Ci, że świetnie grasz na gitarze – dopóki nie zagrasz koncertu nie uwierzysz sam w siebie. Nieważne ile osób powtórzy Ci, że masz niesamowicie ciekawą urodę – dopóki nie usłyszysz pierwszych oklasków przy modelingu – nie uwierzysz sama w siebie. Nieważne, ile osób powtórzy Ci, że masz talent do rysowania komiksów – dopóki nie zobaczysz wydanej przez siebie historii w lokalnym sklepiku – nie uwierzysz w siebie.

Wiara w siebie jest atrapą sukcesu. Jest swego rodzaju protezą na brakującą pewność siebie. Pozwala nam się rozbiec, gdy nie czujemy nóg. Gdy nie wiemy, co nas czeka. Pozwala założyć, że nam się uda, by sprawdzić, czy nam się uda.

Gdyby Alexander nie uwierzył w siebie, nigdy nie byłby „Wielki”. Ale gdyby tylko uwierzył w siebie, a nic nie zrobił, to byłby kolejnym bękartem w historii. A nawet nie tym. Nikt by w ogóle nigdy o nim nie słyszał. I nie oglądałbyś dziś Colin’a Farrell’a próbującego nieco nieudolnie odegrać człowieka większego niż on sam…

Część ludzi w ogóle nie wierzy w siebie. Negują już pierwszą część tego potężnego zdania: „Świat nie należy do mnie, ja jestem tylko malutkim, kruchym człowieczkiem”... Inni z kolei próbują ten brak wiary nieudolnie zakamuflować: „Świat należy do mnie, bo mi się należy! Dawać mnie tu to i tamto!”…

Tylko nieliczni prawdziwie wierzą w siebie. Naprawdę wierzą, że świat jest „ich”. Że to jest „ich” życie. I to oni wyciągają po ten świat ręce. To oni działają. To oni dokonują „wielkich” rzeczy… Również dla innych.

Jest taki most w Berlinie, nazywa się Elsenbrucke. Pusty i pozostający w cieniu słynnego Warschauer Brucke, niecałe 2 km dalej. Turyści zawsze kłębią się na tym drugim. Ale to właśnie z tego pierwszego rozciąga się jeden z najpiękniejszych widoków w tym mieście.

Pamiętam jak spacerowałam tamtędy i zawsze wchodziłam na chwilę na ten most, by móc podziwiać tą szeroką perspektywę. Przychodziły mi wtedy zawsze do głowy słowa: „Całe to miasto jest Twoje”… I tak się czułam. Mogłam być kim chciałam. Mogłam korzystać z najróżniejszych możliwości tego miejsca. Miałam całą masę wolności.

Ale nie byłoby to nic warte, gdybym z tego wszystkiego nie korzystała. Gdybym narzekała i szukała wymówek. Gdybym nie wierzyła w siebie. Gdybym przejmowała się kolejnymi porażkami…

Pakowałam się wszędzie, gdzie tylko starczyło mi energii. Poznawałam wszystkich, którzy pojawili się na mojej ścieżce. Uczyłam się wszystkiego, czego mogłam się nauczyć. Popełniałam błędy i osiągałam sukcesy. Po prostu żyłam pełnią życia…

Wzięłam sobie to miasto i było moje. Tylko moje! Całe! I nikt nie był w stanie mi go odebrać.
A potem stwierdziłam, że to miasto to za mało
I wyciągnęłam ręce po cały świat…

Prawdopodobnie spodoba Ci się mój eBook „Jak odnaleźć swój raj”, bo rozumiesz rolę wiary w siebie.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE”.

4 myśli w temacie “Świat należy do Ciebie. Ale musisz wyciągnąć po niego ręce…”

  1. Kasiu! W samo sedno 👏👏👏 dokładnie tak- musimy działać i wierzyć ze możemy to zdziałać ☺️☺️☺️uwielbiam Twojego bloga i tematykę która poruszasz 🤗😘brawo Ty

    Polubienie

  2. Kompletnie nie na temat, ale może będziesz w stanie się wypowiedzieć, coś polecić, pokierować. Otóż od ponad miesiąca tracę włosy, nie wiem, czy to biologia, choroba, czy przyczyną jest psychika, przewlekły stres. W każdym razie, czy znasz kogoś, kto uporał się satysfakcjonująco z podobnym problemem? 🙂

    Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s