Internet zniszczył wszystko

Kiedyś życie było takie proste: ograniczone ramy realnego świata dawały jasne sygnały co można i czego nie można. To kim jesteś było jasne jak słońce. „Tu i teraz” nie było nikomu potrzebne. Życie się cały czas toczyło tu i teraz, gdzie niby indziej miałbyś być?

Enter Internet…

Już jego fascynujące początki zwieszczały brutalne odnogi jakimi zagrabiał będzie kolejne niewinne dusze. Wkrótce dla wielu noce spędzone przed wypukłym ekranem stały się normą. To było takie „cool”. Takie „nowe”. Internet przyciągał początkowo ludzi specyficznych: innowatorów z wyobraźnią, gotowych próbować nowych rzeczy. Good times…

Godziny spędzane nad rozkminami na temat życia i sensem prymitywnych wizualnie, ale zdecydowanie nie „mentalnie” gier jak Pacman na IRCu z kompletnymi nieznajomymi były dla takich ludzi czymś normalnym – ale dla innych – czymś zupełnie nienormalnym. Dopóki sami nie usiedli przed szklanym ekranem…

Gdy raz wszedłeś do przepastnego świata Internetu – you were hooked for life. Zostałeś przez niego zagrabiony. Na zawsze. Lepkie odnogi tego wirtualnego potwora są z Tobą na zawsze. I wtedy każdy kto tego spróbował szybko rozumiał, że te „głupie” gadki o życiu i wszystkim na IRCu, takie głupie nie są… Ba, są ciekawsze, niż rozmowa z sąsiadem, a nierzadko przyjacielem… Często niezrozumiałe „nicki” na ekranie stawały się z jakiś dziwnych powodów bliższymi ludźmi niż osoba siedząca obok…

Matko bosko, co to były za popierdzielone czasy,

jak tak sobie pomyślę. Internet dał nam początkowo coś czego nigdy ludzkość nie miała: pełną anonimowość. I paradoksalnie ta pełna anonimowość… zbliżała i otwierała ludzi.

Ten wirtualny dystans, bo przecież czasem okazywało się że gadasz z sąsiadem, ta nieprzekraczalna granica szklanego ekranu dawała chyba wszystkim jakaś nowa siłę i motywację. Na co dzień zamknięci w sobie, z trudem wypluwający „dzień dobry” – w Internecie tacy ludzie stawali się otwarci, ciekawi, ekstrawertyczni…

Co za uczta dla takich ludzi jak ja. Ludzi bez granic. Ludzi, dla których limity nie istnieją. Ludzie, którzy pogadają z każdym, na każdy temat…

Fast forward:

Dwie dekady później mamy Internet „sołszal midiów” i pseudoprywatności. Internet, który zmienił się nie do poznania. W którym nie wiadomo już, jak się chronić i czy w ogóle się chronić… Którego nikt już nie rozumie. Który kontroluje nasze życia…

Tak, kontroluje.

Przez te 20 lat nie zmieniło się jedno: świat wirtualny nadal ma „to coś”. To co sprawia, że po niego sięgamy. I każdemu się wydaje, że u niego to jest coś innego. Że jest oryginalny… Być może chcesz zobaczyć rodzinę mieszkająca w Australii. Być może zamówić najnowszą i najmodniejszą w tym sezonie pralko-suszarkę z funkcją „kłik draj”. Być może po prostu sprawdzić pocztę, bo a nuż odpisała ta brunetka z Hiszpanii…

Ale wszyscy sięgamy po wirtualny świat z tego samego powodu:

Świat realny coraz częściej bywa mniej ciekawy

To brutalna prawda na temat dzisiejszej rzeczywistości. Zresztą co ja gadam – nie tylko dzisiejszej. Daje sobie rękę uciąć, że gdyby Internet wymyślono w czasach średniowiecza to byśmy uniknęli większości wojen… ludzie napierdzielali by w jakiegoś Warcraft’a zamiast się naparzać o jakąś tam religię czy granice kraju…

Czym ten dziwny twór, Internetem zwany, dziś jest nikt już nie wie. I nikt nie zadaje nawet tego pytania, bo i po co? Przecież i tak nas w końcu „zje”. Niektórych już „zjadł”. Nikt nie protestuje. Jakieś tam niedobitki udają, że dadzą radę. Jeden z moich przyjaciół, zapierający się rękami i nogami w końcu kupił sobie 2 lata temu „ajfona”. A potem zrobił to, czego zarzekał się, że nigdy nie zrobi: zainstalował fejsbuka…

Internetowy potwór pochłania nas coraz bardziej, z każdym dniem rozmywając mocniej i mocniej granicę tego co żywe i namacalne oraz tego co tylko wirtualne. Nasze zmysły powoli przyzwyczają się do hipnotycznego transu, jaki zapewnia.

I proszą o więcej…

Lubimy myśleć, że to nie my. To nie o nas!

To inni są uzależnieni, nie ja. Przecież ja kontroluje sytuacje! To ja wybieram! To ja klikam… To ja decyduję!!!

Próżna walka. Internet już Cię ma. Steruje nami już od dawna. Nawet nie wiemy, kiedy daliśmy się omamić. Algorytmy, „sztuczna inteligencja”, „darmowe” konta i serwisy… Naprawdę myślisz, że Internet jest „za darmo”?…

Nie, ten wielki potwór codziennie analizuje multum danych o nas. Danych, które udostępniamy mu sami, na własne życzenie. O które często nikt nas nawet nie pyta. Poddajemy się temu, mimo że nikt, nawet twórcy owej sztucznej „inteligencji” nie wiedzą do końca jak ona działa i gdzie nas zaprowadzi.

Jedna zmiana lub jeden „fakap” w algorytmach „Fejsbuka” czy „Gugla” i zupełnie inny kandydat wygra wybory… Jedna zmiana i całe Twoje wirtualne życie przestaje istnieć… Jeden „fakap” i Twoje konto bankowe staje się puste… Taka jest dziś moc Internetu.

Właśnie wrzuciłam zdjęcie na Instagram. Instagram, z którego mało korzystam i którego idei do dziś nie rozumiem. Zreszta co tu rozumieć, wszystkie molochy internetowe to tylko maszynki do robienia pieniędzy, bez prawdziwego celu i przydatności.

Nie wiem czemu wrzucam zdjęcie na serwis, którego sensu istnienia nie rozumiem, dla ludzi, których nawet nie znam. Po jakiego grzyba to robię? Po jakiego grzyba robisz to Ty?…

Ano właśnie, nawet się nad tym nie zastanawiamy. No żeby mieć ładny Instagram nie? Ale po co Ci ten Instagram? No żeby być w „sołszal midia”. Ale po co Ci „sołszal midia”? No żeby…

istnieć…

Zaciera się granica między życiem realnym i wirtualnym… Kolejny raz przypominam sobie o tym, gdy „skroluję” chwilę przez zdjęcia z kont, które „falołuję” na tym Instagramie. Tak do pierwszej reklamy, która szybko przypomina mi, że dla „Insta-potwora” jestem tylko produktem…

Z niezrozumiałych przyczyn skroluję wtedy z powrotem do góry, żeby „wrócić”…

Gdzie kurna wrócić? Do czego wrócić? Chyba to tego realnego świata… No przecież nie zrobię tego mażąc po ekranie paluchem… Ale jednak taki gest zakodowany jest w moim umyśle…

Wyuczylismy się gestów, których nawet nie rozumiemy… Ale które powielamy…

I wtedy gdy przelatuję moje świeżo dodane zdjęcie przez ułamek sekundy moje oczy rejestrują kilka liter… Ten nick… Stopuję. Myślę. Że co???…. Nie, to nie możliwe, coś mi się przywidzia….

Cofam się do mojego zdjęcia. Jak to?

„Dżoł”? Nie no…

Klikam.

Tak, to „Dżoł”…

„Dżoł” mnie „falołuje”?!?

A z jakiej kurna paki? Przecież on mnie nawet nie zna! Nawet nie wie o moim istnieniu! Mój stan umysłu określić można tylko jednym wyrażeniem:

„Łot de fak”?!?

I wtedy przypominam sobie te uczucie sprzed 2 dekad. Kiedy na szklanym wypukłym ekranie pojawiały się słowa „siema” czy inne podobne, otulone znajomym „nickiem”… Od ludzi, których nie znasz. Których być może nigdy nie spotkasz. Ale którzy są Ci bliżsi niż osoba siedząca obok Ciebie w ponurej kafejce internetowej czy sali informatycznej…

No więc robię to, co każdy „normalny” człowiek epoki Internetu by zrobił: piszę do „Dżoł” i jego żony „Szalrin”… aka „używam Internetu” w celu, w jakim został stworzony. Celu, o którym tak często zapominamy:

Komunikacji…

W trakcie pisania przypominam sobie, że nie wiem właściwie dlaczego pisze. Na instagramie, którego nie wiem czemu używam. Wklepując słowa które nie wiem czemu pojawiają się w mojej głowie…

Internet obdarł nas z prywatności, ograbił z ułudy wolnej woli i zamknął w srebrnym więzieniu „sołszal midiów”. Ale dał nam w zamian jedną przepiękną rzecz: olśniewający wielki most do komunikacji. Most, który pozwala nam pokonać każdy dystans.

Świat wirtualny to świat bez limitów. Świat, w którym możesz pogadać z sąsiadem, ale wolisz z rodziną w Ameryce. Świat, w którym odległości nie istnieją. Świat, który zabierze Cię gdziekolwiek chcesz, kiedy chcesz. Świat, który na zawsze zmienił nasze myślenie i to, kim jesteśmy.

Świat, który codziennie kusi: „chodź, kliknij, zajrzyj, oceń, skomentuj, polajkuj”… Świat, od którego desperacko uciekamy i przed którym się bronimy resztkami sił, mimo że wiemy, iż to na marne…

Internet wygrał

Oddaliśmy mu nasze człowieczeństwo, prywatność i ułudę wolnej woli. Zrobiliśmy „dil”. Dostaliśmy w zamian coś – z naszej perspektywy – dużo bardziej wartościowego. Po raz pierwszy w historii ludzkość ma pełnię możliwości komunikacji. Po raz pierwszy w historii możesz pogadać z każdym. Wszędzie.

Z każdym…

Czy rozumiesz tę magiczną moc, jaką dostałeś? Czy rozumiesz co to oznacza dla naszych społeczeństw? Naszych państw? Naszych kultur i języka? Status i hierarchia zmieniły się na zawsze. Mamy zupełnie nowy system. Wkraczamy w nowa erę. Erę, w której najwyższą wartością nie jest to skąd pochodzisz, ile masz kasy, jakie masz znajomości, tylko informacja. I to, co potrafisz z nią zrobić…

Jakże śmieszne jest to, że oglądaliśmy te całe Terminatory i Ghost in the Shell’e i myśleliśmy (i dalej myślimy!), że trzeba sobie jakiś czip wszczepić do łba by się stać cyborgiem…

Cyborgami staliśmy się bez żadnych operacji i kombinacji…

Wystarczyło popatrzeć się przez chwilę na ten szklany ekran… i już nigdy nie byliśmy tacy jak kiedyś… Ludzie stali się cyborgami gdy ich umysł dotknęły wszechobecne dziś macki Internetowego Potwora. Ożenili się ze szklanym ekranem bez żadnego zająknięcia. I dziś już każdy ma go w swojej kieszeni…

A maszyny już nami zawładnęły. Ta „sztuczna inteligencja” to nic innego jak przedłużenie naszego umysłu. To to urządzenie, na którym czytasz ten artykuł… w tym pięknym wirtualnym świecie…

Bo Twój świat realny jest mniej ciekawy… Tak, „tu i teraz” jest mniej ciekawy. Gdyby nie był, nie gapiłbyś się w ten ekran…

Nie wzbraniaj się, bo to nie ma sensu. To już się stało. Jesteśmy cyborgami. Po co to wypierać? Tak, nawet jeśli wydaje Ci się, że się kontrolujesz, że „tylko” kilka godzin dziennie „surfujesz”, że przecież w każdej chwili możesz…

Gówno możesz. Nie potrafimy już funkcjonować bez Internetu.

Jesteśmy od maszyn zależni. Jesteśmy z maszynami nierozerwalnie związani. Jesteśmy tym maszynom potrzebni… A one są potrzebne nam…

Gdzie pójdziemy dalej? Co z tym faktem zrobimy?

Pewne jest tylko jedno: nie zdecydujemy my. Bo właśnie, po raz pierwszy w historii ludzkości na tak wielką skalę odkrywamy, że

wolna wola to ułuda…

Ale co z tego, ważne, że mamy nasz piękny most komunikacji. Że limity przestały istnieć. Że ludzkość jest sobie bliższa niż kiedykolwiek…

„Embrejs it” – zaakceptuj to. Bo tylko wtedy będziesz miał jakieś szanse ten dziwny związek z Internetowym Potworem wykorzystać. On już wykorzystuje Ciebie. Więc czemu nie wykorzystać jego?

Mogłabym jeszcze pisać o tym godzinami, ale muszę lecieć. „Dżoł” i „Szarlin” właśnie odpisali…


Prawdopodobnie spodoba Ci się mój eBook „Jak odnaleźć swój raj”, bo rozumiesz potęgę akceptacji i czerpana z możliwości.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE”.

 

4 myśli w temacie “Internet zniszczył wszystko”

  1. Ernest Cline „Player One”
    Film Spielberga na podstawie tej książki „Ready Player One” z 2018 roku.
    Zarówno książka jak i film dają wiele do myślenia o przeplataniu się świata wirtualnego i rzeczywistego… a właściwie zastępowaniu jednego świata drugim 🙂
    Tak czy owak polecam 🙂

    Polubienie

  2. Szkoda ,że za cel życia obralas sobie krytykowanie wszystkich i wszystkiego ..podobno jesteś psychologiem a obca jest Ci dewiza..zaczynam od siebie ..jeszcze jedna dewiza stara jak świat …nikt wartościowy mający wysoką samoocenę nie krytykuje innych ..każdy ma prawo prowadzić blog i mówić co chce A nasza świadomość weryfikować prawdę
    Prawdy tak na prawdę nie zna nikt ..dziś jest prawdziwe to jutro już owo to jest niezgodne z badani.mi ..tylko pytanie kto jest dziś wiarygodny i kto pisze prawdę …ja też nie mam zamiaru krytykować Ciebie ..zastanawiam się tylko skąd w Tobie ..ludziach tyle nienawiści ..osadzania .
    Krytykowanie wszystkich wkoło tylko nie siebie ..jaka masz pewność że poglądy które wyglądasz są prawdziwe …Co jest zdrowe A co nie za… 2 lata zmienisz zdanie i będziesz.zyla energia słoneczna bo mięso jest źle …dziś każdy to co mówi opiera na swojej wiedzy i swoim doświadczeniu oraz swojej świadomości A te każdy ma inną ..zatem czemu i komu służy krytykowanie tego że ktoś mówi o tym co jemu pomogło ..Szkoda że jako .
    Psycholog nie dysponujesz taka wiedza ..A może warto zamiast krytykować wszystkich i na tym budować swoją wartość .
    Lepiej zgłębić wiedzę i swoją świadomość oraz tolerancję i życzliwość.pozdrawiam

    Polubienie

    1. „nikt wartościowy mający wysoką samoocenę nie krytykuje innych” – czy zatem sugerujesz, że sama jesteś bezwartościowym człowiekiem z niską samooceną, ponieważ krytykujesz mnie?… Ano właśnie moja droga, hipokryzja to twoje drugie imię.
      To co robisz nazywa się w psychologii PROJEKCJĄ i jest o tym artykuł. Widzisz w innych to, co sama robisz. Klasyczne zachowanie osoby nieświadomej tego jak działa ten mechanizm psychologiczny.
      PS. nie jestem psychologiem, dosłownie sobie to wyhalucynowałaś. Krytykujesz sama siebie i tytuł, który nie istnieje.
      Warto się zastanowić nad sobą.

      Polubienie

      1. Kasia, masz jakieś osobne widły o kombuchy/wpis, bo dużo się jej przewija w twoich filmikach, ale nie znalazłem konkretnego info,a w googlach jest dużo o złych „skutkach ubocznych” ?

        p.s.
        sry że po tym postem akurat, ale pewnie przewijasz najnowsze najczęściej

        Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s