Dieta mięsożercy – raport z 2 miesięcy na diecie karniwora

Moje doświadczenia z dietą karniwora (czyli „mięsożercy”) polegającą na spożywaniu wyłącznie produktów pochodzenia zwierzęcego (taka odwrotność weganizmu, można by rzec) opisuję na bieżąco na facebookowej grupie: Kącik Karniwora. Tutaj postaram się podsumować 2 miesiące wniosków i zaskakujących zmian.

Może zacznę od wytłumaczenia na czym ta dieta polega: jemy tylko i wyłącznie zwierzęta, a więc: masło, smalec, tran, mięso, wątróbkę, mózg, ozor, nerki, flaki, szpik, wywar z kości (rosół, bez warzyw), produkty mleczne i jaja, ryby, jaja ryb, sery, itd. Wszystko, co zwierzęciem było, lub od zwierząt pochodzi. Dlaczego? Bo to najbardziej neutralne pokarmy dla ludzi. Mleko może powodować u niektórych problemy więc i je część osób odstawia, a hardkorowcy autoimmunologiczni jak Mikhaila Peterson jedzą same steki wołowe z solą i wodą i to im wystarcza.

Nie, taka dieta nie tylko nie powoduje niedoborów – ona niedobory leczy. Zwierzęta, jeśli jemy różnorodnie, a więc przede wszystkim również wątrobę i podroby dostarczają absolutnie wszystkiego, czego potrzebujemy (konieczna jest właściwa obróbka cieplna, nie zbyt długa). Dlaczego taka dieta miałaby leczyć tłumaczyłam w tym widele.

Początki

Pięć miesięcy temu po raz już n-ty spróbowałam odstawić jod. Jak wiecie – suplementowałam moją Hashimoto tarczycę jodem przez okres około 3 lat, co ją uratowało i wyrównało hormony. Niestety każde odstawienie jodu kończyło się powrotem symptomów choroby. Ale ja się nigdy nie poddaję.

Postanowiłam rozpocząć dietę karniwora właśnie ze względu na tarczycę – pomimo ustabilizowanej jej pracy i hormonów idealnie w normie – antyciała nadal miałam obecne. Antyciała niszczą tarczycę, a mi się nie podoba idea ani spożywania jodu całe życie, ani zniszczonej tarczycy w wieku 60 lat.

Zaczęłam więc od odstawienia jodu z jednoczesnym zwiększeniem mięsa w mojej diecie i eliminacją roślin. Stopniowo eliminowałam węglowodany z diety, aż w końcu 2 miesiące temu rozpoczęłam całkowitą dietę karniwora – czyli zaczęłam jeść tylko zwierzęta i produkty ich pochodzenia. Jedynie poranna kawa i szklanka kombuchy pozostała w diecie.

Po tych 3 miesiącach zrobiłam ogólne badania – które ku memu zdumieniu – w końcu dały idealne wyniki. Zawsze miałam podwyższony cholesterol i testosteron, a także niedobory. Po raz pierwszy moje wyniki były idealne.

Raport

Najważniejsza wiadomość to ta, że po miesiącu tej diety zrobiłam testy na antyciała – które okazały się spaść o aż 30%. Ale to tylko czubek góry lodowej, jak to mówią. Oto jak ta dieta odwróciła moje życie do góry nogami:

1. Eliminacja cellulitu, płaski brzuch i silne mięśnie

Moje ciało zawsze było słabe, brakowało mi tchu i energii w mięśniach. Nie byłam w stanie trenować nic co wymagało dłuższego wysiłku: mięśnie po chwili wytężenia traciły jakby „paliwo” i po prostu przestawały działać. Do tego od 15 roku życia (mimo że zawsze szczupła!) mam powracający cellulit, który wg mnie jest powodowany produktami i węglowodanami przetworzonymi (a więc i mąką).

Cellulitu pozbywałam się już wiele razy (największy mam po wizytach w USA :D) – ale nigdy 100%. Zawsze przy ściśnięciu skóry było widać grudki cellulitowe. Dziś nie ma po nich śladu. Ciało – choć mocno wychudzone bo niestety ostatnie zatrucie jedzeniem z lotniska zmusiło mnie do kilkudniowej głodówki – wygląda na silne. I jest silne.

To, co kiedyś było moją zmorą, czyli słabe mięśnie, zniknęło. Widocznie mięśnie na ketonach (paliwo tak jak glukoza, ale inaczej utylizowane przez ciało) działają dużo lepiej. Nie męczę się, nawet przy wspinaczce, mięśnie regenerują się w 1 dzień po treningu (wcześniej były to 4 dni strasznych bóli!!!), ciało ogólnie funkcjonuje dużo lepiej. No i wygląda lepiej.

2. Krótszy i lepszy sen

Po okresie adaptacji (u mnie to było około 2 tygodnie) mój sen nagle z minimalnych 7,5 godziny zmienił się na… 6,5 godziny. Organizm nie ma problemu z zarwaną w podróży nocką i śpi dużo dużo lepiej. Wcześniej każde odstępstwo od równego snu między 21:00 a 5:00 rano kończyło się u mnie stanem „zombie” – masakrycznym zmęczeniem, migrenami, bólami stawów, nadmiernym produkowaniem sebum na ciele i co tylko.

Związana z tym jest też dużo wyższa tolerancja na kawę – wcześniej nie mogłam przekroczyć dawki 1 filiżanki rano. Każda większa ilość powodowała zmęczenie i drgawki. Dziś mogę wypić spokojnie 3 filiżanki i nic mi nie jest.

3. Czysta skóra i włosy

Moja skóra nigdy nie była idealna, zawsze miałam z nią straszne problemy – przeraźliwie sucha i dodatkowo przetłuszczająca się szybko. Włosy musiałam myć codziennie, bo po prostu się kleiły. Zmagałam się też z ciągle wyskakującymi grudkami na twarzy – ponoć „hormonalnymi”. Skóra też ciągle się czerwieniła, była strasznie wrażliwa na wszystko – wiatr, zimno, ciepło, nie wspominając o słońcu, którego prawie w ogóle nie tolerowałam.

Mimo, że początkowo moja skóra wysuszyła się jeszcze bardziej (standardowe na tej diecie adaptowanie organizmu), po 2 tygodniach zaczęła funkcjonować jak nigdy dotąd – zero wysuszenia, przestałam używać olejków, by ją nawilżać. Są zbędne! Twarz mi się oczyściła (a wypryski pojawiały się gdy zjadłam coś nie tak – np. imbir i soję przy sashimi).

Ale największym hitem jest brak poparzeń słonecznych. Początkowo w to nie wierzyłam i wmawiałam sobie, że po prostu miałam szczęście, a słońce było słabsze. Ale przeprowadziłam 3 kontrolowane testy – w tym wczorajszy, gdy godzinę leżałam na karaibskim słońcu od 11:30 do 12:30, czyli w najgorszej możliwej porze – i do tego bez żadnego kremu. Moja skóra stała się szybko pięknie brązowa, jedynie ramiona przez 2 godziny były leciutko różowawe (nie czerwone!), ale szybko też się zbrązowiły.

Sama nie mogę w to uwierzyć, więc zaczęłam pytać i okazało się że inni też tego doświadczają – nawet bardzo biali ludzie. Tutaj około 10 minuty zaczynają o tym mówić eksperci: KLIK. Materiał jest po angielsku.

Również moje włosy zaczęły zachowywać się zupełnie inaczej. Mam bardzo wysokoporowate (plątliwe) włosy, które szybko się przetłuszczają. Na tej diecie nie muszę ich już myć codziennie, wyglądają pięknie i świeżo. Również skóra przestała się ogólnie przetłuszczać, swędzieć, różowić i wydaje się odporna zarówno na mróz jak i na wysokie słońce. Cud nad cuda, tyle Wam powiem.

4. Brak głodu i zachcianek na słodkie

Ponieważ taka dieta jest bardzo wysokotłuszczowa – nie odczuwamy głodu. Wyobraź sobie, że posiłki nie kontrolują twojego życia. Nie musisz jeść śniadania. Nie musisz jeść lunchu. Nie musisz jeść kolacji, gdy nie masz czasu. Zjesz później.

Dieta karniwora to bowiem kontrolowane głodzenie organizmu – gdy Twoje ciało „jedzie” na ketonach z tłuszczu, a nie na glukozie – możesz bez problemu głodować nawet cały dzień. Ja osobiście jem dopiero około 12 w dzień, bo rano po prostu nie jestem głodna. Mam masę energii. Zwykle jem 2 posiłki dziennie, około południa i wieczorem i jest to jakaś forma mięsa. Jeśli czasem chcę coś zjeść rano to będzie to 6 jaj z bekonem lub coś podobnie lekkiego (to mały posiłek, takie „entree” :D).

Najbardziej szokujący, obok odporności skóry na słońce, był dla mnie zanik zachcianek na słodkie – czyli zapotrzebowania na węglowodany. Ludzie na tej diecie mnie o tym informowali – ale nie wierzyłam im. Jednak po około 3 tygodniach takiego jedzenia organizm faktycznie nie reaguje na słodkie – a jeśli już to negatywnie. Podczas podróży stało wokół mnie sporo ciast, itp. I nie miałam na nie ochoty. Naprawdę.

5. Wyższe ciśnienie krwi i ukrwienie organizmu

Całe życie zmagam się z niskim ciśnieniem – w porywach bywało nawet 108/75, ale to w porywach 😀 Zwykle koło 100-105. Tragedia. Wieczne zmęczenie, niedokrwienie kończyn, nieodporność na zimno. 15 stoni, a ja w rękawiczkach i i tak mi z palców krew odpływała. Sine usta – czasem nawet po kąpieli na Karaibach! Wieczny zmarzluch.

Ostatnio byłam w Polsce i mierzyłam ciśnienie było idealne na poziomie 120/85 jeśli dobrze pamiętam. Nie doświadczyłam też zimna tak jak kiedyś. 45 minut stania na dworcu przy 3 stopniach rano mi się nawet podobało. Takie orzeźwiające to. Myślę że to silnie związane z właśnie ciśnieniem. Ale się nie znam.

6. Szybkie trawienie

Dużo osób biadoli jak to mięso zalega w jelitach i błonnik trza jeść. Taaaa… No cóż ja mogę rzec – mięso utylizujemy praktycznie w całości, jest najnaturalniejszym dla nas pożywieniem, nie ma co zalegać. Ja jem pół kilowy stek i nie czuję w ogóle trawienia. Brzuch jest płaski, zero nadęć, jakiegoś bulgotania, ani pierdzenia, za przeproszeniem. Na tej diecie się nie pierdzi w ogóle! Pomyślcie o tym! Życie bez bąków 😀 Jakiś to luksus!

No i ponieważ jemy sporo, ale utylizujemy praktycznie całość, to sramy też mało, raz na dzień, dwa, bezproblemowo. Dużo osób gada coś o zaparciach. No to nie z mięsem najwyraźniej jest związane 😀 O błonniku nie będę się rozpisywać, jest powód dla którego mają go rośliny, a pokarm zwierzęcy nie. Po prostu rośliny mają masę substancji antyodżywczych i niestrawnych typu celuloza. Błonnik w nich jest po to, by to „zamieść” w jelitach.

7. Lepszy wzrok

To jest w fazie testów, bo tu już naprawdę nie wiem co powiedzieć. Jak niby mięso miałoby naprawiać wzrok? No ale widocznie… Mam wrażenie, że moje oczy w ogóle inaczej zaczęły funkcjonować. Widzę dobrze na odległość, a ponoć mam wadę 0,75 i 0,5 według badań sprzed kilku lat (od liceum). Korygowałam krótkowzroczność ćwiczeniami z okularami, ale od ponad 5 miesięcy już tego nie robię. Mimo to widzę całkiem porządnie z dużej odległości. To raportowali też inni ludzie na tej diecie. Nie wiem dlaczego i nie mam tłumaczenia, więc potraktujcie to jako anegdotkę.

W zasadzie to wszystko tu jest nadal anegdotką. Ciągle nie mamy badań tego fenomenu diety mięsnej (czysto mięsnej zaznaczę!!!). Ale jak tak dalej pójdzie to nie będziemy musieli długo czekać. Historie innych, często drastycznie schorowanych ludzi na tej diecie możecie poczytać na stronie MeatHeals.com. Nikomu tej diety „nie polecam”, bo jak wiecie „mięso zabija” i „powoduje raka”…
Także ten… zostawcie mięso mi 🙂 ja się nim zajmę!

Prawdopodobnie spodoba Ci się mój eBook „Jak odnaleźć swój raj”, bo rozumiesz potęgę dbania o siebie.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE”.

28 myśli w temacie “Dieta mięsożercy – raport z 2 miesięcy na diecie karniwora”

  1. Promowanie diety miesozernej kiedy produkcją mięsa wyrządza tyle krzywdy naszej planecie wydaje mi się co najmniej nierozsądne. Poza tym bardzo dziwi mnie tak nagła zmiana poglądów u Ciebie. Kiedyś opowiadałaś jak fantastycznie się czujesz jedząc dużo warzyw i owoców i że mięsa jesz bardzo mało za to dobrej jakości.

    Polubienie

    1. Kolejne kłamstwo. Nigdy nie twierdziłam, że czuję się dobrze, twierdziłam że czuję się LEPIEJ niż przed dietą paleo, ale otwarcie mówiłam że paleo NIE ROZWIĄZAŁO moich problemów. Nigdy też nie jadłam mało mięsa, robiłam eksperyment z mąką, który zaowocował mniejszą konsumpcją mięsa, ale ostatecznie czułam się fatalnie po 6 miesiącach takiej drogi, więc do dużej ilości mięsa szybko wróciłam (wróciła anemia).

      Nie podciągaj sobie moich doświadczeń do swojej chorej ideologii. Tradycyjna hodowla nie zabija tyle zwierząt co wy, drodzy weganie. Jesteście odpowiedzialni nie tylko za straszne cierpienia zwierząt, za ich śmierć w męczarniach z głodu od powycinanych habitatów, ale jeszcze za duszenie ich ropą, z której powstają Wasze plastikowe gówna, mające zastąpić skóry, etc. Do tego masa ludzi masakruje sobie zdrowie przez wasze kłamstwa nt. diety i zdrowia, które bezmyślnie powtarzacie jak ty tutaj zaprezentowałaś. Miarka się przebrała.

      Polubienie

  2. Kasiu, w ostatnim swoim filmie na YT mówisz o miodzie. Nie mogę tego skomentować bo nie chcę mieć konta na YT, google itd. Dr Kwaśniewski mówi w swoich publikacjach o potrzebie dostarczania węglowodanów (potrzebuje tego mózg i czerwone krwinki z tego co pamiętam) ale jest to minimalna ilość na dobę. Dokładnie 0,8 g/ kg wagi ciała. Zawsze miałam problemy z tzw. ‚gównianym paliwem’ czyli węglowodanami złożonymi (chleb, makaron, pierogi). To wszystko zawsze powodowało u mnie tycie w zatrważający sposób. Też swego czasu nawet byłam weganką i możemy o tym porozmawiać ☺️. Wracając do węglowodanów- rozwiązałam to w sposób słodzenia kawy cukrem kokosowym o niskim indeksie glikemicznym. Do tego śmietanka 36%. Oczywiście jestem na diecie wysokotluszczowej z całkowitym wyeliminowaniem produktów roślinnych a więc tylko jajka, masło, tłuste sery. Pozdrawiam Cię ☺️

    Polubienie

    1. Nie, to jest kompletna bzdura. Nie ma czegoś takiego jak „niezbędne węglowodany” nigdzie, nikt nigdy tego nie dowiódł, natomiast masa kultur całych dowiodła że glukoza nie jest nam potrzebna, a nawet – że lepiej funkcjonujemy bez niej. Ciało preferuje ketony z tłuszczu. Glukozę sobie wytworzy samo bez problemu. Mózg lepiej funkcjonuje na diecie ketogenicznej i to zostałó już zbadane wielokrotnie.

      Więc o ile węglowodany uzależniają i to bardzo szybko i bardzo potężnie (jak heroina, itp.), o tyle samego cukru w żadnej formie nie potrzebuje nasze ciało. Natomiast jak funkcjonuje i jak się czujemy – to już inna sprawa. Odstawienie cukru będzie u większości powodowało poważne efekty odstawienia, stąd są te mity że organizm potrzebuje węgli.

      Miód jak wspaniały by nie był, jest przede wszystkim cukrem. Co nie oznacza że nie może leczyć, ale leczy też alkohol w każdej kulturze. Tylko dawka robi z tego co innego 😀

      Polubienie

      1. Piszesz że glukozę sobie ciało wytworzy samo (wykorzystując tak naprawdę nadmiar białek). To co piszę ma nic obecnie wspólnego z uzależnieniem u mnie od węgli tylko z tymi badaniami, które przeprowadził dr Kwaśniewski i tylko na to się powołuję. Sama kompletnie nie odczuwam potrzeby spożywania węglowodanów bo przecież piszę, że jestem na diecie keto. On tylko mówił że szkoda energii z białek skoro w minimalnej ilości można dostarczyć jej w prostszy sposób.

        Polubienie

          1. Zbadał wszystkie mechanizmy. Zauważyłam że reagujesz bardzo gwałtownie na samo wspomnienie o węglowodanach. Wiem że nie ma takich kultur. Nie musimy się ze wszystkim zgadzać. Wysłałam Ci link do jego strony jak również do jego książek „Tłuste życie'” i „Dieta optymalna”. Tak się składa że jego dieta istnieje od lat 60-tych i wiele jest świadectw na to ilu ludzi z niej wyleczył: m.in. z cukrzycy, nadwagi, Hashimoto, chorób krążenia. Wszystkie listy od pacjentów są na jego stronie oraz zacytowane w książkach które wydał ok. 40 lat temu.

            Polubienie

            1. Musisz mi dać trochę czasu zanim zdążę przeczytać wszystko. Natomiast to, że coś wyleczył w żaden sposób nie udowadnia że węglowodany są nam niezbędne. Chyba że potrafisz mi to wytłumaczyć, to „I’m all ears” 🙂 Wiedza jaką ja posiadam na tą chwilę jest taka, że nie ma nigdzie w żadnej kulturze (no może poza wegańską i frutariańską, ale…) czegoś takiego jak „niezbędny węglowodan”. Są natomiast niezbędne proteiny i tłuszcze.

              Mówiąc prosto: Nie da się żyć na wyzerowaniu protein i/lub tłuszczu, można natomiast żyć na całkowitym wyzerowaniu węgli. Jakie to ma efekty – tu się można sprzeczać, jedni twierdzą, że złe, bo ich głowa boli i tarczyca niedomaga, inni, że świetne, bo owszem – jest okres odwyku od uzależnienia cukrowego oraz adaptacja, ale potem są efekty takie, że nikt (znany mi) nie chce wracać do cukrów…

              Coś więc musi być na rzeczy. Nie wiem. Może tłuszcze uzależniają też 😀 Ja lubię testować i podważać własne hipotezy. Niedawno jeszcze twierdziłam również to samo, że węglowodany są nam niezbędne. Myliłam się.
              Jak i już miliony razy w życiu.

              Polubienie

  3. Post warzywny u mnie spowodował wzrost motywacji do dzialania i wiary w możliwości (to może z powodu udanego przetrwania wprowadzonego „reżimu”) i ogólne poczucie odmłodnienia ☺

    W miesnym ekslerymencie efekty likwidacji niepotrzebnych tkanek mogą być spowodowane ich trawieniem przez organizm przedstawiający się na inne żywienie, choć myślę, że z paleo lepiej organizm na to przechodzi niż z diety standardowej. Może to uzupełnienie braków i pozbycie się złogów, stąd mało wydalania (jeśli zrozumiałem).
    Intuicyjnie wydaje mi się to jakaś pułapką, gdyby miało byc na dłuższą metę. Organizm ludzki nie jest taki jak ssaków drapieżnych i nie dobrze znosi nadmiar białka.
    Są też ostrzeżenia przed dietą ketonową, ale nie wiem czy to to samo.

    Polubienie

    1. Dieta karniwora to nie dieta wysokobiałkowa – ten błąd popełnia większość ludzi. Mięso to nie białko, tylko tłuszcz. Nie da się fizycznie zjeść więcej protein niż potrzebujesz, organizm mówi stop (chyba że jesz sztuczności). Organizm ludzki jak najbardziej jest drapieżnikiem, jesteśmy przystosowani do spożycia małych ilości roślin, ale nie trawimy ich odpowiednio. Bez pokarmu zwierzęcego ludzie umierają, czego najlepszym dowodem jest brak jakiejkolwiek kultury wegańskiej.

      Polubienie

    1. W moim przypadku odwrotnie – jestem spokojna i przeszły mi niekontrolowane momenty gniewu, natomiast wzrasta trzeźwość umysłu, skupienie i szybkość myślenia/działania co powoduje z kolei lekką „frustrację” innymi (ludzie wydają mi się ślimakami teraz).

      Na pewno wzrasta to co nazywamy „odwagą” – czujemy się silniejsi. Obydwa spostrzeżenia nie tylko moje.

      Polubienie

  4. Radykalizm popłaca ☺
    Robiąc post na warzywach, poniżej progu glodu, miałem wyższy poziom ketonów, chyba jako wynik odżywiania endogennego. Czułem się dobrze, a mam grupę 0. Bardzo lubię sałatki, ryby i sery.
    Słyszałem o pozytywach (cofanie ciężkich chorób) dominacji w diecie ponad 20 letniej surowych roślin.
    Tylko zwierzęce to dla mnie bardzo ciekawa nowość .

    Polubienie

    1. Bo post to produkcja ketonów z istniejących reserw tłuszczu, dlatego nazywa się głódówką – zagładzasz organizm 😀 Ale to ma swoje granice, jeden będzie głodował 2 tygodnie drugi 3 miesiące, czwarty rok, każdemu się odezwie organizm i upomni o zwierzęta w innym czasie.

      Polubienie

    2. jeśli lubisz ryby …… białka ryb zawierają w swym składzie wszystkie niezbędne aminokwasy i własnie o te aminokwasy w diecie mięsnej się rozchodzi . Pełnowartościowe aminokwasy są niezbędne dla grupy 0 ( roślinne aminokwasy nie są tak wartościowe). Moje obserwacje pokazują ,że owszem Grupa 0 dobrze czuje się na diecie wegetariańskiej , ale do czasu , zdecydowanie lepsza jest dla tej grupy dieta mięsna . Ponad to bardziej szczegółowe wyniki osób z grupą 0 daleko odbiegają od ideału .

      Polubienie

  5. Mówiłaś gdzieś, że dieta karniwora jest mało popularna w Polsce a ja niedawno widziałem ze Dawid Świstek „DS Academy” również tego próbował. Proponuje abyś wymieniła się z nim spostrzeżeniami.

    Polubienie

  6. W miedzy czasie , przy okazji badań kontrolnych stosując dietę mięsną proszę sobie zrobić poziom homocysteiny . To bardzo ważny wskaźnik

    Polubienie

    1. A to wspominałam chyba na FB: ciało jakby produkuje inne sebum, kiedyś mi się po prostu jakieś stany zapalne uaktywniały a sebum wydzielało za mocno. Teraz mam normalną skórę, zapach jakby słodki, ciało się też nie poci co jest hitem, bo mieszkam w tropikach. Kiedyś przebierałam się 2-3 razy dziennie. Dziś w ogóle. Zauważyłam to też w podróży – nie potrzebowałam prać ciuchów, nawet po całym dniu noszenia nic z nimi nie było, nawet nie śmierdziały 😮

      Polubienie

      1. Rolnictwo=szkodnictwo. Większość chorób na świecie pochodzi z nadspożywania traw (wiechlinowatych) a więc: pszenicy, żyta, jęczmienia, ryżu, kukurydzy, prosa. To fakt, że po odstawieniu traw przestaje ciało śmierdzieć potem. Ja ćwiczę na sobie niekoniecznie samo mięso ale masło, jajka, tłuste sery i orzechy. Podstawa to tłuszcze nasycone.

        Polubienie

  7. Dieta mięsna nie jest dla wszystkich , tak jak i dieta wegetariańska , jeśli jednak masz grupę krwi 0 to ta dieta jest wręcz idealna . Osoby z ta grupą czują się na mięsie wręcz idealnie . Ciekawa jestem jaką masz grupę krwi , że mięso tak na Ciebie fenomenalnie zadziałało .. Ja też mam grupę 0 i na mięsie czuje sie tak samo ! Choć jeszcze nie doszła do tego aby to była dieta czysto mięsna

    Polubienie

      1. Ma , caly czas. I to nie jest mit . Ja mam grupe 0 i na miesie czuje się rewelacyjnie . moj brat tez ma grupę 0 i postanowil kiedys zostac wegetarianinem. ……..organizm prawie doprowadzil do ruiny.

        Polubienie

        1. Hej dziewczyny, ja tez mam grupe 0 i tez brak miesa w diecie mi nie sluzy – kiedys przez miesiac bylam wegetarianka troche z przymusu, podcasz pobytu w Londynie, i wrocilam do domu z mnostwem siniakow na calym ciele, jak gdyby moj organizm sie buntowal ,i pewnie z lekka anemia.Moja kolezanka z kolei zaaplikowala intensywna diete miesna swojemu mezowi, ktory mial byc operowany z powodu guza w brzuchu. Guz zniknal. Wierze, tak jak moj lekarz généraliste, ze grupa krwi ma tu cos do rzeczy.

          Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s